Pelagia i czerwony kogut
- Автор: Акунин Борис Чхартишвили
- Серия: Prowincjonalny kryminał #3
- Год: 2004
- Язык: польский
- Год: Noir sur Blanc
- ISBN: 83-7392-078-1
- Переводчик: Henryk Chłystowski
- Жанр: Исторические детективы
Электронная книга - «Pelagia i czerwony kogut». Краткое содержание книги:
A jeszcze trafiło mi się słyszeć o niejakim myśliwym z Zelandii imieniem Rip, który z podziemnej jamy usłyszał krzyk koguta i uznał, że to lis porwał ptaka, i wszedł, ażeby dobyć lisią skórę. Wyszedł po bardzo krótkim czasie, ale kiedy nawrócił się do wsi, nikt go tam nie poznał, bo nie było go całych dwadzieścia łat.
A niejaki kupiec z Ligurii, który bywał w krainie China, opowiadał szlachetnemu panu Klausowi von Weiler, dobrze mi znajomemu (było to w mieście Lubeka w gospodzie „Pod Korabiem", w przytomności świadków), jak Kitajczycy mówili mu, temu kupcowi, o niejakim rybaku z królestwa Japona, co to kładzie się na Morzu-Oceanie w pobliżu Ziemi Jana, kapłana-króla. Onże rybak, łowiąc ostrygi, wszedł o zaranku do nadmorskiej jaskini, kiedy zakrzyczał czerwony żółw, który wieści nadejście dnia miast koguta, a to za karę, że tameczni mieszkańcy nie wiedzą chrześcijańskiej wiary, i rybak ów zasnął na niedługi czas, a kiedy się zbudził, to pokazało się, że przespał całych osiemdziesiąt osiem lat, i nie wpuścili go do jego wsi, bo nikt go tam nie pamiętał, i błąkał się po rozmaitych miejscach, a ci Kitajczycy sami go widzieli, kiedy pływali!
li do Japona za złotem, którego w onym królestwie nieprzebrana moc, a stoi ono nie więcej niźli srebro lubo nawet miedź.
O tym zasię, dlaczego pianie czerwonego koguta podnosi w duszy takie rzeczy, pisałem w Disputatio ypothetica de rubri galli statu preelectu[8] toteż na nowo pisał o tym nie będę, tylko przejdę do
Rozdziału XXXIX, mówiącego o tym, jak hodować w jaskiniach jadalne grzyby
Trzeba dodać, że przeczytawszy o czerwonym kogucie, Pelagia zerwała się z krzesła i do końca rozdziału czytała na stojąco – tak ją to poruszyło. Z rozpędu zaczęła czytać i o grzybach, ale wkrótce przekonała się, że o Osobliwych Jaskiniach nie ma tam już mowy. Uważnie przekartkowała tom, mając nadzieję natrafić na jeszcze jakieś wzmianki o Rozważaniach domniemanych, ale niczego nie znalazła.
Wzburzona zatrzasnęła księgę i popędziła do gabinetu przewielebnego.
Mitrofaniusz odwrócił się zdumiony – nie zdarzyło się jeszcze nigdy, żeby jego duchowa córka wtargnęła do niego w ową najświętszą godzinę, i to bez pukania.
– Władyko, a Rozważania o czerwonym kogucie? – wypaliła mniszka.
Archijerej nie od razu powrócił na ziemię.
– Co? – zapytał niezbyt grzecznie.
– Traktat o czerwonym kogucie, napisany przez tegoż Adalberta, gdzie on jest? – niecierpliwie nalegała Pelagia.
– O jakim kogucie? – Biskup zdumiał się jeszcze bardziej. – Co z tobą, moja córko? Czy nie masz gorączki?
Kiedy w końcu zrozumiał, czego domaga się czernica, wyjaśnił, że poza Traktatem o jaskiniach nie zachowały się do naszych czasów żadne inne dzieła Adalberta Ulubionego. Klasztor, w którym mistyk przebywał i umarł, został spalony w czasie wojen religijnych przez żołnierzy księcia Nassau. Tylko ta jedna księga ocalała, a i to szczęśliwym trafem – była właśnie u introligatora. O tym, że Adalbert popełnił był pracę o kogucie, Mitrofaniusz usłyszał po raz pierwszy.
– W piętnastym wieku modne było przypisywanie rozmaitym zwierzętom cudownych właściwości – zaczął wyjaśniać przewielebny. – Niektórzy ówcześni scholastycy przejęli się ideą parzystości. Bóg jakoby stworzył wszystko w parach: mężczyzna i kobieta, czarne i białe, słońce i księżyc, ciepło i zimno. Próbowali także znaleźć parę dla rodzaju ludzkiego w świecie zwierząt – jakiś gatunek stworzeń, wybranych i wskazanych przez Boga na równi z człowiekiem. Jedni przypisywali tę rolę mrówkom, inni delfinom, a jeszcze inni jednorożcom. Sądząc wedle tytułu dzieła, Adalbert był apologetą kogutów, dlaczego jednak czerwonych – to już Bóg tylko wie.
– Mrówki to zrozumiałe, mrowisko istotnie przypomina ludzką społeczność. Delfiny też – bo są mądre. Jednorożców średniowieczni autorzy nie widzieli na oczy, więc mogli przypisywać im cokolwiek. Ale kogut? Zaczepny, głupi ptak. Depcze tylko kury i wydziera się.
– O nie! – Archijerej podniósł palec. – Koguta traktowano w sposób szczególny od dawna, jeszcze w czasach przedchrześcijańskich. Ów szczególny stosunek obserwujemy wszędzie, gdzie występuje gatunek gallus domesticus. U Chińczyków, na przykład, uosabia on zasadę yang. To jest śmiałość, życzliwość, godność i wierność. Kogut zaś o czerwonym upierzeniu jest dodatkowo symbolem Słońca. Jeśli zwrócisz uwagę na zupełnie inny obszar planety, na starożytnych Celtów, to u nich czerwony kogut uosabiał bogów Podziemia. W kulturze grecko-rzymskiej kogut oznacza odrodzenie. W ogóle w większości mitologii ptak ów związany jest z bogami jutrzenki, słońca, światła, niebiańskiego ognia – z powstawaniem nowego życia. Kogut przepędza noc i towarzyszące jej mrok, strach, ślepotę.
Tego rodzaju improwizowane wykłady, wygłaszane niekiedy z najbardziej nieoczekiwanych powodów, były ulubionym konikiem Mitrofaniusza, Pelagia zaś słuchała ich zawsze z zainteresowaniem, ale nigdy jeszcze tak chciwie jak teraz.
– Weźmy chrześcijaństwo – ciągnął przewielebny. – W naszej religii interesujący cię pierzasty także ma szczególny status. Kogut to symbol światła. Wita wschód Słońca-Chrystusa, zmuszającego siły ciemności do ucieczki. W czasie świąt wielkanocnych, kiedy przypominamy sobie Mękę Pańską, kogut oznacza zmartwychwstanie. Czy wiadomo ci, że krzyż, obecnie powszechnie przyjęty symbol chrześcijaństwa, pojawił się dosyć późno, bo dopiero w połowie piątego stulecia? Do tamtej pory chrześcijanie korzystali z innych symboli, w tym bardzo często z koguta – był to obraz Syna Bożego, który przyszedł przebudzić ludzkość. Nie zapominajmy także o proroctwie mądrego Eklezjasty: „I powstaną na głos ptaszy, i ogłuszeją wszystkie córki śpiewania", co znaczy, że właśnie kogut obwieści ludziom dzień Sądu Ostatecznego.
Im dłużej słuchała Pelagia uczonych wywodów Mitrofaniusza, tym bardziej zadumane było jej oblicze, a spojrzenie stało się pod koniec zupełnie nieobecne.
Kiedy zaś władyka skończył, zakonnica już o nic więcej nie pytała. Z pokłonem podziękowała za lekcję, przeprosiła, że oderwała przewielebnego od pisarskiego trudu, i pożegnała się do jutra.
Legowisko cyklopa
Siostra zamierzała opuścić siedzibę archijereja tą samą drogą, jaką tu przyszła – nie dłuższą, przez podwórzec i bramę, ale krótszą, przez ogrodową furtkę, do której miała własny klucz.
W oknach korpusu braciszków światła już pogasły, nie paliła się też latarnia przy ganku frontowym, za to na niebie mocno świecił księżyc, noc więc była jasna.
Pachniało młodym listowiem, z alei jabłoniowej docierało szemranie fontanny – wszystko to spowodowało, że napięcie, jakie odczuwała mniszka, zaczęło powoli opadać.
Ogród władyki uznawany był w mieście za jedno z ciekawszych miejsc i utrzymywany we wzorowym porządku. Bielutkie alejki, posypywane specjalnie przesiewanym piaskiem, podmiatano kilka razy dziennie, tak że Pelagia miała wrażenie, że stąpa nie po ziemi, ale po Drodze Mlecznej. Aż niezręcznie było zostawiać tutaj łańcuszek własnych śladów i dlatego mniszka starała się trzymać samego skraju.
8
Rozważania domniemane o niezwykłości czerwonego koguta (lac).