Oko czasu [Time's Eye - pl]
- Автор: Бакстер Стивен М., Кларк Артур Чарльз
- Серия: Odyseja czasu #1
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Vis-
- ISBN: 978-83-61516-00-2
- Переводчик: Stefan Baranowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Oko czasu [Time's Eye - pl]». Краткое содержание книги:
— Przypuśćmy, że próbuję dogonić światło odbite od twojej twarzy, pędząc coraz szybciej i szybciej. Co zobaczę?
Josh zmarszczył brwi.
— To jak dwa pociągi, z których jeden wyprzedza drugi, oba jadą szybko, ale z punktu widzenia jednego z nich ten drugi wydaje się poruszać powoli. — Uśmiechnął się. — Kiedy uśmiechniesz się na powitanie, zobaczysz moje policzki i usta, poruszająca się jak lodowiec.
— Tak — powiedziała. — Doskonale, chwytasz, o co chodzi. I Einstein — ach, to był fizyk z początków dwudziestego wieku, ważna postać — otóż Einstein nauczył nas, że nie jest to tylko efekt wzrokowy. Nie chodzi o to, że widzę, jak twoja twarz porusza się wolniej, Josh. Światło dostarcza najbardziej podstawowego sposobu mierzenia czasu, więc im szybciej się poruszam, tym wolniej dla ciebie płynie czas.
Ruddy szarpnął za wąsy.
— Dlaczego? Abdikadir roześmiał się.
— Pięciu pokoleniom nauczycieli od czasów Einsteina nie udało się znaleźć dobrej odpowiedzi, Ruddy. Po prostu tak właśnie zbudowany jest wszechświat.
Josh wyszczerzył zęby w uśmiechu.
— Jakie to cudowne, że światło będzie zawsze młode, nigdy się nie zestarzeje. Może prawdą jest, że anioły są zbudowane z samego światła!
Ruddy pokręcił głową.
— Anioły czy nie, to jest cholernie mętne. I co to ma wspólnego z naszą obecną sytuacją?
— Bo — powiedziała Bisesa — we wszechświecie, w którym czas wokół ciebie płynie z rozmaitą szybkością, zależnie od tego, jak szybko się poruszasz, pojęcie równoczesności jest sprawą dosyć delikatną. To, co jest równoczesne, powiedzmy, dla Josha i Ruddy’ego, może nie być równoczesne dla mnie. Zależy od tego, jak się poruszamy, jak światło porusza się między nami.
Josh kiwnął głową, ale najwyraźniej był niepewny.
— I to nie jest po prostu wynik wyczucia czasu…
— Nie wyczucia czasu, ale praw fizyki — powiedziała Bisesa.
— Myślę, że rozumiem — powiedział Josh. — A jeśli to może mieć miejsce, jest rzeczą możliwą, że dwa zdarzenia, które nie są równoczesne — powiedzmy, chwila w moim życiu w 1885 roku i chwila w życiu Bisesy w 2037 — można do siebie zbliżyć tak, że się zetkną, że będzie można nawet…
— Pocałować się? — powiedział Ruddy ni to drwiąco, ni to poważnie.
Biedny Josh zarumienił się.
Ruddy powiedział:
— Ale to wszystko stanowi opis z punktu widzenia tej innej osoby. Z jakiego więc punktu widzenia należy postrzega nasz nowy świat? Z punktu widzenia Boga czy też Oka Czasu?
— Nie wiem — odparła Bisesa.
— Musimy się więcej dowiedzieć — powiedział Josh stanowczo. — Jeżeli kiedykolwiek mamy mieć szansę rozwiązania tego problemu…
— O tak — głucho zaśmiał się Ruddy. — Właśnie. Rozwiązać problem!
Abdikadir powiedział:
— W naszych czasach przywykliśmy do myśli, że morza rzeki i powietrze są zanieczyszczone. Teraz okazuje się, że czas nie jest równym, niepowstrzymanym strumieniem, lecz wzburzonym i pełnym wirów. — Wzruszył ramionami. — Może jest po prostu czymś, do czego będziemy się musieli przyzwyczaić.
— Może prawda jest prostsza — brutalnie powiedział Ruddy. — Może wasze hałaśliwe maszyny zakłóciły święty spokój wieczności. Te gwizdy i grzmoty straszliwych wojen waszych czasów wstrząsnęły murami wieczności tak silnie, że jej pęknięcia nie mogą się zrosnąć.
Josh przenosił wzrok z jednego na drugiego.
— Mówicie, że wszystko to może nie mieć charakteru naturalnego — może nawet nie być wynikiem działania jakichś istot przewyższających nas inteligencją — zatem może to nasza wina?
— Może — powiedziała Bisesa. — A może nie. Nasza wiedza jest tylko trochę bogatsza niż wasza, Josh. Naprawdę nie wiemy.
Ruddy wciąż rozmyślał o teorii względności.
— Kim był ten gość, jak mówiłaś, Einstein? To mi wygląda na Niemca.
Abdikadir powiedział:
— Był niemieckim Żydem. W waszym czasie miał, hm, sześć lat i chodził do szkoły w Monachium. Ruddy mruczał:
— Przestrzeń i czas mogą być zakrzywione. Nie ma pewności, nawet w fizyce, jak opinie Einsteina mogły się przyczynić do zmian i rozpadu świata, a teraz mówicie, że był Żydem i Niemcem, to się musiało stać i jest zwyczajnie śmiechu warte!
Telefon powiedział cicho:
— Biseso, jest jeszcze coś.
— Co?
— Tau Ceti.
Josh powiedział:
— Co to jest? Och, gwiazda.
— Gwiazda taka jak Słońce, oddalona o dwanaście lat świetlnych. To nowa. Była słaba, a kiedy ją zauważyłem, jej blask już przygasał po tym, jak osiągnął wartość szczytową, była widoczna tylko przez kilka nocy, ale…
Abdikadir szarpał brodę.
— Co w tym niezwykłego?
— To po prostu niemożliwe — powiedział telefon.
— Jak to?
— Nowa może występować jedynie w układzie podwójnym, jej towarzysz musi dostarczyć dodatkowego materiału gwieździe, która w końcu wybucha.
— A Tau Ceti jest gwiazdą pojedynczą — powiedziała Bisesa. — Więc w jaki sposób mogła stać się nową?
— Możesz sprawdzić moje zapisy — powiedział telefon zgryźliwie.
Bisesa niepewnie spojrzała w niebo. Ruddy zrzędził:
— To są sprawy, które wydają mi się daleką i abstrakcyjną zagadką. Może powinniśmy się zająć pilniejszymi sprawami. Twój telefon od wielu dni pracował nad wyznaczeniem daty. Jak dużo czasu zajmie mu przekazanie tych cudownych wiadomości?
— To zależy od telefonu. Zawsze miał swój własny umysł. Roześmiał się.
— Panie Gadżet! Powiedz pan, co wywnioskowałeś, najlepiej jak potrafisz, może być nie wszystko. Rozkazuję ci!
Telefon powiedział:
— Biseso…
Poprzednio ustawiła zabezpieczenia, aby telefon nie powiedział Brytyjczykom zbyt wiele. Ale teraz wzruszyła ramionami.
— OK, możesz mówić.
— Trzynasty wiek — szepnął telefon. Ruddy nachylił się bliżej.
— Kiedy?
— Trudno określić dokładniej. Zmiany położeń gwiazd są niewielkie — moje kamery są przeznaczone do pracy w dzień i muszę stosować długą ekspozycję — a chmury potwornie przeszkadzają… W tym okresie było wiele zaćmień księżyca; jeśli zaobserwuję jedno z nich, być może uda mi się określić dokładny dzień.
— Jednak trzynasty wiek — żachnął się Ruddy i spojrzał na pokryte chmurami niebo. — To sześć stuleci od domu!
— A dla nas osiem — ponuro powiedziała Bisesa. — Ale jakie to ma znaczenie? To może być trzynastowieczne niebo, ale świat, w którym się znajdujemy, to na pewno nie jest Ziemia z trzynastego wieku. Na przykład Jamrud tu nie pasuje.
Josh powiedział:
— Może trzynasty wiek to… to fundament. Jak podstawowa warstwa, na którą nałożono inne fragmenty czasu, tworząc tę wielką, chronologiczną układankę.
— Przykro mi, że przynoszę złe wiadomości — powiedział telefon.
Bisesa wzruszyła ramionami.
— Myślę, że to jest nie tyle złe, ile skomplikowane. Ruddy oparł się o skałę, objąwszy dłońmi głowę, a w jego grubych okularach odbijały się chmury.
— Trzynasty wiek — powiedział smutno. — Cóż za cudowna podróż! Myślałem, że przybywam na Granicę Północno-Zachodnią, co było wystarczająco ryzykowne, ale żeby zostać przeniesionym do średniowiecza!… Jednak przyznaję, że w tym momencie nie widzę w tym nic cudownego. Nie czuję nawet strachu z powodu faktu, że się zgubiliśmy.