Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
materiał bioder uderzających o jego nagie pośladki. Pod zaciśniętymi powiekami
widział tylko płomienie, całe jego ciało podrygiwało w rytmie pchnięć, a z gardła
wydobywał się niekończący się jęk.
W pewnym momencie dłonie zatykające mu usta puściły go i złapały za włosy,
odciągając jego głowę mocno w tył przy każdym uderzeniu. Z uwolnionych ust zaczął
płynąć potok słów, nad którymi nie miał kontroli. Stracił ją już dawno.
- Tak, tak, tak! Pokaż, jak bardzo mnie nienawidzisz! Pieprz mnie! Pierdol! Rozerwij
mnie na strzępy! Na kawałki! Cholera, to takie-e cu-udowne! O b-oooo-że...
Och, czuł ją tak wyraźnie. Lawę, przelewającą się przez jego wnętrzności,
spływającą żyłami aż do podbrzusza. Gniew. Pragnienie. Wszystko było tak wyraźne.
Wszystko było w nim. W jego gardle, w żołądku, przesączało się przez skórę i
spływało po niej w kroplach potu.
Żeby to się tylko nie kończyło. Nigdy. Chciał to czuć. Życie. Emocje. Już zawsze. Tak
silne. Tak... zatrważające.
Otworzył na chwilę oczy i zobaczył to. Iskry, krążące wszędzie wokół. Blask,
rozgrzewający powietrze. Magię tak silną, że stojące na półkach butelki wibrowały i
unosiły się. Porozrzucane po podłodze drzazgi zaczęły wirować wokół nich,
wyglądając, jakby tańczyły.
Severus dyszał i jęczał tak głośno, jak chyba jeszcze nigdy. Harry słyszał każde jego
sapnięcie, unoszące się w powietrzu i opadające mu na skórę. Każdy swój jęk
dedykował właśnie jemu.
I wtedy poczuł uścisk na gardle. Snape złapał za koniec krawatu i zacisnął mu go na
szyi, owijając wokół swojej dłoni niczym smycz. Obraz przed oczami Harry'ego
rozmył się, kiedy Severus pociągnął za krawat, zmuszając go do odchylenia głowy
jeszcze bardziej.
Czerń i czerwień. Na przemian. Coraz szybciej. Kolory migotały. Przenikały się.
Czerwień płonęła, pochłaniając czerń. Spalając ją w swoim blasku.
Piekące uderzenia rozdzierającego jego wnętrze penisa przyspieszyły. Severus
wbijał się w niego z jeszcze większą siłą, przyciągając głowę Harry'ego coraz bliżej,
zaciskając pętlę na jego szyi coraz mocniej, jakby kompletnie stracił nad sobą
kontrolę.
Wszystko wirowało. Wzbierało. Jaśniało. Powietrze zaczęło syczeć i parować. Harry
nie mógł oddychać. Kolejne szarpnięcie. Gorący oddech przy uchu i ten
zachrypnięty, przepełniony ogniem szept Snape'a:
- Zwariuję przez ciebie...
Nastąpiła erupcja. Poczuł się tak, jakby opadał na dno głębokiej, wypełnionej wrzącą
lawą studni. Cały świat eksplodował. Dochodził i dochodził tak długo, jakby nigdy nie
miał przestać. Usłyszał swój własny, oddalający się krzyk. Coraz cichszy i
odleglejszy.
I ogarnęła go ciemność.
Lodowate chluśnięcie na twarz sprawiło, że gwałtownie otworzył oczy. Ciemność
ustąpiła i pod powieki wdarło mu się światło. Zamrugał kilka razy, widząc pochyloną
nad sobą, rozmazaną sylwetkę Severusa.
- Och, łaskawie się ocknąłeś?
Wtedy zrozumiał. Musiał stracić przytomność. Leżał na plecach na biurku i czuł coś
gorącego wypływającego mu spomiędzy pośladków oraz piekący ból oplatający
szyję. Podniósł rękę i dotknął zaciśniętego wokół gardła krawatu, którego koniec
wciąż znajdował się w dłoni mężczyzny. Naprawdę wyglądał jak smycz. Smycz, do
której był uwiązany.
Świadomość tego sprawiła, że wszystko mu się przewróciło w żołądku. W jego
podbrzuszu ponownie wezbrała lawa.
I nienawidził się za to.
Wpatrywał się w smukłą dłoń zaciśniętą na krwistoczerwonym symbolu jego
zniewolenia i zastanawiał się, dlaczego czuje się taki... wolny.
Severus poruszył się i odsunął, wypuszczając krawat z ręki. Podszedł do czegoś
leżącego na podłodze i podniósł to. Harry przekrzywił głowę i zmrużył oczy. To były
jego okulary!
Mężczyzna wrócił do niego, wyjął różdżkę i stuknął nią w potrzaskane szkła,
mrucząc:
- Reparo.
Harry uniósł się na łokciach i pozwolił, by Severus założył mu okulary na nos.
Dopiero teraz, kiedy się poruszył, poczuł, że bolą go chyba wszystkie mięśnie. Świat
nabrał kształtów. Zobaczył przyglądającego mu się z dziwnym, wyzywającym
blaskiem w oczach mężczyznę.
- Na czym to skończyliśmy? - zapytał cicho i ponownie złapał za krawat, zanurzając
swoje spojrzenie w szeroko otwartych oczach Harry'ego. Ale tym razem nie zacisnął
mu go na szyi, tylko poluzował i zdjął. Harry nie opierał się. Nie miał kompletnie siły.
Severus podniósł materiał i, nie przerywając kontaktu wzrokowego, przysunął
różdżkę do tkaniny i wyszeptał:
- Incendio.
Krawat zajął się ogniem. Płomienie odbijały się w aksamitnie czarnych oczach
mężczyzny i Harry nie mógł pozbyć się wrażenia, że widzi w nich coś na kształt
mrocznej satysfakcji. Spojrzał w dół na spalający się, syczący materiał, który Severus
położył na blacie biurka i poczuł w sercu dziwne ukłucie.
Jakby wraz z nim, spalała się również jego... wolność.
Kiedy z krawatu nie pozostało nic, poza zwęglonym, czarnym frędzlem, Harry
ponownie spojrzał na Severusa.
Mężczyzna wykrzywił wargi w coś na kształt uśmiechu i powiedział uprzejmym
głosem:
- Jeżeli już skończyliśmy, to może napijemy się herbaty?
Harry odpowiedział mu uśmiechem.
Nie. Oni obaj byli niezrównoważeni.
--- rozdział 47 ---
47. Two days before everything changed
It's funny how we feel so much
But we cannot say a word
We are screaming inside
But we can't be heard*
- Cholera! Niech ją szlag! Może się wypchać! Samolubna egoistka! Już jej nigdy nie
obronię! Dosyć tego! - Ron wpadł do dormitorium tak nagle, że leżący na łóżku Harry
niemal z niego spadł. Błyskawicznie schował do kieszeni kulkę, którą otrzymał w
prezencie gwiazdkowym od Snape'a, a w którą wpatrywał się przez ostatnie
piętnaście minut, na przemian przywołując twarze swojej mamy, taty oraz Syriusza. -
Stała się po prostu nieznośna! Gorsza od mojej matki! Gdybym wiedział, że... co to
było? - Ron przestał wyrzucać z siebie potok pełnych goryczy przekleństw i spojrzał z
zaskoczeniem na Harry'ego, który starał się sprawiać wrażenie niezwykle
zainteresowanego fałdą na przykryciu.
- Co? Ach, to nic takiego... Ty tylko... taka piłeczka. Ćwiczyłem... łapanie znicza. -
Ron zmarszczył brwi. - Co się stało? Wyglądasz na nieźle wkurzonego - zapytał
szybko Harry, próbując zmienić temat.
Przyjaciel westchnął ciężko i opadł na łóżko.
- Hermiona - mruknął pod nosem. - Czy dla ciebie też jest taka... nie wiem, jak to
nazwać... okropna?
Harry zmarszczył brwi.
- Chodzi o to, że ona... kurcze, nie wiem - prychnął z rozdrażnieniem. - Zachowuje
się po prostu tragicznie. Ciągle za mną łazi i mówi mi, co mam robić. Nie mogę się
nawet odlać po swojemu. I nagle stała się nie wiadomo jak wymagająca. O wszystko
ma do mnie pretensje. Że nie robię tego, że nie robię tamtego. Po prostu dłużej tego
nie wytrzymam. - Ron przetarł twarz dłonią i spojrzał na Harry'ego z miną
męczennika. - Dlaczego mnie nie powstrzymałeś, póki była jeszcze szansa?
Gryfon wzruszył ramionami.
- Nie kazałem ci się z nią umawiać - odparł. Wcale nie miał ochoty wysłuchiwać
żalów Rona. Za pół godziny miał iść do Snape'a.