Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Harry dotarł do drzwi prowadzących na korytarz, zarzucił na siebie pelerynę i
otworzył je, jednak zanim wyszedł, zawahał się, kiedy przypomniał sobie dziwny ton
głosu mężczyzny.
Było w nim coś takiego... coś, co Harry wyczuwał podświadomie, ale nie potrafił tego
nazwać ani określić. Ale nie dawało mu to spokoju. Czy Severus nie zareagował
jednak za spokojnie? Może powinien zawrócić i... zapytać go o to. Wyznać, że
wolałby spędzić ten wieczór z nim, bo w końcu wcale mu tego nie powiedział...
Trzasnął drzwiami i zawrócił. Zdążył jednak zrobić tylko kilka kroków, kiedy usłyszał
głośny, przerażający huk. Podskoczył i zatrzymał się w miejscu, wpatrując się z
osłupieniem w drzwi prowadzące do komnat Severusa.
To brzmiało tak... tak jakby... jakby ktoś roztrzaskał butelkę o drzwi.
Przełknął ślinę.
Może jednak lepiej będzie... nie wracać. Wcale nie miał teraz ochoty na kolejną...
bitwę.
Na palcach wycofał się do drzwi i otworzył je najciszej jak potrafił, po czym zamknął z
taką samą ostrożnością.
Później porozmawia z Severusem i wyjaśni mu kilka kwestii. Teraz nie miał na to ani
zapału, ani sił. Tak, później...
***
- Och, Harry, szkoda, że nie lubisz tańczyć - westchnęła Hermiona, opadając obok
niego na stojącą pod ścianą kanapę. Była zaczerwieniona z wysiłku, a jej gęste włosy
były rozwiane. Przez ostatnie piętnaście minut szalała z Neville'em, który wydawał
się być chyba jedynym chłopakiem w całym towarzystwie, który potrafił tańczyć.
Zresztą Seamus, Dean i cała reszta wyglądali i zachowywali się tak, jakby w ich
butelkach z kremowym piwem znowu pojawił się jakiś "dodatek". Muzyka była tak
głośna, że Harry ledwie słyszał własne myśli. Miał wrażenie, że w Pokoju Wspólnym
stłoczył się chyba cały Gryffindor. A przynajmniej wszyscy od trzeciej klasy wzwyż.
To były ostatnie urodziny Angeliny i Katie, ponieważ obie za rok opuszczały Hogwart,
więc najwidoczniej postanowiły urządzić tak huczną urodzinową imprezę, o której
jeszcze przez długi czas wszyscy będą sobie opowiadać. Harry zastanawiał się, jak
udało im się przekonać do niej McGonagall.
Ron i Hermiona nadal się do siebie nie odzywali. Ron bawił się po drugiej stronie
Pokoju Wspólnego z Lee Jordanem i innymi siódmorocznymi, Ginny w połowie
imprezy gdzieś zniknęła, zapewne znowu wymknęła się na schadzkę ze swoim
chłopakiem, a Harry przez większość czasu po prostu siedział na kanapie popijając
piwo kremowe "z dodatkiem", które sam nawet nie wiedział jak, znalazło się w jego rękach, i obserwując coraz bezwstydniej migdalące się po kątach pary.
- Pić mi się chce - mruknęła Hermiona, wyjmując mu piwo z ręki i pociągając solidny
łyk. Jej policzki zaczerwieniły się jeszcze bardziej, ale nic nie powiedziała, kiedy
oddawała butelkę Harry'emu. - Na pewno nie chcesz zatańczyć? - zapytała,
przyglądając mu się uważnie.
- Nie, dzięki. Wygodnie mi tutaj. Cieszę się, że dobrze się bawisz. - Uśmiechnął się
sztucznie.
- Naprawdę tego potrzebowałam - odpowiedziała promiennym uśmiechem. - Dzięki,
że ze mną przyszedłeś. - Pochyliła się i pocałowała go w policzek. - To idę. Jak
będziesz miał ochotę, to możesz do nas dołączyć. - Po tych słowach zerwała się i
podbiegła do podskakującego niczym swoja własna ropucha Neville'a.
Harry westchnął. Miał już dosyć hałasu, roześmianych ludzi i obściskujących się par.
Myślał, że będzie fajnie, że znowu spędzi przyjemny czas z przyjaciółmi, ale tak
naprawdę to czuł się tutaj niezwykle wręcz obco. Jakby już dawno przestał należeć
do tego świata. Odchylił głowę do tyłu, kładąc ją na oparciu kanapy i zapatrzył się w
sufit. Przez kolejne pół godziny po prostu siedział w ten sposób i pił, aż w końcu sufit zaczął rozmazywać mu się przed oczami. Kiedy skończyła mu się kolejna butelka,
opuścił głowę i rozejrzał się po pomieszczeniu, walcząc z zawrotami głowy. Z
głośników dobiegała jakaś bal ada i większość osób tańczyła przyciśnięta do siebie,
a liczba migdalących się po kątach par podwoiła się. Harry przeszukał wzrokiem
tłum, próbując dostrzec Hermionę, ale nigdzie jej nie widział. Wstał ostrożnie,
odstawił butelkę na stolik i ruszył do przodu, przedzierając się przez tańczących.
Kiedy znalazł się po drugiej stronie Pokoju Wspólnego, zatrzymał się nagle.
Znalazł Hermionę. Siedziała z Ronem na kanapie i całowała się z nim. Cóż,
najwidoczniej w końcu się pogodzili... Czyli chyba... nie był już potrzebny.
Westchnął ciężko i odwrócił się, zastanawiając się, co ze sobą zrobić.
Pójdzie do Severusa. Tak. Może jeszcze nie jest za późno. I tak nikt nie zauważy, że
go nie ma. Wymknie się tylko na chwilę, tylko, żeby go zobaczyć.
Wszedł do dormitorium, zabrał z kufra pelerynę niewidkę, ukrył ją w kieszeni i zszedł
na dół. Udało mu się wymknąć niezauważonym i kiedy znalazł się na korytarzu,
zarzucił na siebie pelerynę i ostrożnie ruszył schodami prosto do lochów. W połowie
drogi uświadomił sobie, że zapomniał zabrać Mapę Huncwotów. Miał tylko nadzieje,
że nie natknie się nagle na Filcha albo na jakiegoś nauczyciela patrolującego
korytarze.
Na szczęście udało mu się dotrzeć pod drzwi gabinetu Severusa bez większych
przeszkód. Zatrzymał się przed nimi i wyciągnął rękę, aby ich dotknąć, lecz... nie
poruszyły się. Zmarszczył brwi i sięgnął do klamki. Nacisnął ją kilka razy, ale drzwi
pozostały zamknięte.
Najwyraźniej Severusa nie było. Może znowu musiał iść na jakąś misję. Szkoda...
Tak bardzo chciał go zobaczyć. Powiedzieć mu, że to była jedna wielka pomyłka, że
powinien był z nim zostać, że niepotrzebnie zgodził się iść na tę imprezę.
Westchnął i odwrócił się. Ruszył w drogę powrotną, powłócząc nogami i
zastanawiając się, czy Severus nadal jest na niego zły... Wdrapał się już na piąte
piętro, ale wtedy schody ruszyły w przeciwną stronę i musiał nadłożyć drogi. Kiedy
jednak wyszedł zza zakrętu korytarza, musiał się tak gwałtownie zatrzymać, że
niemal potknął się i upadł. Prawie nadepnął na panią Norris. Kotka prychnęła i
odskoczyła, fukając wściekle.
Harry rozejrzał się po korytarzu, szukając Filcha, ale na szczęście nigdzie w pobliżu
go nie było. Wiedział jednak, że musi jak najszybciej się stąd zwinąć, jeżeli nie chce,
aby to przeklęte kocisko podniosło alarm.
Ostrożnie ominął obserwującą go swoimi rubinowymi oczami kotkę i ruszył dalej.
Jednak zwierzę zaczęło iść za nim.
- Sio! Wynocha stąd! - syknął, przyspieszając kroku. Kotka miauknęła w odpowiedzi.
Najwidoczniej wciąż pamiętała ostatnie spotkanie, podczas którego Severus
potraktował ją w tak brutalny sposób. Najgorsze było to, że najwyraźniej doskonale
widziała przez pelerynę niewidkę. Już kilka razy prawie wpadł przez nią w kłopoty.
Musi ją zgubić!
Przyspieszył jeszcze bardziej, ale zwierzę wciąż biegło za nim.
- Odczep się, ty głupi sierściuchu! - wymruczał ze złością, po czym zaczął biec. Kotka
znowu zamiauczała i ruszyła w pościg. Harry minął kolejny zakręt i biegnąc wąskim
korytarzem, obejrzał się przez ramię, żeby zobaczyć, jak daleko od niego jest pani
Norris. I wtedy, tuż przed kolejnym zakrętem, wpadł na coś, co wrzasnęło ze strachu
piskliwym głosem, odbił się od czegoś miękkiego i wylądował na podłodze.