Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
pasami.
Trudno. Przecież Snape nie wie, co to za krawat. I najlepiej będzie, jeżeli tak
zostanie.
Podszedł do fotela i usiadł, wciąż czując na sobie zaciekawione spojrzenie
mężczyzny. Proporcja pomiędzy kolorami znów była taka sama, jak na początku.
- A cóż to takiego, Potter? Znowu jakaś zawoalowana metafora?
- Nie, tylko taki krawat, który pokazuje nastrój - bąknął Harry, starając się jak
najszybciej zboczyć z tematu.
Snape uniósł jedną brew.
- Chciałeś mi coś przekazać w ten sposób? Przecież dobrze wiesz, że wcale nie
potrzebuję takich rzeczy, żeby wiedzieć, w jakim jesteś nastroju. Twoja twarz
pokazuje to aż nadto wyraźnie.
Harry zagryzł wargę.
- Nie chciałem ci niczego pokazywać. Po prostu tak go założyłem, przez przypadek.
Dostałem go w prezencie i zupełnie o nim zapomniałem. A tak w ogóle, to ten
wczorajszy test z antidotów był naprawdę wredny...
Ale Snape go nie słuchał. Wciąż wpatrywał się zmrużonymi oczami w krawat, który
stawał się coraz ciemniejszy. Harry czuł bicie własnego serca.
No przecież chyba nie jest aż tak inteligentny ani domyślny!
- W prezencie, powiadasz? - powiedział to w taki sposób, że Harry mimowolnie się
wzdrygnął. Ten ton nie zwiastował niczego dobrego. Oznaczał jedynie, że Snape coś
podejrzewa...
- Następnym razem mógłbyś mnie uprzedzić, zanim zrobisz nam niezapowiedziany
sprawdzian - kontynuował Harry tym samym uparcie beztroskim głosem, nawet jeżeli
kątem oka widział, że krawat stał się już niemal cały czarny.
- Hmm - mruknął Severus, przekrzywiając głowę. - Krawat, który pokazuje twój
strach... Cóż za tandetny, kiczowaty prezent. Naprawdę, Potter... żeby przyjąć od
kogoś takie badziewie?
Harry znał to uczucie. Buzujący gdzieś na dnie żołądka gniew. Wzbierający i
sięgający coraz wyżej. Oślepiający.
- To nie jest tandetny prezent! Ani kiczowaty! Ginny nigdy by... - Harry zachłysnął się
i ugryzł w język, ale było już za późno.
Temperatura gwałtownie opadła i Harry miał wrażenie, jakby ktoś otworzył okno i
wpuścił do środka mroźny, styczniowy wiatr.
Rysy Snape'a wyostrzyły się, a w oczach zapłonęło coś lodowatego. I bardzo
niebezpiecznego.
- Natychmiast go zdejmij - wycedził niezwykle cichym i groźnym głosem, mocniej
zaciskając palce wokół szklanki. Wyglądał na opanowanego, ale to były tylko pozory.
Harry jeszcze nie widział tak mrożącego spojrzenia. Wydawało się, że pod skórą
mężczyzny płonie ogień. Kostki jego zaciśniętej wokół szklanki dłoni pobielały.
Harry mimowolnie zapadł się głębiej w fotel.
- Ale przecież to tylko...
- Bez dyskusji! - Gniewny syk Snape'a był jeszcze gorszy do jawnego wrzasku.
Harry westchnął, sięgnął do krawatu, poluzował go i zdjął przez głowę. Jeżeli aż tak
bardzo mu przeszkadza, to przecież może go schować. Nie chciał zaczynać
wieczoru od kłótni.
W momencie, kiedy zaczął składać krawat z zamiarem włożenia go do kieszeni,
zobaczył, że mężczyzna sięga po różdżkę i wyciąga w jego stronę dłoń.
Nagłe zrozumienie uderzyło w Harry'ego tak nagle, że jego oczy rozszerzyły się
gwałtownie.
Snape chciał go zniszczyć! Jego prezent! Prezent, który dostał od Ginny!
- Przecież to tylko głupi krawat - wymamrotał, zaciskając zęby i czując, że
bulgoczący w jego żołądku gniew naprawdę zaczyna się spiętrzać i powoli go
opanowywać.
- Zamknij się i oddaj mi go - wysyczał Severus, wyciągając oczekująco rękę i nie
odrywając spojrzenia od kawałka czerwono-czarnego materiału.
Harry spojrzał na trzymaną w dłoni tkaninę.
To było chore. Snape zachowywał się jak opętany. Nie będzie słuchał kogoś takiego.
- Nie - powiedział cicho, niemal wyzywająco. Rozwinął krawat i ponownie założył go
przez głowę.
Ledwie zdążył ponownie spojrzeć na twarz Snape'a, która w tym samym momencie
stała się niemal trupio blada, kiedy wargi mężczyzny ułożyły się w słowa zaklęcia, a
dłoń trzymająca różdżkę wysunęła do przodu.
- Accio krawat!
Lata trenowania Quidditcha i umykania przed tłuczkami opłaciły się. Widząc rozbłysk
żółtego światła, Harry instynktownie odbił się stopami od podłogi i poleciał razem z
całym fotelem do tyłu. Przetoczył się i wylądował na kolanach, spoglądając na
Severusa wzrokiem, w którym niedowierzanie mieszało się z przerażeniem.
- Incarcerous!
W stronę Harry'ego pomknęło kilka lin, jednak chłopak szybko przetoczył się do
przodu i schował za fotelem.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknął zza swojego chwilowego schronienia. - Zachowujesz
się irracjonalnie! Jak możesz z takiego powodu...
Nie dokończył jednak, gdyż przerwało mu kolejne zaklęcie:
- Depulso!
Fotel poleciał w kąt, uderzając w półki z książkami, które posypały się na podłogę.
Harry zaczął przesuwać się na czworakach w stronę drzwi, próbując jednocześnie
wyszarpnąć różdżkę z tylnej kieszeni spodni.
Odwrócił głowę akurat w tym samym momencie, w którym stojący i celujący w niego
Snape, pochylił się, przewrócił stół razem ze stojącą na nim butelką, usuwając go ze
swojej drogi i krzyknął:
- Flagello!
- Protego! - wrzasnął Harry w ostatnim momencie, odbijając zaklęcie, które trafiło w
kolejny regał i posiekało stojące na nim książki na małe kawałeczki. W powietrzu
zaroiło się od fruwających kartek.
- Ty bezczelny gówniarzu! - ryknął Snape. Wyglądał, jakby całkowicie stracił nad
sobą panowanie. Był czerwony z wściekłości, a jego oczy zdawały się płonąć
lodowatym ogniem, który siekał wnętrzności Harry'ego i podsycał w nim jeszcze
większy opór. - Zaraz przywołam cię do porządku! Flagello!
Tym razem rozbłysk był znacznie mocniejszy. Harry ponownie wyczarował tarczę,
ale w momencie, kiedy zaklęcie Snape'a w nią trafiło, wiedział już, że była
zdecydowanie za słaba. Próbował ją utrzymać, ale zaklęcie tnące przewiercało się
przez nią coraz głębiej, sięgało coraz dalej, aż...
Tarcza pękła. Harry uchylił się i poczuł na policzku piekące chlaśnięcie. Coś za nim
eksplodowało, ale on widział jedynie wirujące przed oczami gwiazdy. Złapał się za
twarz i poczuł pod palcami ciepłą krew.
Z całkowitym niedowierzaniem spojrzał na dyszącego ciężko mężczyznę, który wbijał
w niego spojrzenie tnące niemal równie boleśnie jak zaklęcie, które go musnęło.
- Daję ci ostatnią szansę, Potter - powiedział Severus głosem tak chłodnym, że z
łatwością mógłby nim zamrozić nawet stal. Wyciągnął rękę. - Potem może skończyć
się to dla ciebie tragicznie.
Harry cofnął się, wciąż trzymając się za policzek. Cały się trząsł, a serce tłukło mu się w piersi z taką siłą, jakby chciało połamać mu żebra.
Jak on może? Jak śmie? Jak w ogóle...?
- Jesteś niezrównoważony! - wykrzyknął, wkładając w to całą nienawiść, którą w tej
chwili odczuwał do tego mężczyzny. - Nie zostanę tu ani chwili dłużej! Odchodzę!
Odwrócił się w stronę drzwi, słysząc za plecami wibrujące w powietrzu ostre słowa
Snape'a:
- O nie, nie zrobisz tego.
Harry odwrócił głowę i zobaczył, że Severus rusza w jego stronę. Rzucił się biegiem
do drzwi, wypadł za nie i celując w nie różdżką, krzyknął:
- Colloportus! Pessulus!
Cofnął się, wpatrując się w nie rozszerzonymi ze zgrozy oczami.
Trzask!