Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 274 275 276 277 278 279 280 281 282 ... 508
Перейти на страницу:

tego okrągłe dziesięć punktów za niechlujny wygląd i fragment wystającej koszuli. -

Harry błyskawicznie spojrzał w dół i poprawił koszulę, czując że w jego sercu

zażenowanie walczy o pierwsze miejsce ze złością. - Może nauczy cię to, że na moje

lekcje się nie spóźnia, Potter. Bylibyśmy także niezmiernie wdzięczni, gdybyś

zechciał opowiedzieć nam, co też tak ważnego cię zatrzymało. - Twarz mężczyzny

wyrażała jedynie mściwą satysfakcję i Harry czuł, że zaczyna się trząść z gniewu.

Jak on śmie? Ten wredny, chamski, paskudny...

Musiał coś wymyślić. I to szybko!

- Ee... No bo ja... yy... no więc...

Severus przekrzywił lekko głowę i zapytał, rozglądając się po klasie:

- Czy ktoś zna ten język? Chyba potrzebujemy tłumacza.

Ślizgoni wybuchnęli śmiechem. Seamus i Dean również. Nawet Parvati i Lavender

zagryzły wargi.

Na policzki Harry'ego wypłynął rumieniec upokorzenia. Jeszcze przed chwilą ten

sukinsyn pieprzył go bez opamiętania, pieszcząc jego penisa tak, jakby to była

najcudowniejsza zabawka pod słońcem, a teraz szydził z niego przy całej klasie.

Harry aż wibrował z wściekłości i z trudem powstrzymywał się, by nie rzucić ciętej

riposty.

- Siadaj, Potter. I nie waż się więcej spóźniać.

- Niech się pan nie martwi, profesorze. Nie spóźnię się już na żadną lekcję - wypluł z

siebie Harry głosem ociekającym goryczą zmieszaną z płonącym gniewem.

Severus zmarszczył brwi.

- I kolejne dziesięć punktów za ton, panie Potter - warknął. - A teraz spokój - syknął w stronę zaśmiewających się nadal Ślizgonów, którzy natychmiast się uciszyli.

Harry podszedł do ławki i usiadł obok Rona. Jego dłonie tak mocno zacisnęły się w

pięści, że miał problem z rozprostowaniem ich.

Wiedział, że Snape nie mógł mu tego puścić płazem, nie przed całą klasą, ale wcale

nie musiał być aż tak wredny! Wyglądał, jakby był wściekły na Harry'ego za to, że

przez niego spóźnił się na własną lekcję.

Co za drań! Niech no tylko spróbuje przysłać mu wiadomość o spotkaniu! Niech tylko

spróbuje...

*

Severus spróbował. Dwa dni później.

Kiedy Harry szedł do schowka, przez całą drogę wmawiał sobie, że idzie tam tylko po

to, żeby powiedzieć mu, co o nim myśli!

Cicho zamknął za sobą drzwi i spojrzał na majaczącą w zalegającym w kącie cieniu

wysoką, otuloną peleryną sylwetkę. Obserwującą go niczym czający się w mroku

drapieżca.

- Mam zaraz Historię Magii. Nie mogę się spóźnić - oświadczył chłodno, starając się

zignorować głośne bicie serca. - Chciałem ci to tylko powiedzieć.

Cofnął się i sięgnął do klamki, ale w tym samym momencie coś mignęło i drzwi

rozjarzyły się czerwienią. Wiedział, co to oznacza.

- Wypuść mnie - warknął, pociągając za klamkę, chociaż wiedział, że jest to

bezcelowe. - Mam lekcję. Naprawdę nie mogę się spóźnić. - Starał się, aby brzmiało

to przekonująco, chociaż chyba nie bardzo mu to wychodziło. Każdy wiedział, że

Binns nie zauważyłby niczego nawet wtedy, gdyby na lekcji nie zjawił się ani jeden

uczeń.

W odpowiedzi usłyszał tylko dochodzące z kąta pogardliwe prychnięcie.

To otworzyło w nim tamę.

Odwrócił się na pięcie i wypluł z siebie na jednym oddechu:

- Jak mogłeś tak mnie potraktować? To było tak wstrętne, że nie mieści mi się to w

głowie! Jesteś plugawym, nikczemnym, chamskim, wrednym, niegodziwym, podłym

bydlakiem!

Severus zrobił krok w jego stronę, wychodząc z cienia. Uśmiechał się w taki sposób,

że Harry'emu zakręciło się w głowie i ugięły się pod nim kolana, a serce i żołądek

zamieniły się miejscami. Czarne oczy lśniły w ciemności.

- Cały ja - wyszeptał ochryple Snape i zanim Harry zdążył zaczerpnąć tchu, jego

koszula już była rozrywana, a on sam pochłaniany przez chciwe usta i dłonie.

Penis wsuwający się w niego aż po same jądra. Trzask rozbijających się o kamienną

posadzkę okularów. Jęki mieszające się ze sobą w kakofoni sapnięć, pomruków i

westchnień. Usta szepczące mu do ucha takie rzeczy...

O tak, naprawdę byli uzależnieni.

Od siebie.

***

Leżąc w ciemności na łóżku i próbując znaleźć taką pozycję, aby pulsujący boleśnie

tyłek nie doskwierał mu aż tak bardzo, Harry zastanawiał się, dlaczego, do diabła,

założył ten pieprzony krawat?!

Kiedy zorientował się, że to ten krawat, mógł jeszcze wycofać się, uciec. Dlaczego

tego nie zrobił?

Wciąż był lekko roztrzęsiony, a serce, ku jego irytacji, nie chciało się uspokoić. Echo

huraganu, który przetoczył się przez jego wnętrze, wciąż dawało o sobie znać w

pulsowaniu skroni, drżeniu rąk i wirujących mu w głowie wspomnieniach.

Po raz kolejny przewrócił się na bok i jęknął z bólu. Nie tylko z powodu pulsującego

tyłka. Miał wrażenie, że każdy mięsień w jego ciele jest nadwyrężony albo

rozszarpany. Nawet nie wiedział, że tyle ich ma. Dodając do tego siniaki i szramy,

wyglądał i czuł się tak, jakby uciekł z pola bitwy.

I wcale nie było to dalekie od prawdy.

A wszystko przez ten cholerny krawat!

*

Harry zawiązał na szyi krawat i spojrzał w lustro. Tak, czarno-czerwone pasy idealnie

pasowały do czerwonej koszuli i czarnych spodni. Nawet nie wiedział, że ma krawat

w takich kolorach. Ale skoro był w jego kufrze, to znaczy, że chyba należał do niego.

Czasami, kiedy szedł do Severusa nie w porze szlabanu, tylko na przykład w

weekend, musiał udawać przed przyjaciółmi, że wybiera się na randkę ze swoją

"tajemniczą wybranką". A przecież nie mógłby na taką randkę pójść jak obdartus, więc, czy tego chciał, czy nie, musiał zakładać coś innego niż zwyczajowe dżinsy i

koszulę.

Kiedy tylko wyszedł z Pokoju Wspólnego i znalazł się kilka pięter niżej, zarzucił na

siebie pelerynę i skierował się prosto do lochów. Wśliznął się do gabinetu Mistrza

Eliksirów, zdjął z siebie pelerynę i zapukał.

Drzwi otworzyły się samoczynnie. Harry wszedł do komnaty i dostrzegł Severusa,

siedzącego w swoim ulubionym fotelu i nalewającego do szklanki bursztynowego

płynu.

No tak. Harry już jakiś czas temu zauważył, że Snape był najwidoczniej uzależniony

od tego trunku. I w ogóle od alkoholu. Pił prawie na każdym spotkaniu. Ale Harry

wcale się temu nie dziwił. Podejrzewał, że gdyby miał taką pracę jak Severus, który

ciągle musiał narażać swoje życie i robić te wszystkie okropne rzeczy, to też starałby

się o tym zapomnieć, a co jest lepszym środkiem wymazującym pamięć od alkoholu?

Nie licząc oczywiście zaklęcia Obliviate. Zresztą, gdyby zaszła taka potrzeba, to

zawsze miał pod ręką swoje eliksiry trzeźwiące.

Harry zamknął za sobą drzwi i uśmiechnął się szeroko, kiedy Severus zerknął na

niego znad szklanki.

- Dobry wieczór, Sever... - urwał nagle, gdyż jego uwagę przyciągnął jakiś emanujący

z poziomu jego klatki piersiowej blask. Zresztą nie tylko jego. Severus zmrużył oczy i

wbił spojrzenie w połyskujący teraz jedynie krwistą czerwienią krawat. Harry spojrzał

w dół i jęknął. - O kurwa.

No pięknie. Teraz już pamiętał, skąd miał ten krawat.

Od Ginny.

Czerwień dla radości i podniecenia, a czerń dla gniewu i strachu.

Z rozszerzonymi oczami patrzył, jak krawat zaczyna migotać i powlekać się czarnymi

1 ... 274 275 276 277 278 279 280 281 282 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)