Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]
Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]

Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]». Краткое содержание книги:

Trafiamy oto na Ziemię dalekiej przyszłości. Nie wiemy dokładnie, który to rok, lecz „czytając między wierszami” przypuszczam, że akcja rozgrywa się w okolicach przełomu trzeciego i czwartego tysiąclecia. Ludzie osiągnęli technologiczne szczyty. Na Ziemi kontrolują pogodę, w kosmosie, dzięki silnikom wykorzystującym tzw. efekt Taniewa, poruszają się z prędkością wielokrotnie przewyższającą szybkość światła. Krótkodystansowa komunikacja odbywa się za pośrednictwem fal mózgowych, a na obiekty fizyczne wpływać można dzięki swobodnie generowanym polom siłowym. Uporano się ze wszystkimi wielkimi plagami ludzkości, takimi jak katastrofy naturalne, głód, choroby… I nie, nie ma żadnego „ale”. Homo sapiens osiągnął ostateczną formę dobrobytu oraz szczęścia na Ziemi i zajął się zaawansowaną eksploracją Wszechświata. Nawiązano kontakt z wieloma inteligentnymi rasami, ale żadna z nich nie dorównuje poziomem zaawansowania technicznego człowiekowi. Wygląda więc na to, że ludziom przypadła rola przodowników kosmosu. Do czasu… Na arenie międzygwiezdnych zdarzeń pojawiają się potężni i zagadkowi Galaktowie oraz złowrodzy Niszczyciele. Bohaterowie wyruszają na sztuczną planetę Orę, gdzie odbyć ma się wielka konferencja z udziałem wszystkich zjednoczonych pod przewodnictwem człowieka inteligentnych gatunków. Jej uczestnicy zadecydują, jakie kroki należy podjąć w związku z odkryciem nowych ras i na jakich zasadach spróbować nawiązać z nimi kontakt.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 71
Перейти на страницу:

— Nie trzeba! — roześmiała się Fiola. — Obejdziemy się już bez tego aparatu.

Byłem tak zdumiony, że nie mogłem wykrztusić słowa. Rozumiałem wszystko, nie domyślałem się, lecz rozumiałem każdy dźwięk i każdą barwę jej mowy.

— Czy nie pojmujesz — zadźwięczała Fiola — że nauczyłam się twego języka jeszcze w ciągu dnia, a teraz zrozumieli go także moi przyjaciele?

— Mnie również wydawało się, iż chyba mnie zrozumieli — powiedziałem. — Teraz jestem tego pewien. Spojrzała na mnie filuternie. Była tak piękna, że dech mi w piersi zaparło.

— Mam nadzieję, że i ty mnie rozumiesz, Eli. Mam rację?

Opanowałem się. Żaden cud się nie zdarzył. Nasz mózg też jest przecież deszyfratorem, słowa jedynie towarzyszą bezpośredniemu przekazywaniu myśli, tu zaś myślom pomagały nie tylko dźwięki, lecz również i barwy. Ale nawet po zrozumieniu tego zjawiska nie przestałem się dziwić.

— Nasz język jest uboższy od waszego — powiedziałem. — Na Ziemi nie tylko ludzie, ale także niemal wszystkie zwierzęta komunikują się ze sobą przy pomocy dźwięku, tak już jesteśmy zbudowani. Wyjdźmy na otwartą przestrzeń. To może śmieszne, ale wydaje mi się, że wasze drzewa zamiast liści mają łapy.

— Fantazjujesz! Drzewa są naszymi obrońcami. Ich liście ekranizują promieniowanie krótkofalowe naszej gwiazdy dziennej. Nikt z nas w ciągu całego dnia nie wyjdzie na nie osłoniętą przestrzeń. Spacerujemy tylko nocą.

Przypomniałem sobie, że piękna Wega jest gorętsza nawet od Altairu, temperatura jej wynosi około 15 000 stopni. W promieniach takiego słońca trudno spacerować. Nie ulega wątpliwości, że świecący i rozmawiający błyskami światła Weganie są po prostu stworzeni do życia nocnego.

30

Wyszliśmy na polanę i siedliśmy na ławeczce. Chodzić z Fiolą było mi dosyć trudno, bo dziewczyna nie potrafiła wlec się w ludzkim tempie, a ja znów nie mogłem za nią nadążyć. Za to dobrze się z nią siedziało. Promieniuje od niej przyjemne ciepło, gdyż Weganie również są ciepłokrwiści.

Nad polaną otwarło się nocne niebo. Księżyc zgasł, a gwiazdy płonęły czysto i jaskrawo. Na Orze ciśnienie powietrza jest równe ziemskiemu, ale grubość atmosfery znacznie mniejsza, a więc i gwiazdy świecą jaśniej. Fiola patrzyła na Wegę. Na Ziemi często podziwiałem piękny blask tej gwiazdy, tutaj wpadłem wręcz w zachwyt nad jej wspaniałością. Fiola poprosiła, abym pokazał jej nasze Słońce, ja zaś zapytałem, który gwiazdozbiór najbardziej się jej podoba. Z niepokojem czekałem na odpowiedź. Gwiazdozbiory widziane z Ory nie są podobne do ziemskich, ale Wielka Niedźwiedzica, Kasjopeja i Orion także tutaj są bardzo piękne. Jednak Fiola zwróciła płomienne oczy na równoległobok ograniczony przez Fomalhaut, Altair, Syriusza i Capellę, w środku którego połyskiwały trzy maleńkie, trudne do odnalezienia, lecz drogie memu sercu gwiazdki: Polluks, Alfa Centauri i Słońce.

— Dobrze wybrałaś — powiedziałem. — jesteśmy stamtąd, Fiolo. — Wskazałem na Słońce.

Zdziwiła się, że Słońce jest takie małe. Odpowiedziałem, że jest po prostu bardzo odległe. Fiola zamyśliła się.

— Jesteście potężni, wy, ludzie — powiedzieła (a raczej zabłysła i zaśpiewała). — Kiedy wylądowaliście na naszej planecie, niektórzy myśleli, iż jesteście bóstwami, bo wasze pojawienie wydawało się im nadnaturalne.

— Teraz już chyba wiecie, że jesteśmy zwykłymi istotami, nie lepszymi od was?

Pokręciła głową, a oczy jej zabłysły matowo i wilgotnie. W zamyśleniu przypominała smutne dziecko i chciało się ją pocieszyć, oderwać od złych myśli przynoszących troski.

— Pod wieloma względami jesteście nawet gorsi od nas, a jednocześnie niezmiernie nas przewyższacie. Prosiłem o wyjaśnienie. Rozumieliśmy się już tak dobrze, że mogliśmy rozmawiać na dowolny temat, choć łatwo pojmowałem jedynie proste pojęcia, a bardziej złożone myśli Fiola powtarzała mi kilkakrotnie, nim je wreszcie przyswoiłem.

Rozpoczęła od tego, że w pierwszej chwili ludzie wydają się słabi i bezsilni.

— Jesteście niezręczni i wolno myślicie, nie umiecie ani poruszać się szybko, ani podejmować błyskawicznych decyzji. Wreszcie rzecz chyba najważniejsza: możecie utrzymać się przy życiu jedynie w bardzo wąskim zakresie warunków i nawet niewielka ich zmiana nieuchronnie zabija was. Nie znosicie upału, ani mrozu, ani rozrzedzonego powietrza, ani wielkich ciśnień, ani przenikliwych promieniowań, ani długotrwałego głodu, ani pragnienia, ani przeciążeń. Co by się stało, gdyby kogokolwiek z was wyrzucono nagiego, bez narzędzi i maszyn, w zewnętrzny świat? Nawet środki porozumiewania się macie niedoskonałe: mowa prymitywna i powolna, a bezpośrednio nie potraficie przekazywać myśli. Przedział istnienia ludzi jest tak wąski, że wręcz tragicznie przypomina linię, na której życie ludzkie wisi jak na włosku. Jesteśmy pod wieloma względami doskonalsi od was. Wprawdzie chronimy się przed twardym promieniowaniem naszej gwiazdy, ale równie łatwo oddychamy przy jednym i czterdziestu procentach tlenu w powietrzu; znosimy stustopniowy upał i stustopniowy mróz, porozumiewamy się bez dźwięków i świateł, dźwięki i barwy jedynie towarzyszą bezpośredniej mowie naszych myśli; nie toniemy w wodzie; miesiącami żyjemy bez pokarmu i napoju; nie umieramy, jeśli przez tydzień musimy czuwać. Każdy z nas przechowuje w swoim mózgu całą wiedzę zgromadzoną przez społeczeństwo, nie potrzebujemy więc maszyn informacyjnych do uruchomienia naszych wiadomości. Oto jacy jesteśmy i jacy jesteście wy. Już przy pierwszym zetknięciu się z wami uderza fakt, że wy, tacy słabi, nie wyginęliście jeszcze w zaraniu waszej historii.

— To dlatego, że zmusiliśmy własne braki, aby nam służyły. Nasza potęga jest odwrotną stroną naszych słabości.

— Tak — powiedziała Fiola. — Wasza wielkość jest przedłużeniem tych słabości. To druga rzecz, która w was zdumiewa. Szkodzą wam wahania temperatury, bronicie się więc przed nimi odzieżą, budynkami, generatorami ciepła i chłodu. Spadek ciśnienia powietrza i zawartości tlenu w atmosferze jest dla was zabójczy, wobec tego wymyśliliście skafandry. Nie możecie żyć bez jadła i napoju, zabieracie więc z sobą ich zapasy i umiecie sporządzać pokarm i napój z dowolnych substancji. Od przeciążeń chronią was pola siłowe, te same pola pokonują nieważkość, tworząc specyficzne, jedynie wam odpowiadające i nader rzadko spotykane we Wszechświecie, warunki ciążenia. Macie niewielką pamięć, ale bezgranicznie poszerzyliście ją za pomocą urządzeń zapamiętujących. Macie słabe mięśnie, lecz posługujecie się niezmiernie potężnymi maszynami. Myśl wasza jest powolna, sposób wyrażania jej słowami prymitywny, nie potraficie też bezpośrednio chwytać cudzych myśli, macie za to deszyfratory, które kompensują te wasze wrodzone braki. I choć sami nie możecie się szybko poruszać na swoich słabych, źle przez naturę zbudowanych nogach, to skonstruowaliście aparaty kosmiczne łatwo wyprzedzające najszybszego biegacza Wszechświata — światło. I tak jest ze wszystkim, Eli! Wyszukujecie swoje słabe punkty, wzmacniacie je mechanizmami i wasze niedoskonałości stają się zaletami. Bez swoich wynalazków jesteście żałośnie mali, lecz wraz z nimi — nieprawdopodobnie wielcy. Niemoc w obliczu każdego z żywiołów skompensowaliście tak, że sami staliście się najpotężniejszą z sił natury. We Wszechświecie nie ma sił potężniejszych od was — malutkich, nieruchawych ludzi.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 71
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)