Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jakby miał do Harry'ego pretensje, ale zdarzały się takie momenty, kiedy patrzył na
Harry'ego... inaczej. Chłopak nie był głupi i nie oczekiwał żadnej wdzięczności,
zresztą Snape mu już tyle razy uratował życie, że absolutnie nie miał wobec niego
żadnego długu wdzięczności. To raczej Harry miał jeszcze kilka rat do spłacenia.
Często rozmawiali. Harry starał się unikać tematów związanych ze swoim ojcem,
Syriuszem albo Lupinem, ale nie potrafił powstrzymać się od pytań o Voldemorta i o
to, dlaczego właściwie Severus do niego dołączył, ale nigdy nie udało mu się
uzyskać odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała, ponieważ Snape od razu
zbaczał z tematu.
Harry był bardziej otwarty. Opowiedział Severusowi o dzieciństwie spędzonym u
Dursleyów; o tym, jak dowiedział się, że jest czarodziejem; o tym, jak na pierwszym
roku podejrzewał Severusa o to, że chce zdobyć kamień filozoficzny (co mężczyzna
skwitował pogardliwym prychnięciem); o tym, jak dowiedział się o Komnacie
Tajemnic. Rozważnie nie przyznał się do tego, że to Hermiona ukradła mu skórkę
boomslanga i muchy siatkoskrzydłe na drugim roku, a na czwartym Zgredek
podwędził z jego zapasów skrzeloziele, ale uznał, że powinien powiedzieć o tym, że
to on i Hermiona uwolnili Syriusza na trzecim roku. Awantura, która po tym wybuchła,
była nie do opisania, a na następnej lekcji Snape nie omieszkał odjąć Hermionie
dwudziestu punktów za perfekcyjnie uwarzony eliksir, a Harry'emu trzydziestu za
"oszukiwanie i podstępy", ponieważ jego eliksir "był zbyt dobry, aby mógł go uwarzyć sam!". W świetle tych wydarzeń Harry uznał za rozsądne nie wspominać o tym, że
naprawdę ugrzązł na schodach wtedy, gdy Severus w piżamie błądził po stopniach,
przekonując Moody'ego, że "tutaj gdzieś jest Potter! Potter w swojej pelerynie
niewidce!" oraz, że na trzecim roku jego głowa naprawdę przebywała w Hogsmeade
bez pozwolenia. Chociaż podejrzewał, że Severus i tak pewnie domyśla się prawdy.
Ale to przecież nie była jego wina, że ciągle wpadał w kłopoty! To kłopoty ciągle
wpadały na niego.
Oczywiście, poza rozmowami, Snape czasami pomagał Harry'emu w nauce i za
każdym razem, kiedy to robił, chłopak czuł w środku coś ciepłego i niezwykle miłego.
Zawsze marzył o kimś... starszym. Kimś doświadczonym, do kogo mógłby się
zawsze zwrócić w razie jakichkolwiek problemów, nie czując się przy tym głupio.
Przez krótki czas kimś takim był Syriusz. Ale teraz, kiedy go zabrakło...
To prawda, że Snape czasami nie mógł się powstrzymać od złośliwych komentarzy
na temat jego wiedzy i umiejętności, ale Harry wiedział, że taki ma charakter i już
dawno przestał się nimi przejmować.
Raz, po jakimś wyjątkowo intensywnym seksie, Harry zebrał się na odwagę i zapytał
Snape'a o hasło do jego komnat, żeby "mógł mu robić niespodzianki". Ale
mężczyzna stwierdził, że niespodzianki najczęściej traktuje wyjątkowo bolesnymi
urokami i temat ugrzązł w martwym punkcie. Jednak Harry poprzysiągł sobie, że
kiedyś wyciągnie to od niego. Przecież co było większym dowodem zaufania niż
podarowanie komuś hasła do swoich komnat?
Szkoła rozkręciła się w pełni i Harry miał wrażenie, że z dnia na dzień ma coraz
więcej nauki. Uczył się i uczył, ale nauki, zamiast ubywać, wciąż tylko przybywało, co
wydawało się niemożliwe. Pewnie to wina całej tej magii wiszącej w powietrzu.
Wypaczała rzeczywistość. Przynajmniej tę związaną z pracami domowymi.
Wydawało się, że skoro Ron i Hermiona oficjalnie zostali parą, to Hermiona powinna
przychylniej traktować swojego chłopaka i pomagać mu w lekcjach, ale ona stała się
jeszcze bardziej wymagająca, twierdząc że "nie będzie chodziła z półgłówkiem". Tak więc Ron i Harry czasami ślęczeli nad lekcjami do bardzo późna, podczas gdy ona
świergotała sobie w najlepsze z Ginny. Ale Ron, z jakichś niezrozumiałych powodów,
ograniczał się jedynie do złorzeczenia pod nosem, a kiedy Hermiona prosiła, aby
powtórzył, tak głęboko zapadał się w fotelu, że Harry widział jedynie czubek jego
rudej czupryny i zaczerwienione uszy.
Oczywiście ich związek nie przeszedł bez echa wśród pozostałych uczniów.
Lavender Brown stała się nagle wyjątkowo chłodna i wyniosła w stosunku do
Hermiony, Ernie McMillian przestał mówić Ronowi "cześć" na korytarzu, a Ślizgoni mieli nowy temat do żartów. Głównymi tematami ich głośnych rozmów prowadzonych
na korytarzach i w Wielkiej Sali były: "Czy Granger cytuje w łóżku fragmenty z
podręczników?", "Czy Weasley zaczął już odkładać forsę na kolejną gromadkę
rozczochranych rudzielców?", "Czy ich dzieci będą się nazywały Panna-Wiem-To-
Wszystko i Weasley-Jest-Naszym-Królem?", "Czy Potter czasami się do nich
przyłącza?" i "Czy Weasley nie boi się, że jego dzieci będą bardziej podobne do Pottera, niż do niego?"
Ron zdawał się to znosić nawet całkiem nieźle, dopóki pewnego dnia nie podszedł
do niego na korytarzu Zabini i nie zapytał, czy chce zarobić trochę forsy. Na
zdziwione spojrzenie Rona oświadczył, że stawia wszystko, co ma, że Ron nie
widział nawet skrawka majtek Granger.
Tym razem Ron nie wytrzymał i rzucił się na Ślizgona z pięściami, a Harry i Neville
ledwie go od niego odciągnęli. Na szczęście w pobliżu nie było wtedy żadnego
nauczyciela, ale Zabini, który skończył z podbitym okiem, odgrażał się Ronowi, że za
to zapłaci.
Następnego dnia podczas obiadu, kiedy Hermiona udała się już do biblioteki, Ron
odciągnął Harry'ego na bok i powiedział, że czuje coś dziwnego i że coraz bardziej
swędzi go skóra. Wszędzie. Zanim skończył mówić, drapał się już tak zawzięcie po
rękach, klatce piersiowej, szyi i wszystkim, czego był w stanie dosięgnąć, że
zostawiał na skórze biało-czerwone smugi.
Harry natychmiast domyślił się, czyja to sprawka, i zaciągnął przyjaciela do pani
Pomfrey. Niestety pielęgniarka oświadczyła, że maść na tego typu dolegliwości
właśnie się skończyła i może mu dać jedynie coś, co przejściowo złagodzi objawy. I
jeżeli chce, to może się udać do profesora Snape'a, który zazwyczaj ma zapasowy
słoik.
Ron oczywiście pospiesznie oświadczył, że nie chce, pozwolił wlać w siebie jakiś
eliksir i, drapiąc się jeszcze od czasu do czasu w niektórych miejscach, wyszedł ze
skrzydła szpitalnego, wymyślając po drodze tortury, jakim podda Zabiniego, jeżeli
tylko przestanie go wszystko tak cholernie swędzieć.
- Chodźmy do Snape'a - odezwał się Harry w połowie drogi.
- ...a potem złapię go i przywiążę do tego wielkiego słupa... CO?
- Do Snape'a. Po tę maść. Przecież słyszałeś, co powiedziała Pomfrey. Ten eliksir
pomoże ci tylko na chwilę.
Ron spojrzał na Harry'ego tak, jakby nagle wyrósł mu ogon. Rozdwojony na końcu.
- Zwariowałeś? Myślisz, że ten nietoperz mi cokolwiek da? Prędzej mnie wyśmieje i
wywali na zbity pysk. I odbierze punkty za zakłócanie mu spokoju.
Harry przewrócił oczami.
- On jest nauczycielem, Ron. Musi ci pomóc.
- Ha ha. To miał być dowcip, tak? Snape ma mi pomóc, tak? Ha ha. Bardzo
śmieszne.
- Wolisz sobie zdrapać skórę? - Harry nie dawał za wygraną. - No chodź. Przecież
cię nie zje. - Złapał go za rękaw i zaczął ciągnąć w stronę lochów.
- Nigdzie nie idę. Zostaw mnie. - Ron zatrzymał się nagle i wyszarpnął rękę.
Harry poczuł irytację. Dlaczego ten głupek niczego nie rozumie? Przecież Snape