Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]
- Автор: Тертлдав Гарри Норман
- Год: 1995
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7082-875-2
- Переводчик: Anna Reszka
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Imperator Legionu [An Emperor for the Legion - pl]». Краткое содержание книги:
— I co teraz? Chcesz zmienić front? Czego żądasz w zamian?
Wargi Goudelesa skrzywiły się lekko pod cienkim wąsikiem, podobnym jak u Vardanesa, jakby poseł chciał dać do zrozumienia, że dostrzegł obrazę, ale nie zamierza reagować.
— Sevastokratorze, jestem tu tylko po to, żeby pomóc rozwiązać niefortunne nieporozumienie między wami, panie, a Jego Wysokością Autokratą Ortaiasem Sphrantzesem.
Wszyscy kawalerzyści, którzy to słyszeli, zakrzyknęli z oburzenia, kładąc dłonie na rękojeściach mieczy, sięgając do włóczni i łuków.
— Powiesić drania! — wrzasnął ktoś. — Może wtedy zrozumie, kto jest prawdziwym Imperatorem!
W jego stronę skoczyło paru mężczyzn. Goudeles na moment stracił samokontrolę i rzucił błagalne spojrzenie na Thorisina Gavrasa.
Thorisin gestem nakazał żołnierzom cofnąć się. Wykonali rozkaz z ociąganiem, jak psy odwołane od zdobyczy, którą uważają za swoją.
— Co się dzieje? — szepnął Gajusz Filipus do Marka. — Jeśli ten urzędas nie uzna Gavrasa jako Imperatora, zgodnie z prawem można go zabić.
— Wiem tyle co ty — odparł trybun.
Znając gwałtowny temperament Thorisina, Skaurus spodziewał się, że Imperator ostro rozprawi się z Goudelesem. Podczas wojny domowej łatwo odrzuca się reguły dyplomacji. Całe szczęście, że nie ma tu Komitty — pomyślał. Już by rozgrzewała kleszcze.
Lecz Thorisin nie rozgniewał się. Choć był wojownikiem z wyboru, znał się na intrygach, a lata spędzone u boku brata w stolicy wyczuliły go na subtelności, które umykały mniej doświadczonym ludziom.
— Więc nie uznajesz mnie za prawowitego Autokrato-ra? — zapytał posła spokojnym tonem.
— Żałuję, ale nie, panie — odparł Goudeles, lekko się kłaniając — podobnie jak mój pryncypał.
Rzucił Thorisinowi czujne spojrzenie. Toczyli pojedynek, jakby mieli szable w rękach.
— Tylko przeklętym buntownikiem, tak? Goudeles rozłożył ręce i wzruszył ramionami.
— Wiec dlaczego, na zawszawioną brodę Skotosa — wybuchnął Thorisin — twój cholerny pryncypał… — wypowiedział to słowo jak przekleństwo — …nadal uważa mnie za Sevastokratora? Czy ma to być ochłap dla mnie? Zachowam tytuł, a on postara się, żeby pozostał pusty? Powiedz swojemu drogiemu Sphrantzesowi, że nie tak łatwo mnie kupić.
Poseł dał wyrazem twarzy do zrozumienia, co sądzi o nieokrzesaniu Gavrasa.
— Nie rozumiesz, panie. Dlaczego nie miałbyś pozostać Sevastokratorem? Tytuł należał do ciebie podczas panowania waszego nieodżałowanego brata, a poza tym nadal jesteś blisko spokrewniony z królewskim rodem.
Thorisin spojrzał na Goudelesa, jakby ten zaczął mówić obcym językiem.
— Zwariowałeś, człowieku? Sphrantzesowie nie są moimi krewnymi. W moich żyłach nie płynie krew szakali.
Ta zniewaga również nie zrobiła wrażenia na Goudelesie.
— Więc Wasza Wysokość jeszcze nie słyszał radosnej nowiny? Jakże wolno docierają wieści do odległych prowincji!
— O czym ty bredzisz? — warknął Gavras. W jego głosie pojawiło się napięcie.
Goudeles wyczuł słaby punkt ofiary i zadał precyzyjny cios.
— Z pewnością Autokrator okaże wam szacunek należny teściowi. Minął już miesiąc, odkąd córka poległego Imperatora, Alypia, i mój pan, Ortaias, połączyli się węzłem małżeńskim.
Thorisin zbladł.
— Uciekaj, póki jesteś cały! — wydusił głosem nabrzmiałym wściekłością.
Goudeles i jego gwardziści bez ceremonii wskoczyli na konie i czym prędzej odjechali.
Gajusz Filipus miał własny pogląd na to małżeństwo.
— Wbrew oczekiwaniom nie wyjdzie to Ortaiasowi na dobre — oświadczył. — Jeśli jest takim samym kochankiem jak generałem, będzie musiał brać do łóżka książkę, żeby się dowiedzieć, co robić z żoną.
Przypomniawszy sobie księgę o tematyce militarnej, którą Sphrantzes stale trzymał pod pachą, Skaurus uśmiechnął się. Lecz wieczorem w namiocie wybuchnął.
— To podłe. Wprowadzenie Alypii do rodziny, której nienawidził jej ojciec, równa się gwałtowi.
— Dlaczego jesteś taki oburzony? — zapytała Hel vis. Była teraz bardzo gruba, niezdarna i często poirytowana. Z gorzkim kobiecym realizmem zauważyła: — Czy kiedy — kolwiek jesteśmy czymś innym niż pionkami w grze władzy? Dlaczego miałoby cię to obchodzić, oczywiście poza stroną polityczną?
— Skutki polityczne będą wystarczająco złe. Małżeństwo, wymuszone czy nie, mogło pozbawić Thorisi — na poparcia i zyskać je dla Ortaiasa i jego wuja. Lecz Helvis nie myliła się. Gniew Marka miał bardziej osobistą przyczynę.
— Nie znam jej za dobrze, ale lubiłem ją — wyznał.
— Co to ma do rzeczy? — spytała Helvis. — Od dnia kiedy przybyłeś do Videssos, znasz reguły gry. I grałeś dobrze, nie przeczę. Nie ma w niej jednak miejsca na takie drobiazgi jak sympatie.
Trybun skrzywił się na tak surowy obraz jego kariery w przybranej ojczyźnie. W Videssos knucie intryg było równie naturalne jak oddychanie. Człowiek, któremu zależało na awansie, nie mógł tego uniknąć.
Lecz Alypia Gavra nie powinna stać się ich ofiarą tylko z racji urodzenia — pomyślał. Pod maską wyuczonej rezerwy, z jaką odnosiła się do świata, trybun wyczuwał łagodność, którą na zawsze zniszczy wymuszone małżeństwo. Gdy wyobraził ją sobie nieszczęśliwą i bezbronną w łóżku Ortaiasa, zapłonęła w nim furia.
Jak ma to powiedzieć Helvis, nie wzbudzając w niej podejrzeń? Doszedł do wniosku, że lepiej będzie trzymać język za zębami.
O świcie zbudziły Skaurusa okrzyki wartowników. Potykając się, narzucił ciężki wełniany płaszcz i wybiegł, żeby zobaczyć, co się dzieje. Gajusz Filipus dotarł do obwałowań przed nim. Miał na sobie tylko hełm i sandały. W dłoni trzymał miecz.
Marek podążył wzrokiem za jego palcem wskazującym. Na tle blednącego nieba widać było jakiś ruch.
— Podam ci dwa domysły — powiedział starszy centurion.
— Możesz zachować dla siebie pierwszy. Potrafię rozpoznać poruszającą się armię. Widać z tego, jak szczere były słowa Goudelesa o tym, że Thorisin jest szanowanym teściem.
— Tak jakby nam trzeba było dowodów. Bierzmy się do działania. — Jego ryk wystarczył za trąbki sygnałowe: — Wstawać, cherlawe patałachy, wstawać! Mamy robotę!
Rzymianie wybiegli z namiotów, dopinając po drodze pancerze. Ogniska, które przygasły przez noc, rozniecono na nowo, żeby oświetlały drogę żołnierzom.
Marek i Gajusz Filipus spojrzeli na siebie i stwierdzili, że nie są właściwie ubrani do bitwy. Centurion zaklął i obaj pobiegli do namiotów.
Kiedy trybun pojawił się kilka minut później, wyprowadził wojsko na pole przed ufortyfikowanym obozem. Lekka jazda Pakhymera osłaniała skrzydła. Dzięki zimowemu szkoleniu Khatrishe stali się równie szybcy jak Rzymianie. Reszta armii Thorisina Gavrasa zebrała się wolniej.
Nie było czasu na opracowanie wymyślnej strategii. Thorisin przyjechał na rasowym gniadoszu i mruknął z aprobatą, widząc spokój i gotowość Rzymian.
— Staniecie na prawym skrzydle — powiedział. — Nie ustępujcie pola. Zgnieciemy ich.
— Dobrze. — Marek skinął głową.
Mniej ruchliwa niż konne oddziały videssańskiej armii, piechota zwykle odgrywała rolę bariery zatrzymującej wroga. Kiedy kawaleria Gavrasa stanęła w szyku bojowym, trybun przesunął Pakhymera na swoje prawe skrzydło, by wróg nie mógł zajść ich z tej strony.