Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
– Nienawidzę szpiegów.
– Nie jestem szpiegiem. Czemu tak mówisz?
– Nie powiedziałem ci, do jakiej centralnej bramy – odparł Sława. – Głupi suczy synu.
9 OKSANA
Należało zadać tyle pytań, a jednak Fiodor myślał o tym z niechęcią. Zdał się na Galinę i Jakowa; ten ostatni ciągle go zaskakiwał swoim pozornie poważnym zaangażowaniem w odkrycie, co się stało z ludźmi-ptakami. Od czasu wskrzeszenia glina siedział zamknięty na zapleczu karczmy, przesłuchując wskrzeszonego bandziora. Fiodor czekał z Galiną i pozostałymi w zatłoczonej sali, pijąc produkowane przez Davida piwo, które coraz bardziej przypadało mu do smaku.
Galina i Elena rozmawiały ściszonymi głosami, zaczął się więc rozglądać w poszukiwaniu rozrywki. Kościej, wyraźnie zadowolony ze swojego wyczynu, chodził od stołu do stołu, z uśmiechem i kiwaniem głową przyjmując powściągliwe pochwały. Fiodor uśmiechnął się i pomyślał, że podziemie wydaje się przytulne, jakby naprawdę był u siebie. Kochał Kościeja i Zemunę, opierającą się o stół, przy którym kilka rusałek i wodników rozpijało dzban czegoś parującego i wyśmienitego; kochał średniowiecznego Tatara-Mongoła, który dwa stoliki dalej kłócił się z ożywieniem z czerwonoarmistą z około tysiąc dziewięćset dziewiętnastego. Przywykł do życia w zakamarkach, umiał się wygodnie wpasować w szczeliny, których większość ludzi nie zauważała, a podziemie było niczym więcej niźli zakamarkami i szczelinami. Z zadowoleniem zostawił Jakowowi i Galinie szukanie tropów i przesłuchiwanie martwych gangsterów. Z radością został w karczmie.
Wędrował wzrokiem od jednego stolika do następnego, zahaczając o plamy kolorów i niezwykłe twarze, chłonąc wszystko. Myślał o historii, jakiej uczono go w szkole, i czuł głęboką wdzięczność, że istnieje podziemie, pozwalające uzupełnić suche fakty pasjonującymi opowieściami o podbojach i zwycięstwach, o rewolucjach i bohaterach, o udaremnionych napaściach. To była ta ukryta strona, bez której nic nie miało sensu. Była tutaj przez cały czas i teraz Fiodor wiedział, dlaczego świat wydawał się taki niepełny, przechylony, pozbawiony czegoś ważnego. Zastanawiał się, czy wszyscy czuli tę niesprecyzowaną tęsknotę za czymś, co uznali za stracone już dawno temu, ale co w rzeczywistości było tylko pogrzebane pod ziemią.
– O czym myślisz? – Zapytała Galina.
Wzruszył tylko ramionami, nie umiał ubrać w słowa głębokiego poczucia spokoju i satysfakcji z faktu, że wszystkie elementy w końcu wskoczyły na właściwe miejsce.
– O tym, że to miejsce jest super.
– Niedługo nie będzie takie przyjemne – powiedziała Elena. – Ciesz się, póki to trwa.
Fiodor wyprostował plecy.
– Dlaczego?
– Nie słuchałeś tego… Trupa? – Burknęła z irytacją Galina. – Skoro bandyci wiedzą, że coś tu jest, nie boisz się, że będą szukać głębiej? – Nie wspominając, że jeden z dawnych im pomaga i przemienia ludzi w ptaki – dodała Elena. – To poważna sprawa. I wciąż ani śladu Berendeja.
– Może tylko jest zajęty – powiedziała Galina.
Żona dekabrysty pokręciła głową.
– Gdy Zemuna zwołuje zebranie, przychodzą wszyscy dawni. Nawet Kościej się zjawił, co mnie naprawdę dziwi.
– Myślisz, że to on im pomaga?
Elena wzruszyła ramionami.
– To leżałoby w jego charakterze, ale chyba nie należy wyciągać pochopnych wniosków.
Zemuna podeszła wolnym krokiem, jej szczęki poruszały się w trakcie niezmordowanego przeżuwania.
– Kto najwięcej zyska? Odpowiedzcie, a znajdę winnego.
– Zyska co i od kogo? – Galina z rozdrażnieniem odgarnęła z czoła kosmyk włosów. – Nawet nie wiemy, dlaczego ktoś chciałby przemieniać ludzi w ptaki.
– Możemy się domyślać – powiedziała Elena, a Zemuna pokiwała głową.
Fiodor podjął obserwację karczmy. Kątem oka dostrzegł jasne miejsce zieleni, czerwieni i błękitu – ten sam wir intensywnych barw, jaki od czasu do czasu malował na płótnie, wspominając bransoletki na smukłych nadgarstkach i chmurę czarnych włosów opadających na ciemne uwodzicielskie oczy. Na myśl o niej świerzbiły go palce, pragnąc namalować to co zakazane, niepojęte i niemożliwe do zdefiniowania. Pociągnął kolejny łyk piwa i odwrócił się ostrożnie, spodziewając się, że wizja zniknie, gdy tylko wpłynie w pole widzenia. Nie rozproszyła się.
Fiodor potrząsnął głową, żeby się pozbyć nieproszonej zjawy. Powiedział sobie, że to nie może być ona – wyglądała tak samo jak wtedy, przed laty na moście. Ona też go zobaczyła i lekko zmarszczyła brwi, jakby próbując umiejscowić jego twarz w galerii wspomnień.
Uśmiechnął się do niej, a ona podeszła do ich stolika i z roztargnieniem poklepała Zemunę po pysku, wciąż wpatrując się w Fiodora.
– Wybacz – powiedziała – czy ja cię skądś znam?
Skinął głową.
– Byłem niegrzeczny wobec ciebie i niedźwiedzia. I namalowałem twój portret.
Jej mina nie uległa zmianie, ale wydawało się, że nagle dusza z niej wyciekła, zostawiając perfekcyjną, lecz pozbawioną życia, kruchą replikę twarzy.
– Co tutaj robisz? – Zapytała. – Myślałam, że cię zostawiłam w przeszłości.
Skinął głową.
– Zostawiłaś. Szukałem cię, żeby przeprosić. Od dawna jesteś w podziemiu?
– Odkąd wydałam swoje szczęście. – Wskazała złoty łańcuszek na jego szyi.
– Mogę ci go oddać, jeśli chcesz. – Czuł na sobie zaciekawione spojrzenia Galiny i Eleny. Chciałby, żeby dziewczyna po prostu usiadła.
Pokręciła głową.
– Nie mogę. Gdy coś dajesz, nie możesz tego odbierać.
– Przykro mi. Dlaczego mi to dałaś?
Wreszcie usiadła, wciskając się pomiędzy niego i Elenę. Patrzyła na niego jakby z wielkiej dali czasu i przeżytych doświadczeń, które ich oddzielały.
– Po prostu chciałam, żeby mnie ktoś polubił. Roześmiał się, zaskoczony.
– Polubił? Jak ktoś mógłby cię nie lubić?
– Ty nie lubiłeś – odparła i spojrzała z ukosa na Galinę.
– Byłem młody i głupi.
Popatrzyła na swoje dłonie, uśmiechając się leciutko.
– Więc tacy musieli być wszyscy inni.
– Co z twoim taborem?
– W tym rzecz. Zawsze traktowaliście nas jak robactwo i kazaliście nam trzymać się osobno. Dla was nigdy nie byliśmy ludźmi, byliśmy szczurami, które powinny być wdzięczne za ochłapy i uciec z miasta w chwili, gdy uznacie, że nie odpowiada wam nasza obecność, albo gdy trzeba obwinić kogoś za suszę czy epidemię.
Fiodor chciał się sprzeczać, ale przypomniał sobie własne lęki i chorobliwą ciekawość, i wyraz twarzy matki, gdy powiedziała mu, że go ukradną Cyganie. Pokiwał głową.
Sowin spojrzał od swojego stołu, gdzie grał w szachy z drugim starcem, i pomachał ręką. Oksana odpowiedziała uśmiechem na powitanie.
– Gdzie twoje szczury?! – Zawołała, przekrzykując zgiełk panujący w karczmie.
– Tutaj – odparł. Kilka gryzoni wyskoczyło spod stołu, podbiegło do Oksany i zaczęło na wyścigi wspinać się po długiej spódnicy, jeden przez drugiego śpiesząc na jej kolana.
Pogłaskała je, jakby były kotami.
– Moi przyjaciele – wyjaśniła Fiodorowi.
– Rozumiem. Znają sztuczki?
– Parę. Pokażę ci, gdy będzie ich więcej, lepiej pracują w zespole.
Szczury usadowiły się, obwąchując Oksanę i czasami zwracając nosy w stronę Fiodora, wąsami sprawdzając jego zapach; wyczuwały talizman Oksany.
– Chcesz pójść na spacer? – Zapytał, chcąc uciec od dotkliwego zakłopotania, które zakłóciło jego idyllę.
– Jasne. Czy szczury też mogą pójść? Przydadzą się im ćwiczenia.
– Nie ma sprawy. – Skinął głową do Galiny. – Niebawem wrócę. Mam nadzieję, że twój przyjaciel czegoś się dowie.