Tajemna historia Moskwy
- Автор: Sedia Ekaterina
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Tajemna historia Moskwy». Краткое содержание книги:
Elena odepchnęła Jakowa na bok i wyłuskała kulkę z makabrycznego miejsca spoczynku. Kulka potoczyła się po jej dłoni, wciąż śpiewając i strzelając lodowatymi iskrami w powietrze, które nagle stało się świeższe, chłodniejsze.
– Nie mam pojęcia, co to takiego – powiedziała Elena – ale na pewno nie należy do świata na powierzchni, tak jak trup nie należy do tego tutaj.
– Co masz na myśli? – Zapytał Jakow. Zdawało się, że dopiero teraz zauważył Elenę. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczyma, jak na cud większy niż niebieski klejnot.
– Zwykle podziemie było bardziej odizolowane niż teraz – wyjaśniła. – I to mi się nie podoba.
– Dlaczego? Czy nie będzie wspaniale, gdy ludzie na powierzchni dowiedzą się o tym miejscu i będą mogli je zwiedzać?
– Nie – powiedziała Galina. – Wcale nie będzie wspaniale. Jeśli do tego dojdzie, to miejsce upodobni się do powierzchni.
Elena przewróciła oczami.
– Patrzcie tylko! Dopiero co tu przybyliście, a już macie czelność decydować za nas. A teraz, czy możemy pójść do Zemuny?
– Kto to jest Zemuna? – Spytał szeptem Jakow.
Galina się odsunęła.
– Niebiańska Krowa – odparła. – Nie pytaj. To wszystko, co wiem.
– Lubię krowy. Ale co niebiańska krowa robi pod ziemią?
– Jak my wszyscy, jest wygnańcem.
Elena poprowadziła ich wokół jeziora w kolejny labirynt krętych drewnianych ulic. Galina wywnioskowała, że miasto nie ma prawdziwych granic – spływało niczym strumienie pomiędzy długimi spłachciami lasów i łąk na otwarte równiny, rozrastając się z każdym nowym przybyszem. Nie chciała się zastanawiać, czy samo podziemie ma granice i czy nadejdzie dzień, gdy lasy będą musiały zniknąć, a głębokie bagna zostaną osuszone, żeby zrobić miejsce dla ludzi. Nie chciała spekulować, co się stanie z rusałkami i leśnymi duchami, gdy zabraknie wody i lasów. Nie chciała wyobrażać sobie podziemnego świata jako mroczniejszej, bardziej zakurzonej kopii tego, co leżało ponad nim. A jednak tylko o tym potrafiła myśleć.
8 TRUP
Zostawili trupa pod opieką rusałek, które przez chwilę piszczały z przerażenia, ale szybko zachichotały, podniesione na duchu szeptami Eleny, i jęły się nim bawić jak makabryczną zabawką. Jakow w pierwszej chwili chciał zaprotestować, ale potem uznał, że to nie ma znaczenia, i patrzył bez słowa, jak rusałki nurkują w jeziorze, zabierając swoją nową maskotkę. Potem odeszli na poszukiwanie Zemuny.
Żałował, że nie ma mocniejszych butów, gdy stąpali po mlaskającej łące, gliniastej i błotnistej, podmokłej po niedawnej powodzi. Trawa, zielona dzięki kradzionemu światłu słonecznemu, porastała nachylone łagodnie zbocze. W bujnej murawie mrugały drobne białe i żółte kwiatki, a wśród nich pasła się ospała Niebiańska Krowa. Jakow rozpoznał ją, bo emitowała łagodny, falujący blask, przywodzący mu na myśl światła zorzy polarnej, którą widział podczas wizyty u dalekich kuzynów w Murmańsku.
– Piękna krowa – szepnęła za nim Galina.
– Tak – zgodziła się Elena. – Wprawdzie na powierzchni nieczęsto widywałam inwentarz, ale ta sztuka mi się podoba.
Krowa podniosła głowę i popatrzyła na nich z miną, jaką Jakow mógłby opisać tylko jako „mądrą".
– Cześć – powiedziała Elena. – Przyszliśmy po radę. Znaleźliśmy martwego człowieka, który przybył z powierzchni…
– Czy był martwy, gdy przybył? – Przerwała jej Zemuna powolnym, melodyjnym głosem.
– Tak – odparł Jakow. – Jestem Jakow, a to Galina. Szukamy ptaków, które były ludźmi. Martwy mężczyzna miał coś w ustach.
Zemuna pokiwała głową.
– Wysłucham waszych pytań, ale po kolei. Co znalazłeś w ustach martwego człowieka?
– To. – Elena otworzyła dłoń i błękitne jajko zaczęło pulsować, jakby ożywione jej ciepłem.
Zemuna powąchała klejnot, a nawet ostrożnie posmakowała go zaskakująco zwinnym koniuszkiem języka.
– Wiesz, co to jest? – Zapytał Jakow. – Elena myśli, że coś magicznego.
– Tak naprawdę nie wierzę w magię – odparła Zemuna i jeszcze raz obwąchała klejnot. – Ale z pewnością jest… Dziwne.
Jakow i Galina wymienili spojrzenia. Jakow nie był pewien, czego spodziewał się po krowie, ale liczył na większą wnikliwość.
– Możesz nam pomóc? – Zapytała Galina. – Jeśli nie wiesz, co to jest, to może znasz kogoś, kto mógłby wiedzieć?
Zemuna dumała przez chwilę.
– Wiesz – zaczęła – to ja zrobiłam Drogę Mleczną.
– To… Miłe – powiedział Jakow i popatrzył na Galinę, szukając ratunku.
– Nie wierzycie mi. – Zemuna zrobiła zasmuconą minę. – Myślicie, że gwiazdy stały się tak po prostu, że nikt ich nie zrobił.
– Niekoniecznie – odparła Galina. – A co z ludźmi przemieniającymi się w ptaki?
– Opowiedzcie mi o tym – poprosiła krowa, wciąż nadąsana.
Jakow opowiedział, a Galina wtrąciła się parę razy, mówiąc o swojej siostrze. Wolałby, żeby przestała mu o niej przypominać – był dotkliwie świadom, że zawala policyjną robotę i na dobitkę nie stawił się w pracy; matka pewnie jest chora ze zmartwienia, a on w żaden sposób nie mógł pomóc Galinie.
Wrócił myślą do tej dziewczyny, Darii, i jej zaginionej matki. Chciałby przesłać jej wiadomość, by wiedziała, że szuka, że się stara, że o niej nie zapomniał. Czuł się jak w dzieciństwie, gdy doświadczał sennego paraliżu – był całkowicie bezradny, zrozpaczony i przekonany, że to jego wina.
Zemuna pogrążyła się w zadumie.
– Mogę wam pomóc – powiedziała po chwili. – Pomogę wam się dowiedzieć, dlaczego to wszystko się dzieje.
– To znaczy, że nie wiesz? – Jakow starał się ukryć rozczarowanie. Nic nigdy nie było łatwe. Nie był zachwycony, że jego wizyta w magicznym królestwie baśni obraca się w szereg wywiadów. I oględzin zwłok. Przypuszczał, że to nieuchronne, gdy się jest gliną. Ale marzył o odrobinie wytchnienia – i żałował, że nie może nic w związku z tym zrobić.
Zemuna pokręciła głową.
– Podejrzewam, że zakłócenia, jakie widzimy, zaczęły się na powierzchni. Świat powierzchniowy się zmienia, i ten także.
– Nie rozumiem – powiedziała Galina. – Powierzchnia zawsze się zmienia, wybuchają wojny i rewolucje, zawsze dzieje się coś złego. Dlaczego teraz?
Zemuna uniosła głowę ku szarej mgle, która maskowała nieobecność nieba.
– Kto wie? Może nadszedł czas, by światy się połączyły, a może nie. Ale przypuszczam, że ktoś stąd pracuje z powierzchniowymi.
– Dlaczego? – Zapytał Jakow. – I nad czym pracuje?
– Chciałabym wiedzieć. Ale Kościej Nieśmiertelny powinien wam pomóc.
Jakow przewrócił oczami.
– Oczywiście. Kościej Nieśmiertelny. Wiedziałem, że w końcu się pojawi. Chcecie, bym znalazł jego śmierć? Wiem, gdzie jest, kiedyś widziałem na filmie.
– Nie – zamuczała Zemuna. – Po prostu go zapytaj. On się zna na czarnej magii.
– Myślałem, że nie wierzysz w magię.
Zemuna zmierzyła go leniwym spojrzeniem.
– A co moja wiara ma wspólnego z jej istnieniem?
– Chodźmy już – powiedziała Galina i pociągnęła Jakowa za rękaw. – Gdzie możemy go znaleźć?
– Spróbujcie w gospodzie. Tam wszyscy zaglądają prędzej czy później.
– Dobry pomysł – pochwaliła Elena. – Ja też pójdę.
Jakow przez całe życie starał się nie mieszać do polityki, choć musiał odsiedzieć swoje na różnych zebraniach i wykładach poświęconych teorii marksistowskiej, jednakowo nudnych i pełnych tej samej nużącej retoryki. Kiedy podrósł na tyle, żeby zostać członkiem Komsomołu – ochotnicza przynależność do organizacji była czystą fikcją – zabawiał się wycinaniem nieprzyzwoitych napisów na skraju wielkiego drewnianego stołu, wokół którego siedzieli, pod czujnym i ślepym spojrzeniem gipsowych popiersi Lenina i Marksa. Ich białe oczy śledziły go za każdym razem, gdy podnosił zielone sukno i starannie wycinał w drewnie słowa „kutas", „kurwa" i „cipa", proste zaklęcia chroniące przed gipsowymi bóstwami. Drżał z radości połączonej z lękliwym oczekiwaniem, i kulił się na myśl o piorunach, jakimi go spalą. Świństwa go ochroniły.