Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 137
Перейти на страницу:

— Myślałam o Marku. Wciąż powtarzasz, że chcesz go nakłonić, żeby ci zaufał.

— Podarować mu klony? Chciałbym móc to zrobić. Tylko najpierw muszę zadusić go gołymi rękami, a wcześniej powiesić Bela Thorne’a. Mark to Mark, nic do niego nie mam, ale Bel powinien być mądrzejszy. — Bezsilnie zacisnął zęby. Słysząc jej słowa, oczyma wyobraźni ujrzał obydwa statki z wszystkimi klonami na pokładzie, triumfalnie opuszczające przestrzeń Obszaru Jacksona… grają na nosie złym Bharaputranom… Mark, jąkając się, dziękuje mu, patrzy na niego z podziwem… on zabiera wszystkich do domu, do Matki… to szaleństwo. Nieprawdopodobne. Może gdyby sam zaplanował wszystko od początku do końca… Na pewno jednak nie przeprowadziłby frontalnego ataku o północy bez żadnego wsparcia. Płyta holowidu znów zamigotała, więc dał znak Quinn, aby zniknęła z wizji. Pojawił się Vasa Luigi.

— Admirale Naismith. — Skinął głową. — Postanowiłem pozwolić panu wydać rozkaz swojej zbuntowanej załodze, żeby skapitulowała przed moimi oddziałami.

— Nie chciałbym narażać pańskich sił bezpieczeństwa na dalsze kłopoty, baronie. Przecież byli całą noc na nogach. Są zmęczeni, zdenerwowani. Sam zabiorę swoich ludzi.

— To niemożliwe. Ale daję panu gwarancję, że darujemy im życie. Później ustalimy wysokość kar za przestępstwa, jakich się dopuścili.

Okup. Stłumił w sobie gniew.

— To… jest pewne wyjście. Ale wysokość kar należy ustalić z góry.

— Pańska sytuacja raczej nie sprzyja dyktowaniu warunków.

— Chcę tylko, żebyśmy uniknęli nieporozumień, baronie.

Vasa Luigi zacisnął wargi.

— Świetnie. Szeregowi komandosi, dziesięć tysięcy dolarów betańskich za każdego. Oficerowie, dwadzieścia pięć tysięcy. Pański komandor hermafrodyta, pięćdziesiąt tysięcy, chyba że życzy pan sobie, abyśmy sami się nimi zajęli. Nie wiem, jaki pożytek mógł by pan mieć ze swojego, hm, bliźniaczego klona, więc zatrzymamy go w areszcie. W zamian odstąpię od roszczeń za zniszczenia. — Baron pokiwał głową, zadowolony z własnej hojności.

Z górą ćwierć miliona. W duchu Miles skulił się jak po uderzeniu. Cóż, pewnie dałoby się zrobić.

— Interesuje mnie jednak także klon. Jaką… cenę wyznacza pan za niego?

— Dlaczego pana interesuje? — zaciekawił się Vasa Luigi.

Miles wzruszył ramionami.

— To chyba oczywiste. Czyha na mnie mnóstwo niebezpieczeństw. Z całej partii klonów ocalałem tylko ja. Istnienie tego, którego nazywam Markiem, zaskoczyło mnie w równym stopniu jak jego moja osoba. Żaden z nas nie wiedział o drugim projekcie klonowania. Gdzie indziej tak szybko znajdę idealnego, hm, dawcę narządów?

Vasa Luigi rozłożył ręce.

— Możemy się umówić, że bezpiecznie go przechowamy.

— Gdybym go kiedykolwiek potrzebował, na pewno najważniejszy byłby czas. W takiej sytuacji obawiałbym się, że nagle może podskoczyć cena. Poza tym wypadki chodzą po ludziach. Proszę sobie przypomnieć, co spotkało klona biednego barona Fella, wyhodowanego zresztą u pana.

Miles miał wrażenie, że temperatura rozmowy gwałtownie spadła, co najmniej o dwadzieścia stopni. Ugryzł się w język. Widocznie w tych stronach tamto wydarzenie nadal trzymano w tajemnicy albo stanowiło bardzo drażliwą kwestię. Baron przypatrywał mu się jeśli nie z większym szacunkiem, to na pewno z większą podejrzliwością.

— Admirale, jeśli chce pan innego klona do celów transplantacji, trafił pan we właściwe miejsce. Ale ten klon nie jest na sprzedaż.

— Ten klon nie jest pańską własnością — warknął w odpowiedzi Miles. Za szybko. Nie — opanuj się. Spokojnie, ukryj prawdziwe myśli jak najgłębiej, graj dalej wazeliniarza, który chce dobić targu z baronem Bharaputrą i nie zbiera mu się od tego na wymioty. Tylko spokój. — Poza tym jest jeszcze dziesięcioletni okres realizacji zamówienia. Prawdopodobnie nie umrę z powodu podeszłego wieku w dalekiej przyszłości. Obawiam się śmierci nagłej, nieoczekiwanej. — Zamilkł, a potem wykrztusił bohatersko: — Oczywiście, w takiej sytuacji nie musi pan odstępować od zadośćuczynienia za zniszczenia.

— Niczego nie muszę robić, admirale — zauważył baron. Spokojnie.

Nie bądź tego taki pewien, jacksoński łajdaku.

— Po co panu akurat ten klon, baronie? Zważywszy na fakt, że z łatwością może stworzyć pan nowego.

— To wcale nie takie łatwe. Z jego kartoteki medycznej wynika, że stanowił spore wyzwanie. — Vasa Luigi pogładził palcem swój orli nos i uśmiechnął się niewesoło.

— Zamierza pan go ukarać? Żeby przestrzec innych złoczyńców?

— On bez wątpienia tak to odbierze.

A zatem istniał jakiś plan dotyczący Marka albo przynajmniej pomysł, który mógł przynieść korzyści.

— Mam nadzieję, że pański plan nie jest związany z naszym barrayarskim pierwowzorem. Tamten spisek dawno spalił na panewce. Wiedzą o mnie i o nim.

— Przyznaję, że interesują mnie jego powiązania z Barrayarem. Pańskie także. Z imienia, jakie pan przybrał, niezbicie wynika, że od dawna zna pan swoje pochodzenie. Jakie są pana stosunki z Barrayarem, admirale?

— Dość delikatne — przyznał. — Tolerują mnie, od czasu do czasu wyświadczam im jakąś przysługę, oczywiście, nie za darmo. Poza tym unikamy się nawzajem. Macki barrayarskiej Służby Bezpieczeństwa sięgają dalej niż wpływy Domu Bharaputra. Zapewniam pana, że lepiej nie wchodzić im w drogę.

Vasa Luigi uniósł brwi z uprzejmym niedowierzaniem.

— Pierwowzór i dwa klony… trzej identyczni bracia. Wszyscy tacy niscy. Przypuszczam, że razem stanowicie pełnego człowieka.

Uwaga zupełnie nie na temat; baron zarzucał sieć, prawdopodobnie w nadziei uzyskania informacji.

— Trzej, ale wcale nie tak identyczni — rzekł Miles. — Prawdziwy lord Vorkosigan jest podobno tępakiem. Mark, jak się obawiam, już zademonstrował swoje ograniczone możliwości. Ja natomiast jestem modelem ulepszonym. Moi konstruktorzy planowali przeznaczyć mnie do poważniejszych zadań, lecz nieco przedobrzyli, dlatego sam zacząłem wyznaczać sobie cele. Tej sztuczki nie posiadł chyba nikt z mojego rodzeństwa…

— Chciałbym móc porozmawiać z tymi konstruktorami.

— Podzielam pańskie pragnienie, ale to niemożliwe. Już nie żyją.

Baron zaszczycił go łaskawym uśmiechem.

— Zuchwały malec z ciebie, chłopcze.

Miles rozciągnął usta w uśmiechu, jednak nic nie powiedział.

Baron odchylił się na krześle i złożył dłonie, łącząc czubki palców.

— Moja propozycja pozostaje aktualna. Klon nie jest na sprzedaż. Ale co trzydzieści minut wysokość kar ulega podwojeniu. Radzę panu szybko przystać na tę umowę, admirale. Lepszej nie będzie.

— Muszę się skonsultować z oficerem księgowym floty. — Miles grał na zwłokę. — Niebawem odezwę się do pana.

— Jakżeby inaczej — mruknął z uśmieszkiem Vasa Luigi, zadowolony z własnej przebiegłości.

Miles gwałtownie przerwał połączenie i usiadł. Czuł drżenie w żołądku, z którego zdawały się rozchodzić gorące fale gniewu i upokorzenia.

— Ale księgowej floty tu nie ma — zauważyła Quinn odrobinę zdezorientowana. Istotnie porucznik Bonę opuściła Escobar z Bazem i resztą floty dendariańskiej.

— Nie podoba mi się… ten układ z baronem Bharaputra.

— A CesBez nie może uratować Marka później?

— To ja jestem CesBez.

Quinn nie mogła zaprzeczyć; zamilkła.

— Chcę mój pancerz bojowy — burknął nadąsany, garbiąc się na krześle.

— Mark go zabrał — powiedziała Quinn.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)