Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 137
Перейти на страницу:

— Nie wolno nam tu wchodzić — zaprotestowała jedna ze łzami w oczach. — Będziemy miały kłopoty.

W korytarzu leżało na wznak sześciu ogłuszonych chłopców, a dwudziestu kilku pozostałych stało opartych o ścianę z rozstawionymi szeroko nogami i uniesionymi ramionami, jakby zamierzano ich obszukać. Kilku zdenerwowanych komandosów pokrzykiwało na nich, nie pozwalając się im ruszyć. Niektórzy chłopcy wyglądali za wzburzonych, inni płakali, lecz wszyscy byli śmiertelnie przerażeni.

Obrzucił skonsternowanym spojrzeniem stos ofiar ogłuszacza.

— Jak my ich wszystkich zabierzemy?

— Niech inni ich poniosą — odezwała się Taura. — Będziemy mieć wolne ręce, a oni nie. — Ostrożnie położyła swój ciężar na końcu rzędu ciał.

— Dobrze — odrzekł Thorne, z trudem odrywając zaintrygowany wzrok od kształtów blond lalki. — Worley, Kesterton, cho… — Urwał, ponieważ w tym samym momencie na wszystkich kanałach w hełmach usłyszeli przebijającą się przez zakłócenia wiadomość od Dendarianki na motolocie.

— Sukinsyn, ma wahadłowiec… uważajcie, z lewej… — krzyczała, po czym jej głos utonął w zakłóceniach. — Och, niech to jasny szlag… — Później nastąpiła cisza wypełniona tylko szumem.

Gorączkowo przebiegał pasma, szukając jakiegokolwiek odczytu z jej hełmu. Lokalizator wciąż działał, umiejscawiając ją między dwoma budynkami na tyłach dziedzińca, na którym wylądował desantowiec. Na odczycie medycznym znalazł czyste poziome linie. Nie żyje? Niemożliwe, powinien być przynajmniej skład chemiczny krwi… szum, pusty obraz, który pokazywał tylko nocną mgłę — wreszcie podsunął mu odpowiedź. Phillipi straciła hełm. Nie był w stanie ocenić, co poza nim mogła stracić.

Thorne usiłował wywołać pilota wahadłowca, potem tylną straż, ale mimo wielokrotnych prób nie uzyskał odpowiedzi. Zaklął.

— Sam spróbuj.

On także zlokalizował tylko puste kanały. Dwóch innych Dendarian z osłony zewnętrznej wdało się w wymianę ognia z ciężkozbrojnym oddziałem bharaputrańskim, o którym meldowała wcześniej Phillipi.

— Trzeba iść na zwiad — mruknął pod nosem Thorne. — Sierżancie Tauro, przejmiesz tu dowództwo, przygotuj dzieci do wymarszu. Ty… — Zorientował się, że te słowa skierowane są do niego; dlaczego Thorne nie nazywa go już „admirałem” ani „Milesem”? — Chodź ze mną. Sumner, osłaniaj nas.

Thorne ruszył, biegnąc ile sił w nogach; on, pozostając coraz bardziej w tyle, przeklinał swoje krótkie nogi. W dół rurą windową, potem przez jeszcze gorące drzwi, za ciemny budynek i między dwa inne. Dogonił hermafrodytę, który przywarł płasko do ściany budynku na skraju boiska.

Wahadłowiec nadal tam stał, nie nosił śladów widocznych uszkodzeń — z pewnością żadna ręczna broń nie mogła przebić utwardzonego pancerza. Trap była podniesiony, właz zamknięty. W cieniu pod ramieniem skrzydła leżał jakiś ciemny kształt — powalony Dendarianin czy nieprzyjaciel? Szepcząc przekleństwa, Thorne wstukał kod do płytki kontrolnej komputera, przymocowanej do lewego przedramienia. Otworzył się właz, z którego wysunął się jęzor trapu z jękiem serwozamków. Wciąż nie odpowiadał żaden człowiek.

— Wchodzę — powiedział Thorne.

— Komandorze, według zasad procedury to moje zadanie — zaoponował komandos, któremu Thorne kazał ich osłaniać; zajął punkt obserwacyjny za dużym betonowym klombem, gdzie rosło drzewo.

— Nie tym razem — odparł surowym tonem hermafrodyta. Urywając dyskusję, pomknął naprzód zygzakiem, później prosto na trap i do środka, wyciągając po drodze łuk plazmowy. Zaraz potem usłyszeli w hełmach jego głos:

— Teraz, Sumner.

Nieproszony Mark pobiegł za Sumnerem. W wahadłowcu panowała nieprzenikniona ciemność. Wszyscy trzej zapalili reflektory na hełmach, w których blasku migały ich białe palce. Wszystko wydawało się w porządku, lecz drzwi do kabiny pilota były zamknięte.

Thorne dał milczący znak komandosowi, by stanął w pozycji do strzału z drugiej strony, tak że cel, jakim była przegroda między wnętrzem kadłuba a pokładem załogi, znalazł się między nimi. Stanął za Thorne’em, który wstukał następny kod w płytkę na przedramieniu. Drzwi uchyliły się z potępieńczym jękiem, potem zadygotały i zacięły się.

Z kabiny buchnęła fala gorąca jak z pieca hutniczego. Do rozżarzonego przedziału dostał się tlen, toteż zapaliły się ocalałe łatwopalne elementy, wywołując niewielką pomarańczową eksplozję. Komandos nałożył maskę tlenową, chwycił zawieszoną na uchwycie w ścianie gaśnicę chemiczną i wycelował w pokład. Po chwili weszli za nim do środka.

Wszystko było spalone i spopielone. Urządzenia sterujące stopiły się, sprzęt komunikacyjny się zwęglił. Kabina wydzielała duszący odór toksycznych oparów pozostałych po utlenieniu syntetyków. Wyczuwali też jeden zapach organiczny. Zwęglonego mięsa. Gdy Mimes zobaczył to, co pozostało z pilota, odwrócił głowę i przełknął ślinę.

— Bharaputra nie ma… nie powinien mieć tu żadnej ciężkiej broni!

Thorne syknął, powstrzymując się od przekleństwa, i zauważył:

— Wrzucili tu kilka naszych min termicznych, zamknęli drzwi i uciekli. Pilota musieli najpierw ogłuszyć. Przez jednego sprytnego sukinsyna… nie mieli ciężkiej broni, więc skorzystali po prostu z naszej. Odciągnęli albo zaatakowali moją straż, potem wdarli się do środka i uziemili nas. Nie zadali sobie nawet trudu, żeby wymyślić jakąś pułapkę… teraz spokojnie mogliby to zrobić. Ta maszyna już nie poleci. — W białych świetle lamp na hełmach twarz Thorne’a wyglądała jak wyrzeźbiona w czaszce maska.

Panika ścisnęła Marka za gardło.

— Co teraz zrobimy, Bel?

— Wycofamy się do budynku. Zabezpieczymy się, wystawimy straże. Wykorzystamy zakładników do wynegocjowania warunków kapitulacji.

— Nie!

— Masz lepszy pomysł, Miles? — Thorne zgrzytnął zębami. — Sądzę, że nie.

Wstrząśnięty żołnierz wpatrywał się w hermafrodytę.

— Komandorze… — Spoglądał to na jednego, to na drugiego. — Admirał nas z tego wyciągnie. Nieraz byliśmy już w większych opałach.

— Nie tym razem. — Thorne wyprostował się, a w jego głosie zabrzmiała nuta udręki. — Moja wina — muszę ponieść pełną odpowiedzialność… to nie jest nasz admirał. To jego bratklon, Mark. Podszył się pod niego, ale wiedziałem o tym od dawna. Zorientowałem się, zanim jeszcze usiedliśmy, zanim ruszyli na nas pierwsi Jacksończycy. Sądziłem, że samemu uda mi się przeprowadzić tę akcję i nikt nas nie złapie.

— Hę? — Oszołomiony komandos zamrugał z niedowierzaniem. Podobną minę mógłby mieć klon poddawany narkozie.

— Nie możemy… nie możemy zdradzić tych dzieci i zostawić w rękach Bharaputry — zachrypiał Mark. Błagał.

Thorne włożył gołą rękę w kupkę zwęglonej mazi przyklejonej do tego, co kiedyś było fotelem pilota.

— Kto tu kogo zdradził? — Przejechał mu dłonią po twarzy, pozostawiając czarną i grubą smugę, sięgającą od policzka do brody. — Kto kogo zdradził? — powtórzył szeptem. — Masz — jakiś — lepszy — pomysł?

Mark drżał na całym ciele, mając w głowie absolutną białą pustkę. Gorące węglowe znamię na twarzy piekło jak blizna.

— Wycofujemy się do budynku — rzekł Thorne. — Na mój rozkaz.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

— Bez podwładnych — rzekł stanowczo Miles. — Chcę rozmawiać z szefem, koniec i kropka. A potem zabierać się stąd jak najszybciej.

— Ciągle próbuję — powiedziała Quinn. Siedzieli w kabinie dowodzenia „Peregrine’a”. Elli odwróciła się z powrotem do konsoli, która w tej chwili pokazywała twarz wysokiego oficera służb bezpieczeństwa Bharaputry, i na nowo zaczęła go przekonywać.

1 ... 20 21 22 23 24 25 26 27 28 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)