Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 137
Перейти на страницу:

Kilkanaście dziewcząt siedziało ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, trzymały ręce na karku. Mierzono do nich z dendariańskiego ogłuszacza. Miały takie same tuniki i szorty jak chłopcy, tylko z różowego jedwabiu. Wyglądały na przestraszone, ale przynajmniej nie robiły hałasu. Wszedł do bocznego pokoju, gdzie zastał Taurę i jeszcze jednego komandosa, stali naprzeciw wysokiej dziewczyny-kobiety typu eurazjatyckiego, która siedziała przy konsoli z założonymi rękoma. W miejscu, gdzie powinna znajdować się płyta holowidu, ziała dziura, która dymiła po zetknięciu z ogniem plazmowym.

Kiedy wszedł, Eurazjatka odwróciła głowę w jego stronę, potrząsając długimi czarnymi włosami, po czym z powrotem spojrzała na Taurę.

— Ale cyrk! — Jej głos przepełniała pogarda.

— Nie umiemy przemówić jej do rozumu — powiedziała Taura z dziwnym niepokojem.

— Dziewczyno. — Skinął jej przelotnie głową. — Jeśli tu zostaniesz, będziesz zimnym trupem. Jesteś klonem. Ciało ukradnie ci twój pierwowzór. Usuną ci mózg i zniszczą. Być może niedługo.

— Wiem — odparła wyniośle, jak gdyby był bełkoczącym idiotą.

— Co? — Szczęka mu opadła ze zdumienia.

— Wiem o tym. Godzę się na swój los. Tak postanowiła moja pani. Moim zadaniem jest wiernie służyć mojej pani. — Uniosła podbródek, a w jej oczach na chwilę pojawił się rozmarzony wyraz uwielbienia. Nie miał pojęcia, co tak zachwyciło dziewczynę.

— Połączyła się z ochroną Domu — zameldowała lapidarnie Taura, wskazując dymiący holowid. — Opisała nas, nasz sprzęt, podała im nawet szacunkową wielkość oddziału.

— Nie odbierzecie mnie mojej pani — oświadczyła chłodno dziewczyna, kiwając głową. — Strażnicy was złapią i mnie uratują. Jestem bardzo ważna.

Jak, u diabła, Bharaputranom udało się przenicować jej mózg? I czy uda mu się to odkręcić w ciągu niecałych trzydziestu sekund? Nie sądził.

— Sierżancie. — Wziął głęboki oddech i z głośnym westchnieniem, osobliwie wysokim głosem wydał rozkaz: — Ogłuszyć ją.

Eurazjatka chciała się uchylić, ale zwalista sierżant miała błyskawiczny refleks. Wiązka z ogłuszacza trafiła dziewczynę dokładnie między oczy w momencie, gdy starała się uskoczyć z linii strzału. Taura przesadziła konsolę i chwyciła małą, nim ta zdążyła uderzyć głową w podłogę.

— Mamy wszystkie? — zapytał.

— Zanim odcięliśmy drogę, co najmniej dwie zeszły tylnymi schodami — zameldowała Taura, marszcząc brwi.

— Jeśli będą chciały wyjść z budynku, zostaną ogłuszone — uspokoił ją.

— A jeżeli ukryją się na dole? Trochę potrwa, zanim je znajdziemy. — Jej żółtobrązowe oczy uciekły w bok, by sprawdzić czas na chronowyświetlaczu wewnątrz hełmu. — Powinniśmy już być w drodze do wahadłowca.

— Jeszcze chwileczkę. — Mozolnie przerzucał kanały, dopóki z powrotem nie odnalazł Thorne’a. Słychać było niewyraźnie, jak ktoś w tle krzyczy: „…kinsynu! Ty mały…”.

— Co? — warknął udręczonym głosem Thorne. — Zebraliście już wszystkie dziewczynki?

— Jedną trzeba było ogłuszyć. Taura ją poniesie. Słuchaj, ustaliłeś liczbę wszystkich klonów?

— Tak, wziąłem z konsoli dozorcy: trzydziestu ośmiu chłopców i szesnaście dziewczynek. Brakuje czterech chłopców, którzy prawdopodobnie zeszli przez balkon. Philippi potwierdziła obecność trzech, ale mówi, że nie zauważyła czwartego. A u was?

— Sierżant Taura melduje, że dwie dziewczynki zeszły na dół tylnymi schodami. Uważajcie na nie. — Zerknął w górę, wyglądając zza holowidowego wyświetlacza, którego obraz wirował jak zorza polarna. — Komandor Thorne mówi, że powinno ich tu być szesnaście.

Taura wychynęła na korytarz, przez chwilę poruszała bezgłośnie ustami, po czym cofnęła się do pokoju, zatrzymując wzrok na Eurazjatce.

— Wciąż brakuje jednej. Kesterton, przejdź się po piętrze, sprawdź szafki i pod łóżkami.

— Tak jest, sierżancie. — Dendarianka pobiegła wypełnić rozkaz.

Ruszył za nią. W uszach rozbrzmiewał mu natarczywy głos Thorne’a:

— Pospieszcie się tam! To miał być szybki atak i ucieczka, pamiętasz? Nie mamy czasu na zbieranie zabłąkanych owieczek!

— Zaczekaj, do diabła.

W trzecim przeszukiwanym pokoju Dendarianka zajrzała pod łóżko i zawołała:

— Ha! Mam ją, sierżancie.

Zanurkowała, chwyciła parę wierzgających nóg i szarpnęła. Wyciągnięta na światło zdobycz okazała się niską dziewczynkąkobietą w różowej zawiązywanej z tyłu tunice oraz szortach. Bezradnie wydawała ciche rozpaczliwe dźwięki, jak gdyby straciła nadzieję, że krzykiem może sprowadzić pomoc. Jej platynowe włosy spływały kaskadą na plecy, lecz cechą, która jeszcze bardziej rzucała się w oczy, był oszałamiający biust. Napięty jedwab tuniki ledwie mógł pomieścić dwie olbrzymie krągłości. Dziewczyna uklękła, a potem przysiadła na piętach, uniesionymi rękami podtrzymując nieco wydatne fragmenty swej figury, jak gdyby jeszcze się nie przyzwyczaiła, że je ma.

Dziesięciolatka. Niech to szlag. Wyglądała na dwadzieścia lat. Taka monstrualna hipertrofia nie mogła być naturalna. Klientka — jej pierwowzór — musiała zamówić modelowanie ciała. Wolała, żeby cierpienia związane z operacją i zabiegami na metabolizmie znosił klon. Cieniutka talia, szerokie biodra… przesadnie wybujała fizyczna kobiecość nasuwała podejrzenia, że pierwowzorem może być osoba transseksualna po zmianie płci. Prawie na pewno. Data operacji została już zapewne wyznaczona.

— Nie, odejdźcie — chlipała. — Odejdźcie, zostawcie mnie w spokoju… matka po mnie przyjedzie. Matka przyjedzie po mnie jutro. Odejdźcie, zostawcie mnie w spokoju, spotkam się z moją mamą…

Od jej płaczu i widoku wstrząsanej szlochem… piersi zaraz oszaleję, pomyślał.

— Tę też ogłuszyć — wychrypiał. Będą ją musieli nieść, ale przynajmniej nie będą musieli jej słuchać.

Tak jak on Dendarianka wyglądała na osłupiałą ze zdumienia i zażenowaną groteskową budową dziewczyny.

— Biedna lalka — szepnęła i musnęła jej szyję ogłuszaczem. Dziewczyna runęła naprzód, rozpłaszczając się na podłodze.

Tymczasem Mark usłyszał, że ktoś znów wzywa go przez hełm, choć nie był pewien, czyj to głos.

— Panie admirale, właśnie ogniem ogłuszaczy odrzuciliśmy ekipę strażaków Domu Bharaputry. Nie mieli ochraniaczy. Ale ludzie ze służb bezpieczeństwa, którzy tu idą, mają. Wysyłają nowe oddziały, ciężej uzbrojone. Niedługo skończy się ta zabawa z ogłuszaczami.

Przełączając wyświetlacz w hełmie z obrazu, starał się zlokalizować komandosa na siatce mapy. Zanim mu się jednak udało, rozległ się zdyszany głos Dendarianki, która osłaniała ich z powietrza.

— Z południa okrąża wasz budynek ciężkozbrojny oddział Bharaputran, panie admirale. Musicie stamtąd jak najszybciej wyjść. Zaraz zrobi się bardzo nieprzyjemnie.

Dał znak Dendariance, żeby wyniosła z sypialni ogłuszoną dziewczynęlalkę, a sam wyszedł za nimi.

— Sierżancie Tauro — zawołał. — Słyszałaś ten meldunek?

— Tak jest. Zabierajmy się stąd.

Sierżant Taura przerzuciła sobie Eurazjatkę przez jedno ramię, a blondynkę przez drugie, lecz to brzemię najwyraźniej nie stanowiło dla niej odczuwalnego ciężaru; potem pognali stadko przerażonych dziewcząt w dół po schodach. Taura kazała im iść w parach i miały trzymać się za ręce, tak więc stanowiły kolumnę lepiej zorganizowaną, niż przypuszczał. Kiedy skierowali je do dormitorium chłopców, wśród dziewczynek podniósł się szmer przestrachu.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)