W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
Utyskując, podnosiły się z podłogi, kiedy otworzyły się drzwi, ale stanął w nich nie Mark, tylko Tom.
– Bridget! Jaka ty jesteś chuda! – wykrzyknął. – O Boże. – Opadł na krzesło koło stołu w kuchni. – O Boże. Życie jest gówniane, życie to opowieść cynicznego…
– Tom – powiedziała Shazzer. – My tu rozmawiamy.
– I nie widziałyśmy cię od ładnych paru tygodni – wybełkotała z pretensją Jude.
– Rozmawiacie? Nie o mnie? A o kim? O Boże… Ten pieprzony Jerome, pieprzony, pieprzony Jerome.
– Jerome? – spytałam zdjęta zgrozą. – Pretensjonalny Jerome? Myślałam, że już na całe życie wykreśliłeś go ze swojego życiorysu.
– Kiedy wyjechałem do San Francisco, zostawił mi mnóstwo wiadomości na sekretarce – powiedział zarozumiale Tom.
– Więc znowu zaczęliśmy się spotykać, a wczoraj wieczorem napomknąłem, że moglibyśmy znowu się zejść, no i chciałem się z nim pobzykać, a Jerome powiedział, powiedział… – Tom ze złością potarł sobie oko. – Po prostu mu się nie podobam.
Zapadła pełna osłupienia cisza. Pretensjonalny Jerome popełnił podłą, egoistyczną, niewybaczalną, niszczącą ego zbrodnię wobec wszystkich praw uczciwego chodzenia ze sobą.
– Nie jestem atrakcyjny – jęknął Tom z rozpaczą. – Jestem chronicznym pariasem uczuciowym.
Momentalnie wzięłyśmy się do działania. Jude złapała Chardonnay, Shaz przytuliła Toma, a ja przyniosłam krzesło, trajkocząc:
– Ależ jesteś atrakcyjny, ależ jesteś!
– To dlaczego tak powiedział? Dlaczego? DLACZEGOOOOOOO?
– Pszeciesz to oszywiste – wybełkotała Jude, podając mu kieliszek. – Bo Prtensjonalny Jerome jest hetero.
– Hetero jak jasna cholera – dodała Shaz. – Kapnęłam się, że ten chłopak nie jest gejem, jak tylko go, kurde, zobaczyłam.
– Hetero. – Jude zachichotała potakująco. – Proste jak… proste jak penis.
Rozdział piąty
2 marca, niedziela
5.00.
Aaaa. Właśnie sobie przypomniałam, co się stało.
5.03.
Dlaczego ja to zrobiłam? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Chciałabym móc z powrotem zasnąć albo wstać.
5.20.
To dziwne, jak czas mija, kiedy się ma kaca. To dlatego, że człowiekowi tak mało myśli przychodzi do głowy: dokładnie odwrotnie niż wtedy, kiedy ktoś się topi. Całe życie przemyka mu przed oczami i parę chwil wydaje się wiecznością, bo człowiek ma wtedy tyle myśli.
6.00.
No i pół godziny zleciało jak z bicza trząsł, bo nie miałam żadnych myśli. Uff. Łeb mi pęka. O Boże. Mam nadzieję, że nie obrzygałam sobie płaszcza.
7.00.
Cały problem polega na tym, że lekarze nigdy nie mówią, co się stanie, jak człowiek wypije więcej niż dwie jednostki dziennie, albo – uściślając – całą dopuszczalną tygodniową ilość alkoholu w jedną noc. Czy to znaczy, że gęba ci się zrobi sina, a nochal kartoflowaty jak u krasnoludka, czy też że jesteś alkoholikiem? Ale w tym wypadku wszyscy na wczorajszej imprezie musieliby być alkoholikami. Z tym, że jedyni, którzy tam nie pili, to alkoholicy. Hmm.
7.30.
Może jestem w ciąży i z powodu alkoholu urodzę zdeformowane dziecko. A tam. Nie mogę być w ciąży, bo właśnie 1 18 skończył mi się okres i już nigdy nie będę uprawiała seksu z Markiem. Nigdy. Przenigdy.
8.00.
Najgorzej być samemu w środku nocy i nie mieć z kim pogadać czy spytać, jak bardzo byłam pijana. Pamiętam, że opowiadałam jakieś straszne głupoty. O nie. Przypomniało mi się, że dałam żebrakowi 50 pensów, na co on zamiast: „Dziękuję”, powiedział: „Ale się narąbałaś”. Nagle przypomniało mi się też, że kiedy byłam mała, moja matka powtarzała: „Nie istnieje nic gorszego od pijanej kobiety”. Jestem zapijaczoną łatwą panienką z rynsztoka. Muszę spróbować zasnąć znowu.
10.15.
Sen mi trochę pomógł. Może ten kac już mi przeszedł. Chyba odsłonię firanki. AAAAAAAAA! To nienormalne, żeby rano słońce było takie jasne.
10.30.
Dobra. Za chwilę idę na siłownię i już nigdy w życiu nie wezmę do ust kropli alkoholu, więc to idealny moment na rozpoczęcie diety Scarsdale’ów. Tak więc to, co się stało wczoraj w nocy, było bdb, bo oznacza początek nowego życia. Hurra! Ludzie powiedzą… Oj, telefon.
10.15. To była Shazzer.
– Bridge, czy wczoraj w nocy bardzo się narąbałam? Przez chwilę w ogóle nie mogłam sobie jej przypomnieć.
– Nie, oczywiście, że nie – powiedziałam miło, żeby ją trochę pocieszyć, bo byłam pewna, że gdyby się naprawdę upiła, to bym to zapamiętała. Zebrałam się na odwagę i spytałam: – A ja? Zapadła cisza.
– Nie, byłaś cudowna, naprawdę strasznie słodka. Jak widać dostałam paranoi na tle kaca. Oj, telefon. Może to on. To była moja matka.
– Bridget, co ty, u licha, jeszcze robisz w domu? Masz tu być za godzinę. Tata robi pieczoną Alaskę [27]!
11.30.
O żesz kurwa. W piątek wieczorem zaprosiła mnie na lunch, a ja byłam za bardzo osłabiona, żeby się opierać, a potem za bardzo wkurzona, żeby pamiętać. Nie mogę znowu nie pójść. Mogę? Dobra. Muszę się uspokoić i zjeść jakiś owoc, bo enzymy usuwają toksyny, i wszystko będzie dobrze. Zjem tylko kawałeczek, spróbuję nie zwymiotować, a kiedy wyłonię się z krainy niezdecydowania, oddzwonię do mamy. Za: Będę mogła sprawdzić, czy Wellingtonjest traktowany w sposób, który nie łamie zarządzeń Komisji Równości Rasowej. Będę mogła pogadać z tatą. Będę dobrą córeczką. Nie będę musiała wyżywać się na mamie. Przeciw: Będę musiała przechodzić tortury i męki związane z incydentem Mark / Rebecca. Mogę się porzygać na stół. Znowu telefon. Lepiej, żeby to nie była ona.
– Jak twoja głowa? – To był Tom.
– Dobrze – zaszczebiotałam wesoło, rumieniąc się. – Bo co?
– No, wczoraj nieźle zaszalałaś.
– Shazzer mówiła, że nie.
– Bridget – powiedział Tom – Shazzer tam nie było. Poszła do Met Bar, żeby się spotkać z Simonem, i o ile mi wiadomo, wprawiła się mniej więcej w taki stan jak ty.
3 marca, poniedziałek
59,5 kg (obrzydliwy natychmiastowy przyrost tłuszczu po ociekającym smalcem niedzielnym lunchu u rodziców), papierosy 17 (stan alarmowy), incydenty podczas lunchu u rodziców sugerujące, że w życiu pozostała jeszcze odrobina normalności lub realności 0.
8.00.
Przynajmniej kac zaczyna mi przechodzić. To ogromna ulga wrócić do domu, gdzie jestem dorosłą panią zamku, a nie dzieckiem uwikłanym w gierki innych ludzi. Wczoraj doszłam do wniosku, że nie mam się jak wykręcić z lunchu u mamy, ale przez całą drogę do Grafton Underwood czułam, jak mi żołądek podchodzi do gardła. Wioska wyglądała surrealistycznie sielsko, pełna żonkili, cieplarni, kaczek itd., a także ludzi zawzięcie strzygących żywopłoty – jakby życie było łatwe i przyjemne, nie zdarzały się żadne katastrofy i istniało coś takiego jak Bóg.
– O, cześć, kochanie! Hakuna Matata. Właśnie wróciłam ze sklepu – powiedziała mama, wpychając mnie do kuchni. – Zabrakło mi groszku! Tylko odsłucham sekretarkę. Siedziałam, targana mdłościami, podczas gdy sekretarka ryczała, a mama rzucała się, włączając rozmaite bajery, które zgrzytały i piszczały w mojej i tak już obolałej głowie.
– Pam – odezwała się sekretarka. – Mówi Penny. Znasz tego faceta, który mieszka za rogiem koło garażu? No więc on popełnił samobójstwo z powodu hałasu powstającego przy strzelaniu do rzutków. Piszą o tym w „Kettering Examiner”. O, chciałam jeszcze spytać, czy Merle mogłaby przechować w twojej zamrażarce kilkadziesiąt pasztecików?
[27] Pieczona Alaska – rodzaj tortu czekoladowego z lodami, przykrytego bezami i zapiekanego przez chwilę.