W Pogoni Za Rozumem
- Автор: Филдинг Хелен
- Серия: Bridget Jones (pl) #2
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «W Pogoni Za Rozumem». Краткое содержание книги:
– Nie sądzę, by ci się spodobał zapach ścian – roześmiał się. Udało mi się odciągnąć tatę na stronę i szepnąć:
– Jak tam?
– Och, wiesz, że nie najgorzej? Całkiem sympatyczny facet. Czy możemy wziąć ze sobą drinki na salę?
Drugi akt to był jakiś koszmar. Cała ta idiotyczna szopka na scenie migała mi przed oczami, ja zaś myślami szybowałam wokół Rebeki, Gary’ego, wibratorów i nocnych koszulek, które to obrazy lawinowo stawały się coraz bardziej tragiczne. Na szczęście tłum ludzi wylewających się z foyer i drących się z – prawdopodobnie – radości uniemożliwił nam rozmowę, dopóki nie upchnęliśmy się w lang roverze Geoffreya i Uny. Za kierownicą zasiadła Una, Geoffrey usadowił się obok niej, chichoczący radośnie tata i ja wcisnęliśmy się między mamę i Wellingtona i ruszyliśmy, kiedy nagle wydarzyło się coś potwornego i niewiarygodnego. Mama pacnęła sobie na nos ogromne okulary w złotych oprawkach.
– Nie wiedziałam, że zaczęłaś nosić okulary – zwróciłam się do niej, przestraszona tym nietypowym ukłonem w stronę akceptacji procesu starzenia się.
– Wcale nie zaczęłam nosić okularów – odparła wesoło. – Uważaj na ten słupek, Una.
– Ale przecież nosisz – powiedziałam.
– Nie, nie, nie! Noszę je tylko do jazdy samochodem.
– Nieprawda.
– Prawda – powiedział ponuro tata, mama zaś wrzasnęła:
– Uważaj na tę fiestę, Una! Skręca!
– Czy to nie Mark? – odezwała się nagle Una. – Myślałam, że pracuje.
– Gdzie?! – spytała mama rozkazującym tonem.
– Tam – powiedziała Una. – O, a przy okazji, mówiłam wam, że Olive i Roger pojechali w Himalaje? Pewnie cała Mount Everest zaśmiecona jest papierem toaletowym.
Podążyłam wzrokiem za palcem wskazującym Uny do miejsca, gdzie Mark, w granatowym płaszczu i bardzo białej, rozpiętej pod szyją koszuli, wysiadał z taksówki. Potem zobaczyłam jakąś postać, która jak w zwolnionym tempie wyłoniła się z tylnego siedzenia samochodu: wysoką, szczupłą, z długimi włosami blond, śmiejącą się do niego. To była Rebecca. W rangę roverze rozpętała się niewiarygodna burza. Mama i Una oszalały z powodu świętego oburzenia w mojej obronie: „No, coś okropnego! Z inną kobietą w piątkowy wieczór, a mówił, że pracuje! Chyba zaraz zadzwonię do Elaine i powiem jej do słuchu!”, Geoffrey wybełkotał w pijanym widzie: „Poszeeedł! Fruuuu!”, a tata próbował uciszyć całe towarzystwo. Jedynymi osobami, które milczały, byłam ja i Wellington, który wziął mnie za rękę i uścisnął, bardzo spokojnie i bardzo mocno, nie wypowiadając ani słowa. Kiedy dojechaliśmy do mojego domu, wysiadł z lang rovera, żeby mnie wypuścić, przy wtórze paplaniny w tle: „No niech mnie! Pierwsza żona go opuściła, prawda?”, „Dokładnie. Nie ma dymu bez ognia”.
– W ciemności kamień przemienia się w bizona – powiedział Wellington. – W świetle dnia wszystko wraca do swej zwykłej postaci.
– Dzięki – powiedziałam z wdzięcznością i powlokłam się do mieszkania, zastanawiając się po drodze, czy mogę zmienić Rebeccę w bizona, a potem ją podpalić, nie powodując aż tyle dymu, żeby przyjechał Scotland Yard.
1 marca, sobota
22.00.
W domu. Bardzo czarny dzień. Jude, Shaz i ja poszłyśmy na zakupy (żeby mi się polepszyło) i wróciłyśmy wszystkie do mnie, żeby się przygotować do nocy na mieście, którą dziewczyny zaplanowały w celu rozproszenia mojego smutku. Do 20.00 zdążyłyśmy się już nieco podciąć.
– Mark Darcy jest gejem – oznajmiła Jude.
– Oczywiście, że jest gejem – warknęła Shazzer, dolewając Krwawej Mary.
– Naprawdę tak myślicie? – spytałam, chwilowo pocieszona tą przygnębiającą, acz ratującą moje ego teorią.
– Znalazłaś chłoptasia w jego łóżku, nie? – powiedziała Shaz.
– Z jakiego innego powodu miałby się umawiać z kimś tak absurdalnie wysokim jak Rebecca, bez cienia kobiecości, bez cycków i tyłka – czyli właściwie mężczyzną? – dodała Jude.
– Bridge – zaczęła Shaz, spoglądając na mnie mętnym wzrokiem. – Boże, wiesz co? Kiedy patrzę na ciebie pod tym kątem, to normalnie masz podwójny podbródek.
– Dzięki – powiedziałam oschle, nalewając sobie kolejny kieliszek wina i przyciskając znowu guzik NOWA WIADOMOŚĆ, na co Jude i Shazzer zatkały sobie uszy.
– Cześć, Bridget. Tu Mark. Nie oddzwaniasz. Naprawdę myślę, że… naprawdę… Myślę, że my – tak przynajmniej czuję – winny ci jestem przyjaźń, więc mam nadzieję, że… że my… O Boże, zresztą zadzwoń do mnie na dniach. Jeśli chcesz.
– Chyba mu odbiło – mruknęła Jude. – Jakby nie miał nic wspólnego z tym, że umawia się z Rebeccą. Teraz naprawdę musisz się zdystansować. Słuchajcie, idziemy na tę imprezę czy nie?
– Taaa. Co on se, kurde, myśli? – wybełkotała Shaz. – Jest ci winien! Ha! Pwinnaś piedzieć: „Kochany, nie chce być z kimś tylko dltego, szejss mi coś winien”. W tej chwili zadzwonił telefon.
– Cześć. – To był Mark. Serce zalała mi ogromna fala miłości.
– Cześć – powiedziałam z entuzjazmem, wymawiając samymi ustami: „To on”.
– Dostałaś swoją wiadomość? To znaczy ode mnie? – spytał Mark. Shazzer dźgała mnie w nogę, sycząc jak opętana:
– No, nagadaj mu.
– Tak – powiedziałam z wyższością. – Ale parę minut po tym, jak cię zobaczyłam z Rebeccą o jedenastej w nocy, co nie wprawiło mnie w zbyt przyjazny nastrój.
Shaz wyrzuciła w powietrze rękę z zaciśniętą pięścią, czemu towarzyszył okrzyk: „Jees!”, a Jude zatkała jej usta dłonią, uniosła kciuk do góry i sięgnęła po Chardonnay. Po drugiej stronie kabla zapanowała cisza.
– Bridge, dlaczego ty zawsze musisz wyciągać pochopne wnioski?
Zasłoniłam słuchawkę dłonią.
– Mówi, że wyciągam pochopne wnioski – syknęłam, na co rozwścieczona Shaz wykonała skok w stronę telefonu.
– Ja wyciągam pochopne wnioski? – spytałam. – Rebecca od miesiąca cię podrywa, ty mnie rzucasz za coś, czego nie zrobiłam, potem widzę, jak wysiadasz z taksówki z Rebeccą…
– Ale to nie moja wina, mogę ci wszystko wytłumaczyć, a poza tym dzwoniłem do ciebie.
– Tak, żeby powiedzieć, że jesteś mi winien przyjaźń.
– Ale…
– No, dawaj! – syknęła Shaz. Wzięłam głęboki oddech.
– Jesteś mi winien przyjaźń? Kochany… – Na te słowa Jude i Shaz w ekstazie padły sobie w ramiona. Kochany! Przeistoczyłam się w Linde Fiorentino z The Last Seduction. – Nie chcę być z kimś tylko dlatego, że jest mi coś winien – oznajmiłam z determinacją. – Mam najlepszych, najbardziej lojalnych, najmądrzejszych, najbystrzejszych, najbardziej troskliwych, pomocnych przyjaciół na świecie. I gdybym miała być twoją przyjaciółką po tym, jak mnie potraktowałeś…
– Ale… Jak ja cię potraktowałem? – spytał boleściwie.
– Gdybym pozostała twoją przyjaciółką… – Zawahałam się.
– No, dawaj – syknęła Shaz.
– …to miałbyś wielkie szczęście.
– Dobra, zrozumiałem – powiedział Mark. – Skoro nie chcesz wysłuchać moich wyjaśnień, to nie będę cię już nękał telefonami. Do widzenia, Bridget.
Oniemiała odłożyłam słuchawkę i popatrzyłam po swoich przyjaciółkach. Sharon leżała na dywanie, triumfalnie wymachując petem, a Jude żłopała Chardonnay prosto z butelki. Nagle ogarnęło mnie straszliwe uczucie, że popełniłam przerażający błąd. Dziesięć minut później rozległ się dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć.
– Mogę wejść? – odezwał się stłumiony męski głos. Mark!
– Oczywiście – powiedziałam z ulgą, odwracając się do Jude i Shaz ze słowami: – Tego… mogłybyście się przenieść do sypialni?