Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
A może to też mu się przyśniło.
_______________
* "A dangerous mind" by Within Temptation
--- rozdział 07 ---
7. Stranger.
I'm not a stranger
No I am yours
With crippled anger
And tears that still drip sore*
Harry przemierzał korytarze szybkim krokiem. Szata powiewała za nim, kiedy mijał
kolejne drzwi i schody, podążając wciąż w dół. Spieszył się. Lekcja Eliksirów już
prawie się rozpoczęła.
Wracał właśnie ze spotkania z Luną. Miło było się z nią zobaczyć, by chociaż na
chwile oderwać się od posępnych myśli.
Trochę się o nią martwił. Krukonka była ostatnio bardzo blada, a jej ciałem
wstrząsał dziwny, przypominający czkawkę kaszel. Chciał ją nawet zabrać do pani
Pomfrey, ale dziewczyna uznała, że w jej gardle zagnieździły się Krztuszajki
Ostropióre i jedynie Aluminiowy Medalion z kolekcji jej ojca mógłby ją uzdrowić i
jeżeli Harry nie potrafi go zdobyć, to bardzo go przeprasza, ale nie może jej w niczym
pomóc. Zapewniła go, że napisze do tatusia jeszcze tego popołudnia i, żeby Harry
się nie martwił.
Harry się jednak martwił. Podejrzewał, że medalion zrobiony z mugolskiej
substancji zwanej aluminium nie na wiele jej pomoże. Rodzina Lovegoodów miała
dziwne upodobania, jeżeli chodziło o to, co było dla nich magiczne. Dziwił się, że
Luna nie zaczęła jeszcze czcić rzeczy takich jak przepalone żarówki, a w jej uszach
nie pojawiły się kolczyki w kształcie zawleczek do otwierania puszek. Harry uznał
jednak, że nie warto wchodzić z nią w jakiekolwiek dyskusje, szczególnie, że miał
niedługo zajęcia.
Przez cały poranek obawiał się tej lekcji. I nawet spotkanie z Luną nie rozwiało
tego niepokoju. Chociaż można by rzec, że jego myśli na chwilę zostały skierowane
na inny tor. Jednak podążając wiaduktami i bocznymi uliczkami, powracały właśnie
na główna drogę wprawiając Harry'ego w stan nerwowego podniecenia.
Teraz, kiedy zmierzał do komnaty w lochach, jego serce wygrywało w piersi
serenady strachu, podsycanego obawą o przyszłość. Swoją własna przyszłość.
To miała być jego pierwsza lekcja eliksirów od... od...
Niech to szlag! Nie potrafił nawet o tym pomyśleć bez zająknięcia się i
denerwującego pieczenia na policzkach.
Pierwszy raz spotka się ze Snape'em na lekcji odkąd - Harry poczuł się przez
chwilę tak, jakby ktoś wylał mu na twarz wiadro wrzącego oleju - odkąd widział jego
erekcję i miał ją w ustach. Nie potrafił sobie wyobrazić, że będzie w stanie przeżyć tę
lekcję z obojętną maską na twarzy. Po prostu nie potrafił.
Co będzie, jeżeli Snape do niego coś powie? Co będzie, jeżeli spojrzy na
Harry'ego, a Harry przypomni sobie sytuację, kiedy to spojrzenie wbijało go w ścianę
i zapierało dech w piersiach?
Harry bał się tego, co może zrobić, ale całą siłą woli postanowił nad sobą
panować. Miał cichą nadzieję, że Snape nie będzie go zbytnio prowokował, ale ciche
nadzieje mają to do siebie, że nikt ich nie słyszy...
Kiedy Harry dojrzał w oddali zamknięte już drzwi klasy eliksirów, jego serce
załomotało.
"Cholera! Chyba się spóźniłem!" - pomyślał, przyspieszając do biegu. Wyhamował
przed drzwiami i otworzył je z rozmachem.
Odetchnął z ulgą.
Wszystkie oczy, co prawda, skierowały się n niego, ale uczniowie nie skończyli
jeszcze wyjmować przyborów. Harry rozejrzał się po klasie, zamykając cicho drzwi.
Serce Gryfona zabiło mocniej, kiedy dojrzał Mistrza Eliksirów.
Stał tam.
Ciemny, bijący chłodem posąg otulony czarną peleryną. Zawsze wyniosły, zawsze
dumny.
"I czasami nabrzmiały" - pomyślał Harry ze złośliwą satysfakcją.
Do jego mózgu dopiero po chwili dotarła informacja, że - niezgodnie z jego
przewidywaniami - Snape, zamiast ukarać Harry'ego utratą punktów i kilkoma
kąśliwymi uwagami, spojrzał na niego przelotnie i powrócił do wypisywania
ingrediencji na tablicy.
Coś było nie tak.
Harry podszedł do swoich przyjaciół, szybko wyjaśnił im szeptem, gdzie się
podziewał, jednocześnie wyjmując przybory i książki, ale druga część jego umysłu w
tej samej chwili analizowała sytuację.
Snape nie ukarał go. Nic mu nie powiedział. Ba, prawie w ogóle na niego nie
spojrzał.
Nerwowe podniecenie, które odczuwał jeszcze przed otwarciem drzwi, ulotniło się,
zastąpione gniewnym poirytowaniem.
Jednak nawet to uczucie ustąpiło wobec wstrząsu, jaki Harry doznał, kiedy
uzmysłowił sobie, że...
- Nie ma Malfoya - wyszeptał do Rona i Hermiony patrząc z przerażeniem na
puste miejsce obok Zabiniego, które zawsze zajmował płowowłosy Ślizgon.
- Zauważyliśmy - odparła cicho Hermiona. Głos jej lekko drżał, gdy to mówiła.
- Myślicie, że Snape go...? - zapytał Ron, przejeżdżając palcem po swoim gardle.
- Nie bądź głupi, Ron! - ofuknęła go Hermiona. - Snape może i jest draniem, ale
nie zabiłby swojego ucznia.
- Nie byłbym tego taki pewien, zważywszy na to, co wyprawiał ostatnio na lekcjach
- odparł rudzielec konspiracyjnym szeptem.
Harry nie wiedział, co odpowiedzieć, gdyż jego umysł znajdował się w stanie
emocjonalnego wiru. Snape uratował go wczoraj przed Malfoyem, a następnie zabrał
gdzieś Ślizgona i Malfoy zniknął. A we śnie widział, że Malfoy był na coś wściekły.
Nie na coś, ale na kogoś - na Voldemorta. Czy to miało ze sobą jakiś związek?
Harry nie powiedział jeszcze przyjaciołom o swoim śnie. Postanowił na razie
zachować to dla siebie. Wciąż żywił nadzieję, że to co widział było tylko zwykłym
snem i niczym więcej. Uznał, że jeżeli sen się powtórzy, to znaczy, że powinien się
tym martwić na poważnie i dopiero wtedy im powie. Na razie nie warto wywoływać
paniki. Szczególnie, że znał ich na tyle dobrze, iż wiedział czego może się po nich
spodziewać.
- Harry, jak myślisz, co Snape z nim zrobił? - Ron pochylił się do Harry'ego z
wyrazem lęku w oczach, ale Harry nie zdążył odpowiedzieć.
- Cisza! - warknął nagle nauczyciel, podchodząc do swojego biurka i obrzucając
klasę spojrzeniem. Harry zauważył, że wzrok Mistrza Eliksirów prześlizgnął się po
nim, jak po jakimś nieciekawym, spotkanym na ścieżce robaku.
Snape zaczął opowiadać o pochodzeniu i zastosowaniu Eliksiru Wigoru, ale Harry
myślami był w schowku i na korytarzu w lochach, kiedy Snape go uratował.
Nie potrafił zrozumieć, dlaczego po tym wszystkim, co między nimi zaszło, Snape
go tak ostentacyjnie ignoruje. A przecież jeszcze dwa dni temu Harry miał w ustach
jego penisa. To przecież coś znaczyło!
Gryfon czuł się trochę rozdarty. Z jednej strony złościł się na Snape'a i
zastanawiał, dlaczego nauczyciel nie zwraca na niego żadnej uwagi. Z drugiej -
obraz Draco Malfoya znikającego w ciemności wraz z Mistrzem Eliksirów nie
opuszczał jego myśli.
Właściwie teraz dopiero zorientował się, że nie widział Malfoya na śniadaniu, ale
to nie było niczym niezwykłym. Malfoy czasami nie pojawiał się na posiłkach. Zresztą
Harry był zbyt zajęty obawianiem się lekcji eliksirów, by zawracać sobie głowę
nieobecnością Malfoya.
Teraz jednak zastanawiał się nad tym i jego mózg podsyłał mu różne mrożące
krew w żyłach rozwiązania.
Nie, Snape nie mógłby... Przecież doprowadził Harry'ego do orgazmu. Na dodatek