Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
przypominał. Zielone oczy wpatrujące się w sklepienie błyszczały gorączkowo,
przeżywając ponownie każdą chwilę.
* * *
- Harry! Harry! Co się z tobą dzieje? - zdenerwowany głos Hermiony przedarł się
przez otulony mgłą umysł Harry'ego i wyrwał go z odrętwienia, w którym znajdował
się przez cały poranek, aż do śniadania. Na jego talerzu leżało kilka kiełbasek,
których nawet nie ruszył.
- Nic - wymamrotał czując, że zbiera mu się na wymioty. Po raz dziesiąty już
spojrzał przelotnie na stół nauczycielski.
Snape'a nie było na śniadaniu.
Harry dziękował za to wszystkim dobrym duchom.
Do tej pory nie potrafił właściwie zrozumieć jak doszło do sytuacji, która miała
miejsce wczoraj wieczorem w schowku w lochach. Z jednej strony jego umysł
próbował wyrzucić to z pamięci, a z drugiej - ogarniała go fala gorąca na samo
wspomnienie smaku Snape'a, jego zapachu, jego oszałamiającej bliskości.
"To niemożliwe! To się nie mogło wydarzyć! To wszystko mi się przyśniło!" -
powtarzał sobie w myślach przez cały czas, gdyż jego umysł nie potrafił ogarnąć tego
zdarzenia, a Harry za nic w świecie nie chciał mu w tym pomagać.
Słowa "Obciągnąłem Mistrzowi Eliksirów" pojawiały się w jego głowie na przemian ze słowami "Nie, to się wcale nie wydarzyło! Musiało mi się to przyśnić!", a czasami przebłyskiwały również słowa "Zostałem wykorzystany przed nauczyciela. Może
powinienem komuś o tym powiedzieć?".
Harry próbował sobie wyobrazić rozmowę, w której wyznałby to Dumbledore'owi:
"- ...Snape do mnie podszedł i patrzył się na mnie.
- I co było dalej, Harry?
- Hmmm, od samego spojrzenia dostałem erekcji.
- Ach.
- No i później... hmm... powiedziałem "proszę".
- To nieco komplikuje sprawę, Harry...
- No i on mnie dotknął. A później ja... obciągnąłem mu. I na końcu powiedział do
mnie "To było miłe, panie Potter".
- Założę się, że musiało to być dla niego miłe, Harry.
- I co pan o tym myśli, dyrektorze?
- Gdzie miała miejsce ta sytuacja?
- W schowku na miotły.
- W schowku? Przecież to miejsce publiczne.
- Nie, gdybyśmy zrobili to w Wielkiej Sali, to byłoby to miejsce publiczne.
- Hmm... A jak ty się po tym czułeś, Harry?
- Miałem najwspanialszy orgazm w życiu.
- No to nie widzę problemu, Harry.
- Dziękuję, że mnie pan wysłuchał, panie dyrektorze."
Harry uśmiechnął się do siebie mimowolnie.
Nie. Wiedział, że nigdy, przenigdy nikomu o tym nie wspomni. Umarłby ze wstydu.
Ten wstyd ciążył mu w każdej sytuacji, przytłaczając go swym ciężarem i nie
pozwalając zapomnieć.
Harry nienawidził siebie za to, że wypił wtedy ten eliksir. Nienawidził siebie za to,
jak działał na niego Snape. Nienawidził siebie za świadomość, że wtedy, w schowku
zrobiłby dla Snape'a wszystko. Zrobiłby każdą rzecz, o jaką Mistrz Eliksirów by go
poprosił. I nienawidził Snape'a za to, że drań doskonale o tym wiedział. Nienawidził
go za jego pewność siebie. Ale to Harry dał mu tę pewność.
Bał się też. Bał się, ponieważ Mistrz Eliksirów wiedział o pragnieniach Harry'ego
Pottera. Bał się, ponieważ to dawało Snape'owi władzę nad Harrym, a ten człowiek
był zdolny do wszystkiego. A Harry sam mu dał tę władzę. Bał się, do czego Snape
mógł ją wykorzystać.
Harry przeklinał siebie samego i wszystko, co doprowadziło go do punktu, w
którym się teraz znajduje.
Niech będzie przeklęta chwila, kiedy wziąłem do ust ten przeklęty eliksir i
odkryłem w sobie te przeklęte pragnienia!
Kiedy wrócił wczoraj wieczorem do dormitorium, wszyscy już spali. Pamiętał
zapach spermy Mistrza Eliksirów, który wciąż czuł na sobie, a którego nie udało mu
się zmyć w łazience. Czuł się brudny, upokorzony i zdeptany, ale druga połówka jego
serca wyśpiewywała serenady radości. Dostał to, czego tak bardzo pragnął. Może
nie wyglądało to, tak, jak w jego marzeniach, ale to na pewno dopiero początek.
Snape nie może przecież wiecznie udawać, że nic do Harry'ego nie czuje. Przecież
widział wtedy to płonące spojrzenie czarnych oczu...
Zadrżał, przypominając sobie chłodną dłoń poruszającą się na jego penisie, która
doprowadziła go do najwspanialszego orgazmu w jego życiu. To zupełnie co innego,
niż robienie tego samemu...
- Harry! Harry! - głos Hermiony przedarł się przez myśli Harry'ego.
- Przestań wreszcie "harrować"! - warknął Gryfon. - Co? - dodał, widząc wyrzut w oczach przyjaciółki. Był zły, że Hermiona wciąż go nagabuje i nie pozwala mu
spokojnie pomyśleć.
- Co się z tobą dzieje? - fuknęła Hermiona robiąc obrażona minę.
- Przecież mówię, że nic! Przestań się mnie wreszcie czepiać i zostaw mnie w
spokoju! - syknął Harry, odsuwając ze złością talerz i podnosząc się gwałtownie z
miejsca.
Chciał zostać sam.
Widział, że Ron otworzył szeroko oczy, zaskoczony nagłym wybuchem swego
przyjaciela i chciał coś powiedzieć, ale jego pełne usta nie pozwoliły mu na to.
- Idę uprzątnąć resztę schowków - powiedział gniewnie Harry, odwracając się
plecami do przyjaciół i ruszając w stronę wyjścia. Nie obchodziło go, czy się na niego
obrażą, czy nie. Nawet nie czekał na protesty Hermiony. Czuł na sobie
odprowadzające go spojrzenia części uczniów, wśród których było również
intensywne spojrzenie Draco Malfoya, jednak teraz nie był w stanie zwracać na to
uwagi.
Szedł szybko korytarzami, roztrzęsiony i zdenerwowany. Nie rozumiał, skąd brały
się u niego te pokłady agresji, które ostatnio wyrzucał z siebie w ilościach zdolnych
zatopić cały korytarz. Potrzebował samotności, żeby to wszystko spokojnie
przemyśleć.
Nie interesowało go zwycięstwo Armat we wczorajszym meczu, o którym przez
cały czas opowiadał mu Ron. Nie miał ochoty słuchać o stercie prac domowych, o
której Hermiona cały czas mu przypominała i zamęczała go, żeby pospieszył się ze
sprzątaniem, bo nic nie zdąży na jutro odrobić. Nic go nie interesowało. Wszystko
nagle zostało zepchnięte na dalszy plan. Najważniejsze było teraz dla niego to, co
wydarzyło się wczoraj wieczorem w małym, zatęchłym schowku w zimnych,
mrocznych lochach Hogwartu. Chciał teraz myśleć tylko o tym. Tylko o tym potrafił
teraz myśleć.
Czuł, że jego życie diametralnie się teraz zmieni. Nie wiedział dokładnie na czym
ta zmiana miała polegać, ale na pewno nie będzie to dla niego ten sam Hogwart, co
wcześniej. Wszystko, na co spojrzał nosiło teraz dla niego znamię jego obsesji
Severusem Snape'em.
Nie był w stanie dokończyć wczoraj sprzątania tego schowka. Po prostu nie
potrafił się na tym skupić. Zdruzgotany i zszokowany opuścił schowek, powlókł się
prosto do łazienki i siedział tam tak długo, dopóki nie upewnił się, że wszyscy już
poszli spać.
Już nigdy nie wróci do tego miejsca, które było świadkiem jego całkowitego
upokorzenia i jednocześnie największej ekstazy. Wiedział, że Filch będzie na niego
wściekły, ale nikt go tam nie zaciągnie, nawet siłą.
Został mu jednak jeszcze jeden schowek w dolnej części zamku, najbliżej komnat
Ślizgonów. Całe szczęście, że odnoga, w której się znajdował prowadziła daleko od
gabinetu Snape'a. Jednak Gryfon cały czas odczuwał niepokój. Był w takim stanie,