Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
spojrzeniem do podłogi? Może ze strachu o otrzymanie kolejnej dawki
przytłaczającej obojętności?
A ta bolała najbardziej.
Harry wydostał się z jednego bagna przygnębienia, w którym z powodu Snape'a
znajdował się przez cały tydzień, by wpaść w kolejne - dotyczące krytycznego stanu
Luny i dziwnego zadowolenia Malfoya. W tej chwili oba bagna połączyły się w jedno,
tworząc grząską, śmierdzącą breję, która wciągała Harry'ego w swą kipiącą otchłań.
Snape.
Harry zobaczył go, jak wynurza się z ciemności z powiewającą za nim peleryną.
Zadziwiające, że od pewnego czasu ten widok wywoływał w nim skurcz serca i za
każdym razem, zamiast się zmniejszać, tylko przybierał na sile. W jego obecności
Harry przestawał myśleć, jego mózg blokował się i wyrzucał z siebie tylko pojedyncze
strzępki myśli, które kiedyś tam pewnie były ważne, ale w tej chwili zupełnie przestały
mieć znaczenie wobec czegoś o wiele potężniejszego i nieokiełznanego... wobec
pożądania.
Czy Harry'emu się wydawało, czy Snape spojrzał na niego przelotnie?
Serce Gryfona podskoczyło. Ale prawie w tej samej chwili zalała je fala żółtej,
jadowitej nienawiści, kiedy tuż za Mistrzem Eliksirów zjawił się Malfoy.
Hermiona ścisnęła ramię Gryfona, jakby się obawiała, że Harry mógłby rzucić się
na Ślizgona i połamać mu wszystkie kości. Do kolekcji z nosem.
Owszem, Harry'emu przemknęła przez głowę taka myśl, ale w swoim życiu
przeszedł już tyle, że potrafił nad sobą zapanować w trudnych sytuacjach. No, może
nie zawsze.
Nawet, kiedy byli już w klasie, Harry wciąż wpatrywał się w Malfoya jak jastrząb,
który wypatrzył swą ofiarę.
Nie wymknie mu się.
Och, ja ci jeszcze pokażę, ty... oślizgły worku szczurzych rzygowin!
Harry spojrzał na tablicę. Snape obserwował go.
Pierwszą reakcją Gryfona było szybkie odwrócenie wzroku. Drugą - rumieńce.
"Niech to szlag!" - zaklął w myślach Harry.
Dlaczego Snape go obserwuje? Przecież przez cały tydzień nie zwracał na niego
uwagi.
Harry czuł, jak jego świadomość rozpuszcza się pod wpływem tego spojrzenia.
Myśli uciekły z jego głowy, nie potrafił skupić się nawet na przepisywaniu ingrediencji.
Malfoy chwilowo zupełnie przestał istnieć. Wszystko przestało istnieć, zastąpione
wrażeniem, że zaraz chyba spłonie z zakłopotania, które wywoływał w nim
przeszywający jego ciało i duszę wzrok Mistrza Eliksirów. Jego serce postanowiło
zupełnie go nie słuchać i robiło, co chciało, bijąc jak szalone.
Snape nareszcie zaczął go dostrzegać. Powinien się cieszyć.
I cieszył się. W głębi serca uczucie radości tańczyło w nim, jak płomyk świecy,
podczas wiatru, jednak szczęście to było tłumione przez niepokój, który czaił się w
nim, gotów w każdej chwili zaatakować i objąć panowanie nad jego sercem.
W oczach Snape'a było coś, co zakłócało radość Harry'ego. Ciemność jeszcze
głębsza niż czerń jego oczu.
Wtem rozmyślania Gryfona przerwał kuksaniec w bok.
- Harry - wyszeptał Ron. - Zauważyłeś, jak Malfoy się na ciebie gapi?
Harry zamrugał kilka razy.
- Malfoy? - zapytał, zbity z tropu.
- I Snape również - wtrąciła Hermiona, ale Harry tego nie usłyszał, gdyż jego
spojrzenie przeniosło się w stronę stołu ślizgońskiego a krew Harry'ego aż zawrzała.
Na twarzy Malfoya widniał triumfalny uśmiech.
"On wie, że ja wiem" - pomyślał Harry w nagłym, bolesnym przebłysku
zrozumienia - "I upaja się tym, bo wie, że nic mu nie udowodnię."
Przez niemal całą lekcję Harry nie potrafił oderwać wzroku od Malfoya.
Pochłonięty planami zniszczenia tego śmierdzącego, ślizgońskiego ścierwa,
przyrządzał swój eliksir byle jak i byle z czego. I tak jego eliksir wyszedłby najgorzej.
Po co się w ogóle starać?
Jego wzrok czasami napotykał chłodne, studiujące go oczy Mistrza Eliksirów, a
wtedy Harry na parę chwil zapominał o Malfoyu, zapominał o Lunie, zapominał o
całym świecie. Jego serce ogarniała fala radości przemieszana z żalem, nad którym
nie potrafił zapanować. Przypominał sobie cały pełen cierpienia tydzień, kiedy to
Snape zachowywał się, jakby Harry zniknął z powierzchni ziemi. Przypominał sobie
bolesne chwile samotności, kiedy siedział w swoim dormitorium i wspominał chwile w
schowku. Przypominał sobie wreszcie nienawiść, jaką czuł do siebie, kiedy nocami
onanizował się, myśląc o tym draniu i nie potrafiąc przestać, pomimo tego, jak Snape
go traktował. Ale to trwało tylko chwilę, ponieważ Malfoy ściągał z powrotem
spojrzenie Harry'ego niczym Czarna Dziura, o której Gryfon czytał kiedyś w
mugolskiej książce.
- Widzę, że postanowił pan dzisiaj nie uważać, panie Potter - stalowy głos Snape'a
tuż przy uchu Harry'ego przeszył myśli Gryfona niczym sztylet, sprawiając, że
chłopak niemal podskoczył na krześle. Obok niego stał Snape, mierząc Harry'ego
groźnym, świdrującym spojrzeniem.
Gryfon mógł tylko oblać się rumieńcem.
- Nie dość, że uwarzył pan coś, co w ogóle nie zasługuje na miano "eliksiru", to na dodatek przez całą lekcję jest pan zadziwiająco zainteresowany panem Malfoyem.
Czy jest coś, o czym powinniśmy wiedzieć?
Harry usłyszał pojedyncze śmiechy od strony stołu Ślizgonów. Niemal widział
wykrzywioną w bezczelnym uśmiechu twarz Malfoya. Radość i żal w jednej chwili
zamieniły się w gorącą nienawiść. Chciał mu coś odpowiedzieć, ale nic elokwentnego
nie przychodziło mu na myśl. Mógł tylko siedzieć i zaciskać drżące pięści, starając
się nie patrzeć na Mistrza Eliksirów, gdyż wiedział, że wtedy nie potrafiłby się
powstrzymać.
- Jeżeli natychmiast nie powróci pan do lekcji... - kontynuował Snape. - ...będę
zmuszony ukarać pana szlabanem. - Na dźwięk słowa "szlaban", na dodatek ze
Snape'em, Harry spiął się cały. - Słyszałem od pana Filcha, że nie dokończył pan
sprzątać jednego ze schowków. Może coś moglibyśmy na to poradzić? - Mistrz
Eliksirów uśmiechnął się paskudnie.
Harry wciągnął gwałtownie powietrze.
To był cios poniżej pasa.
Gryfon poczuł, że osuwa się w grzęzawisko wstydu, zakłopotania i wściekłości.
Spojrzał na Snape'a wzrokiem, który mógłby ciąć szkło.
"Dobrze wiesz, dlaczego nie dokończyłem sprzątać tego schowka, ty cholerny
draniu!" - pomyślał Harry, gotując się z oburzenia. Czuł jak jego samoopanowanie
idzie w diabły. Całą siłą woli zmusił się do zachowania spokoju.
Snape, jakby słysząc myśli Harry'ego, podniósł jedną brew. Wyglądał tak, jakby
powstrzymywał się od śmiechu. Mistrz Eliksirów najwyraźniej dobrze się bawił.
- Cieszę się, że się rozumiemy, panie Potter - rzekł Snape i oddalił się,
sprawdzając zawartości pozostałych kociołków.
"Czyli jednak pamięta, ten..." - Harry chciał przekląć Snape'a, ale zużył już cały swój repertuar wyzwisk przeklinając wcześniej Malfoya i nic twórczego nie
przychodziło mu do głowy.
"Nienawidzę go. Po prostu go nienawidzę!" - myślał, pakując się, a raczej
wpychając ze złością wszystkie swoje rzeczy do torby.
Snape po raz pierwszy nawiązał w jakiś sposób do tamtych chwil w schowku.
Harry czekał na taki znak przez cały tydzień. Ale nie zaserwowany z takim zimnym
wyrachowaniem i przy całej klasie uczniów.
Chciał Harry'ego upokorzyć, to pewne. Och, jakże on to uwielbiał.