Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Gryfon poczuł, jak zalewa go żar, a policzki zaczynają mu niebezpiecznie płonąć.
Ron i Hermiona nie mogą tego zauważyć!
Szybko uspokoił rozkołatane serce i starał się powrócić do przerwanej rozmowy.
-... przynajmniej staram się mu pomóc, a nie podsuwać idiotyczne pomysły, za
które mógłby zostać wyrzucony ze szkoły! - pieniła się Hermiona.
Harry szybko wrócił do swoich myśli, które wolał zdecydowanie bardziej od
wysłuchiwania kolejnej kłótni swoich przyjaciół.
Spotkał dzisiaj Snape'a. Zobaczył go.
Jakie to było dziwne uczucie patrzeć na nauczyciela, mając przed oczami jego
erekcję i pamiętając smak jego spermy w swoich ustach.
Wciąż, kiedy zamykał oczy, czuł jego bliskość, jego siłę, wgniatającą go w ścianę i
podtrzymującą przed upadkiem oraz jego oszałamiający zapach.
Harry wciąż nie potrafił w to uwierzyć.
Kurwa, przecież prawie się z nim pieprzyłem! Obciągnął mi, a ja zrobiłem mu
laskę! To przecież niemożliwe!
...i prawdopodobnie nie będzie w stanie w to uwierzyć, dopóki Snape nie da mu
znaku, że też pamięta, że to nie był tylko jego mroczny, chory sen.
Harry wmawiał sobie, że Snape musi pamiętać, skoro uratował go dzisiaj przed
Malfoyem. Przecież wcześniej odszedłby pewnie bez słowa, pozwalając, by Malfoy
zrobił z Harrym, to co zamierzał i prawdopodobnie ciesząc się z tego w duchu. Nie,
Snape wyraźnie stanął w obronie Harry'ego i myśl ta rozgrzewała Gryfona, dając mu
nadzieję. To, że Mistrz Eliksirów w ogóle nie zwrócił na Harry'ego uwagi było tylko
drobnym nieporozumieniem.
Kiedy Harry zamykał oczy, znowu był w schowku, wtulony w czarną, szorstką
szatę, czując w nozdrzach zapach eliksirów, a w ustach słonogorzki smak ciepłego
penisa; słysząc w uszach pomruki przyjemności i patrząc w czarne, płonące oczy,
wdzierające się do jego duszy.
Zadrżał niekontrolowanie.
Po tej wizji jednak zawsze nachodziło go niemiłe uczucie niepokoju, którego za
wszelką cenę nie chciał do siebie dopuścić. Nie chciał pamiętać, jak Snape odwrócił
się i odszedł, zostawiając go tam samego. Nie chciał się zastanawiać dlaczego to
zrobił. Nie chciał przypominać sobie smaku goryczy, która ściskała wtedy jego
gardło.
Gorzki cień smutku wisiał nad jego wspomnieniami i chociaż Harry usilnie starał
się go przepędzić, on wciąż tam był, trujący niczym jad węża.
Nie, to, co się później wydarzyło nie ma dla niego żadnego znaczenia.
Naprawdę nie ma!
Nie będzie o tym myślał, ponieważ czuje się wtedy tak... tak... źle.
A przecież dostał w końcu to, czego chciał. Sam poprosił. Nie może teraz mieć do
nikogo pretensji. Tylko do siebie.
- Harry, dlaczego nie ćwiczysz? - do uszu Gryfona dotarł oburzony głos Hermiony.
Harry zdał sobie sprawę, że siedzi bez ruchu i wpatruje się w płomienie. - Jest już
późno! Wiesz, co powie McGonagal , jeżeli nie opanujesz do jutra tego zaklęcia.
- Nic mnie nie obchodzi, co powie ta stara kwoka! - warknął ze złością Harry.
Nawet jego to zaskoczyło. Zobaczył, jak Hermiona wciąga ze świstem powietrze, a
Ron podrywa głowę. - Przepraszam, Hermiono. Jestem już po prostu bardzo
zmęczony. Chodźmy już spać.
Hermiona, otrząsnąwszy się z zaskoczenia, spojrzała na niego z zatroskaniem i
uśmiechnęła się smutno.
- Idź sam. Dokończymy to za ciebie.
Ron otworzył usta, żeby zaprotestować, ale przeszyty sztyletującym wzrokiem
Gryfonki, zamknął je i zrezygnowany pokiwał głową. Harry, mamrocząc
podziękowania, podniósł się i wolno powlókł się do dormitorium próbując zrozumieć,
dlaczego czuje się jak ostatnia świnia. Wyżywa się na przyjaciołach, którzy starają
mu się pomóc. To nie jego wina, że ostatnio czuje się taki... zły. Ostatni tydzień był
pasmem samych upokorzeń i walki. Jest po prostu zmęczony tym wszystkim. Każdy
ma swoje granice. Nawet Chłopiec Który Przeżył.
"W ogóle nie zwrócił na mnie uwagi, jakbym był powietrzem, a przecież wczoraj..."
- myślał jeszcze przez jakiś czas przed zaśnięciem, wciskając twarz w poduszkę i
bojąc się zasnąć. Nie chciał poczuć się ponownie, tak jak wtedy, kiedy Snape
niespodziewanie zniknął, zostawiając Harry'ego samego w ciemności, na pastwę
snów, w których czekały na niego wszystkie rzeczy, które przez cały dzień spychał
gdzieś głęboko w sobie.
* * *
Eksplozja oślepiającego światła przeniosła Harry'ego do pogrążonego w
ciemności schowka.
Snape stał nad nim, a na jego twarzy malował się wyraz obrzydzenia. Patrzył na
Harry'ego z gniewem, jednak Gryfon czuł, że gniew ten nie był skierowany na niego.
Harry widział surowe oblicze nauczyciela, który spogląda na niego, ale go nie widzi,
jakby Harry'ego tam nie było, jakby był niewidzialny. Ale wyraz obrzydzenia nie znikał
z jego groźnej twarzy.
Słowa "Dość już!" zadudniły echem wokół niego, jakby odbijając się od odległych ścian jaskini.
Zrobiło się ciemno. Zimno. Ale Harry'ego rozpierała niewytłumaczalna radość.
Śmiał się.
Wysoki, zimny śmiech wydobywał się z jego gardła.
Długie, białe palce, jak u trupa, pogładziły coś owiniętego wokół jego ramion.
Na granicy jego widzenia stała jakaś ciemna postać otoczona mrokiem.
To ona była powodem jego radości.
Tak, tak, tak! Właśnie tak!
Nastąpiła eksplozja światła, a Harry poczuł przeszywający ból w czole.
Zimny szept "Dopilnujesz tego!" wyrwał się z jego gardła.
Zobaczył wykrzywioną grymasem wściekłości twarz Draco Malfoya. Dostrzegł
głęboki mrok w jego błękitnych oczach, które teraz miały barwę pochmurnego,
burzowego nieba.
Białe, piekące światło ponownie zalało oczy Gryfona i następna rzeczą, jaką
zobaczył było sklepienie nad swoim łóżkiem. Blizna bolała go tak, jakby ktoś przed
chwilą wypalił ją rozżarzonym do czerwoności pogrzebaczem. Serce próbowało
przebić się przez klatkę piersiową i wyskoczyć na zewnątrz.
Co to było? Czy to był Voldemort?
Harry z przerażeniem przypominał sobie radość, która go rozpierała i ten ostry,
kłujący śmiech, który nadal dźwięczał w jego uszach. Rozejrzał się po pokoju. Ron
spał spokojnie w swym łóżku. Harry chciał podbiec do niego i go obudzić. Musiał
porozmawiać z kimś o tym, co przed chwilą mu się śniło.
Kim była ta postać w cieniu? Z czego Voldemort tak się cieszył? Co miał oznaczać
ten mrok w oczach Malfoya? Czy Ślizgon planuje coś z Voldemortem? Chociaż to
wyglądało bardziej, jakby Malfoy był zły na niego. Ale Malfoy zły na Voldemorta? Za
co?
Do Harry'ego powróciło wspomnienie obrzydzenia na twarzy Snape'a i gniewu w
jego oczach.
Nie, wtedy Snape nie patrzył na niego z obrzydzeniem. Pamiętał przecież jego
płonące spojrzenie, pamiętał jego erekcję.
To był tylko głupi sen. To nie mogło być prawdziwe. Voldemort też musiał być tylko
snem. Przecież połączenie zostało zerwane w zeszłym roku. Tak powiedział
Dumbledore.
Harry zamknął oczy, próbując uspokoić oddech i bicie serca.
Uczucie niepokoju nie chciało go jednak opuścić i zagnieździło się w jego sercu
niczym pasożyt, wysysając z niego wszystkie pozytywne emocje.
Delikatnie dotknął blizny. Ból powoli ustępował i teraz był tylko wspomnieniem.