Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
bardziej.
- Tylko mnie dotknij, Malfoy, a będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobisz w życiu! -
ryknął, kopiąc i gryząc na oślep, byle tylko uwolnić się, rzucić się na Malfoya i
zmiażdżyć jego bladą twarz.
- Trzymajcie go mocno! - krzyknął Malfoy, szykując się do zadania ciosu. -
Myślisz, że możesz robić, co tylko ci się podoba? Myślisz, że możesz być nietykalny,
bo taka jest jego wola? Nikt ci teraz nie pomoże Potter! Jesteś mój! - ostatnie słowo
przeszło w ryk wściekłości, kiedy Malfoy zamachnął się. Harry zamknął oczy,
czekając na cios.
- Co tu się, do diabła, dzieje? - ostry, zimny głos przeciął powietrze i sprawił, że
wszystko nagle ucichło.
Cios nie nastąpił.
Oddychając ciężko, Harry otworzył oczy i zobaczył wysoką, dumną postać
wyłaniającą się z ciemności korytarza. Harry poczuł, jak jego serce opada do
żołądka.
Severus Snape obrzucił spojrzeniem całą scenę, po czym jego brwi ściągnęły się,
a z ust wydobył się śmiertelnie groźny głos, skierowany w stronę przytrzymujących
Harry'ego Crabbe'a i Goyle'a:
- Puśćcie go.
Podczas szamotaniny okulary Harry'ego spadły z jego nosa i chłopak nie był w
stanie dojrzeć wyrazu twarzy profesora, ale ton jego głosu sugerował wyraźnie, że
każda próba niewykonania jego polecenia może skończyć się bardzo źle.
Harry poczuł, jak masywne ręce puszczają go i rozcierając bolące miejsca,
wyprostował się powoli, wciąż jednak drżąc. Jego włosy były w nieładzie, okulary
leżały gdzieś na podłodze, ledwie uniknął pobicia, a on potrafił tylko stać i wpatrywać
się w podłogę, czując jak krew dudni mu w uszach, a jego policzki czerwienieją od
rozgrzewających je płomieni.
- Panie Malfoy, proszę oddać różdżkę panu Potterowi.
- Nie! - nagły krzyk Malfoya sprawił, że Harry osłupiał z zaskoczenia. Gryfon
podniósł wzrok na Ślizgona, który stał i drżał od tłumionej wściekłości. Wyglądało,
jakby toczył ze sobą jakąś wewnętrzną walkę. - Nie przeszkodzisz mi! - wykrzyknął,
po czym odwrócił się ponownie do Harry'ego, tak zaślepiony nienawiścią, iż
wydawało się, jakby zupełnie nie zdawał sobie sprawy, komu się właśnie
przeciwstawił.
Harry nie zdążył nawet mrugnąć, kiedy Snape znalazł się przy Malfoyu i jedną
ręką złapał w żelazny uścisk dłoń, w której chłopak trzymał różdżkę. Harry zobaczył,
jak twarz Malfoya skrzywiła się z bólu, a z jego ust wydobył się zduszony jęk. Snape
zgniatał w uścisku nadgarstek Ślizgona zaledwie przez chwilę, ale to wystarczyło, by
Malfoy wypuścił różdżkę Harry'ego i złapał się za nadgarstek, jęcząc z bólu.
- Nigdy więcej nie waż mi się sprzeciwić. - Ton głosu Mistrza Eliksirów przyprawił
Harry'ego o gęsią skórkę. Gryfon przełknął ślinę, starając się opanować drżenie,
które owładnęło jego ciałem.
- Za mną - warknął Snape, obrzucając Ślizgona morderczym spojrzeniem. - A wy
dwaj wynoście się do waszych dormitoriów - zwrócił się do Crabbe'a i Goyle'a, którzy
wpatrywali się w Snape'a z ogłupiałymi minami, po czym szybko odwrócili się i
potykając się jeden o drugiego, zniknęli za rogiem.
Oczy mężczyzny na chwilę zatrzymały się na Harrym, jednak Mistrz Eliksirów nie
zwrócił się do niego w żaden sposób, jakby Harry był tylko nieistotnym szczegółem w
całym zajściu, niewygodnym świadkiem.
A przecież to jego chcieli pobić!
Gryfon poczuł, jak uczucie rozgrzewającego ciepła w jego wnętrzu znika,
zastąpione czymś zimnych, ciężkim i twardym.
Snape odwrócił się i zaczekał aż Draco - rzuciwszy jeszcze raz Harry'emu pełne
nienawiści spojrzenie - wyminie go i ruszy w stronę gabinetu Mistrza Eliksirów.
Harry złapał się na tym, że przez jego umysł przebiegła nagła dziwaczna myśl, że
dałby chyba wszystko, żeby znaleźć się na miejscu Malfoya. A z drugiej strony -
oddałby całą resztę, żeby się nie znaleźć.
Czuł zawroty głowy, kiedy patrzył na oddalające się plecy nauczyciela, odziane w
czarną, falującą pelerynę.
Harry nagle zdał sobie sprawę, że został sam.
Drżał cały i wciąż kręciło mu się w głowie.
Dlaczego nie martwiło go, że cudem uniknął pobicia? Dlaczego bardziej
przejmował się tym, że Snape prawie w ogóle nie zwrócił na niego uwagi? Nie
spodziewał się, że po tym, co się między nimi wydarzyło, Mistrz Eliksirów zacznie
nagle nosić Harry'ego na rękach, ale taki chłód i obojętność były dla niego zimnym
zawodem wylanym wraz z wiadrem wody na jego rozgorączkowaną, rozmarzoną
głowę.
Z ust Gryfona wydobyło się przeciągłe westchnięcie.
No tak, dlaczego nie pomyślał o tym wcześniej? Przecież Snape nie mógłby
zachowywać się wobec Harry'ego milej przy Malfoyu i jego osiłkach. Na pewno
następnym razem da mu jakiś znak, że pamięta o nim, że pamięta o tym, co się
wydarzyło; że to dla niego także coś znaczyło...
Następnym razem.
Na pewno.
* * *
- CO zrobił Malfoy?! - krzyk Rona i Hermiony sprawił, że kilka osób,
zaciekawionych, odwróciło głowy.
- Ci i - syknął Harry z niepokojem rozglądając się po pokoju wspólnym. Siedzieli
we trójkę na kanapie przy kominku. Był niedzielny wieczór i kilka spóźnionych osób
odrabiało jeszcze resztę prac domowych. Harry także był obłożony książkami, a
Hermiona i Ron pomagali mu odrabiać zadania. Hermiona pisała wypracowanie na
Historię Magii, a Ron starał się wypisać skutki Eliksiru Rozciągającego. Harry ćwiczył
transmutację, ale nie mógł się skupić.
- Malfoy i jego banda zaatakowali cię w lochach? - Hermiona z oburzenia prawie
podskakiwała na swoim miejscu chlapiąc na boki atramentem. - Jak oni mogli?
Przecież to całkowicie niedopuszczalne!
- Ten wredny, cholerny drań! - syknął Ron, ignorując zatrwożone spojrzenie
Gryfonki - Mam nadzieję, że Snape da mu za to solidny szlaban!
- Wierzysz, że Snape mógłby ukarać swojego pupilka? - zapytała z
powątpiewaniem Hermiona. - Nie, Ron. W najlepszym wypadku skończy się na
naganie. Powinieneś powiedzieć o tym profesorowi Dumbledore'owi, Harry.
- Nie, Hermiono. Nie będę biegał do Dumbledore'a z każdym najmniejszym
problemem. On ma dosyć własnych kłopotów na głowie.
- No to idź chociaż do profesor McGonagal .
- A co ona może zrobić? Snape nie pozwoli jej ukarać Malfoya drugi raz, skoro już
sam się nim zajął - wtrącił Ron. - Harry powinien to załatwić na własną rękę.
Hermiona obrzuciła rudzielca oburzonym spojrzeniem.
- Ronaldzie Weasley, chyba nie sugerujesz, żeby Harry zaczaił się na Malfoya i
zaatakował go znienacka, jak pospolity bandyta?
Ron wyszczerzył zęby.
- Dokładnie to miałem na myśli.
- W takim razie uważam, że jesteś nieodpowiedzialnym...
Harry przestał słuchać. Miał już tego dosyć. Czegokolwiek by nie powiedział
swoim przyjaciołom, zawsze kończyło się na kłótni. Podejrzewał, że gdyby wyznał im,
co wczoraj wieczorem robił Snape'owi, a co Snape robił jemu, przyjaciele po raz
pierwszy - w końcu - zaniemówiliby.
Nie, Harry nie miał zamiaru im tego mówić.
Nigdy.
Nie zrozumieliby. Zresztą on sam tego jeszcze nie rozumiał.
Ciągle zastanawiał się, jak do tego doszło. Ale - co ciekawsze - bardziej
interesowało go, co Snape mógłby teraz robić. Może też myśli o Harrym i wspomina,
jak Harry klęczał przed nim i...