Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 508
Перейти на страницу:

trzask drzwi gabinetu pani Pomfrey.

Ogarnęło go złe przeczucie.

*

- Harry, kochaneczku!

Chłopak otworzył oczy, czując delikatne szarpanie za ramię.

- Jest już późno. powinieneś wracać do swojego dormitorium - wyszeptała pani

Pomfrey, patrząc z troską na Harry'ego.

Gryfon przeciągnął zaspane mięśnie.

- Czy wie już pani, co jej dolega?

Przez twarz pielęgniarki przepłynął cień.

- Profesor Snape uznał, że to nie jest choroba. - Na dźwięk nazwiska Mistrza

Eliksirów serce Harry'ego drgnęło. - Stwierdził, że dziewczyna była systematycznie

podtruwana. W jej dormitorium znaleźliśmy medalion zawierający esencję ze

Zmorykory. Zaklęta w medalionie trucizna przedostawała się przez skórę do układu

oddechowego Luny i systematycznie pogarszała jej stan zdrowia. Tylko profesor

Snape potrafi uwarzyć antidotum. Nic innego nie możemy zrobić, jedynie próbować

zatrzymać niszczący postęp trucizny, dopóki Luna nie otrzyma antidotum.

Harry siedział bez słowa, patrząc na panią Pomfrey szeroko otwartymi oczami.

Kiedy się odezwał, jego głos drżał:

- Pani Pomfrey, kto chciałby otruć Lunę?

- Nie wiem, kochaneczku. Naprawdę nie wiem.

Harry czuł, że podłoga wymyka mu się spod nóg, kiedy podniósł się powoli, nie

spuszczając wzroku z sinej twarzy Luny. Myśli wirowały szaleńczo w jego umyśle,

sprawiając, że Harry'emu kręciło się w głowie.

Kto chciałby skrzywdzić Lunę? I dlaczego? Przecież nie robiła nikomu krzywdy.

Kto mógłby być na tyle bezwzględny, żeby dać jej zatruty medalion?

Jak we śnie wziął z podłogi swoją torbę i powoli zaczął wlec się do wschodniej

wieży, a w jego umyśle wciąż dźwięczały słowa "otruta" i "antidotum".

Harry nagle przystanął.

A jeżeli to Snape dał Lunie ten medalion?

Nie, to niemożliwe!

A jeżeli chciał pozbyć się Luny, żeby mieć Harry'ego tylko dla siebie?

Nie, to zupełnie nieprawdopodobne! Snape nie zrobiłby czegoś takiego. Poza tym,

Mistrz Eliksirów najwyraźniej uznał, że nie chce mieć z Harrym nic wspólnego, skoro

przez cały tydzień zachowywał się tak, jakby Harry nie istniał.

Nie, to musiał być ktoś inny. Ale kto?

Komu Luna mogłaby się aż tak narazić?

Harry miał ogromną nadzieję, że Snape zrobi antidotum najszybciej, jak to

możliwe. Przecież nie może odmówić pomocy uczennicy Hogwartu.

A jeżeli tak nienawidzi Harry'ego, że nie będzie chciał pomóc jego "ukochanej"?

Gryfon zagryzł wargę.

Dlaczego Pomfrey musiała to powiedzieć akurat przy Snapie?

Mistrz Eliksirów musi zrobić antidotum dla Luny! Harry będzie musiał go

przekonać!

Nie wiedząc nawet kiedy i jak, kroki Harry'ego zmieniły kierunek i w chwilę później

był już na drodze do lochów.

Musi się pospieszyć, gdyż o tej godzinie uczniom Hogwartu nie wolno było

przebywać poza dormitorium. Na szczęście Harry przypomniał sobie, że ma w

plecaku pelerynę niewidkę, którą nosił ze sobą zawsze od czasu tego feralnego

okresu, kiedy przez cały czas musiał się przed wszystkimi ukrywać. Schował się za

pierwszym z brzegu posągiem, wyjął pelerynę i zarzucił ją na siebie. Starając się nie

robić hałasu, przemykał się szybko w stronę lochów.

Wiedział, że to nie jest zbyt dobry pomysł, ale musiał spróbować. Nie wybaczyłby

sobie, gdyby Luna umarła przez niego.

Snape był zdolny naprawdę do wszystkiego. Za wszelką cenę musi go przekonać.

- Podobno ta dziwaczka Lovegood wylądowała w szpitalu?

Harry zatrzymał się niemal z poślizgiem słysząc wysoki, szyderczy dziewczęcy

głos. Wycofał się powoli za róg korytarza, postanawiając zaczekać, aż uczniowie

znikną z zasięgu jego wzroku i słuchu.

Harry poznał Pansy Parkinson po charakterystycznym zimnym, wysokim głosie.

Gryfon zamarł słysząc drugi głos, który jej odpowiedział:

- Och, oczywiście, że wylądowała. - Głos Draco Malfoya był stłumiony i niezbyt

wyraźny.

Harry ostrożnie wyjrzał za róg, ale nikogo nie zobaczył.

- Ciekawe, co jej się stało? Może w końcu ktoś zauważył, że ma coś nie tak z

głową? - Pansy zachichotała. Harry poczuł, jak oblewa go fala gniewu, a jego dłonie

mimowolnie zaciskają się w pięści. Słyszał głosy, ale nie widział nikogo.

- Och, nie. To tylko śmiertelne zatrucie, na które prawie w ogóle nie ma lekarstwa -

w głosie Dracona można było wyczuć zadowolenie.

- Skąd o tym wiesz? - Pansy była wyraźnie zaintrygowana.

- Och, nie gadaj, tylko ssij, ty dziwko! Gdybym chciał porozmawiać, nie

zdejmowałbym spodni - zirytowany głos Malfoya przerwał tę dziwna konwersację, a

Harry mimowolnie poczuł, że się rumieni, nie tylko z gniewu.

Zrozumiał. Malfoy i Pansy siedzieli w schowku nieopodal. W tym samym schowku,

w którym on i Snape...

Harry poczuł, jak jego twarz płonie. Jednak szybko przywołał się do porządku. To

nie było teraz najważniejsze.

Jego umysł ogarnęła gorąca fala podejrzeń.

Malfoy za dużo wiedział. Nie podobał mu się ton jego głosu. To on

najprawdopodobniej był winien tego, w jakim stanie była teraz Luna.

Ten mały, wredny skurwiel, który nienawidził Harry'ego do tego stopnia, że

postanowił otruć jego "dziewczynę"! Ale dlaczego napadł na Lunę? Dlaczego nie

zemścił się na Harrym?

To wszystko nie trzymało się kupy.

Harry czuł, że jego umysł staje się ciężki od natłoku myśli. Obrazy i sceny

wirowały mu przed oczami w szalonym tańcu.

Malfoy który napadł na niego w lochach.

Jego desperacki krzyk "Nie przeszkodzisz mi!".

W czym? W zemście na Harrym?

Co Harry mu takiego zrobił? Przecież nikt się tak nie zachowuje po jednym

złamanym nosie.

Wściekły wzrok Malfoya. Wściekły na Voldemorta.

Podkrążone oczy, zapadnięte policzki.

Mrok w błękitnych oczach.

A teraz Luna w szpitalu i ten pełen zadowolenia głos Malfoya.

Harry zorientował się nagle, że co sił w nogach biegnie do wieży Gryffindoru.

* * *

To na pewno on! To musiał być Malfoy! To on podrzucił Lunie ten naszyjnik!

Jestem tego pewien!

Harry zmierzał do lochów na ostatnią już tego dnia lekcję. Na Eliksiry.

Kiedy wczoraj wieczorem Harry wpadł do pokoju wspólnego, natychmiast

wyciągnął przyjaciół z łóżek i o wszystkim im opowiedział. Pomijając oczywiście

szczegół, gdzie podsłuchał Malfoya i Pansy.

Hermiona była przerażona. Ron - zbulwersowany. Czyli nic nadzwyczajnego.

Ron stwierdził, że powinni zaczaić się we trójkę na Malfoya i dać mu solidny

wycisk.

Hermiona odwołała się do kilku punktów regulaminu i poradziła, by dokładnie

przeanalizować sytuację przed przystąpieniem do jakichkolwiek gwałtownych

działań. To właśnie ona uświadomiła Harry'emu, że nie ma żadnych dowodów

obciążających Malfoya. Więcej - Ślizgon nawet jednym słowem nie potwierdził, że ma

z tym coś wspólnego. To, że wie o całej sprawie nie znaczy jeszcze, że to on jest

sprawcą.

Ale Harry nie chciał jej słuchać.

To był Malfoy i koniec! Znajdzie jakiś sposób, żeby to wyciągnąć z tego

ślizgońskiego szczura.

W całym tym wzburzeniu jego myśli zostały chociaż na chwilę oderwane od

Mistrza Eliksirów. Jednak teraz, w miarę zbliżania się do klasy, w której odbywały się

zajęcia, Harry odczuwał coraz większy niepokój.

Może wynikał on ze sposobu, w jaki wczoraj Snape niemal przywiercił go

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)