Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
trzask drzwi gabinetu pani Pomfrey.
Ogarnęło go złe przeczucie.
*
- Harry, kochaneczku!
Chłopak otworzył oczy, czując delikatne szarpanie za ramię.
- Jest już późno. powinieneś wracać do swojego dormitorium - wyszeptała pani
Pomfrey, patrząc z troską na Harry'ego.
Gryfon przeciągnął zaspane mięśnie.
- Czy wie już pani, co jej dolega?
Przez twarz pielęgniarki przepłynął cień.
- Profesor Snape uznał, że to nie jest choroba. - Na dźwięk nazwiska Mistrza
Eliksirów serce Harry'ego drgnęło. - Stwierdził, że dziewczyna była systematycznie
podtruwana. W jej dormitorium znaleźliśmy medalion zawierający esencję ze
Zmorykory. Zaklęta w medalionie trucizna przedostawała się przez skórę do układu
oddechowego Luny i systematycznie pogarszała jej stan zdrowia. Tylko profesor
Snape potrafi uwarzyć antidotum. Nic innego nie możemy zrobić, jedynie próbować
zatrzymać niszczący postęp trucizny, dopóki Luna nie otrzyma antidotum.
Harry siedział bez słowa, patrząc na panią Pomfrey szeroko otwartymi oczami.
Kiedy się odezwał, jego głos drżał:
- Pani Pomfrey, kto chciałby otruć Lunę?
- Nie wiem, kochaneczku. Naprawdę nie wiem.
Harry czuł, że podłoga wymyka mu się spod nóg, kiedy podniósł się powoli, nie
spuszczając wzroku z sinej twarzy Luny. Myśli wirowały szaleńczo w jego umyśle,
sprawiając, że Harry'emu kręciło się w głowie.
Kto chciałby skrzywdzić Lunę? I dlaczego? Przecież nie robiła nikomu krzywdy.
Kto mógłby być na tyle bezwzględny, żeby dać jej zatruty medalion?
Jak we śnie wziął z podłogi swoją torbę i powoli zaczął wlec się do wschodniej
wieży, a w jego umyśle wciąż dźwięczały słowa "otruta" i "antidotum".
Harry nagle przystanął.
A jeżeli to Snape dał Lunie ten medalion?
Nie, to niemożliwe!
A jeżeli chciał pozbyć się Luny, żeby mieć Harry'ego tylko dla siebie?
Nie, to zupełnie nieprawdopodobne! Snape nie zrobiłby czegoś takiego. Poza tym,
Mistrz Eliksirów najwyraźniej uznał, że nie chce mieć z Harrym nic wspólnego, skoro
przez cały tydzień zachowywał się tak, jakby Harry nie istniał.
Nie, to musiał być ktoś inny. Ale kto?
Komu Luna mogłaby się aż tak narazić?
Harry miał ogromną nadzieję, że Snape zrobi antidotum najszybciej, jak to
możliwe. Przecież nie może odmówić pomocy uczennicy Hogwartu.
A jeżeli tak nienawidzi Harry'ego, że nie będzie chciał pomóc jego "ukochanej"?
Gryfon zagryzł wargę.
Dlaczego Pomfrey musiała to powiedzieć akurat przy Snapie?
Mistrz Eliksirów musi zrobić antidotum dla Luny! Harry będzie musiał go
przekonać!
Nie wiedząc nawet kiedy i jak, kroki Harry'ego zmieniły kierunek i w chwilę później
był już na drodze do lochów.
Musi się pospieszyć, gdyż o tej godzinie uczniom Hogwartu nie wolno było
przebywać poza dormitorium. Na szczęście Harry przypomniał sobie, że ma w
plecaku pelerynę niewidkę, którą nosił ze sobą zawsze od czasu tego feralnego
okresu, kiedy przez cały czas musiał się przed wszystkimi ukrywać. Schował się za
pierwszym z brzegu posągiem, wyjął pelerynę i zarzucił ją na siebie. Starając się nie
robić hałasu, przemykał się szybko w stronę lochów.
Wiedział, że to nie jest zbyt dobry pomysł, ale musiał spróbować. Nie wybaczyłby
sobie, gdyby Luna umarła przez niego.
Snape był zdolny naprawdę do wszystkiego. Za wszelką cenę musi go przekonać.
- Podobno ta dziwaczka Lovegood wylądowała w szpitalu?
Harry zatrzymał się niemal z poślizgiem słysząc wysoki, szyderczy dziewczęcy
głos. Wycofał się powoli za róg korytarza, postanawiając zaczekać, aż uczniowie
znikną z zasięgu jego wzroku i słuchu.
Harry poznał Pansy Parkinson po charakterystycznym zimnym, wysokim głosie.
Gryfon zamarł słysząc drugi głos, który jej odpowiedział:
- Och, oczywiście, że wylądowała. - Głos Draco Malfoya był stłumiony i niezbyt
wyraźny.
Harry ostrożnie wyjrzał za róg, ale nikogo nie zobaczył.
- Ciekawe, co jej się stało? Może w końcu ktoś zauważył, że ma coś nie tak z
głową? - Pansy zachichotała. Harry poczuł, jak oblewa go fala gniewu, a jego dłonie
mimowolnie zaciskają się w pięści. Słyszał głosy, ale nie widział nikogo.
- Och, nie. To tylko śmiertelne zatrucie, na które prawie w ogóle nie ma lekarstwa -
w głosie Dracona można było wyczuć zadowolenie.
- Skąd o tym wiesz? - Pansy była wyraźnie zaintrygowana.
- Och, nie gadaj, tylko ssij, ty dziwko! Gdybym chciał porozmawiać, nie
zdejmowałbym spodni - zirytowany głos Malfoya przerwał tę dziwna konwersację, a
Harry mimowolnie poczuł, że się rumieni, nie tylko z gniewu.
Zrozumiał. Malfoy i Pansy siedzieli w schowku nieopodal. W tym samym schowku,
w którym on i Snape...
Harry poczuł, jak jego twarz płonie. Jednak szybko przywołał się do porządku. To
nie było teraz najważniejsze.
Jego umysł ogarnęła gorąca fala podejrzeń.
Malfoy za dużo wiedział. Nie podobał mu się ton jego głosu. To on
najprawdopodobniej był winien tego, w jakim stanie była teraz Luna.
Ten mały, wredny skurwiel, który nienawidził Harry'ego do tego stopnia, że
postanowił otruć jego "dziewczynę"! Ale dlaczego napadł na Lunę? Dlaczego nie
zemścił się na Harrym?
To wszystko nie trzymało się kupy.
Harry czuł, że jego umysł staje się ciężki od natłoku myśli. Obrazy i sceny
wirowały mu przed oczami w szalonym tańcu.
Malfoy który napadł na niego w lochach.
Jego desperacki krzyk "Nie przeszkodzisz mi!".
W czym? W zemście na Harrym?
Co Harry mu takiego zrobił? Przecież nikt się tak nie zachowuje po jednym
złamanym nosie.
Wściekły wzrok Malfoya. Wściekły na Voldemorta.
Podkrążone oczy, zapadnięte policzki.
Mrok w błękitnych oczach.
A teraz Luna w szpitalu i ten pełen zadowolenia głos Malfoya.
Harry zorientował się nagle, że co sił w nogach biegnie do wieży Gryffindoru.
* * *
To na pewno on! To musiał być Malfoy! To on podrzucił Lunie ten naszyjnik!
Jestem tego pewien!
Harry zmierzał do lochów na ostatnią już tego dnia lekcję. Na Eliksiry.
Kiedy wczoraj wieczorem Harry wpadł do pokoju wspólnego, natychmiast
wyciągnął przyjaciół z łóżek i o wszystkim im opowiedział. Pomijając oczywiście
szczegół, gdzie podsłuchał Malfoya i Pansy.
Hermiona była przerażona. Ron - zbulwersowany. Czyli nic nadzwyczajnego.
Ron stwierdził, że powinni zaczaić się we trójkę na Malfoya i dać mu solidny
wycisk.
Hermiona odwołała się do kilku punktów regulaminu i poradziła, by dokładnie
przeanalizować sytuację przed przystąpieniem do jakichkolwiek gwałtownych
działań. To właśnie ona uświadomiła Harry'emu, że nie ma żadnych dowodów
obciążających Malfoya. Więcej - Ślizgon nawet jednym słowem nie potwierdził, że ma
z tym coś wspólnego. To, że wie o całej sprawie nie znaczy jeszcze, że to on jest
sprawcą.
Ale Harry nie chciał jej słuchać.
To był Malfoy i koniec! Znajdzie jakiś sposób, żeby to wyciągnąć z tego
ślizgońskiego szczura.
W całym tym wzburzeniu jego myśli zostały chociaż na chwilę oderwane od
Mistrza Eliksirów. Jednak teraz, w miarę zbliżania się do klasy, w której odbywały się
zajęcia, Harry odczuwał coraz większy niepokój.
Może wynikał on ze sposobu, w jaki wczoraj Snape niemal przywiercił go