Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 508
Перейти на страницу:

że gdyby spotkał dzisiaj Snape'a na korytarzu, mógłby uciec z krzykiem, albo - co

gorsza - zemdleć z przerażenia.

Kiedy Harry, zamyślony schodził do lochów, przypomniał sobie, że nie zabrał

wiadra i całej reszty środków czystości, które były mu potrzebne do sprzątania, a

które znajdowały się w schowku obok gabinetu Filcha. Westchnął zrezygnowany,

odwrócił się w połowie schodów i w tej samej chwili ujrzał ciemny kształt znikający za

rogiem na szczycie schodów. Zaniepokojony spiął się cały i poczuł nagły ciężar

przygniatający jego serce.

Wszyscy uczniowie byli przecież na śniadaniu. Nie mógłby tutaj nikogo spotkać.

Włożył dłoń do kieszeni, zaciskając ją na różdżce i powoli zaczął wdrapywać się po

schodach. Wpatrywał się w róg korytarza z taką intensywnością, że po chwili poczuł

łzy w oczach, jednak nie odważył się mrugnąć. Nasłuchiwał, ale nie słyszał nic

podejrzanego. Kiedy znalazł się na szczycie schodów, zacisnął jeszcze mocniej dłoń

na różdżce i z mocno bijącym sercem, wyjrzał ostrożnie za róg.

Nikogo tam nie było.

Odetchnął z ulgą wmawiając sobie, że coś mu się pewnie wydawało. Po co ktoś

miałby go śledzić? Jednak kolejne piętro pokonał biegiem.

Ze schowka obok gabinetu Filcha zabrał szczotkę, wiadro, środki czystości, ścierki

i miotełki i z całym pobrzękującym ekwipunkiem rozpoczął ponowną wędrówkę w dół,

wprost do lochów.

Rozglądał się bacznie, ale żadne dziwne zjawiska nie wyskoczyły na niego nagle

zza rogu. Pomyślał o medalionie - prezencie od Luny, który spoczywał sobie

spokojnie w kufrze w jego dormitorium. Żałował, że go przy sobie nie ma. A nuż

okazałoby się, że jednak działa.

"Nie ma powodów do niepokoju. Jestem w Hogwarcie - najbezpieczniejszym w tej

chwili miejscu w Czarodziejskim Świecie. Nie ma tu nic groźnego. No, może poza

trójgłowymi psami, ogromnymi pająkami, wężami, które jednym spojrzeniem mogą

zabić człowieka i całą masą innych dziwnych stworzeń ukrywających się w

zakamarkach zamku. I Snape'em." - myślał, stawiając wiadro na jednym ze stopni i

przeciągając się. - "To pewnie był tylko Irytek, albo jakiś inny duch."

Kątem oka dostrzegł ruch na szczycie schodów, jednak kiedy odwrócił głowę,

zobaczył tylko kilka wiszących na ścianach obrazów. Stary opasły mnich drzemał w

swych ramach, a stado hipopotamów spokojnie wylegiwało się w wodzie. Nikt się nie

poruszał na obrazach. Skąd więc to wrażenie?

"Mam jakieś omamy. Pewnie z niewyspania" - pomyślał Harry, łapiąc ponownie

wiadro i schodząc do zimnych lochów. Kiedy przemierzał długi, surowy korytarz czuł,

jak chłód przenika jego ubranie i wstrząsa jego ciałem. Tu zawsze było zimno.

Prawie o tym zapomniał, przypominając sobie żar, który płonął w nim wczoraj, kiedy

on i Mistrz Eliksirów...

Harry poczuł jak jego twarz oblewa się rumieńcem. Naprawdę nie wyobrażał

sobie, że mógłby się teraz spotkać ze Snape'em. Na samą myśl o tym oblewał go

zimny pot.

W końcu dotarł do celu. Najbardziej zapuszczony i zapomniany schowek w całym

zamku znajdował się zaledwie kilkanaście metrów od wejścia do pokoju wspólnego

Ślizgonów, w mrocznej wnęce za rogiem. Harry był tutaj tylko raz w życiu, kiedy

razem z Ronem wypili Eliksir Wielosokowy i zamienili się w Crabbe'a i Goyle'a -

dwóch wiernych osiłków Malfoya.

O tej porze nie było tu nikogo, ale Harry wiedział, że wkrótce zaczną pojawiać się

powracający ze śniadania uczniowie Slytherinu. Wolał więc nie kusić losu i szybko

zaszył się w mroku otaczającym schowek. Kiedy otworzył drzwi, w jego nozdrza

buchnął odrażający odór stęchlizny i szczurzych odchodów. Zatkał nos, krztusząc się

przez chwilę i machnięciami dłonią starając się odpędzić zapach.

"Będę po tym śmierdział gorzej od Stworka" - pomyślał ze wstrętem, próbując

dojrzeć coś w ciemności.

Wyjął z kieszeni różdżkę, żeby przyświecić sobie trochę w poszukiwaniu jakiejś

świecy, kiedy nagle czyjeś silne ręce złapały go od tyłu i uniosły w górę, a twarda jak

skała pięść wbiła się w jego brzuch, pozbawiając go tchu. Zanim Gryfon zdążył się

zorientować, różdżka została wyrwana z jego dłoni, a on sam znalazł się na

podłodze, trzymając się za brzuch i próbując złapać oddech. Przed jego oczami

pojawiły się gwiazdy, a w uszach słyszał tylko szum, przez który jednak przebił się po

chwili znajomy, jadowity głos:

- Nie jesteś już taki buntowniczy, co Potter?

Do uszu Harry'ego dotarły dwa ochrypłe śmiechy.

- Czego chcesz Malfoy? - wydusił Harry, zaciskając zęby i podnosząc wzrok.

Draco stał pomiędzy swoimi dwoma gorylami i uśmiechał się mściwie.

- Czego chcę? Myślisz, że tak po prostu puszczę ci płazem to wszystko, przez co

muszę przechodzić z twojego powodu?

Klęcząc na kamiennej podłodze, Harry starał się szybko oszacować szanse. Ich

było trzech, on - jeden. W dodatku zabrali mu różdżkę. Jak mógł być tak

nieostrożny? Przeklinał się w myślach za swoją głupotę.

- To wy mnie śledziliście? - zapytał, chociaż dobrze znał odpowiedź. Chciał zyskać

na czasie. Miał nadzieję, że lada moment ktoś nadejdzie. Chociaż podejrzewał, że

Ślizgoni raczej z przyjemnością popatrzyliby na to, jak jego koledzy rozgniatają

Harry'ego Pottera na miazgę. W głębi duszy miał jednak nadzieję, że chociaż jeden z

nich okazałby się na tyle dobroduszny, by zawiadomić nauczyciela.

Harry nie wiedział, czego może spodziewać się po Malfoyu. Wiedział tylko jedno -

że paskudny uśmiech, który wykrzywiał jego gębę, wcale, a wcale mu się nie

podobał. Nie podobał mu się też ten mroczny cień w oczach Ślizgona. Malfoy

zawsze go nienawidził, ale nigdy wcześniej jego oczy nie wyrażały takiego...

szaleństwa, kiedy patrzył na Harry'ego.

- Usłyszeliśmy, jak mówisz tej szlamie i rudzielcowi o sprzątaniu schowków. Jak to

się dobrze złożyło, że przyszedłeś od razu tutaj. - W oczach Malfoya pojawił się

demoniczny błysk. Harry'emu coraz bardziej się to nie podobało.

"Oni naprawdę mają zamiar..." - Gryfon aż się zachłysnął ze strachu. Rozejrzał się ukradkowo w poszukiwaniu ratunku, jednak korytarz wydawał się całkowicie pusty.

Nie da rady im trzem naraz, ale nie podda się bez walki.

- Takim jesteś tchórzem Malfoy, że potrzebujesz pomocy swoich osiłków, żeby mi

spuścić łomot? Boisz się, że sam nie dałbyś mi rady?

- Nie mam zamiaru brudzić sobie rąk twoją szlamowata krwią - Malfoy splunął pod

nogi, dając znak Crabbe'owi i Goyle'owi, którzy złapali Harry'ego pod ramiona i

podnieśli go w górę. Gryfon poczuł, jak w jego serce wlewa się nienawiść, dodająca

mu sił i zdecydowania.

- Nic dziwnego! Ty nie potrafisz sobie nawet butów zawiązać nie wysługując się

innymi! - krzyknął szarpiąc się i próbując uwolnić od przytrzymujących go silnych rąk.

- Ciekawe, czy twoi goryle podcierają ci też tyłek w kiblu?

Twarz Malfoya zbladła z wściekłości.

- Odszczekasz wszystko, Potter! A potem będziesz się wił pod moimi stopami i

błagał o litość! - warknął Malfoy podwijając rękawy swojej szaty.

Harry zaczął się jeszcze bardziej szarpać. Nienawiść zalała jego trzewia

uruchamiając drzemiące w nim pokłady agresji, które tylko czekały na uwolnienie z

ryzów, w jakich je do tej pory utrzymywał. Poczuł potężne uderzenie w bok

próbującego zapanować nad nim Crabbe'a. Jednak to rozwścieczyło go jeszcze

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)