Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
nic, złapała gazetę i schowała ją w swojej kolorowej torebce ozdobionej paznokciami.
- Mój tatuś zawsze powtarza, że nie warto dręczyć się tym, na co nie mamy wpływu.
Ale dodaje, że w takim razie powinno się to opisać. Wtedy inni zaczną się tym
dręczyć. Ale nie sądzę, żeby to był taki dobry pomysł. Wtedy nie tylko inni mogliby
zacząć się dręczyć, ale też zadręczyliby nas... Nie uważasz? - Posłała mu szeroki
uśmiech.
Harry zamyślił się. Chyba nie miał głowy do takich zakręconych, filozoficznych
rozważań.
- Co? - zapytał, mrużąc oczy. Luna pochyliła się ku niemu i wyszeptała:
- Chodzi tylko o to, że najważniejsze jest to, co ty czujesz. A nie to, co dzieje się
wokół. Harry, tylko ty czujesz ból, kiedy zranisz się w rękę.
Chłopak zamrugał, kompletnie nie rozumiejąc, do czego zmierzała jego przyjaciółka.
- A więc nikt nie ma prawa wmawiać ci, że nie powinieneś go odczuwać. Bo ten ból
jest tylko twój, należy do ciebie. Oni go nie czują i nie rozumieją. A więc nie
powinieneś mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
Harry uśmiechnął się lekko i pokiwał głową. Nie powiedział nawet słowa, a ona i tak
wiedziała, co go gryzło. Jak?
Nie miał już jednak apetytu. W związku z tym pożegnał się i powolnym krokiem ruszył
w stronę Wieży Gryffindoru. Tej nocy w ogóle nie zmrużył oka. Zresztą kiedy wrócił
do siebie, była już prawie trzecia, a on był tak roztrzęsiony i podekscytowany
wszystkimi wydarzeniami, że nawet przez chwilę nie pomyślał o czymś tak
trywialnym jak sen. W jego głowie wirowały myśli i wspomnienia. I obraz Snape'a...
Snape'a ubranego w szaty Śmierciożercy, Snape'a pokrytego krwią, Snape'a
patrzącego na niego tak, jakby Harry był jakimś... cholernym cudem natury.
I jego serce roztapiało się, zapominając o brudzie i wyrzutach sumienia.
***
Po raz piąty w ciągu zaledwie dwóch minut Harry przejrzał się w lustrze,
sprawdzając, czy aby na pewno dobrze wygląda. Tym razem nie miał do dyspozycji
ani ekspedientki, ani Ginny, po reakcjach których mógłby to ocenić.
Severus powiedział, że przygotuje kolację, co samo w sobie było tak abstrakcyjne, że
wymagało szczególnego ubioru. Na dodatek miała to być ich ostatnia wspólna noc,
ponieważ jutro po południu mieli wrócić wszyscy uczniowie, a to oznaczało koniec ich
codziennych, a także całonocnych spotkań. Harry'emu było przykro z tego powodu,
szczególnie, że po tym, co wydarzyło się dzisiejszej nocy, podejrzewał, iż teraz
wszystko się zmieni i będzie wyglądać zupełnie inaczej. I miał szczerą nadzieję, że
będzie to zmiana na lepsze.
Ponownie spojrzał w lustro i spróbował wygładzić zagniecenia na ciemnogranatowej
przylegającej do ciała bluzce, uszytej z miękkiego, przyjemnego w dotyku materiału i
ozdobionej białymi paskami oplatającymi przeguby trochę zbyt długich rękawów.
Dopasował do tego równie ciemne, granatowe spodnie z materiału
przypominającego nieco dżins, ale znacznie gładszego w dotyku, i czarne buty.
Wydawało mu się, że prezentuje się dobrze, ale brak jakiegokolwiek potwierdzenia
sprawiał, iż wcale nie był tego taki pewien. Chciał po prostu ładnie się ubrać. To miał
być w końcu wyjątkowy wieczór. Miał nadzieję, że i tym razem Snape to doceni. W
końcu czekał na tę chwilę przez cały dłużący mu się niemiłosiernie dzień.
Severus nie pojawił się na żadnym posiłku, a Harry został jeszcze przed obiadem
zaprzęgnięty przez profesor McGonagall do czyszczenia Wielkiej Sali po
sylwestrowych fajerwerkach. Po południu udał się w odwiedziny do Hagrida. Przy
pożegnaniu oznajmił, że nie przyjdzie na kolację, ponieważ jest zmęczony po
poprzedniej nieprzespanej nocy i chciałby się wcześniej położyć.
Kilka razy przygładził sterczące na wszystkie strony włosy, co okazało się, jak
zwykle, całkowicie bezskutecznym działaniem, po czym uśmiechnął się do swojego
odbicia w lustrze, złapał torbę, do której zapakował wcześniej piżamę i kosmetyki
wraz z Mapą Huncwotów. Zarzucił na siebie pelerynę niewidkę i, przełykając
zdenerwowanie oraz niecierpliwy uścisk w żołądku, zszedł do lochów.
Kiedy zatrzymał się przed drzwiami, był już tylko chodzącym kłębkiem nerwów. Nie
wiedział, czego może się spodziewać. Co prawda Severus zachowywał się wczoraj,
kiedy Harry opuszczał jego komnaty, wyjątkowo... hmm, można by powiedzieć, że
uprzejmie, gdyby to słowo, w połączeniu z Severusem Snape'em nie stanowiło
takiego oksymoronu. No, powiedzmy, że wyjątkowo... spokojnie. Ale Harry znał go
już na tyle, aby wiedzieć jedno - nigdy nie był w stanie przewidzieć jego zachowania,
a świadomość tego, poza tym, że niewątpliwie denerwująca, była jednocześnie
niezwykle... ekscytująca.
Podniósł więc rękę, aby dotknąć drzwi, które, jak zawsze, otworzyły się samoczynnie,
i przeszedł przez gabinet, zdejmując po drodze pelerynę i czując pełne
niecierpliwego oczekiwania drapanie w żołądku. Kiedy wszedł do salonu
pogrążonego w drgających miękko na ścianach półcieniach, pierwszym, co zobaczył,
było wbite w niego i nieruchome spojrzenie czarnych oczu siedzącego w fotelu i
najwyraźniej czekającego na niego od jakiegoś już czasu Severusa. Miał nieodparte
wrażenie, że kiedy tylko wszedł, spojrzenie stało się jeszcze bardziej przenikliwe, a
lekki uśmiech, który pojawił się na twarzy mężczyzny, wytrącił go z równowagi. Tak
samo, jak te niesamowite oczy, które ześliznęły się po jego ciele, obejmując całą
sylwetkę w niemal fizyczny sposób. Uśmiech na twarzy Severusa stał się szerszy i
Harry niemal całkowicie zapomniał, do czego służą struny głosowe, kiedy zorientował
się, że mężczyzna najprawdopodobniej właśnie... ucieszył się na jego widok.
- Ee... - wydukał w końcu. - Dobry wieczór, S-Severusie.
- Dobry wieczór, Potter - odparł spokojnie mężczyzna i Harry miał przez chwilę
wrażenie, że zaraz będzie zmuszony szukać na podłodze swojej szczęki.
Snape mu odpowiedział. Cóż, to było... osobliwe.
Jego spojrzenie padło na zastawiony kilkoma talerzami stolik. Dojrzał pieczonego
królika, rybę w galarecie i chyba... gruszki polane czekoladą. Zamrugał, zaskoczony,
ponieważ nie przypominał sobie, aby tego typu dania kiedykolwiek zagościły na
stołach uczniów Hogwartu. Wyglądało na to, że Snape przygotował wszystko sam.
Kolejna rzecz do odnotowania na liście "szoków wieczoru".
Obok pustych talerzy stały po dwa kieliszki. W jednym znajdował się
ciemnoczerwony, aksamitny płyn, w drugim jasnożółty, przezroczysty napój z
bąbelkami.
- Och, to wygląda naprawdę smakowicie - powiedział w końcu Harry, kiedy udało mu
się pokonać zaskoczenie. Odłożył na bok pelerynę oraz torbę i podszedł bliżej, a
następnie opadł miękko na fotel. Mężczyzna śledził uważnie każdy jego ruch.
Dlaczego Severus patrzył na niego w taki dziwny sposób? Zupełnie inny niż
zazwyczaj. Harry czuł się nieswojo pod wpływem tego spojrzenia, ale nie potrafił
określić, dlaczego.
- Sam to wszystko przygotowałeś? - zapytał, spoglądając na zastawiony potrawami
stół.
- Czasami umiejętność warzenia trucizn i eliksirów przydaje się na coś - odparł
mężczyzna, uśmiechając się samym kącikiem ust. - W porównaniu z nimi tego typu
rzeczy nie wydają się skomplikowane. - Po tych słowach pochylił się i nałożył na
talerz Harry'ego kawałek królika w pachnącym sosie winnym.