Dlaczego Uciekasz Cari?
- Автор: Леннокс Марион
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:
– Niech mi pani szybko zrobi opatrunek! Zaraz startuję. Patrzyła na młodego chłopaka, który wyciągał do niej rękę. Oglądała jego złamany palec i nie posiadała się ze zdumienia.
– Chcesz tam wracać? – spytała, wskazując na kłębowisko krzyczących ludzi i rżących koni, nad którym unosiły się tumany kurzu.
– Szybko, pani doktor! – Chłopak przestępował z nogi na nogę. – Za dziesięć minut muszę być w siodle.
– Zupełnie powariowali – opowiadała Blairowi po powrocie do szpitala.
– Wcale nie – stanął w ich obronie. – To tutaj najważniejsze wydarzenie w ciągu całego roku. Większość tych chłopaków prowadzi przez pięćdziesiąt jeden tygodni w roku bardzo spokojne życie. Teraz mogą się nareszcie wyszumieć.
– Ależ oni się pozabijają. To zwykli samobójcy.
– Robią dokładnie to samo, co ich rówieśnicy w miastach, którzy codziennie przekraczają dozwoloną prędkość na autostradzie – zauważył spokojnie. Spojrzał na nią uważnie, a ona znowu poczuła jego bliskość. – Zresztą – dodał z uśmiechem – pani jest chyba ostatnią osobą, która może krytykować lekkomyślność i niepotrzebne ryzyko.
– Nigdy nie byłam lekkomyślna – zaperzyła się.
– Ejże?
Zaczerwieniła się, a potem spojrzała na zegarek.
– Już dziewiąta! Proszę mi wybaczyć – uśmiechnęła się – ale na mnie już pora. Jeśli zaraz wyjadę, może uda mi się przespać osiem godzin.
Zbliżali się właśnie do drzwi wyjściowych.
– Gdyby nocowała pani tutaj, mogłaby pani się przespać nawet dziewięć godzin – zauważył. Spojrzała na niego śmiało.
– Albo znacznie mniej, gdyby pan znalazł się w pobliżu.
– Racja – przyznał, położył rękę na jej ramieniu i odwrócił ją do siebie. – Cari, ja naprawdę nie rozumiem, o co chodzi… Drgnęła, czując jego dotyk.
– Nie wiem, co masz na myśli.
– Należeliśmy przecież do siebie, mimo że starasz się o tym zapomnieć. Doskonale przy tym wiedzieliśmy, co robimy. – Zacisnął mocniej rękę na jej ramieniu. – Nie rozumiem tego, co dzieje się między nami, ale czuję wszystko każdym nerwem. Wystarczy, że popatrzę w twoim kierunku, fj a już jakaś niewidzialna siła przyciąga mnie do ciebie.
– Sądzisz więc, że powinniśmy nadal z sobą sypiać, żeby nam to po prostu przeszło? – spytała łamiącym się głosem.
– Może, sam nie wiem – odparł niepewnie. – Wiem tylko, że pragnę cię, że jesteś mi potrzebna.
– Mimo że jestem taka nieodpowiedzialna? – spytała z goryczą.
– Przecież nie dajesz mi żadnej możliwości, żebym dowiedział się prawdy…
– Nie widzę najmniejszego powodu, żeby dawać komukolwiek podobną możliwość – rzuciła gniewnie. – Raz już zdobyłam się na szczerość i nacierpiałam się potem tak bardzo, że z pewnością nie powtórzę więcej tego błędu.
Otworzyła jednym ruchem duże, ciężkie drzwi, a Blair puścił jej ramię, aby je przytrzymać.
– Dobranoc, panie doktorze – powiedziała oficjalnym tonem.
Stał na schodach, patrząc, jak biegnie szybko w kierunku parkingu.
– Dobranoc, pani doktor. Proszę nie zachowywać się lekkomyślnie w drodze do domu.
– Nigdy tego nie robię – odkrzyknęła.
– Cari?
– Słucham? – spytała, przystając przy samochodzie.
– Pamiętaj, że przyjadę po ciebie jutro o ósmej.
– Sama mogę przyjechać – zawołała.
– Obietnic się dotrzymuje. Obiecałaś pójść ze mną na bal. Przyjadę więc po ciebie o ósmej.
– Przecież to nie ma sensu.
– Dobranoc, pani doktor.
ROZDZIAŁ DWUNASTY
Pacjenci dopisali także w ostatnim dniu zawodów i Cari miała przez chwilę nadzieję, że z balu będą nici. Im jednak bliżej było wieczoru, tym w poczekalni robiło się puściej, aż wreszcie okazało się, że nie czeka na nią żaden pacjent.
W ciągu ostatnich kilku dni większość pracowników szpitala pełniła dodatkowe dyżury. Ku radości Blaira i Cari Maggie zakończyła swój urlop i pracowała teraz w pełnym wymiarze godzin. Dyżur jej dobiegł właśnie końca i wybrała się na poszukiwanie Cari.
– Pani doktor, pora kończyć i szykować się na bal – oświadczyła zdecydowanym głosem.
– Wy też się wybieracie? – spytała z radością Cari.
– Nigdy jeszcze nie opuściliśmy tego balu – odparła Maggie. – Dosyć pogaduszek. Tobie może wystarczy narzucić sukienkę i przypudrować nos, ale ze mną nie taka prosta sprawa.
Mówiąc to, Maggie wzięła Cari energicznie pod rękę i ruszyła w kierunku wyjścia. Gdy dojechały do domu, Cari od razu poszła do swego pokoju.
Po raz pierwszy od roku ubierała się starannie przed lustrem, a potem długo czesała włosy i robiła makijaż. A gdy była już gotowa, zaczęła do siebie stroić miny. Wyglądało to tak, jakby kłóciły się z sobą dwie Cari. Jedna, która postanowiła nie mieć nigdy więcej nic wspólnego ze Slatey Creek, i druga, która…
Coś jej mówiło, że dziś wieczorem zobaczy Blaira po raz ostatni. Potem żyć będą z dala od siebie, każde na innym kontynencie. Skrzywiła się i skończyła makijaż. Drgnęła, słysząc szczekanie psów, zapowiadające samochód, i jeszcze raz przejrzała się w lustrze. W tej chwili do pokoju weszła Maggie.
– Proszę, proszę! – powiedziała tylko.
Sukienka była rzeczywiście śliczna. Mieniła się i połyskiwała przy każdym ruchu, podkreślała talię, tańczyła zalotnie wokół bioder.
– Jock, chodź tu zaraz! – zawołała Maggie.
Ona sama ubrana była w prostą, choć niezwykle efektowną czarną suknię z dużym dekoltem, która doskonale podkreślała figurę. Jock wszedł niemal natychmiast, obejrzał Cari i objął serdecznie żonę.
– Daję jej drugie miejsce po tobie, kochanie – ocenił. -Nie ma co, udała nam się dziewczyna.
Uśmiechnął się do Cari, a Maggie spojrzała wzruszona na męża.
– Ty też wyglądasz nie najgorzej – zauważyła, cmokając go w policzek.
Psy ujadały teraz jak oszalałe, bo samochód właśnie zatrzymał się przed domem.
– Chyba już tu nikogo więcej nie wpuścimy – roześmiał się Jock. – Po co nam ktoś obcy w tym towarzystwie wzajemnej adoracji? Zamknijmy lepiej drzwi i dalej prawmy sobie komplementy! Pomyśl sama, Cari, co będzie, jeśli Blair nie lubi zielonego koloru?
– Musiałby nie mieć za grosz gustu! – stwierdziła Maggie. – Idź już i otwórz mu drzwi.
Nie było powodów do niepokoju. Nawet jeśli zielony nie należał do najulubieńszych kolorów Blaira, suknia Cari niezwykle mu się spodobała. Śmiejąc się i rozmawiając, wszedł do pokoju razem z Jockiem, a na widok Cari zamilkł i stanął jak wryty. Czuła, jak robi się czerwona.
Nie mogę sobie pozwolić na żadne gwałtowne uczucia. Muszę zachować spokój, pomyślała. To przecież mój wieczór pożegnalny z tym człowiekiem.
Nie mogła jednak oderwać od niego oczu. Jego opaleniznę podkreślały spłowiałe na słońcu włosy. Garnitur leżał na nim świetnie, a ciepły uśmiech sprawiał, że topniało w niej serce. Nie mogę sobie pozwolić… – powtarzała w myślach i w tej samej chwili napotkała jego oczy.
– Może się czegoś napijecie? – pytał Jock, najwyraźniej ubawiony sytuacją.
– Dzięki – odparł Blair. – Mam dla Cari niespodziankę. Maggie uniosła brwi, a Jock roześmiał się.
– No to uciekajcie! – Otworzył drzwi. – Nam tego, stary, nie musisz tłumaczyć. My też jeszcze nie tak dawno byliśmy młodzi.
– Licz się ze słowami! – zaprotestowała Maggie.