Dlaczego Uciekasz Cari?
- Автор: Леннокс Марион
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:
– A co ci każe przypuszczać, że ci nie uwierzę?
– Bo nikt mi nie wierzy – odparła i nerwowym ruchem obtarła oczy. – Półtora roku temu miałam jeszcze rodzinę, która była ze mnie dumna. Miałam też narzeczonego. Myślałam, że mnie kocha Opowiedziałam im wszystko, a oni naznaczyli mnie piętnem kłamcy, podobnie jak sędzia i prawnicy, jak wszyscy. – Spojrzała bezradnie na Blaira. – Czuję, że się w tobie zakochałam, lepiej wobec tego będzie, jeśli wyjadę.
– Nie chcesz więc ryzykować? Wybrałaś ucieczkę?
– Tak. Nie przeżyłabym po raz drugi czegoś podobnego.
– A jeśli poproszę cię o rękę, nie wchodząc w szczegóły twojej przeszłości? Zaniemówiła.
– Proszę cię, nie rób sobie żartów – szepnęła po chwili.
– Wcale nie żartuję. Rzucasz na mnie najgorsze podejrzenia, obrażasz mnie, i to tylko dlatego, że twoja rodzina okazała się wobec ciebie nielojalna. Nie dajesz mi żadnej szansy. A ja zakochałem się w tobie. Zupełnie zresztą nie wiem, jak się to stało. Cari, jesteś mi potrzebna. Nic mnie nie obchodzi, co wydarzyło się w przeszłości. Pragnę tej właśnie Cari, którą trzymam teraz za rękę.
– Ale… -zaczęła.
– Ale co? – zapytał z pasją. – Może chodzi ci o to, że byłem żonaty? Czy nie rozumiesz, że powinniśmy zapomnieć o tym, co było kiedyś? Że nie powinniśmy myśleć ani o mojej żonie, ani o twoim narzeczonym? Oni się już dawno przestali liczyć. Ważne jest tylko to, co dzieje się teraz.
– A co będzie, kiedy dowiesz się prawdy?
– Skoro mi nic nie chcesz powiedzieć, muszę podjąć ryzyko. Proszę cię tylko o jedno: zapomnij o przeszłości i wyjdź za mnie za mąż.
– To szaleństwo!
– Naprawdę tak uważasz? – Ściskał jej rękę coraz mocniej. – Szaleństwem jest twój brak zaufania, ale ja ci wierzę. Wierzę ci, bo cię kocham. Czy kochasz mnie na tyle, żeby mi zaufać?
– Nie! – Był to krzyk bólu i rozpaczy. Wyrwała mu dłoń. – Blair, proszę cię!
– Cari…
Zasłoniła twarz rękami.
– Czy nie widzisz, że moja miłość jest ciężarem? Naprawdę nie widzisz? Przecież nie mogę narażać cię na życie ze mną! Ja już moje przegrałam. Wcale mnie nie potrzebujesz. Kiedy tylko stąd wyjadę, będziesz dziękował losowi, że pozwolił ci uniknąć tego ślubu. – Spojrzała w dół. Wiedziała, że l nie potrafi sama pokonać skalistego zbocza. – Proszę – szepnęła – zabierz mnie do domu. Mam dosyć.
Zapadła cisza. Po chwili Blair wziął ją w ramiona.
– Jedźmy na bal – powiedział cicho. – Jeśli nie chcesz wyjść za mnie za mąż, zatańcz chociaż ze mną.
Bal trwał już w najlepsze, gdy pojawili się w sali. Cari czuła się oszołomiona i bardzo nieszczęśliwa. Jedynym jej marzeniem było schronić się w domu Bromptonów, wejść do łóżka i naciągnąć kołdrę na głowę. Blair nie wyraził jednak na to zgody.
Gdy tylko weszli do środka, Blaira powitały ze wszystkiej stron uśmiechy i powitania. Widać było, że jest ogólnie znany i lubiany. Ona zresztą też spotkała się z serdecznym przyjęciem. Młodzi ludzie sprawiali wrażenie zadowolonych, widząc ją bez laski. Od pierwszej chwili została zasypana zaproszeniami do tańca.
Blair jednak nie dopuszczał nawet myśli, aby mogła zatańczyć z kimkolwiek innym. Tego wieczoru Cari była jego własnością. Tańczyli jeden taniec po drugim i nie oddalała się od niego nawet na chwilę. W czasie przerw rozmawiał wesoło z sąsiadami z parkietu, lecz dawał wszystkim do zumienia, że on i Cari stanowią parę. Zręcznie też włączał j do rozmowy, tak że nawet nie zauważano jej milczenia i zamyślenia.
Koło północy Cari poczuła wielkie zmęczenie i ból w nogach. Blair zauważył, że z trudem chodzi.
– Zmęczona jesteś, kochanie? – zapytał cicho.
Kiwnęła głową. Wziął ją pod ramię, aby sprowadzić z parkietu i w tej właśnie chwili zawołano go do stołu, gdzie zostawił radio. Wzywał go szpital.
– To, zdaje się, naprawdę koniec naszego wieczoru – powiedział ze smutkiem. I miał rację.
– Pani Hitchins zawiadomiła nas przed chwilą, że pięć minut temu przejeżdżał obok nich samochód – relacjonowała pielęgniarka. – Pędził z niesamowitą szybkością, a po chwili usłyszeli straszliwy huk i łomot. Bob pojechał od razu zobaczyć, co się dzieje, a ona dała nam znać, żeby na wszelki wypadek był pan w pogotowiu.
– Jadę do szpitala – zawiadomił pielęgniarkę. – Chyba będę musiał polecieć samolotem – zwrócił się do Cari. – Hitchinsowie mieszkają około dziewięćdziesięciu kilometrów stąd, a drogi są tam fatalne. Wrócę więc do szpitala i zaczekam na znak od Boba, ale pani Hitchins jest rozsądna i nie robiłaby z pewnością alarmu bez potrzeby. – Przyjrzał się uważnie Cari. – A co ty zrobisz? – zapytał, widząc jej zmęczoną twarz. – Chyba nie masz siły tu zostać?
Była to prawda. Nie tylko bolały ją nogi, ale była też wykończona psychicznie i nie miała najmniejszej ochoty na żadne rozmowy.
– Czy będę ci potrzebna? – spytała.
– Teraz chyba nie – odparł. – W samolocie jest zwykle tylko jeden lekarz. Ale może będę cię potrzebował później, jeśli przywieziemy rannych. – Spojrzał na zegarek. – Proponuję, żebyś poszła się przespać do mojego mieszkania – dodał szybko, jakby chciał zapobiec jej ewentualnym protestom. – Może mnie nie być nawet kilka godzin. Odpoczniesz trochę i będziesz na miejscu, gdybym cię potrzebował.
– Słuchaj…
– No, chodź już!
Wziął ją za rękę i wyprowadził z sali. Zanim dotarli do szpitala, pani Hitcbins odezwała się po raz drugi. Powiedziała im o tym dyżurna pielęgniarka, która oczekiwała Blaira w drzwiach. Podeszli do szpitala, trzymając się za ręce. Blair trzymał Cari mocno, jakby chciał w ten sposób oznajmić coś całemu światu.
– Wygląda to źle – mówiła pielęgniarka z oczami utkwionymi w splecione dłonie Blaira i Cari. – Pani Hitchins jest teraz na miejscu wypadku. Zawiózł ją tam mąż, który wrócił do domu po koce i narzędzia potrzebne do uwolnienia dzieciaków z samochodu.
– Dzieciaków?
– Czterech nastolatków. Mówiła, że dwóch chyba nie żyje. Samochód najechał na kangura. Pani Hitchins uważa, że przejechali obok ich domu z prędkością co najmniej dwustu kilometrów na godzinę.
– Czy Lukę został zawiadomiony? – spytał Blair. Lukę był pilotem i miał tej nocy dyżur.
– Jest już w hangarze. Dałam mu znać jeszcze przed rozmową z panem.
Blair skinął pielęgniarce głową.
– Chodźmy – zwrócił się do Cari.
– Dokąd? – zapytała.
– Muszę się przebrać, a ty musisz się przespać. Wydaje się że skończymy pracę dopiero o świcie.
Otworzył drzwi mieszkania i wszedł do sypialni.
– Kładź się – rozkazał, wyciągając z szafy ubranie na zmianę. – Nie myśl o niczym, tylko śpij. Nawet gdyby ci się to nie udało, nie ruszaj się stąd. Pielęgniarki przygotowują już salę operacyjną. Jeżeli dojdzie do operacji, nie chciałbym żebyś mi zemdlała.
– Czy mi się to kiedyś zdarzyło? – zaprotestowała, a uśmiechnął się do niej.
– Nie – przyznał. – Nawet wtedy, kiedy ledwie stałaś na nogach. Ale ja nie mogę sobie pozwolić na żadne ryzyko. Proszę więc do łóżka, pani doktor.
– Tak jest, panie doktorze – odpowiedziała.
Położyła się więc, nie mogła jednak zasnąć. Obserwowała na suficie światło księżyca i rozmyślała nad tym, co wydarzyło się w ciągu wieczoru. Czuła wszędzie zapach Błąka, zdawało jej się, że jest przy niej… Czuła się więc bezpieczna, wiedziała, że nic nie może jej grozić.
Chciał, by wyszła za niego za mąż… O niczym bardziej nie marzyła. Należał do niej, była teraz tego pewna. Jej zaręczyny z Harveyem okazały się głupią pomyłką i właściwie należało się cieszyć, że doszło do ich zerwania.