Dlaczego Uciekasz Cari?
- Автор: Леннокс Марион
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:
– Czy nic mu się po drodze nie stanie?
– Linie lotnicze opiekują się zwierzętami bardzo troskliwie – zapewniła Maggie, przyglądając się badawczo przyjaciółce. – Powiedz mi, skąd ten pośpiech? – spytała. – Wiesz przecież, że miednica ci się jeszcze dobrze nie zrosła. A nami z Jockiem bardzo jest z tobą dobrze. Dlaczego więc chcesz wyjeżdżać?
Cari odwróciła głowę.
– Muszę – szepnęła. – Nie mogę tu zostać ani chwili.
– Z powodu Blaira? – domyśliła się Maggie. Cari zdumiona spojrzała na przyjaciółkę.
– Skąd… Skąd to wiesz?
– To przecież jasne. Sama w końcu byłam zakochana.
– W Jocku?
– Pewnie, że w Jocku! – rzuciła Maggie takim tonem, że Cari zapomniała o swoim smutku i roześmiała się.
– Miałaś szczęście – westchnęła. – Pokochałaś człowieka który był wolny i on też miał prawo cię pokochać.
– Jesteś przecież w takiej samej sytuacji – zdziwiła Maggie.
– Blair kochał swoją żonę. Nie sądzę, aby mógł jeszcze kogokolwiek pokochać.
– Niech diabli wezmą jego żonę! – rozzłościła się Maggie.
– Całe lata pamięć o niej nie pozwalała mu na ułożenie sobie na nowo życia. Ale myślę, że to się zmieniło. Blair jest teraz do wzięcia.
– Mówisz zupełnie tak, jakby był panną na wydaniu! – zaprotestowała Cari ze śmiechem. Maggie spoważniała.
– Powiedz mi lepiej coś o sobie. Bo zdaje się, że to ty nie jesteś wolna – powiedziała, biorąc ją za lewą rękę.
Cari była nastolatką, gdy zaczęła nosić zaręczynowy pierścionek, który ofiarował jej Harvey, i wokół jej trzeciego palca na ręce pozostał niewielki ślad.
– Przecież nie jesteś mężatką, prawda? – spytała Maggie zdumiona.
– Przed wyjazdem byłam tylko zaręczona – odparła Cari.
– I jeszcze nie możesz o tym zapomnieć?
– Powiedzmy, że jestem na dobrej drodze, żeby zapomnieć.
Zdjęła walizkę z szafy i zaczęła się pakować. Maggie zatrzymała się jeszcze chwilę, wkrótce jednak wyszła, bo Cari najwyraźniej nie miała ochoty na dalszą rozmowę.
Następnego ranka miała odbyć ostatni dyżur w szpitalu. Zazwyczaj parkowała samochód za budynkiem i wchodziła przez drzwi prowadzące do kuchni. Wszystko po to, by nie spotkać się z Blairem. Zapewne jednak jej zwyczaje były publiczną tajemnicą, gdyż przy wejściu natknęła się na Roda.
– Woda akurat się zagotowała – powiedział. Najwyraźniej czekał na nią, siedząc przy stole i pijąc kawę. – Napijesz się czegoś? – zapytał. – Chciałbym z tobą porozmawiać.
Spojrzała na zegarek. Zaczyna dopiero za pół godziny. Przyjrzała się Rodowi – był wyraźnie zdenerwowany. Poprosiła o kawę i usiadła. Gdy stawiał przed nią filiżankę, z przerażeniem zauważyła, że Rod z trudem hamuje łzy.
– Co się stało? – zapytała ze współczuciem.
– Mój ojciec… – zaczął. Z trudem utrzymywał kubek, gdyż trzęsły mu się ręce.
– Co mu jest? – próbowała się dowiedzieć.
– Miał zawał… Jeszcze nie wiadomo, czy był to rozległy zawał, ale nie wygląda to najlepiej. – Spojrzał na nią z rozpaczą. – Widzisz, jestem jedynakiem. Mama sama sobie nie poradzi, muszę do nich pojechać.
– Oczywiście, że musisz – przytaknęła. Spojrzał na nią prosząco.
– Tylko że ja nie mogę zostawić Blaira samego – mówił. – On się wykończy. Nie będzie w stanie wykonać nawet koniecznej operacji, nie będzie mógł jeździć z wizytami. Będzie musiał poprzestać na przychodni i poradach przez radio. – Zamilkł na chwilę, a potem ciągnął bezbarwnym głosem: – Mój wyjazd oznacza śmierć dla wielu pacjentów. Jak więc mogę wyjechać? Nigdy chyba nie traktowałem swojej pracy zbyt i poważnie, ale dałem przecież Blairowi słowo, że zostanę do końca roku.
– Dlatego chciałbyś, żebym ja została, tak? – domyśliła j się Cari.
– No właśnie! Czy mogłabyś?
W jego oczach kryło się nieme błaganie. Przypomniała sobie od razu oczy psiaka skryte pod kudłatymi uszami i pomyślała, że im obu bardzo trudno odmówić.
– Przecież nawet gdybym się zgodziła, nie wiadomo, co powie Blair.
– Blair wyraża zgodę – rozległ się głos z tyłu. Odwróciła się gwałtownie i zaczerwieniła, napotykając spojrzenie Blaira, który pojawił się niespodziewanie w kuchni.
– Pamiętasz chyba, że nie jestem w pełni odpowiedzialnym lekarzem? – spytała z goryczą w głosie. – Jaki może być ze mnie pożytek?
– Rod powinien jechać do domu – stwierdził stanowczo Blair. – Jeśli tylko zgodzisz się u nas pracować, ja zgodzę się ciebie zatrudnić.
– A jak mnie będziesz pilnował, skoro zostaniemy tylko we dwoje?
– Mam do ciebie zaufanie. Roześmiała się.
– Kiedy ja ci naprawdę ufam.
– To dlaczego Rex nigdy nie wychodzi z pokoju, kiedy mam dyżur?
– Nie mam pojęcia.
– Chcesz powiedzieć, że nie pilnuje mnie na twoje polecenie?
Zapadła cisza. Po pewnym czasie Blair odwrócił się gwałtownie i podszedł do okna.
– Słuchaj, Cari – odezwał się ze wzrokiem utkwionym przed siebie. – Powtarzałaś kilkakrotnie, że z twojej winy zmarło dziecko. Powiedz, czy skoro jestem odpowiedzialny za zdrowie i życie pacjentów w tej okolicy, mogę tego nie brać pod uwagę?
– Ponieważ jednak jesteś w rozpaczliwej sytuacji, decydujesz się zapomnieć o tym?
– Tak.
– Tak więc z dwojga złego lepszy jest nieodpowiedzialny lekarz niż żaden – podsumowała. – Kto wie? Może jeszcze zrobię karierę – zauważyła z ironią.
Rod wstał i spojrzał na Cari smutnym wzrokiem.
– Lepiej więc może będzie, jeśli zostanę. Nie widzę innego wyjścia.
– Ja też nie widzę. Przykro mi, Rod – dodała i wyszła.
Gdy kończyła dyżur, przypomniała się jej poranna rozmowa. Nie mogła zapomnieć błagalnego spojrzenia Roda. Była przekonana, że potrafiłaby podołać obowiązkom lekarza w czasie jego nieobecności. Należało więc teraz tylko zdobyć się na odwagę i wyrazić zgodę, wiedząc przy tym, co może oznaczać praca z Blairem.
Zbyt wiele już miała na sumieniu, by utrudniać Rodowi spotkanie z ojcem. Gdy więc skończyła rozmowę z ostatnim pacjentem, wybrała się na poszukiwanie Blaira.
– Jak zamierzasz wszystko zorganizować, jeśli zdecyduję się zostać? – zapytała.
Podniósł się zza biurka, przy którym wypełniał karty, podszedł do niej i położył jej ręce na ramionach.
– Powiedz, o co ci w ogóle chodzi?
– Nie wiem, o czym mówisz – najeżyła się.
– Może dobrze by było, żebyś się dowiedziała – rzucił ostro. – Mówisz ciągle, że dopuściłaś się poważnego zaniedbania, że popełniłaś błąd w sztuce i nie chcesz mi podać żadnych szczegółów. A potem zachowujesz się tak, jakbyś była obrażona, kiedy nie mogę, działając zgodnie z sumieniem, powierzyć ci żadnego odpowiedzialnego zadania.
Milczała.
– Powiedz mi coś!
Potrząsnęła głową. Czy on naprawdę nie jest w stanie pojąć, że bezpowrotnie już minął czas, kiedy była w stanie cokolwiek tłumaczyć? Wiedziała, że do końca życia będzie miała przed oczami salę rozpraw i sędziego. Ileż razy opowiadała w szpitalu, co się naprawdę stało, nikt na to nie zwracał uwagi, ustalono już bowiem oficjalną wersję i nikomu nie przyszło nawet do głowy, że mogło być inaczej. A dyrektor administracyjny powiedział jej w końcu:
– Jeśli się przyznasz, że popełniłaś błąd, nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś znowu zaczęła pracować. Jeżeli jednak będziesz się upierać przy swoim, nie tylko będą mówili i o tobie, że dopuściłaś się zaniedbania, ale jeszcze zarzucą ci kłamstwo.