Dlaczego Uciekasz Cari?
- Автор: Леннокс Марион
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Dlaczego Uciekasz Cari?». Краткое содержание книги:
Poczekalnia była pełna. Niektóre twarze widziała już wczoraj. Większość zebranych stanowiły rodziny ofiar wczorajszego wypadku. Domyśliła się, dlaczego tu są. Przywieziono ciała zabitych i trzeba było dokonać identyfikacji zwłok.
Myślała z niepokojem, ile pracy czeka dziś Blaira. Już teraz otaczało go mnóstwo ludzi. Przecisnęła się do gabinetu Roda, który zajmowała podczas jego nieobecności. Tak jak przypuszczała, Rod był w środku. Gdy weszła, popatrzył na nią i poprosił:
– Na litość boską, zamknij drzwi! Wróciłem pół godziny temu i były już u mnie trzy osoby, które chciały ze mną rozmawiać.
– Taka jest cena popularności – zauważyła. Podeszła i ucałowała go w policzek. – Witaj! Ale co ty tu właściwie robisz? Miałeś wrócić dopiero jutro.
– Wcale nie planowałem wcześniejszego powrotu – zapewnił, ściskając ją serdecznie. – Dwa dni temu przyleciałem do Perth i chciałem spędzić cały dzień w mieście, ale zapowiadają ulewy i zdecydowałem się wrócić.
– Ulewy? – Wyjrzała przez okno i popatrzyła na niebo bez chmurki. – Myślałam, że tu nigdy nie pada.
– Kiedy jednak zacznie, trzeba to zobaczyć na własne oczy, żeby uwierzyć, że podobny deszcz jest w ogóle możliwy. Mój samochód nie bardzo się nadaje do jazdy po grzęzawiskach w czasie oberwania chmury.
– Może nie będzie tak źle – uśmiechnęła się Cari. – Zresztą mój samochód jest przystosowany do jazdy terenowej i dużo lepiej od twojego nadaje się na złą pogodę. A poza tym, nigdy nie bałam się jazdy w czasie ulewnego deszczu.
Muszę przecież jechać, pomyślała. Co zresztą innego mogę zrobić? Na pogodę nie mam żadnego wpływu.
– Co słychać w Stanach? – spytała.
– Wydaje mi się, że tam jest nieco lepiej niż tutaj – zauważył z ironią. – Od samego rana spokoju człowiekowi nie dają.
– Jakoś się to ułoży – uspokoiła go. – Nie będziesz miał wiele pracy, ci ludzie to rodziny zabitych w wypadku chłopców.
Zapadło milczenie.
– Przepraszam – odezwał się po chwili zupełnie innym tonem. – Nie będę już narzekał. Mieliście tu w nocy piekło?
– Blair miał rzeczywiście ciężko, ale ja nie miałam dużo roboty. I teraz też niewiele będę mogła mu pomóc. Wszyscy ci ludzie nie mają najmniejszej ochoty na rozmowy z lekarzem, którego nie znają, mogę go więc wyręczyć tylko w dyżurach. Przed wyjazdem zrobię jeszcze obchód.
– Przed wyjazdem? – zdumiał się.
– Umawialiśmy się przecież, że zostanę do twojego powrotu.
– Ale czy rzeczywiście musisz od razu jechać?
– Blair przyjął mnie do pracy, bo sytuacja była beznadziejna, ale teraz nie ma już powodu, żebym została.
– Czy aż tak źle się między wami układa?
– Nie – odparła krótko.
– Czy już mu opowiedziałaś o swojej sprawie?
– Nie rozumiem?
– Wiesz przecież, co mam na myśli? – Mówił spokojnie, starannie dobierając słowa. – Czy Blair nadal sądzi, że spowodowałaś śmierć dziecka?
– Jestem przecież za to odpowiedzialna. Moja wina dowiedziona została w sądzie. Roześmiał się.
– A kim byli świadkowie?
– Nie rozumiem. O czym ty w ogóle mówisz?
– Słuchaj, ty chyba straciłaś rozum! Powinnaś krzyczeć na cały świat, że jesteś niewinna, a ty godzisz się cierpieć za błędy jakiegoś nieodpowiedzialnego anestezjologa, który z racji wieku już dawno powinien zrezygnować z praktyki! Cari zbladła i osunęła się na krzesło.
– Skąd o tym wiesz? – spytała.
Rod patrzył na nią, kręcąc głową w osłupieniu.
– Mój kuzyn Ed jest chirurgiem u Chandlerów – wyjaśnił.
– Przyszedł któregoś dnia z wizytą do mojego ojca i poprosiłem go wtedy, żeby zbadał twoją sprawę.
– Nikt cię przecież o to nie prosił – szepnęła.
– Zgadza się. – Uśmiechnął się szeroko. – Tylko widzisz, ja lubię wszędzie wsadzić swój nos. Przed powrotem wpadłem do niego. Okazuje się, że to, co od niego usłyszałem, niewiele ma wspólnego z tym, co ty nam opowiadasz.
– Kiedy ja wcale nie kłamałam – broniła się gwałtownie.
– Właśnie że tak. Okazuje się, że mijałaś się z prawdą. Mówiłaś nam, że z twojej winy umarło dziecko, a dziecko umarło przecież z winy kogoś innego.
Milczała, opuściwszy nisko głowę.
– Główny anestezjolog szpitala jest mężem pani Chandler, która sprawuje nadzór nad finansami szpitala. Gdyby nie to, dawno już wysłano by go na emeryturę. A tak mają z żoną wiele do powiedzenia w sprawach szpitala. To bardzo bogata i wpływowa para. – Cari milczała, a Rod mówił dalej:
– Kiedy Ed zaczął się rozpytywać o twój przypadek, okazało się, że wiele osób z personelu czuje, że ma wobec ciebie nieczyste sumienie. Czy to prawda, że dziecko, które umarło, pochodziło z jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Kalifornii?
Kiwnęła potakująco głową.
– No właśnie. I pewnie dlatego ten twój anestezjolog postanowił się sam zająć dzieckiem, nad którym ty sprawowałaś opiekę. Przyszedł niespodziewanie na oddział i cię odesłał, a po chwili zauważył, że przewody doprowadzające tlen są nieszczelne i dziecko umiera. Ty zaś twierdziłaś początkowo, że gdy wychodziłaś, wszystko było w najlepszym porządku.
Tyle tylko, że ci nie uwierzono – ciągnął. – Chirurg czekał właśnie na awans, o którym zadecydować miał zarząd, a w zarządzie zasiadają przede wszystkim członkowie rodziny Chandlerów. Personel bardzo łatwo jest zastraszyć, czego doskonałym przykładem byłaś ty. Nie mając po swojej stronie świadków, przegrałaś w sądzie i w końcu wytłumaczono ci, że lepiej się zgodzić z oskarżeniem o zaniedbanie obowiązków, niż bronić się przed oskarżeniem o kłamstwo.
– Bo tak jest – szepnęła.
– Nie – zaprzeczył. – Ty nie kłamałaś. I co więcej, nie dopuściłaś się żadnego zaniedbania. Oczywiście w szpitalu Chandlerów nikt oficjalnie nie podważa wyroku sądu, ale personel doskonale zna prawdę. Podobnie zresztą jak całe środowisko lekarskie. Nikt nie jest w stanie niczego udowodnić, ale wszyscy wiedzą, co się stało. Gdyby było inaczej, to czy nie odebrano by ci prawa wykonywania zawodu? A ty nie dostałaś nawet nagany.
Spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
– Takie rzeczy zdarzają się nie tylko w tamtym szpitalu – wtrąciła. – Rzucił mnie narzeczony, a ojciec i bracia tak się mnie wstydzą, że postanowili nie mieć ze mną do czynienia.
Rod wstał i stanął przy niej.
– Dlaczego więc nadal uciekasz? – zapytał ciepło. – Dlaczego nie chcesz tu zostać, żeby dać sobie trochę czasu na przyjście do siebie?
– Dziękuję, Rod – szepnęła, ocierając łzy. – Dziękuję, że mi uwierzyłeś, ale ja nie potrafię być znowu lekarzem.
– No a co robiłaś przez ostatni miesiąc?
– To, czego z pewnością nie powinnam była robić.
– Nie sprawiło ci to przyjemności? – spytał z niedowierzaniem. – Przecież nasz zawód jest jak narkotyk. Kiedy już raz zaczniesz – przepadło. Nie ma sposobu, żeby któregoś dnia powiedzieć sobie: dosyć, dziękuję, od jutra zostaję sprzedawcą.
– To wszystko nie ma znaczenia. Nie mogę tu zostać. Spojrzał na nią zdumiony, a potem domyślił się wszystkiego.
– Zakochałaś się w Blairze?
– Nie.
– Słuchaj, Cari, zupełnie nie umiesz kłamać. Podejrzewałem to już przed swoim wyjazdem… Prawda, że mam rację? Milczała.
– A więc nie uciekasz wcale od medycyny…
– Marnujesz się, Rod, jako lekarz ogólny – zauważyła z przekąsem. – Powinienieś był zostać psychologiem albo psychiatrą. A teraz wybacz, muszę już iść.
– Czy Blair cię kocha?