Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]
Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]

Электронная книга - «Pętla wstecznego czasu [Петля обратного времени - pl]». Краткое содержание книги:

W Pętli wstecznego czasu spotykamy tych samych bohaterów, jak i w dwóch poprzednich książkach, ale przeszło dwadzieścia lat później. Kwestię Galaktów i Zływrogów definitywnie rozwiązano, lecz na horyzoncie pojawił się nowy problem. Ekspedycja wysłana do jądra galaktyki została zniszczona w niejasnych okolicznościach. W ślad za nią wyrusza druga, dużo lepiej przygotowana, by ustalić tożsamość potężnych istot zamieszkujących centrum Drogi Mlecznej.
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 56
Перейти на страницу:

— O nie, admirale — odparł Aran z rozbrajającą szczerością. — Takich, którzy w zalewie dzisiejszej ciemnoty zachowali starożytną wiedzę jest wśród nas jeszcze wielu. Gdybyście pozostali na planecie, poznalibyście większość z nich.

Niestety, nie mogliśmy sobie na to pozwolić.

— Weźcie mnie z sobą — poprosił Oan, gdy mu to powiedziałem. — Wiele wiem o paradoksach czasu. Nasi przodkowie badali linie temporalne w gromadach gwiezdnych i dobrze je poznali. Nie potrafiliśmy wykorzystać tej wiedzy, ale nic z niej nie uroniliśmy. Wam ta wiedza się przyda.

— A twoi przyjaciele, Oanie? Czy nie będzie im ciebie brakować?

— To jest również prośba moich przyjaciół, którzy poradzili mi przyłączyć się do was.

— Wsiadaj do planetolotu; Oanie — powiedziałem niemal bez zastanowienia. — Polecisz ze mną na „Koziorożcu”.

7

Wszystko z początku wydawało się proste. Potrafiliśmy w razie potrzeby rozbijać planety, więc odkurzenie arańskiego nieba tym bardziej nie stanowiło dla nas problemu. Mogliśmy użyć do tego celu pojedynczego gwiazdolotu lub całej naszej eskadry, na co nalegał Kamagin, jako zwolennik rozwiązań szybkich i radykalnych. Ogół postanowił inaczej. Zdecydowaliśmy się zaprogramować na czyszczenie układu jeden ze statków transportowych i ruszać w dalszą drogę. Jeśli będziemy wracać tą samą trasą, wtedy zabierzemy pozostawioną kosmiczną ciężarówkę.

Plan był dobry, jestem tego pewien jeszcze i dziś, i zawalił się nie z naszej winy.

Kosmiczny odkurzacz nosił nazwę „Taran”. Już sama jego nazwa zdawała się stanowić gwarancję powodzenia akcji. Kamagin z Ellonem sprawdzili wszystkie urządzenia statku i przekonali się, że działają bez zarzutu. MUK „Tarana”, działający podobnie jak pozostałe komputery pokładowe w czasie rzeczywistym, został odpowiednio poinstruowany i przeegzaminowany. Automatyczny mózg wymodelował wszystkie teoretycznie możliwe warianty zakłóceń, uszkodzeń i awarii i znakomicie sobie z nimi poradził. Niestety, nikomu nie przyszło do głowy symulowanie wariantów teoretycznie niemożliwych. Zresztą nie mieliśmy czasu na takie głupstwa.

Nie należy sądzić, że w swym zadufaniu w ogóle nie liczyliśmy się z niespodziankami. W Ginących Światach zetknęliśmy się już z tyloma niezwykłymi zjawiskami, że właściwie nic już nie mogło nas zaskoczyć. Przygotowaliśmy się więc na najgorsze. Nasz błąd polegał jedynie na przekonaniu, że wszelkie wrogie działania groźnych sił panoszących się w Układzie Trzech Mglistych Słońc, działanie owych arańskich~ Okrutnych Bogów, będzie oparte na prawach natury, a zatem mieścić się będzie w ramach logiki. Ludzkiej logiki.

Pozwoliłem sobie na tę dygresję, aby lepiej uzmysłowić to; co wydarzyło się gdy „Taran” przekształcił się w satelitę potrójnej gwiazdy. Wszystko przebiegało zgodnie z programem. Statek zbliżył się do centrum układu po zwężającej się spirali, a potem MUK uruchomił anihilatory masy. Zataczał teraz wyciągnięte elipsy, a za nim ciągnęła się smuga czystej przestrzeni, w której czerwonawy blask Trzech Mglistych Słońc przybierał swą właściwą barwę srebrzystego błękitu. Nie upłynie nawet ziemskie półwiecze i przynajmniej jeden z Ginących Światów przekształci się w Świat Odrodzony!

Zszedłem do stajni pegazów. U Włóczęgi był Romero, przy którego nogach rozciągnął się Mizar. Mądry pies nie przyszedł jeszcze do siebie po tragicznej śmierci Lusina. Unikał nas, gdyż najwidoczniej uważał, że nie zrobiliśmy wszystkiego co możliwe, żeby uratować jego przyjaciela i nauczyciela. Nigdy tego nie powiedział, nie pozwolił sobie na najmniejszą aluzję, na najcichsze warknięcie, ale odwiedzał tylko smoka. Włóczęga przecież nie był na powierzchni Aranii, a zatem nie miał nic wspólnego z tragedią.

— Wszystko idzie dobrze, Włóczęgo — powiedziałem.

— Zbyt dobrze, aby było naprawdę dobrze — odparł smok.

— Nie rozumiem, co masz na myśli. A ty, Mizarze — pogładziłem psa — co myślisz o pesymizmie Włóczęgi? — Nie potrafię już myśleć o niczym i nikim poza Lusinem — odwarknął ze smutkiem pies. — Oduczyłem się myśleć po waszemu.

Romero powiedział:

— Drogi admirale! Moim zdaniem niesłusznie oskarża pan naszego przyjaciela Włóczęgę o czarnowidztwo. W jego paradoksalnej uwadze tkwi głębsza myśl. Nasz mądry przyjaciel zapewne postawił się na miejscu Okrutnych Bogów, których zresztą może w ogóle nie ma, i zastanowił się, jak by wówczas działał. I doszedł do wniosku, że w tym wypadku działaniem najskuteczniejszym było zaniechanie wszelkiego działania, przynajmniej z początku. Włóczęga, będąc Okrutnym Bogiem, najpierw starannie zbadałby cele i możliwości fizyczne naszego kosmicznego odkurzacza, a dopiero potem postarał się go unieszkodliwić.

— Wprawdzie zastrzegł się pan, że nie bardzo wierzy w realne istnienie Okrutnych Bogów, ale mówi o ich hipotetycznych działaniach jak o czymś oczywistym! — zaoponowałem. — Tymczasem groźni władcy Układu Trzech Mglistych Słońc mogą być po prostu takim samym płodem fantazji Aranów, takim samym upostaciowaniem banalnych zjawisk fizycznych, jakim okazała się śmiercionośna Matka Błyskawic.

To zdanie kończyłem już w drodze na stanowisko dowodzenia, gdzie Oleg pilnie wzywał nas obu. Z „Taranem” coś się stało. Jego anihilatory przestały nagle wygarniać pył kosmiczny, a sam statek po wyłączeniu napędu wszedł na niesterowną keplerowską orbitę. Nie reagował na żadne sygnały, ale jego MUK nie przestał funkcjonować, bo generował słabe impulsy, takie jednak niezborne, że nie sposób ich było rozszyfrować.

— Musimy wysłać holownik — powiedział chmurnie Oleg. — Ale jak dostać się do wnętrza statku? Wprawdzie „Taran” nie wydaje się być uszkodzony, ale przy niesprawnym mózgu pokładowym włazy nie dadzą się otworzyć. Trzeba chyba będzie wyciąć otwór w kadłubie.

Najbliżej unieruchomionego statku znajdował się gwiazdolot dowodzony przez Petriego, więc Oleg rozkazał mu przyprowadzić „Tarana”. Wkrótce oba statki znalazły się przy burcie „Koziorożca”. Petri jeszcze w drodze polecił z pomocą komory remontowej wyciąć otwór w pancerzu kosmicznego odkurzacza i wymontować MUK. Sam go następnie dostarczył na pokład flagowca. Mózg wyglądał na całkowicie sprawny — żadnego uszkodzenia mechanicznego, najmniejszego nawet zadrapania na obudowie, żadnych przerw w obwodach elektrycznych — jego sterujący kryształ nadal lśnił cudownym zielonkawym blaskiem, jakim poszczycić się może tylko neptunian najczystszej wody, ale MUK zachowywał się jak szalony i plótł niesamowite bzdury.

Umieszczono go na stanowisku testującym i Ellon z Ireną przystąpili do badania zepsutej maszyny. Stanąłem opodal, żeby im nie przeszkadzać. Wspominałem już zapewne, że Ellona niełatwo jest zadziwić, ale tym razem nawet nie starał się ukryć zdumienia.

— Admirale — powiedział. — Jestem wstrząśnięty. Pola ochronne mózgu nie zostały przebite, zdeformowane lub chociażby osłabione. MUK rozregulował się sam. Sam, admiralne, gdyż kategorycznie wykluczam tu działanie sił zewnętrznych. Ale wewnętrznych uszkodzeń układu elektrycznego też nie stwierdziliśmy. Z niczym podobnym do tej pory się jeszcze nie zetknąłem! Pozostała tylko jedna możliwość: samoczynna degradacja któregoś z podzespołów. Muszę to sprawdzić, ale zajmie mi to co najmniej parę godzin…

— No cóż — powiedziałem — zaczekamy na wynik. — Po czym wróciłem do Włóczęgi.

Smok, któremu nadal towarzyszył Mizar, czekał z niecierpliwością na najświeższe wiadomości.

— Włóczęgo — powiedziałem. — Najlepiej z nas wszystkich znasz naturę przestrzeni, więc może potrafisz rozwikłać zagadkę „Tarana”. Posłuchaj uważnie. Jego MUK przestał działać, chociaż nie miały na to wpływu żadne siły zewnętrzne ani wewnętrzne. Inaczej mówiąc, w przestrzeni, przez którą mknął mózg wraz ze statkiem nic się nie wydarzyło. Rozumiesz mnie, Włóczęgo? Chodzi mi o to, czy na MUK nie mogła zgubnie podziałać sama przestrzeń. Czy przestrzeń, będąca w warunkach normalnych jedynie biernym nośnikiem pól, fal i korpuskuł, nie mogła się nagle uaktywnić?

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)