Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 87
Перейти на страницу:

— No i udało mu się, prawda?

— Z korzyścią dla nas, tak.

— Nas, czyli… ?

— Pentagon dobrze wiedział, że Stoltoi opowiada kompletne brednie. Wiedział. Ale nie powstrzymało go to przed znalezieniem uzasadnienia dla największych zbrojeń, jakie kiedykolwiek widział świat.

— Być może zawiniło wypite wino, ale strasznie ciężko przychodziło mi połapać się w tym wszystkim.

— No tak — powiedziałem. — W takim razie zróbmy coś w tej sprawie. Gdzie się zapodział mój wehikuł czasu? A, już wiem, w przyszłej środzie.

Sara wydała z siebie cichy syk i odwróciła wzrok. Być może miała rację, być może zachowywałem się niepoważnie, ale na litość boską, dokąd zmierzała ta rozmowa?

Woolf przymknął na chwilę oczy, gromadząc zapasy cierpliwości.

— Jak pan sądzi — zapytał powoli — czego najbardziej potrzebuje przemysł zbrojeniowy?

Podrapałem się po głowie z należytą powagą.

— Klientów?

— Wojny — powiedział Woolf. — Konfliktu. Zamieszek.

Zaczyna się, pomyślałem. Nadchodzi wielka teoria.

— Rozumiem. Stara się pan mi powiedzieć, że wojna w Zatoce Perskiej została wszczęta przez producentów broni?

Naprawdę zachowywałem się tak uprzejmie, jak tylko mogłem.

Woolf nie odpowiedział. Siedział z lekko przechyloną na bok głową, obserwując mnie i zastanawiając się, czy wybrał nieodpowiedniego człowieka. Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości.

— Ale tak na serio… — podjąłem. — To właśnie chce mi pan powiedzieć? To znaczy naprawdę chciałbym się dowiedzieć, jakie jest pańskie zdanie na ten temat. Chciałbym się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi.

— Widział pan relacje w telewizji? — zapytała Sara, podczas gdy Woolf nieustannie mi się przyglądał. — Inteligentne bomby, system antyrakietowy Patriot i inne zabawki?

— Widziałem — potwierdziłem.

— Producenci broni, Thomas, wykorzystują te nagrania w filmach promocyjnych pokazywanych na targach — zbrojeniowych na całym świecie. Ludzie umierają, a oni wykorzystują zdjęcia w reklamach. Ohydne.

— Słusznie — przyznałem. — Zgoda. Świat to okropne miejsce i wszyscy wolelibyśmy raczej mieszkać na Saturnie. Ale co to ma konkretnie wspólnego ze mną?

Podczas gdy Woolfowie wymieniali znaczące spojrzenia, desperacko starałem się ukryć ogromne współczucie, jakie dla nich czułem. Nie ulegało wątpliwości, że zaprzątnęli sobie głowy jakąś koszmarną teorią spiskową, która wedle wszelkiego prawdopodobieństwa miała pochłonąć najlepsze lata ich życia. Będą wycinać artykuły z gazet, uczestniczyć w seminariach na temat trawiastych pagórków i nic, co powiem, nie zawróci ich z tej drogi. Najlepiej byłoby podrzucić im ukradkiem dwa funty na pokrycie kosztów taśmy klejącej i udać się w swoją stronę.

Starałem się usilnie znaleźć jakąś wiarygodną wymówkę, aby sobie pójść, kiedy zdałem sobie sprawę, że Woolf od jakiegoś czasu szarpie się z aktówką, a teraz, kiedy ją już otworzył, wyciągnął kilka błyszczących fotografii w formacie dwadzieścia na dwadzieścia pięć centymetrów.

Podał mi tę, która znajdowała się na wierzchu.

Zdjęcie przedstawiało helikopter podczas walki. Nie potrafiłem oszacować jego wielkości, ale nie przypominał żadnego ze znanych mi z widzenia lub słyszenia modeli. Miał dwa wirniki nośne kręcące się niecały metr od pojedynczego masztu; zauważyłem brak śmigła ogonowego. Kadłub wydawał się krótki w porównaniu z całością. Maszyna była pomalowana na czarno i nigdzie nie mogłem dostrzec oznaczeń identyfikacyjnych.

Podniosłem wzrok na Woolfa, licząc, że usłyszę wyjaśnienie, ale on po prostu podał mi kolejne zdjęcie. To zostało zrobione z góry, więc pokazywało tło; zaskoczyło mnie, że okazał się nim obszar miejski. Ten sam albo podobny helikopter wisiał w powietrzu między dwoma anonimowymi wieżowcami i teraz mogłem już z całą pewnością stwierdzić, że była to mała, być może jednomiejscowa maszyna.

Trzecia fotografia przedstawiała znaczne zbliżenie helikoptera znajdującego się na ziemi. Do czegokolwiek służył, na pewno miał charakter wojskowy, ponieważ na kadłubie pod kabiną pilota zamontowano dużą ilość paskudnie wyglądającego uzbrojenia. Rakiety Hydra 70 mm, pociski powietrze-ziemia Hellfire, karabiny maszynowe kaliber .50 i kupa innego sprzętu. Duża zabawka dla dużych chłopców.

— Skąd pan wziął te zdjęcia? — zapytałem.

Woolf pokręcił głową.

— To nieistotne.

— Wydaje mi się, że jednak istotne. Mam silne prze czucie, panie Woolf, że nie powinien pan posiadać tych fotografii.

Woolf odchylił głowę do tyłu, jakby w końcu zaczął tracić do mnie cierpliwość.

— To nieistotne, skąd je wziąłem — powiedział. — Istotne jest to, co się na nich znajduje. To bardzo ważny statek powietrzny, panie Lang. Może mi pan wierzyć. Bardzo, bardzo ważny.

Wierzyłem mu. Dlaczego miałbym nie wierzyć?

— Od dwunastu lat — wyjaśnił Woolf — Pentagon realizuje program LH. Jego celem jest zastąpienie pocisków przeciwczołgowych Cobra i Super-Cobra, których Siły Powietrzne Armii Stanów Zjednoczonych i piechota morska używają od czasów wojny w Wietnamie.

— LH? — zapytałem niepewnie.

— Lekki helikopter — odpowiedziała Sara z miną „No i kto by przypuszczał, że tego nie wiesz”. Woolf senior kontynuował:

— Ten statek powietrzny to odpowiedź na program. Został wyprodukowany przez Mackie Corporation of America, a zaprojektowano go do wykorzystania w operacjach tłumienia rewolt. Operacjach antyterrorystycznych. Rynkiem zbytu, poza zaopatrzeniem Pentagonu, są policja i siły porządkowe na całym świecie. Ale przy cenie dwa i pół miliona za sztukę ciężko będzie je opchnąć.

— Tak — zgodziłem się. — Mogę sobie to wyobrazić.

Jeszcze raz spojrzałem na zdjęcia i desperacko próbowałem wymyślić jakąś inteligentną uwagę.

— Dlaczego dwa wirniki nośne? Taka konstrukcja wygląda na odrobinę skomplikowaną.

Zauważyłem, jak spoglądają po sobie, ale nie potrafiłem odgadnąć, co to oznacza.

— Nie ma pan najmniejszego pojęcia o helikopterach, prawda? — odezwał się w końcu Woolf.

Wzruszyłem ramionami.

— Są hałaśliwe — powiedziałem. — Często się rozbijają, To mniej więcej wszystko.

— Są powolne — włączyła się Sara. — powolne i z tego powodu narażone na niebezpieczeństwo na polu bitwy. Współczesny helikopter atakujący może przemieszczać się z prędkością około czterystu kilometrów na godzinę.

Już miałem powiedzieć, że jak dla mnie to dość prędko, ale Sara mówiła dalej:

— Współczesny myśliwiec przelatuje kilometr w dwie i pół sekundy.

Bez przywoływania kelnera i poproszenia o ołówek i kartkę papieru nie miałem najmniejszej szansy policzyć, czy to szybciej, czy wolniej niż czterysta kilometrów na godzinę, więc tylko kiwnąłem głową i pozwoliłem jej kontynuować.

— Tym, co ogranicza prędkość konwencjonalnego helikoptera — powiedziała powoli, wyczuwając moje zakłopotanie — jest pojedyncze śmigło.

— Naturalnie — potwierdziłem i usadowiłem się wygodnie na krześle w oczekiwaniu na imponująco fachowy wykład Sary.

Wiele z tego, co miała do powiedzenia, wlatywało mi jednym uchem i natychmiast wylatywało drugim, ale ogólny zarys, jeżeli dobrze go zrozumiałem, wydawał się brzmieć następująco:

Według tego, co powiedziała Sara, przekrój poprzeczny przez łopatkę śmigła w helikopterze przypomina mniej więcej przekrój przez skrzydło w samolocie. Jej kształt wytwarza różnicę ciśnień w powietrzu przepływającym nad górną i dolną powierzchnią, co w rezultacie prowadzi do powstania siły nośnej. Łopatka różni się jednak od skrzydła samolotu tym, że kiedy helikopter porusza się do przodu, powietrze zaczyna szybciej przepływać nad łopatką, która przesuwa się do przodu, niż nad tą. która przesuwa się do tyłu. Powstająca w ten sposób siła nośna jest nierówna po obu stronach helikoptera, a wraz ze wzrostem prędkości zwiększa się owa nierówność. W końcu „cofająca” się łopatka w ogóle przestaje wytwarzać siłę nośną, a helikopter gwałtownie przechyla się do tyłu i spada na ziemię. To, według Sary, był aspekt negatywny.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)