Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Шпионские детективы » Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]
Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]

Электронная книга - «Sprzedawca broni [The Gun Seller - pl]». Краткое содержание книги:

Podczas wycieczki do Amsterdamu Thomas Lang dostaje propozycję zabójstwa Amerykanina, której nie przyjmuje. Po wielu przemyśleniach postanawia uprzedzić swoją niedoszłą ofiarę Woolfa. Ciąg nieprzypadkowych zdarzeń uzależnia go od Woolfa i jego córki Sary. Ich celem jest uniknięcie amerykańskiego planu ataku terrorystycznego, który miałby zmusić rząd do kupienia nowoczesnych helikopterów (projekt Absolwent). Thomas przez cały czas wmawia sobie, że nic nie czuje do dziewczyny, lecz gotowy jest zrobić dla niej wszystko. W pewnym momencie mężczyźni trafiają w pułapkę, Woolf zostaje zabity. Ranny Lang próbuje odnaleźć Sarę, pomoc w poszukiwaniach oferuje Ronnie — jej koleżanka z pracy. Thomas udaje się do ambasadora USA w Wielkiej Brytanii i uświadamia sobie jak zawiła i tajemnicza jest to sprawa. W ostateczności zostaje zmuszony to przygotowania tego ataku, inaczej Sara zginie.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 87
Перейти на страницу:

— Przykro mi.

Bo co innego można powiedzieć w takiej sytuacji? Mówi się trudno? Podasz mi sól? Zdałem sobie sprawę, że kulę się nad stołem, starając się okazać żal, ale na niewiele się to zdało. W takiej sprawie człowiek zawsze jest outsiderem.

— Mówię to panu — odezwała się wreszcie — wyłącznie z jednego powodu: aby miał pan świadomość, że mój ojciec — spojrzała na Woolfa, który siedział z pochyloną głową — prędzej zająłby się wyprawą na Księżyc niż handlem narkotykami. Po prostu. Daję za to głowę.

I kropka.

Przez chwilę unikali swojego i mojego wzroku.

— No cóż, przykro mi — mruknąłem. — Bardzo, bardzo mi przykro.

Siedzieliśmy tak sobie przez kilka minut, mała wysepka ciszy pośrodku restauracyjnego zgiełku, po czym niespodziewanie Woolf włączył na twarzy uśmiech i najwyraźniej odzyskał dawny entuzjazm.

— Dzięki, Thomas — powiedział. — Ale co się stało, to! się nie odstanie. Dla mnie i dla Sary to już przeszłość, z którą uporaliśmy się dawno temu. Teraz chciałbyś się zapewne dowiedzieć, dlaczego zaproponowałem ci zabicie samego siebie.

Siedząca przy sąsiednim stoliku kobieta odwróciła się i spojrzała na Woolfa ze zdumieniem. Musiała się chyba przesłyszeć. A może jednak nie? Potrząsnęła głową i zajęła się na powrót swoim homarem.

— W skrócie — zgodziłem się.

— To bardzo proste — odparł. — Chciałem się przekonać, jakim jesteś człowiekiem.

Spojrzał na mnie, zaciskając usta w życzliwą, prostą linię, — Rozumiem — powiedziałem, choć nie rozumiałem kompletnie niczego. Tak to pewnie jest, kiedy prosi się o wyjaśnienie czegoś w skrócie. Zamrugałem kilka razy, oparłem się na krześle i starałem się sprawiać wrażenie zagniewanego.

— Nie lepiej było zadzwonić do dyrektora szkoły, do której kiedyś chodziłem? Albo do byłej dziewczyny? Jak rozumiem, uznał pan to za głupi pomysł.

Woolf potrząsnął głową.

— Wcale nie. Zadzwoniłem do nich wszystkich.

To był szok. Prawdziwy szok. Wciąż dostaję rumieńców, kiedy przypominam sobie, że oszukiwałem na maturze z chemii i dostałem szóstkę, choć doświadczeni nauczyciele spodziewali się raczej jedynki. Wiedziałem, że pewnego dnia prawda wyjdzie na jaw. Po prostu wiedziałem.

— Naprawdę? I jak wypadłem?

Woolf uśmiechnął się.

— Dobrze. Dwie z twoich dziewczyn stwierdziły, że jesteś strasznie upierdliwy, ale w pozostałych przypadkach ocena okazała się całkiem przyzwoita.

— To miłe — powiedziałem.

Woolf ciągnął dalej, jakby odczytywał jakąś listę.

— Jesteś mądry. Twardy. Szczery. Pozytywnie oceniony przebieg służby w Armii Szkockiej.

— Gwardii — poprawiłem, ale zignorował tę uwagę i kontynuował:

— A, co z mojego punktu widzenia najistotniejsze, jesteś bankrutem.

Uśmiechnął się ponownie, czym mnie zirytował.

— Pominął pan moje akwarele — przypomniałem.

— To też? Co za człowiek! Jedyne, co pozostało mi sprawdzić, to czy można cię kupić.

— Zgadza się. Stąd pięćdziesiąt tysięcy.

Woolf skinął głową.

Sprawy zaczynały wymykać się spod kontroli. Wiedziałem, że w pewnym momencie powinienem wygłosić zdecydowaną przemowę, kim jestem i za kogo oni się do cholery uważają, rozpytując dookoła, kim jestem. Miałem wrócić do tego, kim jestem, po podaniu deseru, ale odpowiedni moment jakoś nigdy się nie pojawił. Mimo tego, w jaki sposób mnie potraktował, mimo całego tego węszenia po szkolnych raportach, nie potrafiłem się zmusić do niechęci wobec Woolfa. Coś mi się w nim podobało. A co się tyczy Sary, cóż mogę powiedzieć… Ładne ścięgna.

Mimo wszystko nie zaszkodziło spróbować ździebko ostrzejszego tonu.

— Niech zgadnę — zacząłem, spoglądając surowo na Woolfa. — Kiedy już się pan dowiedział, że nie można innie kupić, postanowił pan jednak spróbować?

Nawet się nie zająknął.

— Otóż to — odparł.

Dość. Miałem dość, i to dokładnie w tej chwili. Istnieje granica, której gentleman nie przekracza, ja również. Cisnąłem serwetkę na stół.

— To naprawdę fascynujące — powiedziałem — i przypuszczam, że gdybym był innego rodzaju człowiekiem, taka propozycja mogłaby mi nawet pochlebiać. Teraz jednak chcę wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Jeżeli mi pan tego w tej chwili nie wyjaśni, odejdę od stolika, odejdę z waszego życia, a prawdopodobnie nawet wyjadę z kraju.

Zauważyłem, że Sara mnie obserwuje, ale nie odrywałem wzroku od Woolfa. Ścigał widelcem po talerzu ostatniego ziemniaka i zagonił go do kałuży sosu. Wtedy jednak odłożył widelec i zaczął bardzo szybko mówić.

— Wie pan coś na temat wojny w Zatoce Perskiej, panie Lang? — zapytał.

Nie wiem, co się stało z Thomasem, ale jego nastrój z całą pewnością uległ pewnej zmianie.

— Tak, panie Woolf. Wiem coś na temat wojny w Zatoce Perskiej.

— Nie, nic pan nie wie. Idę o każdy zakład, że nie ma pan najmniejszego cholernego pojęcia, co tam się dzieje. Zna pan pojęcie kompleksu wojskowo-przemysłowego?

Mówił jakby był akwizytorem, starającym się zdruzgotać moje szyki obronne, a ja chciałem, żeby trochę zwolnił. Pociągnąłem długi łyk wina.

— Dwight Eisenhower — powiedziałem w końcu. — Tak, znam. Byłem jego częścią, jeżeli pan pamięta.

— Z całym szacunkiem, panie Lang, był pan bardzo małą częścią. Zbyt małą, proszę mi wybaczyć te słowa, zbyt małą, aby zdawać sobie sprawę, że nią pan jest.

— Jak pan chce — mruknąłem.

— A teraz niech pan spróbuje zgadnąć, co jest obecnie najważniejszym dobrem na świecie? Tak ważnym, że wytworzenie i sprzedaż każdego innego dobra zależy właśnie od niego. Ropa naftowa, złoto, jedzenie. Jak pan sądzi?

— Coś mi mówi — powiedziałem — że zaraz się od pana dowiem, że chodzi o broń.

Woolf nachylił się nad stołem, za szybko i za daleko, jak na mój gust.

— Zgadza się, panie Lang. To największa gałąź przemysłu na świecie i każdy rząd o tym wie. Jeżeli polityk zaczyna walczyć z przemysłem wojskowym, obudzi się następnego dnia i nie będzie już politykiem. W niektórych przypadkach może się w ogóle nie obudzić. Nie ma znaczenia, czy stara się wprowadzić prawo dotyczące rejestracji broni w stanie Idaho, czy powstrzymać sprzedaż F-16 irackim siłom powietrznym. Jeżeli nadepniesz im na odcisk, oni nadepną ci na głowę. I kropka.

Woolf oparł się na krześle i otarł pot z czoła.

— Panie Woolf — zacząłem. — Zdaję sobie sprawę, że musi to być dla pana dziwne uczucie przebywać tu, w Anglii. Zdaję sobie sprawę, że musimy budzić pańskie zdumienie jako naród prostaków, którzy dopiero dzień przed pana przylotem uzyskali dostęp do ciepłej i zimnej wody w domach, więc być może zdziwi się pan, kiedy powiem, że już wcześniej wiele słyszałem na ten temat.

— Niech pan go wysłucha, dobrze? — włączyła się Sara i lekko podskoczyłem, słysząc gniew w jej głosie. Kiedy na nią popatrzyłem, odwzajemniła spojrzenie, mocno zaciskając usta.

— Czy słyszał pan kiedyś o Blefie Stoltoia? — zapytał Woolf.

Odwróciłem się z powrotem w jego stronę.

— Blefie… nie, nie sądzę.

— Nieważne — powiedział. — Anatol Stoltoi był generałem Armii Czerwonej. Szefem sztabu za czasów Chruszczowa. Poświęcił całą karierę przekonywaniu USA, że Rosjanie mają trzydzieści razy więcej rakiet niż Stany Zjednoczone. Na tym polegało jego zadanie. Dzieło jego życia.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 87
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)