Angielski pacjent [The English Patient - pl]
- Автор: Ондатже Майкл
- Год: 1994
- Язык: польский
- Год: Muza
- ISBN: 83-7079-253-7
- Переводчик: Waclaw Sadkowski
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Angielski pacjent [The English Patient - pl]». Краткое содержание книги:
Gdyby mógł być postacią z obrazu, starałby się usnąć. Ale, jak mówi Hana, był tylko brązowością kamienia, brązowością gliniastej, spienionej rzeki. I coś mu nakazywało zachować dystans nawet wobec tak niewinnej uwagi. Skuteczne rozbrojenie miny zamykało całą historię. Mądrzy, biali, ojcowsko wyglądający ludzie ściskali sobie ręce, zyskiwali uznanie i odjeżdżali, wydobywając się ze swej samotności tylko z takiej szczególnej okazji. Ale on był profesjonalistą. I pozostawał kimś obcym, Sikhem. Jedyny ludzki, osobisty kontakt, jaki nawiązywał, to był kontakt z nieprzyjacielem, który podłożył minę i zbiegł, zacierając za sobą ślad zerwaną i ciągniętą po ziemi gałęzią.
Dlaczego nie mógł zasnąć? Dlaczego nie umiał przytulić się do dziewczyny, przestać myśleć, że wszystko jest tylko na poły rozbrojonym niewypałem? Na obrazie utworzonym przez jego wyobraźnię pole otaczające tę scenę za chwilę stanie w płomieniach. Pewnego razu wchodził za innym saperem do zaminowanego budynku. Ujrzał, jak tamten sięga po paczkę zapałek leżącą na skraju stołu i błysk rozświetla jego sylwetkę na pół sekundy, zanim do uszu dotarła eksplozja potężnej miny. Błysnęło wówczas tak jak teraz, w roku 1944. Jakżeby mógł zaufać nawet tej elastycznej lamówce rękawa sukienki dziewczyny, która obciskała jej ramię? Albo też szmerom w jej oddechu, tak głębokim, jakby się wydobywały spod głazów na dnie rzeki?
Obudziła się, kiedy motyl przefrunął z kołnierzyka sukienki na jej policzek. Otworzyła oczy, ujrzała, jak się nad nią pochyla. Zdjął motyla z jej twarzy, nie dotykając skóry, i ułożył go na trawie. Zauważyła, że już zebrał swe przybory. Odszedł o kilka kroków i stanął pod drzewem, widział, jak ona odwraca się na wznak, a potem przeciąga, wydłużając tę chwilę jak to tylko możliwe. Jest już pewnie po południu, słońce się odsunęło. Odwróciła głowę i spojrzała na niego.
— Miałeś mnie przytulać.
— Przytulałem. Aż się odsunęłaś.
— Jak długo mnie przytulałeś?
— Dopóki się nie odsunęłaś. Dopóki się nie poruszyłaś.
— I nie zostałam wykorzystana, prawda? — I dodaje: — Oczywiście żartuję — bo widzi, jak on się zapłonił.
— Chcesz, żebyśmy już poszli do domu?
— Tak, głodny jestem.
Podnosi się z trudem, oślepiona słońcem, czuje zmęczenie w nogach. Ciągle nie wie, jak długo tu przebywali. Nie umie zapomnieć, oderwać się myślą od głębi swego snu, od szczególnej lekkości tego ciężaru spoczywającego jej na sercu.
Przyjęcie w pokoju rannego Anglika zaczęło się, kiedy Cara-vaggio ściągnął skądś gramofon.
— Nauczę cię tańczyć, Hana. Nie tego, co znają twoi młodzi przyjaciele. Kręciłem się w takt różnych melodii. Ale ta pieśń, „How Long Has This Been Going On”, jest jedną z najpiękniejszych, ponieważ melodia zapowiadająca jest czystsza od pieśni, którą zapowiada. I tylko wielki jazzman jest w stanie to uznać. Możemy urządzić przyjęcie na tarasie, co nam pozwoli zaprosić na nie psa, albo też możemy wprosić się do Anglika i urządzić je w jego sypialni na górze. Twój niepijący przyjaciel zdobył wczoraj kilka butelek wina w San Domenico. I zorganizowaliśmy muzykę. Podaj mi ramię. Nie. Najpierw musimy rozetrzeć trochę kredy i posypać podłogę, i poćwiczyć. Trzy kroki — raz-dwa-trzy — teraz podaj mi ramię. Co się dziś z tobą dzieje?
— On rozbroił wielką minę, bardzo skomplikowaną. Niech ci opowie.
Saper wzruszył ramionami, nie ze skromności, ale jakby to było zbyt trudne do wyjaśnienia. Wieczór zapadał szybko, mrok wypełnił dolinę, wspiął się na wzgórze i znów zdani zostali na światło latarni.
Zebrali się w korytarzu, przed wejściem do sypialni rannego Anglika. Caravaggio niósł gramofon, w jednej ręce trzymał jego ramię z igłą.
— Zanim zaczniesz swoje historie — zwrócił się do nieruchomej postaci na łóżku — zaprezentuję ci „My Romance”.
— Skomponował to w 1935 roku Lorenz Hart, jeśli dobrze pamiętam — wyszeptał Anglik.
Łosoś przysiadł na oknie, a ona powiedziała, że chciałaby zatańczyć z saperem.
— Ale dopiero jak cię nauczę, mój robaczku.
Spojrzała na Caravaggia zdziwiona, to ojciec ją tak pieszczotliwie nazywał. Przytulił ją mocno do piersi, ponownie nazwał robaczkiem i rozpoczął lekcję tańca.
Włożyła na siebie sukienkę czystą, ale nie uprasowaną. Ilekroć odwracali się w stronę sapera, widziała, jak nuci pod nosem podążając w ślad za melodią. Gdyby mieli elektryczność, mieliby też i radio, i mogliby wysłuchać wiadomości z frontu. Ale był tylko kryształkowy odbiornik należący do Łososia, pozostawiony w namiocie. Ranny Anglik rozprawiał o nieszczęśliwym życiu Lorenza Harta. Niektóre z jego najlepszych pieśni do „Manhattanu” pozmieniano, jak utrzymywał. Przypomniał sobie jedną z nich:
— Co za wspaniały tekst, tak silnie erotyczny. Ale Richard Rodgers, jak się przypuszcza, chciał czegoś bardziej powściągliwego.
— Musisz uprzedzać moje kroki, rozumiesz?
— A dlaczego ty nie uprzedzasz moich?
— Będę uprzedzał, kiedy już będziesz wiedziała, jak się poruszać. Teraz tylko ja to wiem.
— Myślę, że Łosoś też wie.
— Może i wie, ale nie umie.
— Napiłbym się wina — powiedział ranny Anglik.
Saper chlusnął przez okno wodę ze szklanki, napełnił ją winem i podał Anglikowi.
— To mój pierwszy drink od roku.
Nagle rozległa się detonacja, saper podbiegł do okna i wyjrzał w ciemność. Wszyscy zamarli. To mogła być mina. Odwrócił się do uczestników przyjęcia i powiedział:
— Wszystko w porządku, to nie była mina. Wydaje mi się, że to się stało w strefie już oczyszczonej.
— Zatrzymaj gramofon, Łososiu. Teraz wam puszczę „How Long Has This Been Going On” napisane przez — zrobił pauzę dla rannego Anglika, skonfundowanego, potrząsającego głową, powoli przełykającego haust wina.
— Ten alkohol pewnie mnie zabije.
— Nic cię nie zabije, przyjacielu. Jesteś przecież bryłą czystego węgla.
— Caravaggio!
— Przez George'a i Irę Gershwinów. Posłuchajcie.
I on, i Hana wsłuchiwali się w smutek saksofonu. Miał rację. Fraza była tak powolna, tak łagodnie się rozsnuwała, że wydawało się, iż muzyk nie chce wcale wyjść z małego przedsionka introdukcji w obszar pieśni, że chce pozostać tam, przed progiem, gdzie historia jeszcze się nie rozpoczęła, jakby się zakochał w otwierającej drzwi pokojówce. Anglik wymamrotał, że wprowadzenia do takich pieśni nazywano „refrenami”.
Przyciskała policzek do ramienia Caravaggia. Wyczuwała poprzez sukienkę dotyk tych okropnych łap na plecach; przesunęli się w wąską przestrzeń między łóżkiem a drzwiami, między łóżkiem a niszą okienną, w której siedział Łosoś. Za każdym obrotem głowy widziała jego twarz. Uniesione kolana i łokcie wsparte na nich. Albo wyglądał przez okno w ciemność.
— Czy ktoś z was zna taniec nazwany „Uścisk Bosforu”? — spytał Anglik.
— Nie.
Łosoś spoglądał na wyolbrzymione cienie snujące się po suficie, nad malowanymi ścianami. Podniósł się, podszedł do rannego Anglika, nalał mu wina do szklanki i trącił nią o butelkę, jakby wznosząc toast. Zachodni wiatr wtargnął do pokoju. Saper odwrócił się nagle, spięty. Wyczuł przelotny zapach kordytu, jakiś jego ślad w powietrzu, wyskoczył z pokoju żywo gestykulując, pozostawiwszy Hanę w objęciach Caravaggia.
7
Będziemy zażywali kąpieli w Brighton; z ryba się przestraszy, z kiedy wejdziemy do wody. z Twój kostium kąpielowy, tak skąpy, z rozdziawi małżowi skorupkę z od ucha do ucha.