Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]
Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]

Электронная книга - «Lustrzany taniec [Mirror Dance - pl]». Краткое содержание книги:

„Lustrzany taniec” stanowi szczególną część sagi barrayarskiej. Powraca w niej Mark, klon-bliźniak Milesa Vorkosigana/Naismitha, który podając się za dowódcę Najemnej Floty Dendarii, przeprowadza szaleńczą akcję desantową w Obszarze Jacksona — części wszechświata, gdzie inżynieria genetyczna rozwija się bez żadnych ograniczeń. Niestety, ponosi klęskę i z pomocą musi mu pospieszyć prawdziwy admirał Naismith. Podczas odwrotu Miles zostaje zabity, ale jego śmierć daje początek lawinie wydarzeń i zaskakujących zwrotów akcji. Przed Markiem stoją nowe nieoczekiwane zadania, którym musi sprostać. Czy przyjaciele Milesa mu pomogą? Jak przyjmie go Barrayar? Czy ma szansę odciąć się od mrocznej przeszłości i przeistoczyć z genetycznej repliki Milesa w człowieka?
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 137
Перейти на страницу:

— Staram się go nakłonić, żeby mi zaufał. Nie mogę zaczynać od zdrady.

— Wziąłeś pod uwagę, ile będzie kosztował ten wypad, gdy rachunek wyląduje na biurku Simona Illyana? — zapytała Quinn.

— CesBez zapłaci. Bez słowa.

— Jesteś pewien? — nie ustępowała Quinn. — Co CesBez może teraz mieć do Marka, który jest tylko pozostałością po nieudanym spisku? Barrayarowi nie grozi już, że w sekrecie podstawią go zamiast ciebie. Wydawało mi się, że śledzili go tylko z uprzejmości wobec nas. Kosztowna uprzejmość, nawiasem mówiąc.

— Głównym celem CesBezu jest strzeżenie Cesarstwa Barrayaru — zaczął ostrożnie Miles. — Co nie ogranicza się jedynie do ochrony osoby Gregora i prowadzenia galaktycznych działań szpiegowskich. — Zatoczył ręką koło, pokazując, że ma na myśli flotę dendariańską, niezbyt gęstą, ale sięgającą bardzo daleko siatkę agentów Illyana, attache wojskowych i informatorów. — Służba Bezpieczeństwa musi także pilnować najbliższych spadkobierców Gregora. Nie tylko po to, aby ich chronić, ale również by uchronić cesarstwo przed spiskami, które mogliby uknuć oni sami albo ktoś, kto chciałby się nimi posłużyć. Doskonale wiem, że dziś kwestia, kto jest spadkobiercą Gregora, wydaje się nie do rozwiązania. Życzę mu, żeby się ożenił i rozwiązał w końcu ten dylemat. — Miles zamilkł, wahał się przez dłuższą chwilę. — Według niektórych lord Mark Piotr Vorkosigan może wysuwać roszczenia do tronu Cesarstwa Barrayaru tuż po mnie. Wówczas staje się nie tylko obiektem zainteresowania CesBezu, ale przede wszystkim naszym. Pościg za „Arielem” jest więc w pełni uzasadniony.

— Da się uzasadnić — poprawiła cierpko Quinn.

— Wszystko jedno.

— Skoro Barrayar — jak często twierdziłeś — nie zaakceptowałby cię jako cesarza, podejrzewając, że jesteś mutantem, można by sądzić, że wpadłby w szał, gdyby w rezydencji cesarza miał zamieszkać twój klon — rzekł Baz. — Twój brat bliźniak — poprawił się pospiesznie, bo Miles już otwierał usta.

— Prawdopodobieństwo, że taka sytuacja wyniknie, wcale nie musi być duże; wystarczy, że istnieje możliwość próby przejęcia tronu, żeby zainteresował się tym CesBez. — Miles prychnął. — To śmieszne. Komarrczycy cały czas uważali swojego pseudo-Milesa za fałszywego pretendenta. Nie sądzę, żeby oni czy sam Mark zorientowali się, że jest prawdziwym pretendentem. Cóż, najpierw musiałbym umrzeć, więc z mojego punktu widzenia to sprawa czysto hipotetyczna. — Zabębnił w stół i wstał. — Czas ruszać.

Już za drzwiami Elena spytała go cicho:

— Miles, czy twoja matka też widziała te straszne raporty Illyana… o Marku?

Uśmiechnął się ponuro.

— A jak sądzisz, kto je zamówił?

ROZDZIAŁ PIĄTY

Zaczął nakładać półpancerz. Pierwszą warstwę stanowiło najnowsze osiągnięcie techniki: siatka osłaniająca przed działaniem porażacza nerwów. Siatka generująca tarczę pola była wbudowana w tkaninę obcisłego kombinezonu oraz kaptura, który chronił szyję, czaszkę i czoło, tak że wystawały tylko oczy, nos i usta. W ten sposób zagrożenie ze strony najstraszniejszej broni przeciw ludziom, niszczącego mózg porażacza nerwów, malało do zera. Dodatkowo siatka zabezpieczała też przed ogniem ogłuszaczy. Mógł polegać na Naismicie, na pewno wszystkie jego rzeczy będą najnowocześniejsze, w najlepszym gatunku i we właściwym rozmiarze… ale czy naprawdę ten ściągający materiał musi być tak cholernie ciasny?

Na kombinezon z siatką wcisnął okrywający tułów elastyczny pancerz, który zatrzymywał każdy pocisk, od małych ręcznych granatów, po śmiertelnie niebezpieczne kolce z igłowca. Na szczęście zatrzaski dały się regulować, więc mógł normalnie oddychać. Ustawił maksymalną szerokość, aby jego cenna tarcza była jak najwygodniejsza, a jednocześnie szczelna. Następnie wciągnął przyjemnie luźny mundur w kamuflażowym szarym kolorze, uszyty ze specjalnej tkaniny, która podczas walki nie mogła się spalić ani stopić. Potem przyszła kolej na pasy i ładownice z uzbrojeniem: ogłuszacz, porażacza nerwów, łuk plazmowy, granaty, baterie, uprząż z nawijarką liny, awaryjny zapas tlenu. Na ramiona narzucił zawieszony na podobnej uprzęży zgrabny i płaski zasilacz, który już przy pierwszym zetknięciu z ogniem wroga generował osłaniające jedną osobę pole lustrzane, odbijające łuk plazmy z tak minimalnym opóźnieniem, że człowiek prawie nie czul gorąca. Żywotność baterii (i osoby dźwigającej ją na plecach) obliczono na trzydzieści do czterdziestu ataków. Arsenał określany mianem „półpancerz” należałoby raczej nazywać potrójnym pancerzem.

Na siatkę chroniącą stopy przed porażaczem nerwów nałożył grube skarpety, a potem bojowe buty Naismitha. Przynajmniej buty pasowały jak ulał, nie wymagały żadnego kłopotliwego regulowania. Wystarczył tydzień bezruchu i ciało zaczęło się buntować, przybierając na wadze… Do diabła, Naismith był chyba anorektykiem. Hiperaktywnym anorektykiem. Wyprostował się. Okazało się, że imponujący sprzęt jest zaskakująco lekki, jeśli właściwie go rozmieścić.

Na blacie obok konsoli spoczywał hełm naczelnego dowódcy. Widok ciemnego i pustego wnętrza nie wiadomo dlaczego przywodził na myśl pustą czaszkę. Podniósł hełm bliżej światła, wpatrując się pożądliwie w jego elegancki kształt. W rękach mógł utrzymać jedną, najwyżej dwie sztuki broni. Dzięki hełmowi dowodził ludźmi, posługując się dziesiątkami sztuk broni równocześnie, a mógł setkami czy nawet tysiącami. W tym tkwiła prawdziwa siła Naismitha.

W kabinie rozległ się dźwięk brzęczyka; podskoczył, omal nie upuszczając hełmu na podłogę. Wprawdzie mógłby cisnąć nim o ścianę bez strachu, że uszkodzi to elektroniczne cudo, mimo to odłożył go bardzo ostrożnie.

— Miles? — odezwał się z interkomu głos komandora Thorne’a. — Jesteś gotowy?

— Tak, wejdź. — Dotknął klawiszy zamka, by otworzyć drzwi.

Wszedł Thorne ubrany tak samo jak on, lecz ze zsuniętym z głowy kapturem. Ciało hermafrodyty okrywał bezkształtny polowy mundur, dzięki czemu komandor nie wyglądał jak istota dwupłciowa, lecz bezpłciowa — żołnierz rodzaju nijakiego. Thorne także trzymał pod pachą hełm dowódcy, trochę starszy i innej marki. Thorne obszedł dowódcę dookoła, obrzucając uważnym spojrzeniem broń i każdy zaczep na pasie, sprawdzając odczyt na baterii tarczy przeciwplazmowej.

— Dobrze. — Czyżby komandor Thorne zwykle dokonywał inspekcji rynsztunku admirała przed akcją? Może Naismith zwykł ruszać na bitwę w rozpiętych butach czy coś w tym guście? Thorne wskazał ruchem głowy hełm leżący na blacie. — Niezła maszyna. Na pewno umiesz się już z tym obchodzić?

Hełm wyglądał na nowy, ale na pewno nie aż tak. Wątpił, by Naismith posługiwał się używanym sprzętem wojskowym, bez względu na oszczędności w całej flocie.

— Czemu miałbym nie umieć? — Wzruszył ramionami. — Przecież już z niego korzystałem.

— Na początku czujesz się w czymś takim dość zagubiony. — Thorne uniósł swój hełm. — To nie jest strumień danych, to cholerny potop danych. Trzeba się nauczyć nie zwracać uwagi na niepotrzebne informacje, inaczej lepiej od razu to wyłączyć. A ty… — Thorne zawahał się przez moment — masz już tę samą niesamowitą umiejętność co Tung. Niby nie zwracasz uwagi na nic, ale zawsze potrafisz sobie przypomnieć każdy potrzebny szczegół. Jak gdybyś zawsze był na właściwym kanale o właściwej porze. Jakbyś umiał myśleć na dwóch poziomach. Kiedy czujesz zastrzyk adrenaliny, reagujesz i wydajesz rozkazy niewiarygodnie szybko. To uzależnia. Ludzie, którzy z tobą pracują, oczekują tego i polegają na tobie. — Thorne zamilkł w oczekiwaniu.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)