Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zależy. Masz pół godziny. Czy to cię satysfakcjonuje?
Harry westchnął cicho i pokiwał głową. Był zbyt wykończony po tym wszystkim, co go
spotkało, by mieć jeszcze siłę na kłótnię z Severusem. Będzie musiał po prostu
poczekać, aż mu przejdzie.
Severus odwrócił się na pięcie i z wściekłym szelestem szat ruszył do swojego fotela
przy kominku. Harry spojrzał na stojące na stoliku dwa wypełnione czymś
przezroczystym kieliszki i zrobiło mu się głupio, że z jego powodu cały ich cudowny
wieczór szlag trafił.
Snape miał rację. Przynajmniej częściowo.
- Zostało ci dwadzieścia dziewięć minut, Potter. Czy masz zamiar stać tam przez cały
ten czas? - warknął mężczyzna, odwracając głowę i spoglądając na niego. - Jeżeli
sobie życzysz, to mogę postawić ci fotel pod drzwiami. Naprawdę wszystko mi jedno,
co zamierzasz teraz robić.
Harry potrząsnął głową i powoli ruszył w stronę stojącego przed kominkiem fotela.
Bardzo powoli. Zaciskał pięści, starając się iść jak najbardziej normalnie, ale było to
niemożliwe. Jedna noga uginała się pod nim, a za każdym razem, kiedy zraniona
stopa dotykała podłogi, nie potrafił powstrzymać grymasu bólu, wypływającego mu
na twarz.
Zobaczył, że mężczyzna marszczy brwi, a jego wzrok wędruje w dół, ku jego nogom.
Zrobiło mu się jeszcze bardziej głupio. Nie chciał kolejnej tyrady czy naśmiewania
się. Naprawdę miał już dosyć.
Z trudem udało mu się dobrnąć do fotela i opaść na niego z ulgą. Jednak kiedy tylko
usiadł, usłyszał głos Severusa:
- Co ci się stało w nogę, Potter?
Harry poczuł, że się rumieni. Odłożył trzymane w rękach książki na stolik i nie
spoglądając mężczyźnie w oczy, zwrócił twarz w stronę kominka.
- N-nic - wymamrotał. Nie chciał mu tego mówić. To nic przyjemnego opowiadać
wokoło, że jest się fajtłapą, która nie potrafi nawet zbiec po schodach, żeby czegoś
sobie nie uszkodzić.
- Potter, zadałem ci pytanie. - Głos Snape'a stał się ostrzejszy.
Cóż, chyba nie było sensu dalej się upierać? Nie mógł tego ukryć, nie mógł skłamać,
bo Severus i tak pewnie dowiedziałby się w końcu prawdy, a przez to mógłby narazić
się na jeszcze większy gniew.
- Ja... - zaczął, nie odrywając spojrzenia od ognia. - Nie chciałem się spóźnić.
Zbiegałem po schodach i... wpadłem w taki fałszywy stopień. Zawsze go omijam, ale
tym razem naprawdę się spieszyłem. Upadłem i nie mogłem się uwolnić. A potem
pojawił się Irytek, upuściłem różdżkę i musiałem poprosić Zgredka o pomoc i...
Przepraszam, że musiałeś na mnie czekać tylko dlatego, że jestem taki niezdarny -
powiedział cicho, czując płonący wstyd rozgrzewający mu policzki. - Potem chciałem
przyjść jak najszybciej, ale... tak bardzo mnie bolało, że nie mogłem.
Już. Powiedział to. A teraz Snape może nadal go obrażać i wyśmiewać się, tak jak
Irytek, że jest ciamajdą i ofiarą losu. Teraz było mu już wszystko jedno. Czuł się
zmęczony. Bardzo zmęczony.
Ale zamiast tego usłyszał tylko, że mężczyzna wstaje. Odetchnął z ulgą, że nie
zamierza mieszać go z błotem. Zapadł się w fotelu i wbił wzrok w strzelające w
ognisku płomienie.
To wszystko miało potoczyć się zupełnie inaczej. A wyszło całkowicie na opak. Miał
tutaj przyjść i uczyć się, mieli porozmawiać ze sobą, spędzić miło czas, może
nawet... porobić coś ciekawszego. A skończyło się na wrzaskach, wściekłości i
wstydzie.
I to wszystko przez niego! Gdyby nie poszedł spać, to nie zaspałby, nie musiałby się
tak spieszyć, nie wpadłby w dziurę, nie musiałby uganiać się z Irytkiem ani wzywać
na pomoc Zgredka i...
Nagle jego myśli urwały się i niemal podskoczył w fotelu, czując, że coś lub ktoś łapie
go za zranioną kostkę. Oderwał wzrok od ognia i spojrzał w dół, a jego serce
zatrzymało się.
Severus klęczał przed nim na podłodze. W jednej ręce trzymał słoik z jakąś
przezroczystą maścią, a drugą ostrożnie podwijał nogawkę jego spodni. Po chwili
odłożył słoik na podłogę, złapał go za łydkę i ściągnął mu ze stopy buta, a później
znacznie wolniej i ostrożniej zdjął także skarpetkę. Harry zacisnął dłonie na
oparciach fotela, czując piekący ból, kiedy bawełna otarła się o poranioną skórę.
Ale te odczucia były sukcesywnie wypierane przez jedną, niezwykle jasną i wyraźną
myśl, która krzyczała mu prosto do ucha:
Severus klęczał przed nim! Klęczał. Przed nim. Naprawdę to robił. I miał zamiar
opatrzyć mu nogę.
Harry nie wiedział, że można czuć naraz aż tak wiele różnych emocji: ulgę,
zaszokowanie, radość i podniecenie. A najdziwniejsze było to, że widok klęczącego i
pochylającego się do przodu Severusa wyjątkowo rozbudzał to ostatnie uczucie i
sprawiał, że jego członek zaczynał coraz bardziej interesować się sytuacją.
Harry nie widział dokładnie twarzy mężczyzny, częściowo zakrytej opadającymi na
nią czarnymi włosami, ale dostrzegał na niej skupienie i konsternację, kiedy
zmrużone oczy dokładnie badały ranę. Ciemne brwi zmarszczyły się jeszcze bardziej
i Harry wiedział, co to oznacza. Że nie jest najlepiej.
Severus sięgnął po słoik i nabrał na palce dużą ilość przezroczystej substancji, po
czym ostrożnie uniósł stopę Harry'ego, oparł ją na swoim udzie (w tym momencie
Harry ujrzał w swoim umyśle niezwykle wyraźną wizję i coś w jego lędźwiach
szarpnęło się) i delikatnie dotknął rany.
Harry westchnął, czując przyjemny chłód łagodzący bolesne pieczenie, kiedy Snape
rozsmarowywał maść po jego skórze, ale od czasu do czasu z jego ust wyrywały się
jęki, nawet pomimo tego, że próbował je stłumić. Każdy, nawet tak kojący dotyk
przynosił mu poza ulgą także ból. Ale za każdym razem, kiedy wydawał z siebie
głośniejszy dźwięk, Severus zatrzymywał się na moment i jeszcze ostrożniej dotykał
skaleczonego miejsca.
- Czy zraniłeś się gdzieś jeszcze? - zapytał cicho, kiedy skończył i Harry zdziwił się,
jak niepewnie zabrzmiał jego głos.
- W kolano - wyszeptał cicho. - To drugie - dodał, kiedy Severus dotknął jego prawej
nogawki, aby podciągnąć ją jeszcze wyżej.
Mężczyzna przesunął się i podwinął spodnie Harry'ego aż za kolano. Chłopak ujrzał
zdartą skórę i cień fioletu, na który zabarwiał się już siniak. Tym razem nie bolało już tak bardzo i Harry mógł skupić się na kontemplowaniu tego niesamowitego widoku i
wyobrażaniu sobie tego wszystkiego, co mógłby mu robić klęczący na podłodze
Snape. A miał naprawdę bogatą wyobraźnię.
- Coś cię jeszcze boli? - zapytał ponownie Severus, kiedy dokładnie już wsmarował
chłodną substancję w jego kolano.
- Chyba zrobiłem sobie coś z nadgarstkiem - wymamrotał Harry, wyciągając przed
siebie rękę. Było mu trochę głupio, że tak pomyślał, ale z chęcią mógłby się jeszcze
trochę poobijać, gdyby tylko mógł dłużej napawać się tym widokiem.
Severus podciągnął rękaw jego koszuli.
- Zwichnięty - stwierdził krótko i zanim nałożył maść, wyciągnął różdżkę i przyłożył jej koniec do nadgarstka Harry'ego. Nie wypowiedział żadnego zaklęcia. Zamknął
jedynie oczy, a jego czoło zmarszczyło się w skupieniu. Po chwili Harry poczuł
łaskoczące ciepło, spowijające jego dłoń i zobaczył jasny promień, który owinął się