Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
zamek swoją nową piosenkę. A Irytek nie może dowiedzieć się, gdzie Harry zmierza.
Sięgnął do kieszeni i wyjął różdżkę, kierując ją w stronę ducha:
- Jeżeli się nie zamkniesz i stąd nie odlecisz, to cię spetryfikuję! - krzyknął, próbując przebić się przez rozdzierający śpiew Irytka.
Było to złe posunięcie.
Duch zaczął rechotać, po czym wyjąc przeraźliwie, ruszył prosto na Harry'ego.
Chłopak próbował go odpędzić i w szamotaninie upuścił różdżkę, która potoczyła się
po stopniach i wylądowała kilka metrów niżej.
- No pięknie - jęknął, spoglądając z wściekłością na zataczającego się ze śmiechu
Irytka. - Przysięgam, że jeżeli tylko się stąd wydostanę, to znajdę jakiś sposób, żeby
skręcić ci ten irytujący kark.
- Potter-ciamajda... - zaintonował ponownie duch, a Harry przez chwilę miał ochotę
zacząć wyrywać deski podłogowe i w niego rzucać.
Spróbował uwolnić nogę. Szarpnął raz i drugi, zaciskając zęby, kiedy obdarta skóra
ocierała się o złamane drewno.
No nie, jeszcze tylko tego brakowało!
Zaparł się drugą nogą, nie zważając na pieczenie w kolanie, złapał się poręczy i
zaczął ciągnąć i szarpać, próbując uwolnić stopę. Ale ta ani drgnęła. Jedynym
skutkiem był coraz większy ból w zranionej nodze. Skandujący mu nad głową duch
doprowadzał go do coraz większej furii. Stopa ani drgnęła, nie mógł użyć różdżki i
miał wrażenie, że zaraz zwariuje. Czuł, że wszystko wymyka mu się spod kontroli.
I wtedy przypomniał sobie niemal identyczną sytuację z czwartego roku. Przez chwilę
miał ochotę walnąć się ręką w czoło.
Oczywiście!
- Zgredku! - krzyknął w eter i niemal podskoczył, kiedy w tej samej chwili z głośnym
trzaskiem tuż obok niego zmaterializował się skrzat.
- Och, jakże Zgredek się cieszy, że Harry Potter go wezwał! Czy Harry Potter życzy
sobie czegoś? Zgredek posłuszny, Zgredek zrobi wszystko dla Harry'ego Pottera -
paplał skrzat, wpatrując się w Gryfona z niemal boskim uwielbieniem.
- Po pierwsze, Zgredku, czy mógłbyś mnie uwolnić? - zapytał wskazując na swoją
uwięzioną nogę. Był coraz bardziej zmęczony całą tą sytuacją. Chciał się po prostu
stąd wydostać i pójść do Snape'a. Czy to aż tak wiele?
Zgredek obrzucił szybkim spojrzeniem uwięzioną nogę Harry'ego i pstryknął palcami.
Harry miął wrażenie, jakby drewno się rozsuwało, uwalniając jego stopę. Ostrożnie
wyciągnął ją z otworu i postawił na stopniu poniżej. Skrzywił się, kiedy poczuł
niewyobrażalnie piekący ból.
- Och. Harry Potter ranny! Harry Potter musi pójść do skrzydła szpitalnego, żeby
opatrzyli mu nogę! Zgredek może pomóc!
- Nie, nie trzeba, Zgredku. - Harry zamachał rękami, próbując powstrzymać
paplaninę skrzata. - Dziękuję za pomoc. Nic mi nie będzie, naprawdę, to tylko drobne
zadrapanie.
- Potter-ciamajda...
Harry zacisnął powieki, słysząc po raz kolejny skrzeczący głos Irytka.
- Ale mam jeszcze jedną prośbę, Zgredku. Czy mógłbyś odnaleźć Krwawego Barona
i powiedzieć mu, że Irytek go szuka?
Duch zamilkł tak nagle, jakby ktoś zatkał mu usta pufkami.
- Ty podstępny, przebrzydły kretynie! - zaskrzeczała zjawa. - Nie szukam go! Wcale
nie szukam! Nie jego! NIEEE!
- Oczywiście! Zgredek spełni każdą prośbę Harry'ego Pottera! - odparł skrzat,
ignorując przerażone wrzaski Irytka, po czym zniknął.
Harry obejrzał się na obrzucającego go przekleństwami ducha, który wywinął kilka
koziołków i wyjątkowo szybko zniknął w najbliższej ścianie.
Westchnął, rozkoszując się ciszą, która nareszcie zapadła i spróbował się podnieść.
Nie było to łatwe. Na prawą nogę ledwie mógł chodzić, a lewa także była poobijana.
Spodnie na kostce były rozdarte i przez porwany materiał zobaczył zakrwawioną
szramę, którą otaczała zdarta skóra. Nie wyglądało to zbyt dobrze, ale nie mógł teraz
pójść do skrzydła szpitalnego, bo w ogóle nie udałoby mu się już dzisiaj dotrzeć do
Snape'a. Nie był tak dobry w magi uzdrawiającej jak Hermiona, nie potrafił wyleczyć
nawet siniaka, a co dopiero czegoś takiego, dlatego pozostało mu tylko zacisnąć
zęby, zebrać swoje książki, podnieść z podłogi różdżkę i utykając, ruszyć do lochów.
Kiedy dotarł na parter, schował się za posągiem wściekłego ghula, zarzucił na siebie
pelerynę niewidkę i mozolnie powędrował dalej. Przy każdym kroku musiał zaciskać
zęby, aby nie pojękiwać i nie wydać z siebie żadnego innego dźwięku. Droga do
lochów zajęła mu dwa razy więcej czasu niż normalnie i z każdym kolejnym krokiem
coraz bardziej obawiał się, w jaki sposób zostanie przyjęty. Jednego był pewien -
Severus nie będzie zadowolony.
Kiedy w końcu dotarł pod drzwi był już niemal wykończony, zarówno fizycznie, jak i
psychicznie, ciągłym obawianiem się, co Snape mu powie albo zrobi za to, że aż tak
się spóźnił.
Odetchnął głęboko kilka razy i dotknął drzwi, które natychmiast stanęły przed nim
otworem. Przykuśtykał przez gabinet i stanął przed drzwiami do salonu. Zdjął z siebie
pelerynę, schował ją do kieszeni, poprawił wysuwające mu się z rąk książki, przełknął
ślinę i zapukał.
Serce prawie wyskoczyło mu z piersi, kiedy klamka poruszyła się i drzwi otworzyły
się z rozmachem. Harry'emu wystarczyło jedno spojrzenie na twarz Mistrza Eliksirów,
aby przekonać się, że jego przewidywania co do tego, jak wściekły będzie Snape
sprawdziły się jedynie w połowie. Było znacznie gorzej.
Harry miał wrażenie, że jeszcze chwila, a mężczyzna zatrzaśnie mu drzwi przed
nosem i wszystkie wieczorne plany legną w gruzach już całkowicie.
Ale tak się nie stało.
Severus odsunął się i bez słowa wpuścił go do środka. Harry wyprostował się i
zacisnął zęby, po czym starając się wytrzymać ból, przekroczył próg.
W momencie, kiedy drzwi się za nim zatrzasnęły, pokój wypełnił się wibrującym z
wściekłości głosem Severusa:
- Czy jesteś aż tak tępy, że nie rozumiesz, co oznacza słowo "punktualność", Potter?
Czy może uważasz się za pępek świata i wszyscy powinni rzucać swoje zajęcia i z
anielską cierpliwością czekać, aż Wybraniec zaszczyci ich swoją obecnością? Jeżeli
miałeś aż tak ważne sprawy, które nie pozwoliły ci przybyć tutaj punktualnie, to może
do nich wrócisz i nie będziesz już marnował mojego czasu?
Harry stał ze spuszczoną głową, czekając, aż tyrada Snape'a dobiegnie końca, ale
wyglądało na to, że mężczyzna dopiero się rozkręcał. W jego głosie płonęła taka
wściekłość, jakiej Harry już dawno nie słyszał. I wiedział, że w tej chwili jakiekolwiek słowo z jego strony byłoby tylko zapalnikiem, który podpaliłby lont i to wszystko
mogłoby się skończyć jedynie jeszcze większą eksplozją i nim lądującym za drzwiami
z zakazem wstępu do komnat Snape'a przez najbliższe kilka tygodni. Dlatego stał
cicho i po prostu czekał, aż mężczyzna wyładuje całą furię.
- Ale czego można się było spodziewać po takim abderycie, jak ty? - Harry na końcu
języka miał pytanie "kim?", ale w ostatniej chwili się powstrzymał. - Odziedziczyłeś najgorsze cechy swojego ojca! Lekkomyślność, zadufanie, arogancję i pychę! -
wyliczał dalej Snape, a jego głos stawał się coraz bardziej syczący. Harry zacisnął
pięści. Spodziewał się czegoś takiego. Nie da mu się sprowokować! - W związku z
tym twój czas tutaj zostanie odpowiednio zredukowany, skoro i tak ci na nim nie