Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
Snape odwrócił głowę i Harry cofnął się, widząc płonący lód w jego oczach.
- Wierz mi, że nie wiesz i raczej nie chciałbyś tego wiedzieć - odparł cicho.
Chłopak zawahał się. Nie potrafił oderwać wzroku od tego mrocznego spojrzenia.
Poczuł ciarki na plecach. Ale nie stchórzy, nie odwróci się, nie ucieknie. Ponieważ
zależało mu na nim. Chciał złapać ten mrok, wyrwać go i zobaczyć na jego miejscu
iskry. Iskry ognia, a nie lodu.
- Ja tylko... chciałbym, żebyś wiedział, że jeżeli tylko zechcesz... to możesz mi o
wszystkim powiedzieć. O wszystkim. Ja... ja to zrozumiem. - Uniósł rękę i dotknął
swojej blizny. - Ja też jestem naznaczony. Wiem, jak to jest.
W oczach Severusa na moment coś rozbłysło.
- Będę o tym pamiętał - odezwał się w końcu i Harry po raz pierwszy od początku
rozmowy usłyszał w jego głosie miękkość. - A teraz byłbym wdzięczny, gdybyś
szybko dokończył śniadanie.
Gryfon wziął do ręki widelec i zdobył się na nikły uśmiech.
- A co będziemy robić potem?
Snape zmarszczył brwi i spojrzał na niego z zaskoczeniem.
- Potem? Potem wrócisz do siebie, ponieważ ja... będę dzisiaj bardzo zajęty.
Czy tylko mu się wydawało, czy wzrok Severusa na ułamek sekundy skierował się w
stronę ukrytej za biblioteczką pracowni?
Harry spojrzał na swoje śniadanie, rozgrzebując je widelcem.
- Uhm... rozumiem - wymamrotał cicho. Wiedział, że jego marzenia o spędzeniu ze
Snape'em całego dnia były jedynie płonnymi nadziejami, ale naprawdę chciałby
pobyć z nim dzisiaj jeszcze chociaż przez jakiś czas. Mają teraz jedyną i
niepowtarzalną okazję, aby się lepiej poznać, nie niepokojeni przez nikogo. - Ale
może mógłbym przyjść wieczorem? Chociaż na trochę? Przyniosę książki, będę się
uczył, nawet mnie nie zauważysz. Nie będę ci przeszkadzał. Tylko na chwilę. -
Severus rzucił mu długie, zamyślone spojrzenie. - Proszę - dodał Harry, wiedząc, że
to niemal zawsze działa.
- Dobrze - odparł w końcu mężczyzna. - Może uda mi się znaleźć dla ciebie trochę
czasu pomiędzy siódmą a dziewiątą wieczorem. Ale masz być punktualnie.
Harry uśmiechnął się.
- Oczywiście.
Nie wiedział dlaczego, ale faszerowane pieczarkami jajka wydawały mu się teraz o
wiele smaczniejsze.
***
Harry odłożył podręcznik do wróżbiarstwa i ziewnął. Oczy same mu się zamykały.
Nie dość, że w nocy spał naprawdę niewiele, ponieważ sam fakt, że leżał obok
Severusa wystarczał, aby nie mógł zmrużyć oka, to na dodatek postanowił w końcu
zabrać się do nauki, skoro i tak nie miał dzisiaj nic innego do roboty, a wróżbiarstwo
potrafiło uśpić każdego w bardzo krótkim czasie.
Zerknął na zegarek. Była czwarta po południu. Chyba nic wielkiego się nie stanie,
jeżeli trochę się zdrzemnie? Z Severusem umówił się dopiero na dziewiętnastą.
Wolałby pójść do niego wypoczęty. Zresztą może pouczyć się u niego, skoro tak mu
powiedział. Nie miał na to ochoty, ale skoro to był jedyny sposób, aby mężczyzna
pozwolił mu do siebie przyjść, to trudno.
Odłożył okulary na stolik, przewrócił się na bok i bardzo szybko zapadł w przyjemny
sen.
*
Kiedy Harry otworzył jedno oko, w polu jego rozmazanego wzroku pojawił się nocny
stolik i stojący na nim zegar. Tykał cicho i uspokajająco. Chłopak wpatrywał się w
niego przez chwilę, próbując wyrwać swój umysł z miękkiego kokonu snu. Powoli
powracały do niego istotne informacje: kim był, gdzie był i najważniejsze - co miał
zrobić.
Miał iść do Severusa. A tak. Która to była godzina?
Wyciągnął rękę i pomacał blat stolika, szukając swoich okularów. Przewrócił się na
plecy i założył je na nos, po czym ponownie odwrócił głowę i powstrzymując
ziewnięcie, spojrzał na tarczę zegara.
I w tym momencie poczuł się tak, jakby ktoś oblał go lodowatą wodą i zrzucił z łóżka.
Było prawie piętnaście po siódmej.
Zerwał się z posłania i zatoczył do przodu.
- Cholera! Cholera! Cholera! - przeklinał pod nosem, przerzucając kufer i próbując
wygrzebać z niego podręcznik do Eliksirów, Zaklęć i Historii Magi .
Mógł to przewidzieć. Co też go podkusiło? Chciał się tylko zdrzemnąć, a nie
przespać połowy dnia! Cholera!
Złapał swoją pelerynę, wcisnął ją do kieszeni, wziął pod pachę książki i wybiegł z
dormitorium.
Zbiegając po schodach, przeskakiwał po dwa stopnie, nie potrafiąc pozbyć się wizji,
w której Snape łapie go i wyrzuca za drzwi za to, że się spóźnił. I cały plan szlag trafi!
Przyspieszył jeszcze bardziej, próbując przeskakiwać aż po trzy stopnie. Balansował
niebezpiecznie na krawędziach schodów, tylko od czasu do czasu łapiąc poręcz
jedną ręką, ponieważ musiał podtrzymywać książki, aby mu nie wypadły. W pewnym
momencie niewiele zabrakło, a podręcznik do Eliksirów wyśliznąłby mu się z rąk.
Harry puścił poręcz, złapał wysuwającą się książkę i w tym momencie jego noga
zapadła się w znajdujący się w schodach fałszywy stopień, który zupełnie przeoczył.
Całym impetem i szybkością poleciał do przodu, książki wypadły mu z rąk i stoczyły
się po schodach, a Harry zawadził kolanem drugiej nogi o ostrą krawędź stopnia
poniżej, ratując się przed uderzeniem w nie twarzą tylko dzięki temu, że w ostatniej
chwili wyciągnął przed siebie ręce i zamortyzował upadek. W jego lewym nadgarstku
coś chrupnęło, ręce ugięły się, a łokcie trzasnęły o drewno. Jego twarz zatrzymała
się milimetry od krawędzi stopnia.
Przez chwilę dyszał ciężko, zbyt zszokowany, aby wykonać jakikolwiek ruch. Leżał
na schodach głową w dół, z jedną stopą nadal uwięzioną w stopniu i starał się
uspokoić szaleńcze bicie serca. Przymknął na chwilę powieki i potrząsnął głową,
próbując pozbyć się plam przed oczami. Dopiero teraz, kiedy szok i adrenalina
opadły, zaczął odczuwać kłujący i piekący ból w niemal każdej części ciała. Najgorzej
było z jego uwięzioną nogą, kolanem drugiej nogi i najprawdopodobniej zwichniętym
nadgarstkiem. Spróbował się poruszyć i zacisnął zęby, kiedy rana na nodze otarła
się o krawędź otworu, w który wpadła jego stopa. Stękając, pojękując i podpierając
się na jednej ręce, zaczął mozolnie wspinać się do tyłu po stopniach, próbując wstać
albo przynajmniej wyprostować się na tyle, aby móc odzyskać kontrolę nad swoim
ciałem i spróbować wyciągnąć nogę.
Ale zanim do końca mu się to udało, z sufitu nad nim wynurzył się Irytek,
zaśmiewając się wniebogłosy.
- Potter-ciamajda schodząc po schodkach
Zapomniał o dziurze i wpadł do środka
Walnął jak długi, mógł zęby se wybić
A ja mam frajdę i mogę z niego szydzić!
Harry zacisnął usta. Jeszcze on na dodatek!
- Zamknij się! - warknął do fruwającej mu nad głową zjawy.
Nie bał się, że zostanie nakryty. Zawsze może powiedzieć, że schodził do biblioteki,
żeby się pouczyć.
- Potter-ciamajda... - skandował dalej duch, nie zrażając się wiązankami przekleństw,
które puszczał w jego stronę uwięziony Gryfon. Harry, próbując ignorować
niewybredne żarty złośliwego ducha, wyprostował się w końcu i usiadł na wyższym
stopniu, dysząc ciężko.
Wszystko go bolało, był spóźniony i na dodatek miał nad sobą Irytka, który zapewne
nie odczepi się zbyt szybko i będzie za nim frunął aż do lochów, śpiewając na cały