Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
górę, napotykając płonące spojrzenie czarnych, bezdennych oczu, które w snach
zawsze doprowadzały go do delirium. Jego drżącej dłoni dotknęły chłodne palce
Mistrza Eliksirów.
To, co się wtedy wydarzyło, sprawiło, że Harry osłupiał.
Jego członek drgnął spazmatycznie.
Chłopak z zaskoczeniem malującym się na bladej twarzy poczuł bolesny skurcz w
lędźwiach. To uświadomiło mu zagrożenie, w jakim się właśnie znalazł, a przed
którym nie był w stanie się obronić. Miał wrażenie, jakby opadał w przepaść bolesnej
świadomości i nic nie mogło już tego powstrzymać.
Bezgraniczne zdumienie płonące w jego szeroko otwartych oczach sprawiło, że
przez twarz nauczyciela przebiegł cień, a pomiędzy brwiami pojawiła się zmarszczka.
"On wie!" - pomyślał Harry w panice, odwracając wzrok, wyrywając nagłym
szarpnięciem dłoń, łapiąc z powrotem nóż i zabierając się za obieranie następnego
owocu.
- N-nic mi n-nie jest. Nie t-trzeba - wydukał mając wrażenie, że zaraz chyba umrze
ze wstydu i przerażenia. Głos mu się lekko załamał na ostatnim słowie i poczuł na
sobie zaskoczony wzrok Hermiony.
- W takim razie nie zawracaj mi więcej głowy, Potter! - warknął nauczyciel,
odwracając się do niego plecami i odchodząc.
Harry poczuł łzy pod powiekami.
"Jestem skończony!" - tyle tylko zdołał pomyśleć wśród okruchów zdruzgotanej
świadomości.
* * *
"W co ja się, do cholery wpakowałem?" - myślał Harry, sprzątając już siódmy tego
dnia schowek.
Był zmęczony, brudny i spocony. Filch postanowił go solidnie wymęczyć, skoro ma
okazję poznęcać się nad Potterem.
Harry rozłożył sobie sprzątanie na dwa dni. W sobotę postanowił wysprzątać
schowki w dolnej części zamku, a w niedzielę - w górnej. Zostały mu tylko dwa
schowki w lochach. Zatrzaskując drzwi siódmego schowka, powlókł się na
poszukiwanie następnego.
W lochach było chłodno, ale Gryfon, rozgrzany pracą fizyczną, miał wrażenie, że
zaraz się ugotuje.
"Dlaczego moje życie musi być takie popieprzone?" - myślał, spoglądając ponuro na kurz i pajęczyny, pokrywające każdą powierzchnię niewielkiego pomieszczenia.
Postawił wiadro na podłodze i westchnął głęboko.
Wszystko, ale to wszystko, to wina Snape'a! Gdyby nie on i jego przeklęty eliksir,
spędzałbym teraz prawdopodobnie przyjemny wieczór z Ginny, zamiast brodzić w
pajęczynach i szczurzych odchodach!
Harry ze złością zaczął zamiatać śmieci i kurz, pokrywające podłogę i zbierając
miotłą pajęczyny z sufitu i ścian.
I to nieprawda, że ten wredny, obrzydliwy drań mnie podnieca! Nie ma w nim nic
pociągającego! Ani krztyny seksu!
W głowie Gryfona pojawił się obraz hebanowych oczu, patrzących na niego z
wyższością i palące uczucie, kiedy chłodne palce dotknęły jego dłoni. Przez ciało
chłopaka przeszedł niekontrolowany dreszcz.
To nic nie znaczyło! Zupełnie nic! Przecież nie może stać tu i podniecać się,
myśląc o Snapie. To absolutnie niemożliwe!
Wczorajsza sytuacja na lekcji eliksirów sprawiła, że Harry niemal powyrywał sobie
włosy z rozpaczy, uświadomiwszy sobie, co się z nim dzieje, kiedy Mistrz Eliksirów
jest w pobliżu i kiedy o nim myśli.
Na dodatek wczoraj po lekcjach spotkał go na korytarzu i oczywiście musiał
upuścić torbę z książkami akurat w chwili, kiedy obok niego przechodził.
To był wypadek! Wcale nie wypuścił torby dlatego, że poczuł muskający go
fragment peleryny nauczyciela i otulający go korzenny zapach, a jego członek drgnął
i Harry niemal zawył z przerażenia. To na pewno nie dlatego. Chociaż reakcja jego
rozdygotanego ciała mogła mieć z tym coś wspólnego.
Nie! Nie może o tym myśleć, gdyż jego serce znowu zaczyna mocniej bić.
Czując szum w uszach, zawroty głowy i gorąco rozlewające się po jego ciele,
Harry oparł czoło o zimny kamień i zaczął uderzać pięścią w ścianę, powtarzając jak
mantrę:
- Jestem głupim, tępym, nienormalnym dziwakiem! Jestem głupim...
- Chociaż raz mówisz z sensem, Potter - zimny głos Mistrza Eliksirów przeszył
Harry'ego na wskroś i sprawił, że Gryfon zesztywniał, a na jego twarzy odmalowało
się krańcowe przerażenie.
Tylko nie to!
_____________
* "Addicted" by Kel y Clarkson
--- rozdział 05 ---
5. The Cupboard.
Maybe just for tonight.
We can pretend it's alright.
Whats the price I pay.
I dont care what they say.
I want to! *
- Jestem głupim, tępym, nienormalnym dziwakiem! Jestem głupim...
- Chociaż raz mówisz z sensem, Potter - zimny głos Mistrza Eliksirów przeszył
Harry'ego na wskroś i sprawił, że Gryfon zesztywniał, a na jego twarzy odmalowało
się krańcowe przerażenie.
Tylko nie to!
Chłopak zamknął oczy czując tępy, pulsujący ból w głowie.
"Błagam, tylko nie to!" - powtórzył w myślach, bojąc się obejrzeć. Jednak musiał to zrobić.
Przełykając ślinę, odwrócił się w stronę stojącego w drzwiach Mistrza Eliksirów.
- J-ja tylko... ja mia-miałem posp-sp-sprzątać s-schowki, bo Filch m-mi ka-kazał.
Po-pobiłem M-Malfoya i McGonagal się wku-wkurzyła n-na m-mnie - paplał
bezradnie wpatrując się w podłogę i nie śmiejąc nawet spojrzeć na czarne buty
nauczyciela. - N-nie wie-wiedziałem... Mo-o-gę sobie ju-już i-i-ść, j-jeżeli...
- Zamknij się! - stalowy, groźny głos Snape'a przerwał potok słów Gryfona i
sprawił, że Harry niemal ugryzł się w język.
Tak bardzo pragnął stąd uciec. Lecz jedyną drogę odwrotu zastawiał swoją osobą
Mistrz Eliksirów i Harry wolałby tu sczeznąć, niż się do niego zbliżyć. Przez tyle dni
unikał spotkania z nauczycielem sam na sam, a teraz tak się wpakował. Zresztą i tak
nie dałby rady ruszyć się z miejsca, gdyż miał wrażenie, że jego nogi wrosły w
kamienie na których stał, a niewidzialna siła wciskała jego ciało w ścianę.
"Idź sobie, proszę! Idź stąd!" - modlił się w myślach. Jednak wydawało się, że wszystkie dobre duchy opuściły Harry'ego pozostawiając go na pastwę człowieka,
którego w tej chwili bał się bardziej, niż całego zastępu Śmierciożerców z
Voldemortem na czele.
Snape nie tyle nie zniknął, co wszedł wprost w ciemność pomieszczenia, a drzwi -
ku przerażeniu Harry'ego - zatrzasnęły się za nim rozbłyskując blado czerwonym
światłem oznaczającym interwencję magi .
Zaległa upiorna ciemność.
"On chce mnie zabić!" - pomyślał Gryfon w panice, wciskając się jeszcze głębiej w ścianę i nie będąc w stanie wykonać najmniejszego gestu. Rozglądał się w
ciemności, pragnąc ocenić sytuację, jednak nie widział zupełnie nic. Wyczuł, że
Snape się zatrzymał, a po chwili niewerbalne zaklęcie musnęło chłopaka i kilka
stojących na jednej z półek świec, zapłonęło rozedrganym blaskiem, oświetlając
ciemną postać, która zdawała się wyłaniać wprost z wszechogarniającego mroku.
Czas nagle stanął w miejscu.
Światło świec odbijało się w zimnych oczach, które patrzyły wprost na Harry'ego i
zdawały się przeszywać jego ciało i duszę, przyszpilając chłopaka do ściany i nie