Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 212 213 214 215 216 217 218 219 220 ... 508
Перейти на страницу:

wydając z siebie wyjątkowo donośny dźwięk.

Zwierzę odwróciło się błyskawicznie i wbiło w miejsce, w którym stał Harry, cały

zestaw swoich czarnych jak węgle oczu.

- Eee... Hagridzie. - Harry starał się mówić bezgłośnie, ale zdawał sobie sprawę, że

nie bardzo mu to wychodzi. - Jesteś pewien, że one nas nie zaatakują?

- Nie no, gdybym był pewien, to byśmy się nie maskowali, nie? Więc uważaj, gdzie

łazisz, bo one potrafią być diabelnie szybkie, a nie mam przy sobie proszku z igieł

szpiczaka.

- Czego? - Harry zatrzymał się, bojąc się przesunąć stopę nawet o milimetr.

- Taki proszek, co to najlepiej działa na ukąszenia krakwatów. Wyciąga jad i wysusza

ranę. Podobno w księgach uzdrowicielskich piszą, że najlepszy jest eliksir ze skrzeku

żaberta, ale raz go wypróbowałem i rana śliniła mi się przez dwa tygodnie. Niemal

wyciągnąłem kopyta. Na szczęście znajomy, od którego kupiłem jaja krakwatów

przysłał mi sowę, żebym spróbował zdobyć trochę igieł szpiczaka, roztarł je na

miazgę i wsmarował w ranę. I uwierzysz, że już po dwóch dniach przeszło? Trzeba

by napisać do tych mądrych głów, co to piszą te książki, żeby to dodały. Trochę za

mało się na tym znają. Ale nie dziwię się, w końcu odkryto je niedawno. To znaczy,

krakwaty, a nie uzdrowicielskich czarodziejów, ma się rozumieć.

Harry słuchał jednym uchem, obserwując jak olbrzymie stworzenie rzuca się na

przebiegającego w pobliżu zająca i łamie mu kark jednym kłapnięciem paszczy

wyposażonej w ostre jak szpilki kły. Harry wątpił, że jakikolwiek proszek byłby mu w

stanie pomóc, gdyby to samo spotkało na przykład jego rękę, nogę albo głowę.

Poprosił Hagrida o jak najszybsze ulotnienie się z tego miejsca, ponieważ "było mu

już zimno" i z ulgą ruszył w drogę powrotną do chatki.

- A co z tymi atakami? Zmieniło się coś? - zapytał na pozór od niechcenia, ale

wyczuł, jak półolbrzym się spiął.

- Wiesz, Harry, że nie wolno mi o tym z tobą gadać.

- Przecież nikomu nie powiem, Hagridzie - naciskał. Naprawdę był ciekaw.

- Wiem, ale dyrektor obdarłby mnie ze skóry, gdyby dowiedział się, że ci o tym

opowiedziałem.

Harry westchnął. Dobra, może poczekać. W końcu kiedyś Hagrid i tak się wygada.

Znał go na tyle, aby być tego niemal pewnym.

Dotarli do chatki, porozmawiali jeszcze chwilę i wspólnie wrócili do zamku na obiad.

Ani Severusa, ani Tonks nie było na posiłku. Wyglądało na to, że nie mogą na siebie

patrzeć i aby uniknąć swojego towarzystwa, postanowili po prostu omijać szerokim

łukiem miejsca, w których mogliby się spotkać. Harry miał tylko szczerą nadzieję, że

dyrektor nie dopuścił do tego, żeby się nawzajem pozabijali. Luna była niezwykle

milcząca i wyglądała na strapioną. I Harry po raz kolejny, patrząc na spuszczoną

głowę przyjaciółki, poczuł silne wyrzuty sumienia.

To wszystko, absolutnie wszystko było jego winą. Musiał coś zrobić, musiał jakoś...

Niech to szlag!

Po skończonym posiłku poprosił, aby spotkała się z nim na błoniach za pół godziny i

pobiegł do swojego dormitorium po prezent dla niej. Podczas wizyty w Hogsmeade

na przedświątecznych zakupach miał trudności z wybraniem czegoś, co pasowałoby

do Luny i jej nietypowego image'u. Ale w końcu zdecydował się na nakrycie głowy w

kształcie wystającej z czaszki dodatkowej ręki, która poruszała się i łapała wszystko,

co było w jej zasięgu oraz lewitującą torebkę ozdobioną pomalowanymi w różne

wzory i kolory paznokciami. Miał szczerą nadzieję, że sztucznymi.

Luna była zachwycona prezentami.

- Och Harry, zawsze chciałam mieć trzecią rękę! Pomyśl tylko, co można by nią

robić. Można na przykład drapać ludzi po karku, albo łapać Nargle. - Harry zachował

dla siebie swoje myśli, że równie dobrze można to robić pozostałymi dwiema rękami.

- Ja też mam dla ciebie prezent, ale z powodu... to znaczy z pewnego zupełnie

niezwiązanego ze mną powodu, całkowicie o nim zapomniałam. Zaraz ci go

przyniosę.

- Nie trzeba. - Harry zatrzymał przyjaciółkę i przełknął ślinę. Jak można przeprosić

kogoś w taki sposób, aby ten ktoś nie dowiedział się o tym, że chcesz go przeprosić,

bo tak naprawdę, to w ogóle nie powinieneś wiedzieć o tym, że powinieneś go

przeprosić?

No dobra, mniej więcej o to chodziło.

Odgarnął śnieg z ławki i usiadł na niej. Luna założyła na głowę kapelusz i patrzyła,

jak ręka dynda jej przed oczami.

- Ekhem... - zaczął nieco niepewnie, nadal nie wiedząc, jak to powiedzieć. - Słyszałaś

o tej awanturze pomiędzy Snape'em a Tonks?

Twarz Luny gwałtownie spięła się, ale dziewczyna próbowała nie dać tego po sobie

poznać. Odsunęła próbującą złapać ją za nos dłoń i wbiła wzrok w zdeptany śnieg.

Harry wziął głęboki oddech.

- Dyrektor wezwał mnie do gabinetu, bo Snape oskarżył Tonks o to, że nie potrafi się

nami zajmować i że naraziła nas na niebezpieczeństwo. Bo ja... przypadkowo

wpadłem na niego, kiedy wracaliśmy do zamku. - Jakimż jesteś kłamcą, Harry

Potterze! - No i on się wkurzył i pobiegł do dyrektora i wywiązała się awantura i teraz

jest mi ogromnie przykro z tego powodu, że Tonks wpadła przeze mnie w kłopoty.

Naprawdę przykro. I tak sobie pomyślałem, że może... Że chciałbym o tym komuś

powiedzieć, żeby móc to z siebie wyrzucić, a mam tutaj tylko ciebie i... - Lepiej, żeby

już skończył, bo zaraz może palnąć coś naprawdę głupiego. - Próbowałem go

powstrzymać, ale wiesz, jaki on jest. Chciałem tylko to powiedzieć. Że bardzo mi

przykro.

Spojrzał na Lunę i odkrył, że dziewczyna wpatruje się w niego dziwnie zmrużonymi

oczami. Wyglądała, jakby błądziła myślami gdzieś daleko. A może bardzo blisko.

- W porządku - odezwała się w końcu cicho. - To nie twoja wina. I... cieszę się, że

wiesz.

Spojrzał na nią z zaskoczeniem. Oczy Krukonki połyskiwały. Po raz kolejny Harry

doznał dziwnego wrażenia, jakby wiedziała o wiele więcej i spoglądała o wiele głębiej

niż reszta ludzi.

- Ja... domyśliłem się podczas imprezy. Wcześniej tylko podejrzewałem, ale jak

zobaczyłem - jak się obmacujecie i pieścicie - jak na siebie patrzycie i jak

zachowujecie się w swoim towarzystwie, to już byłem niemal pewien. Wiem, na co

zwracać uwagę, bo przecież ja też...

- Ja się naprawdę cieszę, że ty wiesz. Tonks... ona nie chciała, żeby ktokolwiek się

dowiedział. Ale ty jesteś przecież moim przyjacielem, Harry. Prawda?

- Oczywiście - zapewnił szybko chłopak, słysząc wahanie w głosie Krukonki.

- No więc od dawna chciałam ci powiedzieć. Żebyśmy oboje mieli sekret i żeby nie

było... tak ciężko.

Tak ciężko...

- Uhm - mruknął Harry, nie wiedząc, co powiedzieć. Zawsze był kiepski w tego typu

rozmowach. Szczególnie kiedy dochodziło do tematu jego związku z Severusem.

- Kiedy ma się obok siebie kogoś, kto cię rozumie, to jest o wiele, wiele lżej. Ale

proszę cię... nie mów mu nic. On nienawidzi Nimfadory i... Wiem, Harry, że jest z

tobą i przykro mi, ale... boję się.

Harry poczuł ukłucie w żołądku. Doskonale wiedział, czego Luna mogła się bać,

jednak wolałby rzucić się na pożarcie stada krakwatów, niż zmartwić ją jeszcze

bardziej i zobaczyć smutek w jej dużych, wiecznie optymistycznie patrzących na

wszystko oczach.

- Nie stracisz jej. Nic mu nie powiem, obiecuję.

1 ... 212 213 214 215 216 217 218 219 220 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)