Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
prezent, Severus zrobił to samo. Także go pogłaskał.
A teraz...
Harry spojrzał na swoją otwartą dłoń.
A teraz pocałował go w rękę. Tak jak Harry czynił to niejednokrotnie. Nie
wspominając już o całowaniu torsu, sutków i wszystkiego, czego tylko wygłodniałe
usta były w stanie dosięgnąć.
Tak, Severus uczył się od niego. Uczył się czułości i pewnej delikatności. Dlaczego
wcześniej tego nie dostrzegł?
A więc czy możliwe było... aby Harry mógł nauczyć go jeszcze czegoś? Czegoś,
czego naprawdę pragnął. Może Snape... może mógłby kiedyś także... wziąć do ust
jego penisa?
Sam ten pomysł wydawał mu się w tej chwili absurdalnie nieprawdopodobny, ale po
tym, co wydarzyło się ostatnio i co Harry teraz zrozumiał, zaczynała kiełkować w nim
nadzieja.
Zastanawiał się, jakby to było poczuć zaciskające się na główce ciepłe wargi i gorący
język ślizgający się po trzonie... Nikt mu nigdy czegoś takiego nie zrobił. A sądząc po
reakcjach Snape'a, kiedy Harry robił to jemu, musiało to być zniewalające uczucie.
Może Severus tego nie robi, bo nie wie, że Harry by tego chciał? Do tej pory, za
każdym razem, kiedy czegoś pragnął, w jakiś sposób dawał mu to do zrozumienia.
Oczywiście nie był idiotą i wiedział, że były pewne rzeczy, których Severus nigdy by
mu nie dał, ale po ostatniej nocy Harry musiał zweryfikować kilka swoich pragnień i
odkrył, że niektóre z nich zaczęły pojawiać się w jego zasięgu. I naprawdę byłby
idiotą, gdyby nie spróbował ich zdobyć.
A więc postanowił. Będzie musiał w jakiś sposób pokazać Severusowi, że także
chciałby poczuć jego usta i język na swoim penisie.
Merlinie, już sama ta myśl doprowadzała go do szaleństwa.
Potrząsnął głową, usiłując wyrzucić z niej obraz czarnych włosów muskających jego
uda i tych cienkich warg, otwierających się na przyjęcie błyszczącej główki jego
penisa.
Cholera!
Teraz już naprawdę zaczął mieć problemy z oddychaniem i z przestrzenią w
spodniach.
Przewrócił się ponownie na plecy, otwierając oczy i biorąc głęboki oddech.
Jeżeli głębiej się nad tym wszystkim zastanowić, to przecież on także nauczył się od
Severusa wielu rzeczy. Pamiętał swoją początkową nieśmiałość, kiedy nie potrafił
przy Severusie wydukać nawet jednego sensownego zdania. To, co odkrył po
wypiciu eliksiru, całkowicie zmieniło jego stosunek do tego mężczyzny. Zniknęła cała
zajadłość i arogancja, z którą zazwyczaj z nim rozmawiał. Za każdym razem, kiedy
widział Snape'a, czuł się zawstydzony i zażenowany, a to wcale nie pomagało w
prowadzeniu przynajmniej znośnej konwersacji. Ale przez cały ten czas nauczył się
pewnego rodzaju bezczelności. Uodpornił się na jego złośliwe uwagi i potrafił na nie
odpowiadać. Stał się pewniejszy siebie. Pozwalał sobie na coraz więcej, posuwał się
do przodu, balansując na cienkiej linie, a kiedy z niej spadał... zawsze w jakiś sposób
udało mu się jej złapać.
W zasadzie to było dziwne. Teraz, kiedy wracał pamięcią do kilku takich sytuacji,
które miały ostatnio miejsce... zauważył pewien schemat. Za każdym razem, kiedy
próbował uciec albo oddalić się... Severus go zatrzymywał. Zawsze. Nigdy nie
pozwalał mu się wymknąć, tak jakby próbował za wszelką cenę utrzymać go przy
sobie, jakby przywiązał go do siebie na niewidzialnej smyczy, którą tylko czasami
poluzowywał, a kiedy Harry za bardzo się oddalał, natychmiast przyciągał go do
siebie z powrotem.
Nie miał pojęcia, dlaczego do jego głowy wkradły się takie myśli. Ale cieszył się z
nich. Wiedział, że to coś oznacza, ale nie odważał się na razie wyciągać żadnych
pochopnych wniosków. Miał tylko wrażenie, jakby otrzymał dodatkową linę pod drugą
stopę, aby zawsze mógł utrzymać równowagę. Bo teraz już wiedział... no,
podejrzewał... że Severus go zatrzyma. A to było miłe uczucie. Tak samo miłe, jak
świadomość, że Severus uczy się od niego tych wszystkich gestów. Nawet pomimo
tego, że Harry sam nie był żadnym specjalistą od czułości.
Przez pierwsze jedenaście lat swojego życia nie otrzymał ani jednego pocałunku, ani
jednego przytulenia, ani jednego ciepłego słowa. Wtedy myślał, że tak ma być. Że
nie zasługuje na to. Mógł tylko obserwować, jak ciotka Petunia głaszcze, tuli i całuje
swojego "kochanego Dudziaczka" i zastanawiać się, jakby to było samemu to
poczuć. Ale szybko porzucał takie myśli, uważając, że skoro tego nie dostaje, to
najwyraźniej naprawdę na to nie zasługuje. Dursleyowie zawsze mu to wmawiali. Że
jest do niczego, że nic mu się nie należy. I Harry nawet nie próbował po to sięgać,
wiedząc, że to wszystko nie jest dla niego.
Ale potem znalazł się w Hogwarcie. Miejscu pełnym roześmianych, sympatycznych
ludzi, którzy wmawiali mu z kolei, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. I trafił w
ramiona pani Weasley, która pokazała mu, jak to jest czuć się kochanym, jak to jest
czuć bliskość i ciepło. I była też Hermiona, która przytulała go przy każdej możliwej
okazji. I każdy najdrobniejszy gest, który otrzymywał, stawał się dla niego niezwykle
ważny. Stawał się dla niego synonimem przywiązania, czułości i tego niesamowitego
uczucia ciepła w sercu, które rozgrzewało jego wnętrze i wydawało mu się, że płonie
w nim jasne światło, które już nigdy nie pozwoli mu pogrążyć się w samotności. I w
ciemności.
Był całowany, przytulany, głaskany i to było miłe, jednak nigdy nie odczuwał zbytniej
potrzeby odwzajemniania się. Te gesty były dla niego zbyt ważne i chciał je
podarować komuś szczególnemu. A teraz spotkał tę szczególną osobę i nie potrafił
przestać dawać mu tego wszystkiego, czego się nauczył. I także chciał go tego
nauczyć. Przekazać tę "wiedzę" dalej. Chciał, aby Severus również poczuł to ciepło i przywiązanie. I chyba mu się to udawało. Nawet pomimo tego, że sam przecież
nadal niewiele wiedział o... miłości.
Pamiętał, jak czasami wuj Vernon i Dudley wyjeżdżali, aby załatwiać jakieś "męskie
sprawy", które prawdopodobnie polegały na siedzeniu przez pół dnia nad rzeką z
kijem w ręku i czekaniu, aż jakaś głupia ryba nabierze się na to dziwne czerwone coś
pływające jej nad głową. Harry zostawał wtedy z ciotką Petunią, która uwielbiała
oglądać wszelkiego typu argentyńskie i brazylijskie seriale. Czasami z nudów ukrywał
się za drzwiami i próbował oglądać je razem z nią. Zawsze zastanawiał się, dlaczego
ci ludzie zachowują się tak idiotycznie, jak gdyby ich mózgi wyjadły gnębiwtryski,
jakby to powiedziała Luna. Wpatrywali się w siebie przez pół godziny, wzdychając
jeden do drugiego i na przemian po sto razy powtarzając swoje imiona, a ciotka
Petunia pociągała nosem i wycierała oczy chusteczką.
Przez większą część dzieciństwa miłość właśnie tak dla niego wyglądała. Zawsze go
te filmy nudziły i po piętnastu minutach szedł zająć się czymś innym, powtarzając
sobie, że wolałby zjeść wielką ośmiornicę, niż kiedykolwiek tak się zachowywać.
Ale pewnego dnia, kiedy miał dwanaście lat i był na wakacjach u Dursleyów, jego
poglądy zostały błyskawicznie zweryfikowane. Został sam w domu na noc i mógł
oglądać telewizję do woli. I przerzucając kanały, natrafił na coś dziwnego. Zobaczył
mężczyznę i kobietę, całkowicie nagich i robiących jakieś wygibasy. Oboje dyszeli i