Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
pozwolę ci się włóczyć po zamku w środku nocy, w dodatku, kiedy jesteś tak
rozchwiany emocjonalnie?
- Nie jestem rozchwiany emocjonalnie - odburknął Harry, próbując rozplątać swoje
stłamszone spodnie.
- Tak, a ja nie jestem tym wrednym sukinsynem, który rozkazuje ci iść spać. I to
natychmiast!
Harry poczuł, jak magiczna siła wyrywa mu spodnie z rąk i popycha go na łóżko.
Wciąż był osłabiony, więc nie miał siły podnieść się z powrotem.
- Nie mam ochoty wysłuchiwać rano, jak będziesz mi wypominał, że tu zostałem.
Najlepiej będzie, jeżeli...
- Zamknij się i nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości - przerwał mu Severus,
gasząc różdżką światło. - Nie będę ci niczego wypominał, ponieważ to ja każę ci tutaj
zostać, ty głupi chłopaku!
Harry westchnął z frustracją i uderzył głową w poduszkę. Ale nie wyszło tak
energicznie, jak zamierzał. Wszystko go bolało.
- Dobrze, ale nie miej do mnie pretensji, jak znowu cię czymś obudzę.
- Będę o tym pamiętał - usłyszał w ciemności głos Severusa, a po chwili materac
obok niego ugiął się. Kiedy mężczyzna ułożył się i nakrył kołdrą, w pomieszczeniu
zapadła cisza.
Harry czuł się dziwnie, leżąc tak obok niego w ciemności, w której słyszał jedynie ich
dwa przyspieszone oddechy. Dziwnie, a jednocześnie niezwykle... błogo.
Pomimo tej sprzeczki, nie mógł zapomnieć o tym, co Severus mu dzisiaj dał. A to
było znacznie ważniejsze, niż jakiekolwiek głupie wyrzuty. Severus był Severusem.
Zawsze potrafił mieć pretensje o wszystko i Harry doskonale o tym wiedział. Ale teraz
był tutaj. Z nim. Pozwolił mu tu zostać. Nie, kazał mu zostać, a to było krzepiące.
Może jednak chciał, aby tu był. Mógł go przecież wyrzucić. Nie zrobił tego.
I był na wyciągnięcie ręki. Może mógłby spróbować... spróbować choć trochę się do
niego przytulić? Wystarczyło tylko odrobinę się przesunąć... o tak.
Harry zmienił nieco pozycję, przybliżając się do Snape'a. Chciał jego bliskości. Bał
się po nią sięgnąć, ale po tym, co przeżył we śnie, ten strach wydawał mu się teraz
dziecinny.
Zamarł, słysząc, że mężczyzna także się porusza i odsuwa od niego na bezpieczną
odległość.
Harry westchnął ciężko i powrócił na swoje miejsce. Wyglądało na to, że dotarł do
kolejnej granicy. I będzie musiał znowu czekać na to, aż Severus pozwoli mu ją
przekroczyć. Ale nie miał wątpliwości, że tak się stanie. Choć jeszcze nie teraz.
Nie oznaczało to jednak, że nie może posunąć się do przodu chociaż odrobinę.
Chciał tego. Potrzebował.
Wstrzymał oddech i przesunął w ciemności rękę, w poszukiwaniu...
Tak, znalazł!
Zacisnął palce na dłoni Snape'a i czekał, co się wydarzy.
W porządku, nie wyrwał jej. Było dobrze.
Ostrożnie przewrócił się na bok i przesunął ręce wzdłuż przedramienia mężczyzny,
zatrzymując je na ramieniu. Materiał koszuli Severusa był aksamitnie gładki, tak inny
od jego szorstkich szat. Ignorując przyspieszone bicie serca, Harry bardzo powoli
przysunął się bliżej i przytulił się do szczupłego ramienia, oplatając je rękami.
Tak, to było to. Czuł Severusa pod palcami. Czuł jego zapach. To wystarczyło.
Wtulił twarz w gładki materiał i podciągnął nogi, zwijając się w kłębek i wzdychając z
ulgą.
Tak, mógł już zasnąć. Nie będą mu straszne żadne koszmary. Ponieważ teraz
naprawdę czuł... jedność.
I pomyślał, sądząc po chwilowym wstrzymaniu oddechu Severusa, że on poczuł ją
także.
* "Everything" by Lifehouse
--- rozdział 37 ---
37. Thinking of you
I don't wanna live
I don't wanna breathe
Unless I feel you next to me
I don't wanna sleep
I don't wanna dream
'cause my dreams don't comfort me
The way you make me feel
Waking up to you never felt so real*
- Potter!
Harry mruknął przez sen i przekręcił głowę, mocniej wciskając twarz w poduszkę w
poszukiwaniu tej ciepłej miękkości, która tak cudownie go otulała. Nie chciał jeszcze
wstawać. Przecież miał wolne. Nikt nie powinien przychodzić tutaj i...
- Potter, jeżeli zaraz nie wstaniesz, to zwlokę cię z łóżka siłą i nie będzie to dla ciebie miłe.
To brzmiało jak Snape.
Chwila. Co Snape robił w jego dormitorium?
Harry otworzył jedno zaspane oko i natychmiast je zmrużył, gdyż nawet mdłe światło
płonących świec było dla niego zbyt ostre i wdarło się do jego umysłu, przecinając go
niczym nóż.
W rozmazanej mgle roztaczającej mu się przed oczami dostrzegł jakąś ciemną
sylwetkę. Otworzył drugie oko, ale to niewiele pomogło.
- Skoro już łaskawie się obudziłeś, to może doprowadziłbyś się do porządku? Za pół
godziny musimy znaleźć się w Wielkiej Sali.
Co?
Harry podniósł głowę, czując się tak, jakby ktoś walnął go w nią czymś ciężkim.
Zaraz... Trzeba przeanalizować fakty.
Wczoraj był u Snape'a. Piep... Nie. Kochali się. Tak.
A później... później...
O cholera!
Zerwał się do pozycji siedzącej i jęknął, czując nagłe, bolesne ukłucie w tyłku i
protesty nadwyrężonych mięśni.
A później Severus pozwolił mu zostać tutaj na noc!
Harry rozejrzał się i dostrzegł na stoliku plamę w kształcie swoich okularów. Sięgnął
po nie, założył je na nos i spojrzał na Sever...
Nagle doznał dziwnego wrażenia, jakby jego serce i żołądek zamieniły się miejscami,
a oczy próbowały wyjść z orbit.
Przed nim stał Snape. Tak, to z pewnością był Snape. Nikt inny.
Ale nie miał na sobie swoich czarnych, szeleszczących przy każdym ruchu szat,
zakrywających dokładnie każdy skrawek ciała. O nie.
Wzrok Harry'ego przesuwał się w górę i z każdym centymetrem coraz bardziej nie
mógł uwierzyć w to, co widzi. Snape stał boso na niewielkim czarno-zielonym
dywanie, rozciągniętym na kamiennej posadzce. Miał na sobie długie, luźne, czarne
spodnie i równie ciemną, aksamitną koszulę z długimi rękawami, która miękko
układała się wokół ramion i ciała. Rozpiętą na piersi.
Harry wiedział, że się gapi, ale nie potrafił przestać. I wiedział, że gapi się z otwartymi ustami, ale co mógł na to poradzić? Jasna skóra wyłaniająca się spod czarnego
materiału kontrastowała z nim i sprawiała, że Harry czuł nieodpartą potrzebę
dotknięcia jej i sprawdzenia, czy aby na pewno jest prawdziwa. I zostawienia na niej
swojego śladu. Bardzo wyraźnego śladu.
- Jak widzisz, Potter, jeszcze żyję - odezwał się w końcu Severus, przerywając
Harry'emu pełną zachwytu kontemplację. - Więc możesz już przestać tak się we
mnie wpatrywać.
Harry zamknął usta i przełknął ślinę. I nie zwracając uwagi na słowa mężczyzny,
wstał i niczym lunatyk ruszył w jego stronę, całkowicie ignorując bolesne protesty
mięśni nóg. Nie potrafił oderwać wzroku od tego jasnego torsu. I od ciemnego pasma
włosów ciągnącego się od pępka w dół i ginącego pod materiałem luźnych spodni.
Musiał go dotknąć. Musiał go naznaczyć.
Złapał za poły czarnej koszuli i przylgnął do wysokiego ciała, wpijając się ustami w
chłodną skórę na piersi Severusa. W nozdrza wdarł mu się zapach mężczyzny, a w
uszy wciągane przez niego ze świstem powietrze. Harry uśmiechnął się w duchu i
zaczął całować gładką skórę, mrucząc w nią z zadowoleniem.
Trwało to jednak tylko maleńką chwilę, a Harry zdążył złożyć na piersi Snape'a