Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
wyśliznął się z Wielkiej Sali, wracając do swojego dormitorium i unikając rozmowy z
kimkolwiek, a w szczególności z Luną.
Położył się na łóżku i westchnął. Co miał teraz do roboty? Poza spędzaniem czasu
ze Snape'em nie miał na te wolne dni żadnych planów. Powinien odwiedzić Hagrida,
obiecał mu wczoraj, że do niego zajrzy, ale w tej chwili jakoś nie bardzo...
Podskoczył wystraszony, kiedy usłyszał stukanie w okno. Na parapecie siedział
Fawkes. Harry zamrugał, zaskoczony i podszedł do okna, aby je otworzyć. Feniks
trzymał w dziobie niewielką karteczkę. Wręczył ją Harry'emu, rozpostarł swe
wspaniałe, iskrzące w słońcu skrzydła i odleciał.
Harry wrócił do łóżka, czując nieprzyjemne napięcie w żołądku i otworzył liścik.
Harry, chciałbym cię prosić, abyś natychmiast przyszedł do mojego gabinetu. To
bardzo ważne.
Albus Dumbledore
Przełknął ślinę.
No to ma kłopoty...
***
Harry wyszedł z gabinetu dyrektora, czując się tak, jakby właśnie przed chwilą
stoczył walkę z całym zastępem Śmierciożerców. Dopiero kiedy znalazł się na dole,
przestał słyszeć dobiegające z pomieszczenia krzyki.
Wciąż czuł na sobie wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazał mu
opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z imprezy i powrotu do Hogwartu. Wciąż
pamiętał to wrażenie rozdarcia pomiędzy lojalnością do Snape'a a sympatią dla
Tonks. To było paskudne uczucie, stać tam i nie potrafić wydusić z siebie słowa,
ponieważ cokolwiek by nie powiedział, to i tak pogrążyłby Nimfadorę, a Severus
wbijał w niego spojrzenie mówiące "jeżeli tylko spróbujesz jej bronić, to będziesz miał
poważne kłopoty!".
Co miał, do cholery, zrobić?
Wymamrotał w końcu, że sam niewiele pamięta, że na imprezie pojawił się alkohol i
że wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziała. Pod wpływem płonącego
spojrzenia na karku dodał, że możliwe, iż wiedziała, ale nie spodziewała się, że
wszyscy się tak pospijają i że oni nie chcieli wpakować jej w kłopoty. A wracając ze
wszystkimi, to już naprawdę niewiele pamiętał i to prawda, co powiedział profesor
Snape, że Harry zasnął na korytarzu i profesor go obudził i pomógł mu dotrzeć do
dormitorium.
Chyba nigdy w życiu nie czuł takiego zażenowania, no, nie wliczając oczywiście
sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.
Kiedy tylko Harry skończył, Severus ponownie przeszedł do ataku na całkowicie
rozbitą Tonks.
- Widzi pan, dyrektorze, do czego doprowadza zatrudnianie aurorów. - Severus
wypowiedział to słowo niczym najgorszą obelgę. - Najpierw Potter niemal zginął
przez tego szaleńca Moody'ego, a teraz twój drogi Złoty Chłopiec znowu znalazł się
w niebezpieczeństwie przez niekompetencję kolejnego aurora. Następnym razem
chłopak nie będzie miał tyle szczęścia.
Ciche wtrącenie Harry'ego, że to nie był prawdziwy Moody zostało przez Severusa
całkowicie zignorowane. Mężczyzna wydawał się pławić w nienawiści do Nimfadory i
każdy jej błąd był dla niego niczym triumf. Ale czerwona z gniewu Tonks nie była mu
dłużna:
- Tak, a pod twoją opieką byłby z pewnością bezpieczny! Potrafisz tylko gadać, a
kiedy trzeba się wykazać, zaszywasz się w jakiejś ciemnej norze w swoich lochach!
Gdzie byłeś w zeszłym roku, kiedy...?
Nagła zmiana ciśnienia powiedziała Harry'emu, że Tonks posunęła się za daleko i że
Snape jest na granicy wybuchu. Mężczyzna znalazł się przy niej w kilku krokach i
śmiertelnie lodowatym głosem wysyczał jej prosto w twarz:
- Ty bezczelna ignorantko, znam takie zaklęcia, o których ci się nie śniło. Lepiej nie
wybieraj się na żadne nocne spacery, bo może przydarzyć ci się jakiś niefortunny
wypadek i zostaniesz odesłana na bardzo długi odpoczynek do Munga.
- Severusie! - Głos dyrektora był podniesiony i wyjątkowo surowy. - Nie życzę sobie
tego typu uwag. Oboje jesteście członkami grona pedagogicznego.
Widząc że Severus niemal wibruje z wściekłości, Harry wolałby stanąć oko w oko ze
stadem rogogonów węgierskich, niż znaleźć się w tej chwili sam na sam ze
znajdującym się w takim stanie Snape'em.
Na szczęście dyrektor oszczędził mu dalszej męki, podziękował za pomoc i poprosił
o opuszczenie gabinetu, a Harry jeszcze nigdy nie poczuł takiej ulgi, wychodząc z
tego pomieszczenia. Sytuacja nie była zbyt wesoła. Wiedział, że Severus potrafi
mówić różne perfidne rzeczy, kiedy jest wściekły, ale nigdy nie spodziewał się, że
posunie się aż do grożenia innemu nauczycielowi w obecności dyrektora szkoły.
Dlaczego on aż tak nienawidził Tonks? Wyglądało na to, że Severus ogólnie nie
przepada za aurorami i może to było głównym czynnikiem. Zresztą czasami
wydawało mu się, że Severus nienawidzi wszystkich ludzi na świecie. Jego rodziców,
Syriusza, Lupina, Tonks, Weasleyów, jego przyjaciół, wszystkich uczniów w szkole i
chyba także wszystkich nauczycieli. Może jedynym wyjątkiem był Dumbledore. Albo
był to po prostu pewnego rodzaju respekt i Severus skrzętnie ukrywał swoją
nienawiść.
A co w takim razie z nim? Przecież po tym wszystkim, co się pomiędzy nimi
wydarzyło... Po wczorajszej nocy...
Nie, Harry był niemal pewien, że jest chyba jedyną osobą na świecie, której Severus
nie nienawidzi. A to było bardzo miłe uczucie.
Uśmiechnął się do swoich myśli i nagle zorientował się, że dotarł już do dormitorium.
Cóż, równie dobrze mógłby wziąć prezent dla Hagrida i pójść do niego teraz. Może
przestanie wtedy myśleć o Snapie. Chociaż na chwilę.
***
U Hagrida spędził niemal całe popołudnie. Półolbrzymowi bardzo spodobała się
uprząż na smoki, którą podarował mu Harry. On dostał w prezencie bransoletę z kłów
krakwatów, ponieważ, jak wytłumaczył mu Hagrid, zwierzęta te co jakiś czas
zmieniają uzębienie, a ich kły są wyjątkowo rzadkie i drogocenne, no i takie
"zajefajne".
Tak, Harry musiał się zgodzić, że długie, ostre jak szpilki żółtawe kły są bardzo
"zajefajnie". Szczególnie, kiedy wyglądają tak, jakby wbijały się w przegub dłoni.
Przyjaciel nalał mu mocnej jak żelazo herbaty z mlekiem i przez długi czas gawędzili
o różnych sprawach Hogwartu i najdziwniejszych zwierzętach, jakie Hagrid
kiedykolwiek spotkał. Później półolbrzym zabrał Harry'ego do Zakazanego Lasu, aby
pokazać mu, jak wyrosły jego "krakwatki". Przez jakieś pół godziny przedzierali się przez pokryte śniegową czapą krzaki, aby dotrzeć do polany, której Harry kompletnie
nie znał. Zaczaili się w krzewach, Hagrid poprosił go, aby rzucił na nich zaklęcie
maskujące i czekali.
- Zawsze jak jest taka słoneczna pogoda to wyłażą na żer, bo lubią się wygrzewać w
słoneczku, podczas rozrywania na kawałki i zjadania swoich ofiar.
- Uhm - mruknął cicho Harry, starając się być jak najmniej widocznym, ponieważ ta
część o rozrywaniu i zjadaniu wybitnie mu się nie spodobała.
- O, tam jest jeden! Widzisz? - Hagrid wyciągnął wielką rękę wskazując na
opancerzone, sześcionogie stworzenie wielkości szafy, które wyszło spomiędzy
drzew. Błyszczące w słońcu trzy pary oczu i szczęka pełna "zajefajnych" żółtych kłów dopełniały przerażającego widoku. Ostatni raz, kiedy widział te stworzenia, sięgały
mu do pasa, a teraz...
Cofnął się mimowolnie i nastąpił na leżącą pod śniegiem gałąź, która złamała się,