Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 211 212 213 214 215 216 217 218 219 ... 508
Перейти на страницу:

wyśliznął się z Wielkiej Sali, wracając do swojego dormitorium i unikając rozmowy z

kimkolwiek, a w szczególności z Luną.

Położył się na łóżku i westchnął. Co miał teraz do roboty? Poza spędzaniem czasu

ze Snape'em nie miał na te wolne dni żadnych planów. Powinien odwiedzić Hagrida,

obiecał mu wczoraj, że do niego zajrzy, ale w tej chwili jakoś nie bardzo...

Podskoczył wystraszony, kiedy usłyszał stukanie w okno. Na parapecie siedział

Fawkes. Harry zamrugał, zaskoczony i podszedł do okna, aby je otworzyć. Feniks

trzymał w dziobie niewielką karteczkę. Wręczył ją Harry'emu, rozpostarł swe

wspaniałe, iskrzące w słońcu skrzydła i odleciał.

Harry wrócił do łóżka, czując nieprzyjemne napięcie w żołądku i otworzył liścik.

Harry, chciałbym cię prosić, abyś natychmiast przyszedł do mojego gabinetu. To

bardzo ważne.

Albus Dumbledore

Przełknął ślinę.

No to ma kłopoty...

***

Harry wyszedł z gabinetu dyrektora, czując się tak, jakby właśnie przed chwilą

stoczył walkę z całym zastępem Śmierciożerców. Dopiero kiedy znalazł się na dole,

przestał słyszeć dobiegające z pomieszczenia krzyki.

Wciąż czuł na sobie wzrok Severusa i Tonks, kiedy profesor Dumbledore kazał mu

opowiedzieć swoją wersję wydarzeń z imprezy i powrotu do Hogwartu. Wciąż

pamiętał to wrażenie rozdarcia pomiędzy lojalnością do Snape'a a sympatią dla

Tonks. To było paskudne uczucie, stać tam i nie potrafić wydusić z siebie słowa,

ponieważ cokolwiek by nie powiedział, to i tak pogrążyłby Nimfadorę, a Severus

wbijał w niego spojrzenie mówiące "jeżeli tylko spróbujesz jej bronić, to będziesz miał

poważne kłopoty!".

Co miał, do cholery, zrobić?

Wymamrotał w końcu, że sam niewiele pamięta, że na imprezie pojawił się alkohol i

że wszyscy go pili, ale Tonks chyba o tym nie wiedziała. Pod wpływem płonącego

spojrzenia na karku dodał, że możliwe, iż wiedziała, ale nie spodziewała się, że

wszyscy się tak pospijają i że oni nie chcieli wpakować jej w kłopoty. A wracając ze

wszystkimi, to już naprawdę niewiele pamiętał i to prawda, co powiedział profesor

Snape, że Harry zasnął na korytarzu i profesor go obudził i pomógł mu dotrzeć do

dormitorium.

Chyba nigdy w życiu nie czuł takiego zażenowania, no, nie wliczając oczywiście

sytuacji po wypiciu eliksiru Desideria Intima na lekcji.

Kiedy tylko Harry skończył, Severus ponownie przeszedł do ataku na całkowicie

rozbitą Tonks.

- Widzi pan, dyrektorze, do czego doprowadza zatrudnianie aurorów. - Severus

wypowiedział to słowo niczym najgorszą obelgę. - Najpierw Potter niemal zginął

przez tego szaleńca Moody'ego, a teraz twój drogi Złoty Chłopiec znowu znalazł się

w niebezpieczeństwie przez niekompetencję kolejnego aurora. Następnym razem

chłopak nie będzie miał tyle szczęścia.

Ciche wtrącenie Harry'ego, że to nie był prawdziwy Moody zostało przez Severusa

całkowicie zignorowane. Mężczyzna wydawał się pławić w nienawiści do Nimfadory i

każdy jej błąd był dla niego niczym triumf. Ale czerwona z gniewu Tonks nie była mu

dłużna:

- Tak, a pod twoją opieką byłby z pewnością bezpieczny! Potrafisz tylko gadać, a

kiedy trzeba się wykazać, zaszywasz się w jakiejś ciemnej norze w swoich lochach!

Gdzie byłeś w zeszłym roku, kiedy...?

Nagła zmiana ciśnienia powiedziała Harry'emu, że Tonks posunęła się za daleko i że

Snape jest na granicy wybuchu. Mężczyzna znalazł się przy niej w kilku krokach i

śmiertelnie lodowatym głosem wysyczał jej prosto w twarz:

- Ty bezczelna ignorantko, znam takie zaklęcia, o których ci się nie śniło. Lepiej nie

wybieraj się na żadne nocne spacery, bo może przydarzyć ci się jakiś niefortunny

wypadek i zostaniesz odesłana na bardzo długi odpoczynek do Munga.

- Severusie! - Głos dyrektora był podniesiony i wyjątkowo surowy. - Nie życzę sobie

tego typu uwag. Oboje jesteście członkami grona pedagogicznego.

Widząc że Severus niemal wibruje z wściekłości, Harry wolałby stanąć oko w oko ze

stadem rogogonów węgierskich, niż znaleźć się w tej chwili sam na sam ze

znajdującym się w takim stanie Snape'em.

Na szczęście dyrektor oszczędził mu dalszej męki, podziękował za pomoc i poprosił

o opuszczenie gabinetu, a Harry jeszcze nigdy nie poczuł takiej ulgi, wychodząc z

tego pomieszczenia. Sytuacja nie była zbyt wesoła. Wiedział, że Severus potrafi

mówić różne perfidne rzeczy, kiedy jest wściekły, ale nigdy nie spodziewał się, że

posunie się aż do grożenia innemu nauczycielowi w obecności dyrektora szkoły.

Dlaczego on aż tak nienawidził Tonks? Wyglądało na to, że Severus ogólnie nie

przepada za aurorami i może to było głównym czynnikiem. Zresztą czasami

wydawało mu się, że Severus nienawidzi wszystkich ludzi na świecie. Jego rodziców,

Syriusza, Lupina, Tonks, Weasleyów, jego przyjaciół, wszystkich uczniów w szkole i

chyba także wszystkich nauczycieli. Może jedynym wyjątkiem był Dumbledore. Albo

był to po prostu pewnego rodzaju respekt i Severus skrzętnie ukrywał swoją

nienawiść.

A co w takim razie z nim? Przecież po tym wszystkim, co się pomiędzy nimi

wydarzyło... Po wczorajszej nocy...

Nie, Harry był niemal pewien, że jest chyba jedyną osobą na świecie, której Severus

nie nienawidzi. A to było bardzo miłe uczucie.

Uśmiechnął się do swoich myśli i nagle zorientował się, że dotarł już do dormitorium.

Cóż, równie dobrze mógłby wziąć prezent dla Hagrida i pójść do niego teraz. Może

przestanie wtedy myśleć o Snapie. Chociaż na chwilę.

***

U Hagrida spędził niemal całe popołudnie. Półolbrzymowi bardzo spodobała się

uprząż na smoki, którą podarował mu Harry. On dostał w prezencie bransoletę z kłów

krakwatów, ponieważ, jak wytłumaczył mu Hagrid, zwierzęta te co jakiś czas

zmieniają uzębienie, a ich kły są wyjątkowo rzadkie i drogocenne, no i takie

"zajefajne".

Tak, Harry musiał się zgodzić, że długie, ostre jak szpilki żółtawe kły są bardzo

"zajefajnie". Szczególnie, kiedy wyglądają tak, jakby wbijały się w przegub dłoni.

Przyjaciel nalał mu mocnej jak żelazo herbaty z mlekiem i przez długi czas gawędzili

o różnych sprawach Hogwartu i najdziwniejszych zwierzętach, jakie Hagrid

kiedykolwiek spotkał. Później półolbrzym zabrał Harry'ego do Zakazanego Lasu, aby

pokazać mu, jak wyrosły jego "krakwatki". Przez jakieś pół godziny przedzierali się przez pokryte śniegową czapą krzaki, aby dotrzeć do polany, której Harry kompletnie

nie znał. Zaczaili się w krzewach, Hagrid poprosił go, aby rzucił na nich zaklęcie

maskujące i czekali.

- Zawsze jak jest taka słoneczna pogoda to wyłażą na żer, bo lubią się wygrzewać w

słoneczku, podczas rozrywania na kawałki i zjadania swoich ofiar.

- Uhm - mruknął cicho Harry, starając się być jak najmniej widocznym, ponieważ ta

część o rozrywaniu i zjadaniu wybitnie mu się nie spodobała.

- O, tam jest jeden! Widzisz? - Hagrid wyciągnął wielką rękę wskazując na

opancerzone, sześcionogie stworzenie wielkości szafy, które wyszło spomiędzy

drzew. Błyszczące w słońcu trzy pary oczu i szczęka pełna "zajefajnych" żółtych kłów dopełniały przerażającego widoku. Ostatni raz, kiedy widział te stworzenia, sięgały

mu do pasa, a teraz...

Cofnął się mimowolnie i nastąpił na leżącą pod śniegiem gałąź, która złamała się,

1 ... 211 212 213 214 215 216 217 218 219 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)