Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 72
Перейти на страницу:

— Widzę, że zauważyłeś moją drabinę — odparł niski rozbójnik. — Pozwól, że zademonstruję…

— Co się dzieje? — zapytał Ridcully z wnętrza dyliżansu.

— Hm… Jakiś krasnolud właśnie wszedł na niską drabinę i kopnął woźnicę na środek drogi — poinformował Myślak.

— Takich rzeczy nie widuje się codziennie — ucieszył się nadrektor. Wyglądał na zadowolonego. Jak dotąd, podróż była dość nieciekawa.

— A teraz idzie w naszą stronę.

— To świetnie.

Rozbójnik przekroczył jęczącego woźnicę i zbliżył się do dyliżansu. Za sobą ciągnął drabinę. Otworzył drzwiczki.

— Pieniądze albo, przykro mi to mówić… Błysk oktarynowego płomienia zdmuchnął mu z głowy kapelusz. Wyraz twarzy krasnoluda nie uległ zmianie.

— Mam nadzieję, że pozwolą mi panowie przeformułować moje żądania.

Ridcully zmierzył wzrokiem elegancko ubranego przybysza od góry do dołu, a raczej od dołu jeszcze bardziej do dołu.

— Nie wyglądasz na krasnoluda — stwierdził. — To znaczy, jeśli nie liczyć wzrostu.

— Nie wyglądam na krasnoluda jeśli nie liczyć wzrostu?

— To znaczy, zdradzasz pewne wyraźne braki w dziedzinie hełmów i okutych butów — wyjaśnił Ridcully.

Krasnolud skłonił się i z brudnego, ale zdobionego koronką rękawa wyjął niewielki kartonik.

— Moja wizytówka — oświadczył. Było tam napisane:

Gamo Casanunda

DRUGI NAJWIĘKSZY KOCHANEK ŚWIATA

„Nigdy nie zasypiamy”

ZNAKOMITY SZERMIERZ ŻOŁNIERZ FORTUNY

BEZCZELNY KŁAMCA NAPRAWA DRABIN

Myślak zajrzał nadrektorowi przez ramię.

— Naprawdę jesteś bezczelnym kłamcą?

— Nie.

— W takim razie dlaczego napadasz na podróżnych?

— Niestety, zostałem obrabowany przez bandytów.

— Ale tutaj piszesz — wtrącił Ridcully — że jesteś świetnym szermierzem.

— Mieli przewagę liczebną.

— Ilu ich było?

— Trzy miliony.

— Wskakuj.

Casanunda wrzucił do środka swoją drabinę, po czym rozejrzał się w półmroku.

— Czy tam śpi małpa?

— Tak.

Bibliotekarz otworzył jedno oko.

— A co z zapachem?

— Nie będzie mu przeszkadzał.

— Czy nie powinieneś przeprosić woźnicy? — spytał Myślak.

— Nie, ale jeśli chce, mogę go kopnąć mocniej.

— A to jest kwestor — poinformował Ridcully, wskazując na eksponat B, który spał snem człowieka po niemal śmiertelnej dawce pigułek z suszonej żaby. — Hej, kwestorze! Kwestooor! Nic z tego zgasł jak światło. Wepchnij go pod ławkę. Grasz w Okalecz Pana Cebulę?

— Nie za dobrze.

— Kapitalnie.

Pół godziny później Ridcully był krasnoludowi winien osiem tysięcy dolarów.

— Przecież zaznaczyłem to na wizytówce — przypomniał mu Casanunda. — „Bezczelny kłamca”. O tutaj.

— Tak, ale myślałem, że kłamiesz.

Ridcully westchnął i — ku zdumieniu Myślaka — wydobył z jakichś zakamarków sakiewkę pełną monet. Były to duże monety, wyglądały podejrzanie realistycznie i złoto.

Casanunda mógł być z zawodu lubieżnym żołnierzem fortuny, ale genetycznie pozostał krasnoludem, a pewne rzeczy krasnoludy po prostu wiedzą.

— Hm… — wymruczał. — Nie ma pan przypadkiem „bezczelnego kłamcy” na wizytówce?

— Nie! — zapewnił podniecony Ridcully.

— Chodzi o to, że umiem rozpoznać czekoladowe pieniądze.

— A wiecie — odezwał się Myślak, gdy dyliżans podskakiwał na drodze przez wąwóz — przypomina mi to pewną słynną zagadkę logiczną.

— Jaką zagadkę logiczną? — zapytał nadrektor.

— No więc — zaczął Myślak, zadowolony z uwagi — jak się zdaje, żył kiedyś taki jeden człowiek, który musiał przejść przez jedne z dwojga drzwi i nie wiedział, które wybrać. Strażnik przy pierwszych drzwiach zawsze mówił prawdę, a ten przy drugich zawsze kłamał.

Na dodatek za jednymi drzwiami czekała pewna śmierć, a za drugimi wolność. Ten człowiek nie wiedział, który strażnik jest który i mógł im zadać tylko jedno pytanie. Zatem: o co zapytał?

Dyliżans podskoczył na wyboju. Bibliotekarz przewrócił się na drugi bok.

— Dla mnie to brzmi jak pomysł lorda Hargona Psychotycznego z Quirmu — stwierdził po chwili Ridcully.

— Rzeczywiście — zgodził się Casanunda. — To był prawdziwy szatan, jeśli chodzi o takie dowcipy. Ilu studentów zmieści się do żelaznej dziewicy i takie różne.

— Czyli to było u niego, tak? — spytał Ridcully.

— Co? — zdziwił się Myślak. — Nie wiem.

— Dlaczego? Przecież zna pan mnóstwo szczegółów.

— Nie wydaje mi się, żeby to się działo gdziekolwiek. To tylko zagadka.

— Chwileczkę! — zawołał Casanunda. — Chyba ją rozwiązałem. Jedno pytanie, tak?

— Tak. — Myślak odetchnął z ulgą.

— I może zapytać dowolnego ze strażników?

— Tak.

— No to w porządku. W takim razie podchodzi się do tego mniejszego i mówi: „Powiedz mi, które drzwi prowadzą na wolność, jeśli nie chcesz się przyjrzeć barwie własnych nerek, a przy okazji, przejdę przez nie za tobą, więc gdybyś liczył na nagrodę Wielkiego Spryciarza, nie zapominaj, kto pójdzie pierwszy”.

— Nie, nie, nie!

— Mnie wydaje się to bardzo logiczne — pochwalił Ridcully. — Rozsądny pomysł.

— Ale nie masz broni!

— Owszem, mam — zapewnił Casanunda. — Wyrwałem ją strażnikowi, kiedy zastanawiał się nad pytaniem.

— Niegłupie — stwierdził Ridcully. — To, panie Stibbons, prawdziwie logiczna odpowiedź. Wiele mógłby się pan nauczyć od tego człowieka…

— …krasnoluda…

— …przepraszam, krasnoluda. On nie opowiada bez przerwy o pasożytniczych wszechświatach.

— Paralelnych — burknął Myślak, w którym zrodziło się silne podejrzenie, że nadrektor myli te słowa celowo. — Zresztą mówi się: równoległe.

— W takim razie które są pasożytnicze?

— Nie ma takich! To znaczy: nie ma takich wszechświatów, nadrektorze[13]. Są paralelne, czyli równoległe wszechświaty, nadrektorze. Wszechświaty, gdzie rzeczy nie zdarzyły się tak, jak… — zawahał się. — Pamięta pan tę dziewczynę?

— Jaką dziewczynę?

— Tę, z którą chciał się pan ożenić.

— Skąd pan o tym wie?

— Opowiadał pan o niej zaraz po obiedzie.

— Naprawdę? Niemądrze z mojej strony. Ale mniejsza. Co z nią?

— No więc… w pewnym sensie naprawdę się pan z nią ożenił — oświadczył Myślak.

Ridcully pokręcił głową.

— Nie. Jestem pewien, że się nie ożeniłem. Takich rzeczy się nie zapomina.

— Ale to było nie w tym wszechświecie… Bibliotekarz otworzył oko.

— Chce pan powiedzieć, że przeskoczyłem do innego wszechświata, żeby się ożenić? — upewnił się Ridcully.

— Nie. Chcę powiedzieć, że ożenił się pan w innym wszechświecie, ale nie w tym wszechświecie — odparł Myślak.

— Naprawdę? Z odpowiednią ceremonią i w ogóle?

— Tak!

— Hm… — Ridcully pogładził brodę. — Jest pan pewien?

— Pewien, nadrektorze.

— Coś podobnego! Nic nie wiedziałem. Myślak poczuł, że wreszcie do czegoś dochodzą.

— Ale…

— Tak?

— Dlaczego nic nie pamiętam? Myślak był na to przygotowany.

вернуться

13

W tej kwestii Stibbons mylił się całkowicie.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)