Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
- Автор: Пратчетт Теренс Дэвид Джон
- Год: 2002
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 978-83-7469-354-7
- Переводчик: Piotr W. Cholewa
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
Magrat Garlick zostawiam pozostałą zawartość pudełka tego, mój srebrny serwis do herbaty z dzbankiem na mleko w kształcie krowy humerystycznej, która pamiątką rodową jest, takoż zeggardo matki mojej należący, ale nakazuje, by zawsze go nakręcała, kiedy bowiem zeggar staje…
Na zewnątrz rozległ się hałas.
Gdyby ktokolwiek siedział z nią w pokoju, babcia Weatherwax śmiało otworzyłaby drzwi. Była jednak sama. Ostrożnie sięgnęła po pogrzebacz, podeszła do drzwi zadziwiająco bezszelestnie, biorąc pod uwagę charakter jej butów, i nasłuchiwała.
Coś było w ogrodzie.
Nie był to wielki ogród. Rosły tam zioła i krzewy owocowe, był kawałek trawnika i oczywiście ule. Nic nie odgradzało go od lasu — miejscowe zwierzaki wiedziały, że lepiej nie wchodzić do ogródka czarownicy.
Babcia powoli uchyliła drzwi.
Księżyc zachodził. Srebrzyste światło zmieniało świat w monochromatyczny obraz.
Na trawniku stał jednorożec. Poczuła jego smród.
Ruszyła, trzymając przed sobą pogrzebacz. Jednorożec cofnął się i uderzył kopytem o ziemię.
Babcia wyraźniej zobaczyła przyszłość. Wiedziała już kiedy. Teraz zaczynała rozumieć jak.
— No tak — mruknęła pod nosem. — Wiem, skąd przyszedłeś. Do licha, i możesz tam wracać.
Zwierzę dźgnęło rogiem w jej stronę, ale machnęła groźnie pogrzebaczem.
— Nie lubisz żelaza, co? Biegnij teraz z powrotem do swojej pani i powiedz jej, że tu, w Lancre, wiemy o żelazie wszystko. A ja wiem o niej. Ma się trzymać z daleka, rozumiesz? To mój dom!
Wtedy świecił księżyc. Teraz nastał dzień.
Na tym, co uchodziło za główny rynek w Lancre, zebrał się już spory tłum. W okolicy niewiele się działo, a pojedynek dwóch czarownic zawsze warto obejrzeć.
Babcia Weatherwax zjawiła się za kwadrans dwunasta. Niania Ogg czekała już na ławeczce obok tawerny. Na szyi zawiesiła sobie ręcznik i przyniosła wiadro wody z pływającą w nim gąbką.
— Po co to? — zdziwiła się babcia.
— Przyda się na przerwę. I przygotowałam ci talerz pomarańczy. Podniosła talerz. Babcia parsknęła.
— Wyglądasz, jakby przydało ci się coś do jedzenia — stwierdziła niania. — Za to nie wyglądasz, jakbyś dzisiaj w ogóle coś jadła.
Zerknęła na buty babci i zabłocony skraj długiej czarnej sukni. Do materiału przylgnęły strzępki paproci i gałązki wrzosu.
— Ty głupia starucho! — syknęła. — Coś ty robiła?
— Musiałam…
— Byłaś przy kamieniach, co? Próbowałaś odepchnąć Szlachetnych?
— Oczywiście — przyznała babcia.
Głos miała mocny. Nie chwiała się. Ale głos miała mocny i nie chwiała się, ponieważ ciało babci Weatherwax znajdowało się w żelaznym uścisku woli babci Weatherwax.
— Ktoś musiał — dodała.
— Mogłaś przyjść i mnie poprosić!
— Ty byś mi to wybiła z głowy. Niania nachyliła się do niej.
— Dobrze się czujesz, Esme?
— Świetnie! Naprawdę świetnie! Nic mi nie jest, jasne?
— Czy ty w ogóle spałaś?
— Wiesz…
— Nie spałaś, prawda? I wydaje ci się, że możesz tak sobie tu przyjść i spuścić manto tej dziewczynie, tak?
— Nie wiem.
Niania Ogg w skupieniu przyjrzała się koleżance.
— Nie wiesz, tak? — mruknęła już łagodniej. — Trudno. Lepiej usiądź tu na chwilę, zanim się przewrócisz. Possij pomarańczę. One przyjdą za parę minut.
— Ona nie przyjdzie — stwierdziła babcia. — Spóźni się.
— Skąd wiesz?
— Po co ma przychodzić, skoro jeszcze nie wszyscy się zebrali, żeby ją oglądać? To głowologia.
Rzeczywiście, młodociany sabat przybył kwadrans po dwunastej i zajął pozycje na stopniach pięciokąta targowego po drugiej stronie placu.
— Przyjrzyj się im — rzuciła babcia Weatherwax. — Znowu wszystkie na czarno.
— Przecież my też chodzimy w czerni — zauważyła rozsądnie niania.
— Tylko dlatego że to eleganckie i praktyczne. Nie dlatego że romantyczne. Nie ma co, Panowie i Damy równie dobrze mogliby już tu być.
Po kilku porozumiewawczych spojrzeniach niania Ogg ruszyła na rynek i na środku spotkała się z Perditą. Młoda przyszła czarownica wyglądała pod makijażem na dość zmartwioną. Nerwowo ściskała w dłoni czarną koronkową chusteczkę.
— Dzień dobry, pani Ogg — powiedziała.
— Witaj, Agnes.
— Hm… Co teraz?
Niania Ogg wyjęła fajkę z ust i poskrobała się nią w ucho.
— Nie wiem. Myślę, że wy decydujecie.
— Diamanda pyta, dlaczego to musi nastąpić tutaj i teraz?
— Żeby wszyscy widzieli. O to przecież chodzi, prawda? Nie ma czego ukrywać. Każdy musi wiedzieć, która jest lepsza w czarownictwie. Całe miasto. Każdy zobaczy, jak zwycięzca zwycięża, a przegrany przegrywa. W ten sposób nie będzie potem kłótni.
Perditą zerknęła w stronę tawerny. Babcia Weatherwax drzemała.
— Spokojna pewność siebie — wyjaśniła niania Ogg, krzyżując palce za plecami.
— Tego… A co się stanie z pokonaną?
— Właściwie nic. Na ogół wyjeżdża z okolicy. Nie możesz być czarownicą, jeśli ludzie widzieli twoją porażkę.
— Diamanda mówi, że nie chce za mocno skrzywdzić starszej pani — oświadczyła Perditą. — Chce tylko udzielić jej lekcji.
— To miło. Esme szybko się uczy.
— Hm… Wolałabym, żeby do tego nie doszło, pani Ogg.
— To ładnie z twojej strony.
— Diamanda mówi, że spojrzenie pani Weatherwax naprawdę robi wrażenie, pani Ogg.
— To miło.
— Dlatego próba ma polegać na… na patrzeniu, pani Ogg. Niania wsadziła sobie fajkę do ust.
— Chodzi o zawody, kto pierwszy mrugnie albo spojrzy w bok?
— Eee… Tak.
— Dobrze. — Niania pomyślała chwilę i wzruszyła ramionami. — Dobrze. Ale najpierw wyrysujemy magiczny krąg. Nie chcemy przecież, żeby ktoś ucierpiał, prawda?
— Zamierza pani użyć Run Skorhiańskich i oktogramu Potrójnej Inwokacji? — upewniła się Perdita. Niania Ogg przekrzywiła głowę.
— Nigdy o nich nie słyszałam, moja kochana. Ja tam zawsze rysuje magiczny krąg o tak…
Odsunęła się bokiem od pulchnej dziewczyny, ciągnąc po piasku czubek buta. Zatoczyła nierówne koło średnicy mniej więcej piętnastu stóp i znów stanęła obok Perdity.
— Już. Gotowe. Narysowałam.
— To ma być magiczny krąg?
— Oczywiście. Inaczej ktoś mógłby doznać krzywdy. Kiedy walczą czarownice, dookoła strzela pełno magii.
— Ale pani nawet nie śpiewała ani nic!
— Naprawdę?
— Musi przecież być inkantacja…
— Nie wiem. Nigdy nie była mi potrzebna.
— Aha.
— Jeśli koniecznie chcesz, mogę ci zaśpiewać śmieszną piosenkę — zaproponowała niania.
— Eee, nie. Hm… — Perdita nigdy nie słyszała śpiewu niani, ale plotki szybko się rozchodzą.
— Podoba mi się ta twoja koronkowa czarna chustka — oświadczyła niania Ogg, ani odrobinę nie speszona. — Dobra, żeby nie pokazywać nerwów.
Perdita jak zahipnotyzowana wpatrywała się w magiczny krąg.
— Eee… To może zaczniemy?
— Zgoda.
Niania Ogg podbiegła do ławki i szturchnęła babcię pod żebro.
— Obudź się!
Babcia Weatherwax uniosła powieki.
— Wcale nie spałam. Chciałam, żeby oczy mi wypoczęły.
— Masz tylko pokonać ją spojrzeniem!
— Przynajmniej rozumie, jak ważne jest spojrzenie. Ha! Za kogo ona się uważa? Przecież patrzę na ludzi przez całe życie.