Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]
Panowie i damy [Lords and Ladies - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]

Электронная книга - «Panowie i damy [Lords and Ladies - pl]». Краткое содержание книги:

Jest gorąca letnia noc.
Kręgi zbożowe otwierają się wszędzie, nawet na hodowli rzeżuchy Pewseya Ogga, lat cztery.
A Magrat Garlick, czarownica, rankiem ma wyjść za mąż…
Wszystko powinno być jak we śnie.
Ale Lancrański Zespół Tańca Morris upija się przy magicznych kamieniach i elfy wracają, przynosząc ze sobą wszystko to, co tradycyjnie łączy się z ich czarowną, migotliwą krainą: okrucieństwo, porwania, złośliwość i złość, straszne morderstwa. Babcia Weatherwax i jej mały, kłótliwy sabat ma tym razem pełne ręce roboty...
Pełna obsada drugoplanowa: krasnoludy, magowie, trolle, tancerze morrisa oraz jeden orangutan. Mnóstwo trali-dida-nonny-nonny i wszędzie pełno krwi.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 72
Перейти на страницу:

Działo się tak dlatego, że jastrzębie i sokoły w zamkowych klatkach były ptakami z Lancre, a zatem prezentowały pewną umysłową niezależność. W wyniku starannego krzyżowania i tresury Hodgesaargh zdołał je nauczyć, by wypuszczały czyjś przegub. Teraz pracował nad tym, by nie atakowały wściekle osoby, która przed chwilą je trzymała — to znaczy nieodmiennie Hodgesaargha. Mimo to był człowiekiem niezwykle optymistycznym i dobrotliwym, który żył marzeniem o dniu, gdy jego sokoły okażą się najlepsze w świecie. Sokoły żyły marzeniem o dniu, kiedy dobiorą mu się do drugiego ucha.

— Widzę, że świetnie panu idzie — pochwaliła go Magrat. — Nie wydaje się panu jednak, że lepsze wyniki osiągnie pan okrucieństwem?

— Ależ skąd, panienko — obruszył się Hodgesaargh. — Trzeba okazywać łagodność. Wtedy buduje się więź. Jeżeli człowiekowi nie ufają, to aarrgh…

— W takim razie nie będę przeszkadzać — powiedziała Magrat, gdy pióra wzleciały w powietrze.

Jakoś nie była zdziwiona, kiedy dowiedziała się, że w sokolnictwie obowiązuje ścisły podział klasowy i płciowy. Verence, jako król, mógł polować z sokołem białozorem, cokolwiek to było, u licha. Hrabiom z okolicy przysługiwały sokoły wędrowne, a kapłanom krogulce. Poddanym pozwalano najwyżej na kij do rzucania[14]. Magrat zastanawiała się, co dostałaby niania Ogg — zapewne małego kurczaka na sprężynie.

Nie przewidziano specjalnego sokoła dla czarownic, ale jako królowa mogła jeździć na łowy z jaustrzębiem, czyli smętkiem kłapodziobym. Ptak był mały, krótkowzroczny i wolał chodzić piechotą. Mdlał na widok krwi. Około dwudziestu jaustrzębi mogło zabić chorego gołębia. Magrat spędziła godzinę, trzymając jednego z nich na ręku. Ptak sapał ciężko, aż w końcu zasnął głową w dół.

Ale przynajmniej Hodgesaargh miał zajęcie. W zamku pełno było ludzi wykonujących jakieś prace. Każdy robił coś pożytecznego — z wyjątkiem Magrat. Ona miała tylko istnieć. Oczywiście, wszyscy z nią rozmawiali, pod warunkiem że odezwała się pierwsza, ale zawsze przerywała im coś ważnego. Do niej należało tylko zapewnienie ciągłości dynastii, co do którego Verence posłał po specjalną książkę, nie…

— Lepiej tam zostań, dziewczyno. Nie podchodź bliżej. Magrat zjeżyła się.

— Dziewczyno? Tak się składa, że jesteśmy prawie że królewskiej krwi, przez małżeństwo!

— Możliwe, ale pszczoły o tym nie wiedzą — powiedział głos.

Magrat stanęła.

Przekroczyła granicę tego, co było ogrodami z punktu widzenia rodziny królewskiej, a przeszła do tego, czym były ogrody z punktu widzenia innych ludzi — poza świat żywopłotów, przystrzyżonych krzewów i ziół, w świat starych szop, stosów donic, kompostu i — właśnie tutaj — uli.

Jeden z nich miał uniesiony dach. Obok, w chmurze brunatnego dymu, paląc swoją specjalną pszczelarską fajkę, stał pan Brooks.

— Och! — zawołała. — To pan, panie Brooks.

Formalnie pan Brooks był królewskim pszczelarzem. Ale stosunki z nim należały do delikatnych. Na przykład, choć do większości służby zwracano się po nazwisku, pan Brooks dzielił z kucharką i kamerdynerem przywilej tytułowania go panem. To dlatego że pan Brooks posiadał tajemną moc: wiedział wszystko o przepływie miodu i godach królowych. Znał się na rojach i umiał niszczyć gniazda os. Cieszył się powszechnym szacunkiem, zarezerwowanym dla ludzi — jak czarownice i kowale — których odpowiedzialność nie ogranicza się do świata codziennej harówki i zwykłej rzeczywistości. Należał do tych, którzy wiedzą to, czego inni nie wiedzą, o tym, czego inni nie potrafią zgłębić. Na ogół można go było znaleźć, jak robił coś dziwnego z ulami, szedł przez królestwo w pogoni za rojem albo palii fajkę w swojej sekretnej szopie, pachnącej starym miodem i trucizną na osy. Nikt nie narażał się panu Brooksowi, jeśli nie chciał odkryć roju w swojej wygódce, gdy on tymczasem chichotał w szopie. Teraz starannie zamknął pokrywę ula i odszedł. Kilka pszczół wyleciało z dziur w jego pszczelarskiej masce.

— Dzień dobry, wasza wysokość — rzekł ugodowo.

— Dzień dobry, panie Brooks. Co pan robił?

Pan Brooks otworzył drzwi swojej sekretnej szopy i pogrzebał we wnętrzu.

— Późno się roją — wyjaśnił. — Tylko sprawdzałem, co u nich. Masz ochotę na herbatę, dziewczyno?

Pan Brooks nie uznawał ceremonii. Traktował wszystkich jak równych, a nawet jak trochę gorszych. To pewnie skutek rządzenia tysiącami, każdego dnia. Przynajmniej mogła z nim rozmawiać. Pan Brooks zawsze wydawał się jej kimś tak bliskim czarownicy, jak to tylko możliwe, gdy wciąż pozostaje się mężczyzną.

Szopa była pełna kawałków uli, tajemniczych narzędzi tortur służących do wydobywania miodu, starych słojów. Pośrodku stał mały piecyk, a na nim wypuszczał parę przybrudzony imbryk obok wielkiego rondla.

Jej milczenie uznał widać za przyjęcie zaproszenia, bo nalał dwa kubki.

— Ziołowa? — spytała drżącym głosem.

— Niech mnie licho, jeśli wiem. To zwykłe brunatne liście z puszki.

Magrat zajrzała niepewnie do kubka, który czysta tanina zabarwiła na brązowo. Wzięła się w garść. Będąc królową, trzeba pamiętać — wiedziała o tym — by wprawiać poddanych w swobodny nastrój. Rozejrzała się, szukając pomysłu na swobodne pytanie.

— Praca pszczelarza musi być bardzo ciekawa — powiedziała.

— Tak. Jest ciekawa.

— Często się zastanawialiśmy…

— Nad czym?

— Jak właściwie pan je doi?

* * *

Jednorożec biegł przez las. Czuł się ślepy i zagubiony. Niebo było tu niebieskie, nie płonęło wszystkimi kolorami zorzy. I mijał czas. Dla stworzenia, które nie urodziło się poddanym władzy czasu, było to uczucie niezbyt odległe od spadania. Czuł też w umyśle swoją panią. To było jeszcze gorsze od upływu czasu.

Krótko mówiąc, był obłąkany.

* * *

Magrat słuchała z otwartymi ustami.

— Myślałam, że królowe się rodzą — powiedziała.

— Ależ skąd — obruszył się pan Brooks. — Nie ma czegoś takiego jak królewskie jajeczko. To pszczoły decydują, żeby jedną z nich karmić jak królową. Przynoszą jej mleczko.

— A co się dzieje, jeśli nie przynoszą?

— Wtedy staje się zwykłą robotnicą, wasza wysokość — wyjaśnił pan Brooks z podejrzanie republikańskim uśmiechem. Ma szczęście, pomyślała Magrat.

— A kiedy już mają nową królową, co się dzieje ze starą?

— Zwykle się wyroi. Odleci i zabierze ze sobą nową kolonię. Widziałem już w życiu tysiące rojów, to prawda, ale nigdy roju królewskiego.

— Co to jest rój królewski?

— Trudno powiedzieć z całą pewnością. Można go znaleźć w starych książkach o pszczołach. To rój rojów. Coś, co warto zobaczyć.

— Stary pszczelarz rozmarzył się przez chwilę. — Oczywiście — podjął — prawdziwa zabawa zaczyna się wtedy, kiedy pogoda nie sprzyja i stara królowa nie może się wyroić. — Zaczął kreślić dłońmi niewielkie kręgi. — Wtedy obie królowe… to jest stara, tak, a to nowa… zaczynają tropić się między plastrami; deszcz bębni o dach ula, a wokół toczy się normalna praca. — Pan Brooks ilustrował opowieść gestami. — Wszystkie pszczoły biegają wśród plastrów, brzęczą trutnie, a one przez cały czas wyczuwają siebie nawzajem, bo wiedzą, i w końcu widzą się, a wtedy…

— Co? Co? — Magrat pochyliła się, by lepiej słyszeć.

вернуться

14

Jeśli nie był to zbyt duży kij.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 72
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)