Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Ależ, pani Frasier, nie to miałem na myśli…
Savich postukał go lekko po ramieniu. Kurator odwrócił się do niego.
– Obrazy nie mogą zostać wydane mojej siostrze? Czy byłby pan łaskaw nam to wyjaśnić, panie Monk? Jestem Dillon Savich, brat pani Frasier, a to jest moja żona. O co tu chodzi?
Pan Monk był zszokowany. Cofnął się o krok.
– Powiedziano mi, że pani Frasier nie jest w pełni władz umysłowych i dlatego doktor Frasier sprawuje kontrolę nad tymi obrazami. Jest jej mężem, więc ma do tego prawo. Dowiedzieliśmy się też, że pani Frasier miała wypadek, który zresztą sama spowodowała. Krążyły słuchy, że tego nie przeżyje i doktor Frasier odziedziczy obrazy, które na zawsze pozostaną w naszym muzeum.
– Ja żyję, panie Monk.
; – Wiem o tym, pani Frasier. Jednak faktem jest, że nie jest pani w wystarczająco dobrym stanie, żeby móc sprawować kontrolę nad tak kosztownymi i unikatowymi dziełami sztuki.
– Mogę pana zapewnić – wtrącił Savich – że pani Frasier jest w pełni władz umysłowych i jest uprawniona do swobodnego dysponowania swoimi obrazami. Chyba że posiada pan orzeczenie sądowe, że jest przeciwnie?
Pan Monk speszył się, ale szybko doszedł do siebie.
– Orzeczenie sądowe, tak, tego właśnie trzeba!
– Dlaczego? – spytał Savich.
– Sąd mógłby zdecydować, czy ona jest w stanie podejmować tak ważne decyzje.
Sherlock poklepała go po ramieniu.
– Hm… ma pan ładny garnitur – powiedziała. – Przykro mi, panie Monk, ponieważ widzę, że to pana wyprowadza z równowagi, ale ona nie musi się niczym przed panem wykazywać. Sądzę, że mógłby pan próbować uzyskać orzeczenie, że Lily nie jest w pełni władz umysłowych, ale przegrałby pan sprawę, a miejscowe gazety miałyby o czym pisać.
– Och, nie, nigdy bym tego nie zrobił. Przypuszczam, że wszystko jest w porządku, muszę jednak zatelefonować do doktora Frasiera. On się wszystkim zajmował, a z panią Frasier nie rozmawiałem od czasu, jak sprowadzono tu obrazy.
Savich wyjął portfel i pokazał panu Monkowi swój dowód tożsamości.
– Może pójdziemy do pana biura i załatwimy ten telefon? Oczywiście Savich pokazał kuratorowi swoją odznakę FBI.
Pan Monk przełknął ślinę i obrzucił Lily nienawistnym spojrzeniem.
– Chodźmy – powiedział tylko.
– W porządku – stwierdził Savich. – Możemy też omówić sprawę transportu i ubezpieczenia, czym doktor Frasier nie musi się już zajmować. Znam się na tym, panie Monk, bo sam posiadam osiem obrazów Sarah Elliott.
– Chciałby pan to teraz załatwić, panie Savich? Savich skinął głową.
– Sherlock – zawołał, wychodząc – zaczekaj tu razem z Lily, a ja z panem Monkiem sfinalizuję tę sprawę.
– Mam nadzieję, że ten biedak się nie rozpłacze – zauważyła Lily. – Wybudowali specjalne pomieszczenie, chyba za pieniądze Elcotta i Charlotte Frasierów. To miły gest z ich strony.
– Tak. Tutaj już wiele osób oglądało twoje obrazy. Teraz niech się trochę nimi nacieszą mieszkańcy Waszyngtonu. Zastanów się, gdzie je będziesz chciała umieścić. Nie musisz się spieszyć, niech same muzea o nie powalczą.
– Odczułam ogromną ulgę., że one nadal tu są że nie patrzę na gołe ściany, bo ktoś zdążył ukraść obrazy. Dlatego tu jestem. Przyszło mi do głowy, że jeśli Tennyson ożenił się ze mną dla obrazów, to już może ich tu nie być.
Sherlock zaczekała, aż Lily usiądzie obok niej.
– My też nie chcieliśmy czekać – powiedziała, rozglądając się dokoła. – Ile tu piękna. Ono jest w twoich genach, Lily, zarówno twoich, jak i Dillona. Ty rysujesz wspaniałe komiksy, a Dillon pięknie rzeźbi w drewnie. Wyrzeźbił Seana, niedługo po jego urodzeniu, w mięciutkim różanym drewnie. Ile razy patrzę na tę rzeźbę albo jej dotykam, czuję się szczęśliwa, że Dillon jest obecny w moim życiu. Zaczynam być zbyt uczuciowa, a to do niczego nie prowadzi. Co takiego miałam powiedzieć? Już wiem, że talent waszej babki przejawia się u was obojga, chociaż w odmienny sposób.
– A twój talent, Sherlock? Pięknie grasz na fortepianie. Mogłabyś koncertować, gdyby twojej kariery nie przerwała śmierć siostry. Chciałabym posłuchać twojej gry, kiedy wrócimy do Waszyngtonu.
– Dobrze, zagram dla ciebie – przyrzekła Sherlock. – Wiesz co, Lily, bardzo się bałam, że Tennyson i jego ojciec mimo wszystko ukradli te obrazy, a ciebie nie zawiadomiono pod pretekstem, że jesteś ciężko chora.
– Przypuszczam, że oni mieli jeszcze inne plany, ale wydarzenia potoczyły się niespodziewanie szybko.
– Mieli na to czas, lecz z drugiej strony, gdyby obrazy nagle zniknęły, to Sing Sing szybko otworzyłby dla nich swoje bramy. Sądzę, że mieli zamiar je sprzedać po twojej śmierci, kiedy stałyby się prawną własnością Tennysona.
– Po mojej śmierci – powtórzyła Lily. – Trudno uwierzyć, że ktoś może pragnąć czyjejś śmierci, żeby przejąć cudzą własność. To naprawdę podłe.
– Tak. To wyjątkowo podłe.
– Jestem zaszokowana, że Tennyson mnie zdradził, a jego ojciec też pewnie maczał w tym palce. Nie mam jednak zamiaru rozpaczać. Mam raczej ochotę rozwalić mu nos i dołożyć kilka kopniaków.
– To dobrze. – Sherlock przytuliła ją do siebie. – Jak się czujesz?
– Jestem spokojna, chociaż trochę mnie to boli. Wierzyłam w to, że go kocham, Sherlock, że chcę spędzić resztę życia razem z nim. Ufałam mu i z ufnością powierzyłam jego opiece swoją córkę.
– Wiem, Lily, wiem.
Lily opanowała się i uśmiechnęła do szwagierki.
– Powiem ci coś ciekawego. Remus nie dawał mi rano spokoju, więc pojechałam do sklepu, żeby kupić przybory do rysowania. A potem zdarzyła się dziwna historia. Wsiadłam do pustego autobusu, a tam napadł na mnie jakiś młody facet.
Sherlock szybko zamrugała i otworzyła usta.
– Nareszcie cię tak zaskoczyłam – zaśmiała się Lily – że aż zabrakło ci słów!
– To mi się wcale nie podoba, Lily. Opowiedz mi wszystko, z najdrobniejszymi szczegółami.
W drzwiach stanął pan Monk.
– Skontaktuję się z naszymi prawnikami – oznajmił – którzy przygotują dla pani dokumenty do podpisu. Już mówiłem panu Savichowi, jak zapakujemy obrazy do przesyłki. Musi nas pani poinformować, gdzie mają być dostarczone. Razem z obrazami pojedzie dwóch strażników. To dość skomplikowana operacja, konieczna dla zapewnienia bezpieczeństwa dziełom sztuki. Zawiadomię panią kiedy dokumenty będą gotowe. Czy pani zamierza szybko stąd wyjechać?
– Dość szybko, panie Monk. – Lily podniosła się wolno, czując, że bolą ją szwy. – Przykro mi, ale nie mogę zostawić tu obrazów.
– Szkoda. Doktor Frasier powiedział mi przez telefon, że się pani z nim rozwodzi i w związku z tym on nie ma już prawa decydować o losie obrazów.
– Cieszę się, że nie miał w zanadrzu żadnych nieczystych gierek – powiedziała Lily.
To stwierdzenie wyraźnie zakłopotało pana Mońka.
– On jest równie szlachetnym człowiekiem jak jego szacowni rodzice.
– Wiem, że wiele osób tak uważa – skwitowała Lily. – Tak, rozwodzimy się, panie Monk.
– Jaka szkoda. Tak krótko byli państwo małżeństwem. A kilka miesięcy temu straciła pani swoją małą córeczkę. Mam nadzieję, że podejmuje pani tę decyzję z pełną jasnością umysłu.
– Pan nadal powątpiewa w moje władze umysłowe, panie Monk?
– Wydaje mi się, że działa pani zbyt pospiesznie, nie przemyślawszy wszystkiego do końca – oświadczył z emfazą pan Monk. – Zostawia pani biednego doktora Frasiera, który tak panią kocha i pragnie pani dobra. Oczywiście, pani decyzja dotyka również boleśnie mnie i muzeum.