Zatoka cykuty
- Автор: Коултер Кэтрин
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Zatoka cykuty». Краткое содержание книги:
– Do diabła, Lily – powiedział wtedy – nie możesz być bezbronną ofiarą. Nauczę cię walczyć.
Nie potrafił wprawdzie nauczyć jej, jak panować nad strachem, który ją przenikał, kiedy nóż dotykał jej ciała. Poradziła sobie jednak i wygrała.
Wyprostowana weszła do recepcji.
– Halo – rzuciła z uśmiechem do pani Blade, która rozwiązywała właśnie krzyżówkę.
– Ma pani taką minę, jakby pani wygrała los na loterii, pani Frasier. Zna pani pięcioliterowe słowo na mordercę potwora?
– Hm… To mogłabym być ja, ale Lily to tylko cztery litery. Przykro mi, pani Blade. – Roześmiała się i ruszyła z paczkami w stronę schodów.
– Mam już! – zawołała za nią pani Blade. – Morderca to zabójca. Wie pani, jak ten Buffy, Wampir Zabójca.
– To siedem liter, pani Blade.
– Do licha!
Kiedy Lily znalazła się wreszcie w swoim pokoju, odpakowała paczki i ułożyła wszystkie przybory na stoliku. Światło było dobre, a czuła się wspaniale. Nagle zamarła.
Obrazy. Arcydzieła Sarah Elliott. Musi natychmiast jechać do muzeum i sprawdzić, czy jej osiem obrazów jeszcze tam wisi. Jak mogła myśleć tylko o tym, żeby rysować Remusa?
A może niepotrzebnie wpada w panikę? Wystarczy zatelefonować do pana Mońka i spytać go o obrazy. Ale czy on jest godny zaufania? Przecież może skłamać.
Tennyson albo jego ojciec mogli je ukraść w nocy, z pomocą pana Mońka.
No nie, wtedy ktoś zawiadomiłby ją, że obrazy zniknęły. A może zawiadomiliby tylko Elcotta Frasiera albo Tennysona? Ona była chora, próbowała już po raz drugi popełnić samobójstwo, czyż nie tak? Nie byłaby w stanie sprostać tak stresującej sytuacji.
Po trzech minutach była już za drzwiami.
9
Muzeum Sztuki w Eureka zajmowało całą stronę West Clayton Street, pomiędzy dwiema przecznicami. Był to piękny wiktoriański budynek, otoczonymi starymi dębami, które tego chłodnego ranka gwałtownie gubiły liście. Z powodu cięć w budżecie nikt ich nie sprzątał, więc pokrywały chodniki grubym dywanem w kolorze czerwieni i złota.
Lily dała taksówkarzowi pięć dolarów, w tym spory napiwek, ponieważ zauważyła jego wystrzępione mankiety. Miała nadzieję, że wystarczy jej pieniędzy na opłacenie wstępu do muzeum. Starszy dżentelmen poinformował ją przy wejściu, że nie pobierają opłat za wstęp, ale każde wsparcie finansowe jest przyjmowane z przyjemnością. – Nie z wdzięcznością?
– Z jednym i drugim – odparł, uśmiechając się do niej szeroko. '
Odwzajemniła uśmiech i poprosiła, żeby zawiadomił pana Mońka, że przyszła pani Frasier.
W tym muzeum widziała swoje obrazy tylko jeden raz, zanim jeszcze zbudowano dla nich specjalne pomieszczenie. Złożyła tam krótką wizytę zaraz po ślubie z Tennysonem. Poznała wtedy pana Mońka, zapamiętała, że miał piękne czarne oczy i wydał się jej dziwnie nerwowy. Było tam też dwóch młodych pracowników z doktoratami, którzy powiedzieli jej, że nie mogąc dostać pracy w żadnym ze znaczących muzeów, musieli się przenieść do Eureka. Na szczęście, poinformowali ją z uśmiechem, obrazy Sarah Elliott nobilitowały to prowincjonalne muzeum.
Osiem obrazów jej babki wisiało w oddzielnym, perfekcyjnie przygotowanym pomieszczeniu – białe ściany, doskonałe światło, wypolerowana dębowa podłoga i miękkie ławki na środku sali. Można było usiąść i podziwiać je w spokoju.
Lily stała na środku sali, obracając się z wolna, żeby się dokładnie przyjrzeć tym dzidom. Pamiętała, z jakim przejęciem czekała na nie kiedyś w Instytucie Sztuki w Chicago, za którego pośrednictwem wykonawca testamentu babki przekazał jej obrazy. Brała je po kolei do rąk i delikatnie dotykała. Dostała te, które się jej zawsze najbardziej podobały. Jej ulubionym obrazem był Łabędzi śpiew – za mgiełką miękkich, pastelowych kolorów starzec śpiewa swoją przedśmiertną pieśń, a jego słuchaczką jest mała dziewczynka… Lily poczuła, że na rękach ma gęsią skórkę. Łzy stanęły jej w oczach.
Kochała ten obraz, była też jego właścicielką. Nagle zdała sobie sprawę, że pragnie codziennie na niego patrzeć. Chciałaby mieć przed oczami ten nieustający rytm życia – jego smutny koniec i radosny początek. Ten obraz chciała mieć u siebie, jeśli to będzie możliwe. Wartość każdego z tych płócien całkowicie ją przytłaczała.
Wytarła oczy.
– To pani, pani Frasier? Słyszeliśmy, że miała pani wypadek i że jest pani w szpitalu, i to w ciężkim stanie. Dobrze się pani czuje? Tak szybko doszła pani do siebie? Może zechce pani usiąść? Podać wody?
Odwróciła się do pana Monka, który właśnie stanął w drzwiach. Wydał się jej jeszcze bardziej spięty niż przy pierwszym spotkaniu. Miał na sobie elegancki, ciemnoszary wełniany garnitur, białą koszulę i granatowy krawat.
– Miło mi pana widzieć – powiedziała. – Pogłoski o moim ciężkim stanie są mocno przesadzone. Dobrze się czuję, proszę się niczym nie kłopotać.
– Wspaniała wiadomość. Czy doktor Frasier jest tu z panią? Jest jakiś problem?
– Nie, nie ma żadnego problemu – odrzekła Lily. – Ostatnie miesiące były trudne, ale teraz już wszystko jest w porządku. Proszę mi powiedzieć, który z tych obrazów najbardziej się panu podoba?
– Decyzja – odparł pan Monk bez wahania.
– Mnie też się bardzo podoba – przyznała Lily. – Ale czy nie uważa pan, że jest trochę przygnębiający?
– Przygnębiający? W żadnym wypadku. Ja nie popadam w przygnębienie, pani Frasier.
– Pamiętam tę chwilę, kiedy powiedziałam babci, że ten obraz bardzo mi się podoba. Miałam wtedy szesnaście lat i byłam bardzo zmartwiona. Straciłam mnóstwo pieniędzy na zakładach Giants przeciwko Dallas. Babcia roześmiała się i pożyczyła mi dziesięć dolarów. Nigdy tego nie zapomniałam. Oddałam jej dług w następnym tygodniu, kiedy banda głupców założyła się, że Nowy Orlean pobije San Francisco.
– Czy pani mówi o jakichś wydarzeniach sportowych, pani Frasier?
– Tak, o futbolu. – Uśmiechnęła się do niego. – Przyszłam tu, żeby zawiadomić pana, że wyprowadzam się stąd i wracam do Waszyngtonu. Obrazy Sarah Elliott zabieram ze sobą.
– Ależ pani Frasier – powiedział, patrząc na nią jak na wariatkę. – Chyba jest pani zadowolona z naszej ekspozycji i starań, jakimi, otaczamy te obrazy. Wykonujemy wszystkie drobne zabiegi konserwatorskie, nigdy nie zawracamy pani głowy…
– Panie Monk – powiedziała, dotykając lekko jego ramienia – uważam, że wywiązaliście się z tego zadania wspaniale. Chodzi tylko o to, że ja się przeprowadzam, a obrazy jadą razem ze mną.
– Przecież Waszyngtonowi nie potrzeba już więcej dzieł sztuki! Mają ich tyle, że nie wiedzą, co z nimi robić. Trzymają mnóstwo pięknych rzeczy w magazynach i nikt ich nie ogląda.
– Bardzo mi przykro, panie Monk. Piękne oczy kuratora zabłysły.
– W porządku, pani Frasier, ale jestem przekonany, że nie omówiła pani tej sprawy z doktorem Frasierem. Przykro mi, ale nie mogę pani wydać żadnego z tych obrazów. On nimi zarządza.
– Co to znaczy? Przecież pan wie, że obrazy należą do mnie.
– No tak, ale decyzje zawsze podejmował doktor Frasier i sam się wszystkim zajmował. Ponadto, pani Frasier, wszyscy tu wiedzą, że nie jest pani zdrowa…
– Lily, co ty tu robisz? Miałaś leżeć w łóżku.
Dillon i Sherlock pojawili się nagle za plecami pana Mońka.
– Przyszłam, żeby powiedzieć panu Monkowi, że wyjeżdżam do Waszyngtonu i zabieram obrazy ze sobą. Niestety, on twierdzi, że jestem wariatką, o czym wszyscy wiedzą, i tylko doktor Frasier może podejmować decyzje w tej sprawie, a więc pan Monk nie wyda mi obrazów.