Ucieczka z Festung Breslau
- Автор: Земянский Анджей
- Год: 2009
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Dolnośląskie
- ISBN: 978-83-245-8895-4
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:
-Książki szyfrów! - darł się Heini. - Panie poruczniku, to są ich szyfry!
-Ale pan trafił. Ale pan trafił, panie poruczniku. - Kucharz tylko potrząsał głową. - Ale strzał. Kurna... generałem pana zrobią.
-Ale musieli uciekać, jakeśmy drzwi rozwalali.
Schielke zebrał siły.
-Przeszukać mieszkanie - rzucił ostro.
Sam ruszył do telefonistki, która została na korytarzu. Dziewczyna stała przerażona na jego środku, trzymając w rękach automat, ale w taki sposób, jakby go chciała tylko pokazać nielicznym wyglądającym zza drzwi ludziom.
-Proszę państwa - mówiła w miarę spokojnie. - Ja nie wiem, jak to się obsługuje, ale wiem z całą pewnością, że to może wystrzelić. Dlatego lepiej będzie dla państwa, jak się schowacie za drzwiami. Błagam państwa, schowajcie się, bo ja sama jestem w strachu.
-Nienaładowany - usiłował ją uspokoić Schielke. - Najpierw trzeba to odciągnąć i tu zahaczyć, a potem wetknąć magazynek i spuścić to tutaj, - Przekazywał jej swoją teoretyczną wiedzę.
-Ja tam nie wiem, to nie centrala telefoniczna.
-Nie wystrzeli bez magazynka. Naprawdę - przekonywał dziewczynę.
-Nie wierzę. Pan mnie na wojnę wziął. - Spojrzała z wyrzutem. Zwróciła się znowu do ludzi. - Pan porucznik twierdzi inaczej, ale po mojemu mam w rękach ciężki karabin maszynowy i on zaraz wystrzeli. Proszę się schować, żeby nieszczęścia nie było.
Coraz więcej twarzy pojawiało się w drzwiach. Na szczęście ze zdobytego mieszkania wyszedł Heini i stanął na rozkraczonych nogach.
-Spierdalać! - wrzasnął.
W przeciągu sekundy korytarz był pusty.
-Ależ chłopcze, skąd ty znasz takie słowa?
-Oj, panie poruczniku. Bywało się na zabawach we wsi, to i znam. Grunt, że zadziałało.
Właściwie miał rację. Angielskie wychowanie nie pozwalało jednak na takie wybryki. Schielke był pewien, że Holmes nigdy nie przeklinał.
-Znaleźliście coś jeszcze?
-Tak, panie poruczniku. Kuchmistrz znalazł jeszcze ruski rewolwer, notes radiotelegrafisty, jakieś papiery, ale po ichniemu pisane, takimi dziwnymi literami. A ja znalazłem to - pokazał kopertę ze zdjęciami - i to - wyjął z kieszeni pomiętą mapę z zaznaczonymi na czerwono miejscami.
-Heini, jesteś genialny. - Schielke położył mu rękę na ramieniu. - Zostaniesz starszym szeregowym.
-Tak jest, panie poruczniku. Dziękuję, panie poruczniku.
Kiedy wrócili, Schielke kazał radiostację i wszystkie inne łupy ustawić w swoim gabinecie. Telefonistka chciała się natychmiast dobrowolnie rozbroić, ale on kazał utrzymać oddział
w całości, zyskując ogromną wdzięczność Heiniego. Porozsiadali się więc na wolnych krzesłach, zmęczeni i wszyscy oprócz chłopca znudzeni. A Schielke rozparty w fotelu czekał na telefon. Nie bębnił nerwowo palcami, nie zwilżał warg, nie zakładał nogi na nogę, po prostu trwał jak posąg. A dokładniej jak Mycroft przed akcją.
Gdy zadzwonił telefon, odczekał dwa sygnały i spokojnie podniósł słuchawkę.
-Tak?
Lód w głosie sekretarki miał taką moc, że zamrożone zimą Breslau wydawało się przy nim najgorętszym miejscem Sahary.
-Oczywiście. Już idę.
Odłożył słuchawkę i podszedł do Heiniego.
-Idź do pułkownika Tietza, powiedz, że mamy radiostację, szyfry i zaproś go do naszego pokoju.
-Mój Boże! Ja do samego pułkownika?
-Z tym wyglądem zrobisz odpowiednie wrażenie. Po drodze na pewno cię zapyta o akcję, więc powiedz szczerze, jak było. Dobrze?
-Tak jest! - Przejęty chłopak strzelił obcasami.
Schielke, ciągle zupełnie spokojny, poszedł do pokoju Heigla. Już w sekretariacie potraktowano go jak skazańca. Wyraźny chłód i dystans były podkreślane z ostentacją. Nie zwracał na to uwagi.
Wszedł od razu na egzekucję.
-Panie majorze...
Heigel przerwał mu rykiem.
-No i co?!
-Przepraszam, nie rozumiem.
-No i co pan narobił? Przecież to kompromitacja. Pan jest doprawdy śmieszny z tymi swoimi wykresikami. W życiu nie widziałem większej bzdury!
Obecni w pokoju oficerowie dyskretnie odsuwali się od Schielkego. Niech odłamki bomby, która wybuchnie na środku pokoju, ominą ich z dala.
-Pan jest niekompetentny! Pan jest po prostu niekompetentny!
-Dalej nie rozumiem.
-Czego pan nie rozumie? Dwa wozy pelengacyjne, piesze namierzanie, pluton specjalny i wie pan co?
-Tak?
-Wie pan, co znaleźliśmy?
-Nie. - Schielke teraz po prostu kpił.
Koledzy patrzyli z pewnym już zdziwieniem. Czyżby skazaniec nie wiedział, że czeka go kara śmierci? A przecież ewidentnie nie wyglądał na idiotę. Ewidentnie. Co się za tym kryło? Co bardziej inteligentni koledzy przestali się nagle dyskretnie odsuwać na bok.
-Poruczniku... - Heigel wyglądał, jakby się nagle uspokoił. - Nie zwykłem rozmawiać na tak niskim poziomie.
-Jeśli pan major mówi o obliczeniach, to znalazłem w nich błędy. Poprawiłem je, co można sprawdzić w sali odpraw.
-Znowu wykresiki?! Kolorowe kreseczki? Jest pan idiotą.
Obecni w pokoju skamienieli. Lempp patrzył z dziwną mieszaniną pogardy i wyższości jednocześnie. A Heigel ryknął jeszcze głośniej:
-Nie ma tej pańskiej radiostacji!!!
Schielke wzruszył ramionami.
-Wprost przeciwnie. Jest.
-Gdzie?! W sowieckiej kryjówce gdzieś...
-Jest w moim gabinecie, panie majorze. Razem z książkami szyfrów Iwana.
Zdawałoby się, że cisza to po prostu cisza, ale ta, która zapadła w tym pokoju, miała jakieś dziwne odcienie. Zaskoczenie i narastająca ciekawość ze strony kolegów milczały w inny sposób niż pogarda Lemppa czy furia Heigla. Stali tak dłuższą chwilę.
-Co pan powiedział? - prawie szepnął major.
-Ze mam w gabinecie radziecką radiostację i szyfry.
Powietrze chyba zamieniło się w smołę. Wszelkie ruchy zostały spowolnione nagle, nawet odwrócić wzrok było trudno.
-Aha - mruknął Heigeł. Z jego twarzy nie można było odczytać żadnej myśli, żadnego odczucia. - Możemy zerknąć, oczywiście?
-Ależ bardzo proszę. - Schielke skoczył pierwszy i otworzył drzwi.
Sekretarki momentalnie wyczuły, że coś nie idzie zgodnie z planem egzekucji. Miały zawodowy instynkt i refleks. Ta, która układała papiery na półce, nawet usłużnie usunęła się porucznikowi z drogi.
W jego gabinecie na widok takiej liczby oficerów zarówno kucharz, jak i telefonistka zerwali się na baczność. Heigeł, ponury i milczący jak gradowa chmura, podszedł do biurka, na którym stała radiostacja. Jakby uszło z niego powietrze. Pozostali oficerowie zaglądali mu przez ramię z ciekawością, Lempp nie wiedział, gdzie ma podziać wzrok.
-I nie złapał pan żadnych agentów? - Major chwycił się jeszcze tej deski ratunku.
-A niby jak miałem złapać?
W tym momencie Heini otworzył drzwi i przepuścił pułkownika Tietza, więc Schielke błyskawicznie wykorzystał szansę i powtórzył głośniej:
-Jak miałem łapać agentów? - prawie krzyknął. - Przy pomocy tego chłopca, kucharza i telefonistki?!
Jakby dopiero teraz zorientował się, że wszedł dowódca, stanął przed nim na baczność. Tietz jednak momentalnie uciszył wszystkie meldunki.
-Mniej więcej wiem od tego chłopca, co się stało - powiedział. - Ale...
Nie było mu dane dokończyć. Na widok dowódcy telefonistka zaczęła chlipać.
Ja nie mogłam gonić żadnych agentów, panie pułkowniku - zaczęła się usprawiedliwiać. - Nie mogłam, bo mam buty na obcasach. I nie umiem strzelać. Oni trzej gonili, a ja nie goniłam, proszę pana. Nie mogłam.