Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ucieczka z Festung Breslau
Ucieczka z Festung Breslau - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ucieczka z Festung Breslau

Электронная книга - «Ucieczka z Festung Breslau». Краткое содержание книги:

Wrocław, ostatnie miesiące wojny. Oficer Abwehry, Dieter Schielke, przydzielony zostaje do śledztwa, mającego wyjaśnić okoliczności śmierci osób, przygotowujących do wywozu dzieła sztuki. Pomaga mu w tym urocza archiwistka i tajemniczy The Holmes. Wszystko byłoby proste, gdyby nie fakt, że nikt nie jest tym, za kogo się podaje...
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 101
Перейти на страницу:

Tietz uśmiechnął się odruchowo.

-Ależ oczywiście, proszę pani. Nikt tego od pani nie wymaga.

-A pan porucznik mnie wziął na wojnę i musiał podczas całej akcji uspokajać.

Pułkownik przygryzł wargi, żeby się nie roześmiać. Położył dziewczynie rękę na ramieniu.

-Jest, niestety, usprawiedliwiony. Działał w stanie wyższej konieczności.

-Proszę zabrać mi ten karabin maszynowy - podała mu schmeissera bez magazynka -bo zaraz kogoś niechcący zabiję.

-Oczywiście, proszę pani. - Tietz niby przypadkiem zakrył twarz dłonią. - Myślę, że długi urlop będzie dostateczną nagrodą za nerwy, które zszarpała pani ta brawurowa operacja.

-Tak jest! Dziękuję, panie pułkowniku.

Ten zrobił krok dalej. Kucharz, słysząc o urlopie, postanowił wypaść jak najlepiej.

-A ja jestem prawdziwym żołnierzem. Walczyłem pod Verdun!

-Stara gwardia nie rdzewieje. Gratuluję wam, żołnierzu. Gdzie macie rodzinę?

-W Prusach, w Hamburgu i w Dreźnie, panie pułkowniku.

-Hm, do Prus już nie dotrzecie, a do Hamburga strach jechać, bo ciągle bombardują miasto. Wystawię wam rozkaz wyjazdu do Drezna, tam przynajmniej żadne bombowce was nie dosięgną.

-Dziękuję, pa...

-To on pierwszy sforsował drzwi - przerwał mu Schielke.

Tietz tylko kręcił głową ze zdumienia.

-To nieprawdopodobne, do jakiego poświęcenia zdolny jest zwykły żołnierz. I jak może być skuteczny - postanowił dobić kogoś na tej sali - szczególnie w porównaniu na przykład z profesjonalistami, którzy dysponują pelengacją i plutonem specjalnym. Hm, dziwne, prawda, panowie?

Podszedł do biurka i dotknął radiostacji.

-Chryste Panie, szyfry, notatki radiooperatora, dokumenty, materiały...

-Gdybym...

Tym razem pułkownik nie dał Schielkemu dokończyć.

-Gdyby miał pan jakiekolwiek wsparcie, to my mielibyśmy teraz żywego radiotelegrafistę i kogoś jeszcze. - Dotknął tetetki i nagana. - Broń wrogów - mruknął. - Proszę je sobie zachować na pamiątkę.

-A teraz... - zawiesił głos. - Proszę opowiedzieć, jak było. Tylko błagam, bez opisu jakichkolwiek obliczeń, bo kompletnie się na tym nie znam.

-Wykryłem błąd...

-Błagam, tylko bez obliczeń.

-Tak jest! Niemniej na mapie mogłem odkryć jedynie rejon nadawania, a nie konkretny ceł.

-Mieli swój system dyslokacji? - pytał Tietz.

-Tak, panie pułkowniku. Ale to tylko system, a nie przewodnik po mieście. Nie mieli przecież dostępu do wszystkich mieszkań. Tam, w terenie mogłem tylko zgadywać.

-I co pan zrobił?

-Właściwie nic. Przypadek, ale na szczęście to było na Ohlauer Stadtgraben, z jednej strony fosa, a z drugiej ściana pięknych kamienic i pałacyków. To bardzo ograniczało liczbę możliwości. No, ale z gołymi rękami... - Schielke zawiesił dramatycznie głos.

-Rozumiem.

-To zasługa Heiniego. Po prostu spytałem go, gdzie on umieściłby radiostację na wrogim terenie. I pokazał.

Pułkownik zerknął na prężącego się w pozycji zasadniczej chłopca.

-Tak było?

Kucharz i telefonistka potwierdzili, kiwając głowami.

-Wbiegliśmy do środka kamienicy - kontynuował Schielke. - A tam galimatias, wiedziałem tylko, że to musi być gdzieś wyżej z powodu anteny. No i znowu Heini wskazał mi mieszkanie, które sam by wybrał. Zamiast jednej miało trzy drogi ueieczki.

Kucharz i telefonistka znowu przytaknęli. Sam Heini stał jak żelazny posąg germańskiego boga, jedynie policzki pąsowiały mu z dumy.

-No, no... - Tietz podszedł do chłopca. - Jak to jest, moi panowie - zwrócił się do oficerów - że goniec potrafi odnaleźć sowiecką radiostację? - Darował im wiszące w powietrzu: „A wy nie”.

Milczenie przedłużało się znowu nieznośnie.

-Cóż... - Pułkownik zerknął na Schielkego. - Niech pan dostarczy to wszystko, gdzie trzeba. - Za godzinę zamelduje się pan u mnie. Reszcie dziękuję. A ty - zerknął na Heigla - chodź ze mną.

Schielke nie mógł się powstrzymać i wykręcił numer do Rity. Doskonale wiedziała, o co chodzi. Musiała siedzieć jak na szpilkach. Po wymianie uprzejmości do wiadomości ewentualnych podsłuchujących telefonistek, spytała drżącym głosem:

-I co w najważniejszej kwestii?

Nie mógł sobie darować.

-Waterloo.

-O Jezu Chryste!

Wytrzymał tylko chwilę. Nie chciał, żeby dostała zawału serca.

-Mówi do ciebie książę Wellington.

Zachłysnęła się oddechem. Po chwili odzyskała równowagę i zaczęła się śmiać.

-Nie wypada traktować tak niemieckich kobiet, książę.

-Są wystarczająco wytrzymałe.

-A co z kurduplem?

-W drodze na Świętą Helenę, milady.

Lepszego dnia nie mógł jej zafundować. Ale dzień dniem, a on miał nadzieję na wieczór wieńczący dzieło.

-Jesteś genialny.

Nieszczególnie chciał zaprzeczać. Wyobraził sobie Ritę w obcisłej spódnicy, cieniutkim żakiecie podkreślającym kobiece kształty. Wytarł chustką mokre od potu czoło, ponieważ w wyobraźni zobaczył Ritę bez spódnicy i żakietu.

-A jak tam twoja kasa na dworcu? - spytała.

-Nareszcie pojawiły się w niej bilety.

Słyszał w słuchawce jej śmiech.

-Spotkamy się?

Na to właśnie czekał. Tylko i wyłącznie na to pytanie czekał. Zerknął w lustro wiszące na ścianie. „Guderian, jesteś przy mnie pętakiem”! Słodkie zwycięstwo na damsko-męskim froncie.

-Bardzo bym chciał, ale...

-Ale? - zdziwione pytanie zabrzmiało po drugiej stronie.

-Przykro mi, ale jestem już umówiony z panią Ritą Menzel.

Jej śmiech był uroczy - Boże, jak pięknie się walczy, siedząc w wieżyczce rozpędzonego czołgu, który wali wprost na ostatni bunkier obrony przeciwnika. A on perfidnie przygotował najcięższe działo. Przygotował, załadował, wycelował i trzymał palec na spuście.

-Gdzie się spotkamy? - spytała zalotnie.

Celny strzał.

-Kocham cię - rzucił krótko i odłożył słuchawkę.

Musiał trafić, musiał trafić, był snajperem. Wyobrażał sobie

te setki sprzecznych uczuć i myśli po drugiej stronie, które targały kobietą ciągle stojącą ze słuchawką w ręku. Jej zaskoczenie, jej ciekawość, jej wszystkie sprzeczne, babskie instynkty. Miał wrażenie jednak, że w tej walce był dobrym artylerzystą. Zawsze strzelał z zaskoczenia, z reguły celnie.

Gabinet Tietza był na samym końcu korytarza. Sekretarka została chyba uprzedzona, bo na widok Schielkego zerwała się na równe nogi.

-Proszę. - Otworzyła drzwi.

Pułkownik był w doskonałym nastroju. Pewnie się już pochwalił w dowództwie dzisiejszą akcją i musiał usłyszeć w odpowiedzi coś bardzo ciepłego. Coś, co w dużym stopniu ukoiło jego zbolałą po ostatnich porażkach duszę.

-Zapraszam, zapraszam. - Podniósł się na widok porucznika. - Vero - skinął na sekretarkę - dwie kawy i dwa koniaki.

-Ale ja praktycznie nie piję, panie pułkowniku.

Tietz uderzył się w czoło.

-Gdzie ja mam głowę? My, absolwenci Sorbony, nigdy nie rozumiemy was, absolwentów Oksfordu. - Wykonał przepraszający gest i zwrócił się do sekretarki. - Dla mnie koniak, a dla pana porucznika whisky - zakomenderował. - Kawę, mam nadzieję, pije się po obu stronach kanału?

-Jeżeli to coś rozbełtane z mlekiem, co piją Anglicy, można nazwać kawą, to oczywiście tak.

Tietz miał dobry dzień. Ktoś w dowództwie musiał mu naprawdę nieźle przysłodzić za dzisiejsze osiągnięcie. Może w grę nawet wchodziły jakieś odznaczenia? No ale... książki szyfrów nie znajduje się co dzień. Akcje szefa rosły.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 101
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)