Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 208 209 210 211 212 213 214 215 216 ... 253
Перейти на страницу:

Cały czas. Teraz także.

Co by się stało, gdybym się bardziej pospieszył, wcześniej dogonił reaktor i próbował go odholować do balonu? Wszyscy byśmy zginęli.

Znów zaczynałem się martwić — i to w sposób jeszcze bardziej bezsensowny niż zwykle: zamiast rozmyślać o przyszłości (na którą jeszcze miałem wpływ), zastanawiałem się, co zepsułem wcześniej (na co już nic nie mogłem poradzić).

Powinienem zostawić takie sprawy — odpowiednio — inkanterom i retorom.

Ciekawe, gdzie się teraz podziali wszyscy tysięcznicy. Może zebrali się na jakimś stadionie i urządzają chóralne śpiewy?

— Ras!

Otworzyłem oczy. Była to jedna z tych chwil, kiedy kompletnie nie wiedziałem, co się dzieje i gdzie jestem; nie byłem nawet pewien, czy ten lot w kosmos mi się nie przyśnił.

— Ras!

Na wyświetlaczu pojawiła się ikona: fraa Jesry.

— Jestem — powiedziałem.

— Cieszę się, że cię słyszę! — odpowiedział z ogromną ulgą w głosie.

— Naprawdę jestem wzruszony, Jesry…

— Zamknij się. Lecę po ciebie. Ściągnij płachtę i zacznij się rozglądać.

— Na pewno mogę? Nie widać nas już?

— Nie.

— Bo mnie się wydaje, że jednak tak.

— Poprzednio byliśmy na widoku, teraz już nie.

— Poprzednio?

— Kiedy pierwszy raz przelatywałeś, przegapiliśmy cię. Nasze orbity się przecięły, ale szedłeś za wysoko. I nie odpowiadałeś na wywołanie przez radio.

— Zaraz… To znaczy, że teraz próbujesz drugi raz?!

Spojrzałem na chronometr: Jesry miał rację. Minęło dziewięćdziesiąt minut, a nie, jak sądziłem, czterdzieści pięć. Wskaźnik tlenu zszedł na poziom czerwony. Przespałem pierwsze spotkanie!

Odrzuciłem płachtę i zobaczyłem balon: znajdował się milę ode mnie i szybko się zbliżał. Pod nim krył się niezgrabny zlep dziesiątków pomponów połączonych kotwiczkami na naprężonych wysięgnikach. Kilka postaci w kombinezonach i manifikach, zwróconych wyczekująco w moim kierunku, unosiło się obok nich w przestrzeni. Dołączyłem do retikuli i na wyświetlaczu wyskakiwały kolejne ikonki, ale mówił tylko Jesry. Tylko on wyszedł mi na spotkanie.

— Jeżeli mi się nie uda, nie panikuj i czekaj — odezwał się. — Mamy w zanadrzu dwa warianty awaryjne.

— Na początek wysłali najlepszego, co?

Delikatnie odsunąłem się od reaktora i zahaczyłem go kotwiczką.

— Dzięki. Ale po tym, co zrobiłeś, to ty jesteś najlepszy, Ras.

Jesry zbliżył się do reaktora, obrócił w miejscu, skoncentrował i też wystrzelił kotwiczkę.

— Będziemy się przechwalać na starość. Co mam robić?

— Orientacja radialna dodatnia.

Zamiast ustawiać się twarzą w kierunku lotu, jak do tej pory, miałem odwrócić się o dziewięćdziesiąt stopni, żeby mieć Arbre za plecami. Zrobiłem to i leciutko zderzyliśmy się z Jesrym.

— Obrót w dół, czterdzieści pięć stopni — polecił mi. — Silniki: piętnaście sekund ciągu.

Piętnaście sekund to bardzo dużo. Jeżeli rachuby zawiodą, polecimy piekielnie daleko i nie wystarczy nam paliwa na powrót.

Posłuchałem. Do głowy by mi nie przyszło, żeby zakwestionować polecenie. To był Jesry. Odprowadził mnie spokojnie wzrokiem, kiedy poleciałem po reaktor; odrobił teorykę w pamięci i trzy razy sprawdził obliczenia na syntakcie.

Obróciłem się i włączyłem silniki.

— Lecicie do nas jak po sznurku — zapewnił mnie Sammann.

Treść jego słów nie była ważna; ton głosu w zupełności mi wystarczył.

— Nic nie róbcie — ostrzegł nas Lio. — Przechodzicie tuż pod nami… Schodzimy po was…

Chwilę później podwójne szarpnięcie i głośne wiwaty dały mi do zrozumienia, że zostaliśmy przechwyceni. Cofnąłem ręce od sterów; tak mi się trzęsły, że bałem się, że przez przypadek mógłbym włączyć silniki. Lio i Ossa doholowali nas pod balon.

— Ras, jesteś bezpieczny — poinformował mnie Lio. — Sammann, namiar proszę?

— Nadal jesteśmy pod osłoną balonu — zameldował Sammann.

— Świetnie. Na pewno wszyscy chcecie pogratulować fraa Erasmasowi, ale nie róbcie tego. Oszczędzajcie tlen. Na gratulacje przyjdzie czas później. Arsibalcie, wiesz, co masz robić. Daj znać, gdybyś musiał od kogoś pożyczyć tlen.

Wszyscy powkładali już białe skafandry wierzchnie z twardej tkaniny, chroniące przed mikrometeorami i odbijające ciepło słoneczne. Dzięki nim wyglądali jak prawdziwi astronauci. Ja również taki dostałem i włożyłem, po czym idąc za przykładem pozostałych, przypiąłem się do bezkształtnej masy siatek, ładunków i kotwiczek i spróbowałem się zdrzemnąć. Lio z Arsibaltem zajęli się uruchamianiem zasobnika. Musieli w tym celu podłączyć go do reaktora. Do zasobnika przypięty był elastyczny pęcherz na wodę. Pod moją nieobecność inni członkowie komórki zbierali pojemniki z wodą z niebieskich pomponów i przelewali ją do pęcherza, który puchł w oczach, aż przybrał rozmiary wanny.

Arsibalt przypiął się do pulpitu sterowniczego reaktora, przy którym następnie spędził sporo czasu zupełnie nieruchomo: domyślałem się, że odczytuje instrukcje z wirtualnego wyświetlacza w hełmie i sprawdza kolejność działań. W końcu wziął się do roboty i zaczął wtykać w reaktor długie tyczki, czym upodobnił go do kolczastego zwierzęcia. Przy końcach kolców rozkwitały metalowe kwiaty, zasłaniając nam widok na same ich czubki. Arsibalt cofnął się do pulpitu, pomanipulował przy nim i powiedział:

— Uruchomiłem reaktor. Uważajcie na końcówki tyczek, są gorące.

— Radioaktywne? — spytał Jesry.

— Po prostu gorące. Parzą. Reaktor wypromieniowuje przez nie nadmiar ciepła. — Arsibalt zawiesił głos i po chwili dodał: — Radioaktywne też.

Nikt się nie odezwał, ale założyłbym się, że nie ja jeden sprawdziłem w tym momencie swój zapas tlenu. Agregat zaczął rozbijać wodę na tlen i wodór; niedługo będziemy mogli uzupełnić zasoby powietrza i pożywienia i wymienić zużyte filtry dwutlenku węgla, ale do tego czasu musieliśmy siedzieć cicho, nie denerwować się i dzielić tym, co mamy, z bardziej potrzebującymi. Na przykład Esma, która dyrygowała przelewaniem wody do pęcherza, zużyła bardzo dużo tlenu.

— Wszyscy poza Sammannem i Grathem niech coś zjedzą, napiją się i prześpią — polecił Lio. — Kto nie będzie mógł zasnąć, niech powtarza w głowie plan działań. Sammannie, Gratho… Połączcie nas.

Sammann i Gratho wyplątali się z manifików i zaczęli się gramolić po zlepku ładunków. Znaleźli w nim jakąś magiczną skrzynkę, wyplątali ją z siatki i przywiązali w takiej pozycji, żeby nic nie zasłaniało jej Arbre. Po paru minutach Sammann zameldował, że mamy połączenie z Retikulum — czego i tak się domyśliłem, kiedy na obrzeżach pola widzenia zaczęły mi rozkwitać nowe lampki i wyświetlacze.

— Halo, fraa Erasmas, komórka numer trzysta siedemnaście — usłyszałem w słuchawkach. — Jak mnie słyszysz?

— Cześć, Tulia. Słyszę cię doskonale. Dzień dobry albo dobry wieczór, nie wiem, co tam teraz macie.

— Wieczór. Siedzimy w szopie na narzędzia na farmie, tysiąc mil na południowy zachód od Tredegarha. Czemu to tyle trwało?

— Podziwialiśmy widoki i trochę imprezowaliśmy. A co u was? Co komórka numer osiemdziesiąt siedem robi w szopie na narzędzia?

— Wszystko, żeby ułatwić ci życie.

— Tulio, nie znałem cię od tej strony: taka jesteś pomocna, taka zgodna…

1 ... 208 209 210 211 212 213 214 215 216 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)