Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]
- Автор: Снегов Сергей Александрович
- Серия: Ludzie jak bogowie #2
- Год: 1988
- Язык: польский
- Год: Wsp
- ISBN: 83-7018-082-5
- Переводчик: Tadeusz Gosk
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Dalekie szlaki [Галактическая разведка - pl]l]». Краткое содержание книги:
— Rozumiem twoje aluzje. Potęga Ramirów jest oczywiście nieporównywalna z naszą i waszą. Ale Ramirowie dawno opuścili skupisko Perseusza i zajęli się przebudową jądra Galaktyki. Nie będą więc sobie zawracać głowy Niszczycielami lub Ziemianami, a tym bardziej tchórzliwymi Galaktami.
Wysłuchałem władcy tak, jakbym wiedział o Ramirach znacznie więcej od niego. Przyjaciele natomiast nie potrafili się opanować i deszyfrator przekazał ich pełne podniecenia szepty, wywołane nowiną o nie znanej nam cywilizacji gwiezdnej.
— Zostawmy Ramirów w spokoju, mają dość własnych kłopotów — powiedziałem. — Pomówmy lepiej o zasadach proponowanego przez was sojuszu ludzi i Niszczycieli.
— Zasada jest prosta: zewrzeć w jedną pięść nasze podzielone obecnie potęgi.
— To nie jest cel, ale środek do jego osiągnięcia. — Mogę przedstawić również i cel.
— Bardzo proszę!
Mówił chętnie i głośno, zbyt głośno. Nie było w tej mowie niczego nowego — te same podłe zasady wyzysku słabszego przez silnego, kosmiczne barbarzyństwo i rozbój. Proponował nam „współwrogość”, nienawiść do wszystkiego, co nie będzie „nami”. Trzeba było być bardzo zaślepionym i zadufanym w sobie, aby zwrócić się do ludzi z takim projektem.
W odpowiedzi wygłosiłem z pamięci deklarację uchwaloną na Orze i przyjętą przez konstytucję Sojuszu Międzygwiezdnego.
Usłyszałem okrzyki kolegów i tym razem nie rozgniewałem się, że tak burzliwie wyrażają mi swoje poparcie.
Mój program rozwścieczył naczelnego Zływroga. — Zapominasz, gdzie jesteś! — ryknął.
— Doskonale pamiętam! — odparłem ze spokojem, który bardzo wiele mnie kosztował. Ale to ja jego, nie on mnie powinien przywoływać do porządku. — Znajduję się we władzy okrutnych wrogów, panów mojego życia i śmierci.
— I ty masz czelność proponować mi wyzwolenie ujarzmionych narodów i wprowadzić obrzydliwą pomoc wzajemną?!
— Bez tego nie do pomyślenia jest twórcze istnienie. Chcecie tego lub nie, z wami lub bez was, ale ta zasada zwycięży we wzajemnych stosunkach rozumnych Niebian.
Wydało mu się, że wykrył moją słabą stronę i łatwo weźmie nade mną górę w dyskusji.
— Powiedziałeś „twórcze istnienie”? Bzdura! Na świecie istnieje jeden tylko realny proces — niszczenie, zgładzanie. I my, Niszczyciele, swoją rozumną działalnością przyspieszamy ten samoistny proces.
— Działalność ludzi jest inna.
— A więc jest nierozumna. Wszechświat dąży do chaosu. Rozumne i majestatyczne jest tylko sprzyjanie rozpowszechnieniu tego chaosu. Jedynie w chaosie można znaleźć pełne wyzwolenie od nierówności i niewoli.
— Istoty żywe starają się zastąpić chaos organizacją.
— Dążenie do likwidacji chaosu to błąd początkowych stadiów rozwoju, kiedy nierówności i komplikacje są jeszcze powszechne. Ale najwyższym wykwitem rozwoju jest upajająca monotonność wszystkiego, zachwycająca niwelacja różnic!
— Pańskim zdaniem dążenie do pokonania żywiołu samo jest żywiołem? Wy, Niszczyciele, stworzyliście najpotężniejszą organizację, jaką zna świat…
— Zapomniałeś o Ramirach, człowieku.
— Ramirowie są daleko, nie mówmy więc o nich. Wasza organizacja, wasz surowy porządek, wasz potworny brak wolności dla wszystkich…
— Organizacja została stworzona dla zwiększenia dezorganizacji, porządek służy rozpowszechnianiu nieporządku, a powszechny brak wolności jest tylko niezbędnym pośrednim etapem na drodze absolutnego wyzwolenia wszystkich ze wszystkiego… Sprzyjamy, a nie przeciwdziałamy najgłębszym tendencjom natury.
Dyskutował z zadufaniem półgłówka, przekonanego, że świat jest skończony i ogranicza się do jego najbliższego sąsiedztwa, z pewnością siebie nieuka, który podniósł swoją niewiedzę do godności filozofii. Mogłem pokonać go bez trudu, ale nie wiedziałem, czy zdoła pojąć, że został pokonany.
— Milczysz, a więc uznajesz się za zwyciężonego! — ryknął triumfalnie.
— Przeczy pan sam sobie — odparłem.
— Tego trzeba dowieść.
— Naturalnie. Proszę uzasadnić swój światopogląd, a ja dowiodę, że z każdej pańskiej tezy wynika wniosek odwrotny do tego, jaki pan sam z niej wyciąga.
— Można i tak — zgodził się. — Będzie z pożytkiem dla moich poddanych, jeżeli raz jeszcze utwierdzą się w zasadach naszej filozofii, chociaż i tak nie budzi ona w nich nawet cienia wątpliwości.
— Ludzie i nasi gwiezdni przyjaciele także odniosą korzyść z wykładu waszej filozofii — odparłem, ale nie zrozumiał groźby kryjącej się w moich słowach.
Zaczął oryginalnie, trzeba mu to przyznać. Wszechświat narodził się kiedyś — mówił — jako otchłań wszelakich różnic i gniazdo niepodobnych do siebie nawzajem najróżnorodniejszych form. Pusta przestrzeń i gwiezdne olbrzymy, skomplikowane życie biologiczne i bezpostaciowa plazma; na jednym biegunie zawsze zindywidualizowany myślący rozum, na drugim ubóstwo rozproszonych atomów. Nierównomierność i niejednakowość, wstrętna swoistość wszystkiego i we wszystkim, barbarzyństwo zorganizowanych wspólnot, tyrania porządku, niewola wszelkich struktur hierarchicznych — oto jaki był początek świata i jak, mimo wielkiego postępu, świat w znacznym stopniu wygląda do dzisiaj.
— Ale wszystko tylko zaczyna się od komplikacji — grzmiał Niszczyciel — a idzie ku prostocie. Czyż rozwiązując zadanie nie posuwamy się od złożoności do składających się nań elementów? Czyż wykrywanie prostoty wewnętrznej nie jest najwyższym celem poznania? O ile więc szlachetniejsze jest nie wykrycie, lecz tworzenie prostoty, wzbogacanie świata w prostotę! A jaka prostota jest najdoskonalsza? Oczywiście prymityw. Trzeba więc rozpowszechniać prymityw w jego najwyższej postaci, w postaci chaosu!…
W przestrzeni, kontynuował; istnieje sześć kierunków, w czasie natomiast tylko jeden: do przodu, wyłącznie do przodu! Naprzód ku najwyższej formie istnienia monotonii. Taki jest kierunek rozwoju natury i takiż cel postawili przed sobą Niszczyciele! Wypowiedziawszy śmiertelną walkę wszelkiej odrębności, a w pierwszym rzędzie oczywiście każdej formie życia biologicznego, jako najbardziej swoistej.
— Teraz rozumiem, dlaczego nazywacie siebie Niszczycielami — powiedziałem.
— Właśnie dlatego — wykrzyknął z dumą — że niczego nie stworzyliśmy, lecz potrafimy wszystko zniszczyć! Mam nadzieję, że przekonałem cię człowieku, o historycznej wadze naszej misji?
Wtedy zacząłem mówić ja:
— Władca Niszczycieli twierdzi, że niczego nie stworzył, ale może wszystko unicestwić. Gdyby to było prawdą, to w oczach ludzi wywołałoby jedynie odrazę. Na szczęście nie jest to zgodne z rzeczywistością. Wiele jest rzeczy, których zniszczyć nie potrafi, a sama jego niszczycielska działalność niesie w sobie elementy tworzenia, że wspomnę tylko o budowanych przez niego miastach, fabrykach, warowniach gwiezdnych…
Wydaje się mu, że niweluje odrębności, a w gruncie rzeczy powołuje do życia nowe. Swoistość obiektów naturalnych stanowi o harmonii Wszechświata, a proporcji różniących się od siebie struktur nie da się zmienić według czyjegoś widzimisię. Wielki Niszczyciel utrzymuje, że Wszechświat idzie od złożoności ku prostocie. Ja twierdzę natomiast, że równolegle zachodzi w nim proces odwrotny i co za tym idzie, starania Niszczycieli skazane są na niepowodzenie. Już chociażby z tego powodu ludzie, jako istoty rozumne, nie będą brać udziału w bezsensownych działaniach. Ale to tylko margines: ludzie nie mogą zgodzić się na sojusz, którego celem jest niszczenie wszystkiego, co żywe! Wobec tego w imieniu wszystkich narodów gwiezdnych wypowiadam wam wojnę! Niszczyciele zostaną zniszczeni!